NVIDIA poważnie nabroiła, sprzedając swój sprzęt osobom kopiącym kryptowaluty. Amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd nie przeszła obok tego obojętnie.
Jeśli kilka lat temu zaczęliście polować na najnowsze karty graficzne NVIDIA, to wiecie, jak trudno je było dostać. Już w 2016 roku, kiedy na to na rynek zawitały GTX 1070, GTX 1070 Ti, GTX 1080 i GTX 1080 Ti, ciężko było położyć rękę na którejkolwiek z nich. W następnym roku sytuacja zamiast się polepszyć nieznacznie się pogorszyła. Oczywiście firma naprodukowała ich wystarczająco dużo, że owe braki nie były aż tak widocznie, ale wszystko odbiło się w cenie. W 2018 zawitała do nas seria GeForce RTX 20 i pozamiatała na rynku kart graficznych. Wtedy też kopanie kryptowalut zyskało znaczącą ilość fanów. I jak możecie się domyślić, te dwie sprawy były ze sobą poważnie powiązane. Okazuje się, że górnikom kryptowaluty pomagał nie kto inny, jak sama NVIDIA, sprzedając im niesamowite ilości swojego sprzętu.
Możecie zapytać, ale w czym problem? W końcu to nie tak, że zwykłym graczom zabrakło kart graficznych. I oczywiście mielibyście racje, gdyby nie to, że cała sprawa odbiła się na naszej kieszeni. Ale od początku. Komisja Papierów Wartościowych (SEC) zarzuciła Nvidii, że w rocznym raporcie z 2018 źle zaklasyfikowała swoje przychody. Korzyści ze sprzedaży sprzętu do kopania kryptowalut firma przypisała do segmentu, którego sama nazwała gamingowym. Według komisji, NVIDIA zrobiła tak w swoim formularzu 10-Q, który jest wymaganym kwartalnym raportem o zarobkach. Jest to postrzegane jako oszustwo, ponieważ przede wszystkim inwestorzy zostali wprowadzeni w błąd. Sprawa uniemożliwiała im podjęcie racjonalnej i opartej na faktach decyzji dotyczącej stanu finansowego giganta. Jednak problem na tym się nie kończy.
Efekty oszustwa Nvidii
Kryptowaluty przeżywały swój renesans w 2018 roku, o czym NVIDIA doskonale wiedziała. Sprzedając kopalniom swój sprzęt, spowodowała niesamowite zamieszanie na rynku zarówno wirtualnej waluty, jak i samych kart graficznych. Ceny GPU poszybowały pod sufit, co oczywiście odbiło się na zadowoleniu graczy. Z pewnością samo to rozeszłoby się po kościach, ponieważ posiadacze komputerów przyzwyczajeni są do braku, bądź absurdalnych cen sprzętu, gdyby nie to, że rynek kryptowalut nagle się załamał. A jak do tego doszło?
Przede wszystkim powodem jest oczywiście sama natura takiej waluty. To dość niestabilny rynek, który jest o wiele bardziej wrażliwy na zasady rządzące zwyczajowymi jednostkami monetarnymi obowiązującymi w danym państwie. Poza tym kryptowaluta jest cenna, ponieważ zdobycie jej znacznych ilości wcale nie jest takie łatwe. I w tym właśnie Nvidia zwęszyła doskonały interes. Przychody firmy z „segmentu gamingowego” wzrosły o 52% w drugim kwartale roku fiskalnego 2018 i o 25% w następnym. Oznacza to, że górnicy kupowali ich produkty na naprawdę wielką skalę. W efekcie coraz więcej waluty było wykopywane. Jak można się spodziewać, znając choćby podstawy działania inflacji, rynek po gwałtownym zalaniu wirtualnym pieniądzem się załamał. I to na wielką skalę. Spółka zaliczyła potężny spadek dochodów, co oczywiście rozzłościło akcjonariuszy.
SEC wtrąciła się w całą sprawę po tym, jak otrzymała wiele zgłoszeń od inwestorów i osób posiadających akcje NVIDII. Po dokładnym zapoznaniu się z problemem ogłosiła, że spółka naruszyła ustawę o papierach wartościowych z 1993 roku i przepisy o giełdach papierów wartościowych z 1934 roku. Komisja zarządziła dla giganta karę w wysokości 5,5 mln dolarów. Nie jest to niestety wielka kara w porównaniu do zarobków NVIDII, ale przynajmniej pokazuje, że nie wszystkie działania najbogatszych firm przechodzą bez echa. Firma zastosowała się do wyroku komisji, ale nie odniosła się do zarzutów w żaden sposób.

