Polowanie na mamuty czas zacząć! Polylithic – recenzja gry

Gra Polylithic. Na obrazku mężczyzna, wyglądający jak wódz plemienia lub szaman patrzy w dal. Ma na sobie skórę jelenia wraz z łbem i rogami, nosi ją w charakterze nakrycia głowy. Kolorystyka ciepła, przeważają pomarańcze, brązy, róże. Na pierwszym planie rozmyte źdźbła trawy nadające całości głębi.

Ciężko jest zaczynać od zera. Zwłaszcza, kiedy polega na nas całe plemię, którego członkowie nie wiedzą nawet, w jaki sposób ostrzyć kijki i zbierać jagody. Jak przetrwać pierwsze kilka dni oraz dlaczego szaman zaczął działać mi na nerwy, dowiecie się z poniższej recenzji gry Polylithic.

Polylithic to tytuł studia Polyperfect, który trafił do wczesnego dostępu na Steam w listopadzie 2023. Fabuła gry ma miejsce w czasach prehistorycznych, a dokładniej w epoce kamienia, obejmuje paleolit i neolit. My natomiast wcielamy się w jednego z członków plemienia, które czasy świetności ma dawno za sobą. Jak dowiadujemy się na samym początku, straszliwa plaga przyniesiona przez nieznanych przybyszy zebrała żniwo, pozostawiając przy życiu zaledwie kilka osób. Stary (ale wygląda na to, że o końskim zdrowiu) szaman, który zdaje się przewodzić garstce ocalałych, od tej pory będzie dawał nam kolejne zadania, które mają przybliżyć nas do celu. Celu, którym jest szczęśliwe, liczne i silne plemię, gotowe, by osiąść gdzieś na stałe.

Gra Polylithic. Na pierwszym planie gałęzie drzewa, pomiędzy którymi widać mały obóz. Jest ciemno, na środku płonie ognisko i rzuca bardzo ciepłe, miłe światło. Obok stoi szaman. Widać trzy chatki z drewna i skór, a także stojak do suszenia skór.

Podczas gdy szaman z zadowoleniem będzie grzał się przy ognisku, my rozpoczniemy swoją przygodę w pięknym, choć niebezpiecznym świecie. Nauczymy się zdobywać pożywienie, tworzyć potrzebne narzędzia, polować, a także budować zasoby ludzkie i nimi zarządzać. Pracy czeka na nas naprawdę dużo, a czasu nie ma zbyt wiele – jak na plemię koczownicze przystało, wraz z nadejściem zimy wyruszymy w drogę, by potem… założyć kolejny obóz.

Prostota na bogato, czyli oprawa graficzna i dźwiękowa

Gra powstała w stylu low poly, który cechuje się tworzeniem obiektów przy użyciu małej liczby wielokątów. Osobiście jestem ogromną fanką tej stylistyki, kojarzonej chociażby z takim tytułem jak Astroneer, ale to, co zrobili twórcy Polylithic, z pewnością przypadnie do gustu także bardziej sceptycznym graczom. Obok charakterystycznych kanciastych form znajdziemy tu przepiękną kolorystykę i naprawdę bogate, żywe otoczenie. Falująca na wietrze trawa, krople deszczu rozbijające się o ziemię czy pioruny i śnieżyce to tylko część atrakcji, które przyniesie nam przyroda. Skoro już jesteśmy przy kolorystyce, to przywodzi ona na myśl Firewatch, gdzie słoneczne żółcie, pomarańcze i czerwienie mieszają się z głębokimi granatami i zieleniami nocy.

Gra Polylithic. Członek plemienia stoi na wzgórzu i patrzy w dal. Poniżej rozpościerają się szerokie polany pokryte gęstą trawą w kolorach zieleni i żółci. Gdzieniegdzie skały, głazy, pojedyncze drzewa czy kwiaty. Człowiek ma blond włosy i nosi skórzane ubranie. Spokojna atmosfera, pogodny dzień.

Niesamowite wrażenie robi też zmiana oświetlenia – w ciągu dnia możemy podziwiać wręcz gorąco bijące z ekranu, by niedługo potem obserwować, jak płynące obłoki rzucają cień, przepuszczając jedynie pojedyncze promienie słońca. Deszcz zwiastuje zdecydowane ochłodzenie barw, a fruwające gdzieniegdzie świetliki to niezwykle magiczny widok. Wszystko to sprawia, że świat zdaje się tętnić życiem, a my rozglądamy się wokół, podziwiając jego różnorodność.

Gra Polylithic. Jest noc, dominują zielenie, granaty, czernie. Członek plemienia kuca pośród rozświetlonej trawy, za nim dwie brzozy. Wokół widać więcej drzew, sytuacja dzieje się w lesie. Człowiek coś zbiera, w ręku trzyma siekierkę.

Nad urokami grafiki w grze Polylithic mogłabym w recenzji rozwodzić się jeszcze długo. Natomiast jeśli chodzi o niedociągnięcia wymagające poprawy, to są one drobne. Wbieganie postacią pod górę jest dosyć nieporadne, a gdzieniegdzie zdarzy nam się natrafić na przenikające się tekstury. Natomiast najbardziej frustrującym elementem wizualnym jest według mnie… ekwipunek. Niezależnie od wyglądu i płci postaci krzątających się po obozie po wejściu w ich inwentarz ujrzymy brodatego mężczyznę, dumnie prezentującego nagi tors. Czy niszczy mi to rozgrywkę? Nie, ale moje zdziwienie za każdym razem jest takie samo. Są to problemy,  z którymi, mam nadzieję, studio szybko sobie poradzi. Pamiętajmy, że gra jest wciąż we wczesnym dostępie, a twórcy już teraz nie mają się czego wstydzić. Miłym elementem byłaby również opcja tworzenia swojego osadnika, bo obecnie wraz z początkiem gry otrzymujemy losowo wygenerowaną postać. Niemniej jest to coś, o czym Polyperfect głośno mówi w kontekście przyszłych update’ów.

Gra Polylithic. Widoczna osada. Główna chata oraz dwie mniejsze, wódz-szaman, a także jeden z osadników stojący na dachu chatki, zupełnie jak Płotka znana z Wiedźmina. Postać grywalna siedzi na kłodzie przy ognisku. Jest dzień, widać drzewa, trawę.

Jeśli chodzi o ścieżkę dźwiękową, stanowią ją głównie odgłosy otoczenia. Śpiew ptaków, wycie wilków w oddali, ryczenie jeleni czy pochrumkiwania dzików to tylko część dających o sobie znać zwierząt. Oprócz tego przez całą rozgrywkę towarzyszą nam odgłosy odpowiadające warunkom pogodowym oraz, okazjonalnie, muzyka. Podkład muzyczny doskonale odpowiada tematyce, składa się z krótkich i rytmicznie wygrywanych na bębnach melodii. Kiedy rozpoczynamy polowanie lub gdy oszalały zwierz rusza do ataku, momentalnie jesteśmy zagrzewani do walki! Jakość dźwięku jest doskonała. Siedząc po zmroku przy ognisku, możemy poczuć klimat leśnej głuszy, w której czają się nieznane zagrożenia.

Nieuchwytne kurczaki i agresywne prosiaki – kilka słów o sterowaniu oraz walce

W recenzji Polylithic nie może zabraknąć komentarza dotyczącego sterowania oraz trybu polowania w grze. Przez całą rozgrywkę obserwujemy swoją postać z widoku trzeciej osoby, swobodnie obracając kamerą na boki podczas eksploracji. Problem natomiast stanowi brak możliwości ruchu kamery na osi Y, co niejednokrotnie powoduje, że biegniemy praktycznie na oślep. Nie raz zdarzyło mi się wlecieć wprost na niedźwiedzia czy po prostu zapędzić się w ślepy zaułek pomiędzy skałami. Największym kłopotem jest stawianie czoła wzniesieniom, bo wtedy nie mamy zupełnie pola do manipulacji. Maksymalnie oddalona kamera również nie obejmuje zbyt wielkiego obszaru.

Gra Polylithic. postać odziana w ubranie ze skór biegnie przed siebie. Wokół krzewy, drzewa, trawa. Bogata roślinność w ciepłych barwach. Postać wbiega do lasu, nieco pod górę.

Kolejnym tematem są polowania. Od początku gry uczymy się polować na coraz to większe zwierzęta, zaczynając od używania prostych narzędzi. Szybko okazuje się jednak, że łatwiej jest drewnianą pałką zabić bawoła niż wkurzająco głośnego kurczaka bezwstydnie biegającego wkoło obozu. Problemem jest najwyraźniej mechanika walki – kiedy biegniemy, nie możemy uderzać. Kiedy uderzamy, potrzebujemy chwili, by ruszyć się znowu. Ponadto ciosy nie są zbyt precyzyjne, a nasza postać celuje mniej więcej tam, gdzie ostatnio kliknęliśmy myszką, nawet jeśli ofiara zmieniła swoje położenie. Kiedy już „przesiądziemy” się ze zwykłego kija na broń miotaną, taką jak włócznie czy łuk, będziemy mogli w końcu dopaść kurczaka, ale pozostałe walki nie przestaną stanowić wyzwania. Niekoniecznie w dobrym znaczeniu tego słowa.

Gra Polylithic. Na grafice człowiek rzucający włócznią w stronę jelenia stojącego poniżej. Oznaczenia mówią, jak duże obrażenia otrzymało zwierzę. Cios odebrał mu 40 punktów zdrowia. Wokół jest dosyć ciemno, pora wieczorna. Dużo zieleni, trawy, drzew.

Oprócz problemów z celowaniem walka sprawia też trudności, kiedy staramy się zachować dystans i unikać ataków. Często wydaje nam się, że nie powinniśmy zostać trafieni, a tymczasem lecimy do tyłu jak kukła, pchnięci przez dzika-mordercę. Wstanie po takim ciosie kosztuje nas chwilę oraz wymusza potrzebę leczenia, co z kolei wymaga odłożenia broni i przejścia na marsz. Dynamika tych wszystkich czynności w walce jest nieco kłopotliwa i niezdarna. Jeśli chodzi o dziki… Nie spotkałam chyba w tej grze zwierzęcia, którego nie lubię tak bardzo jak dzików. Walka z nimi to udręka, a na domiar złego atakują zazwyczaj w grupach i biegają wkoło, chrumkając z zadowoleniem. Dosyć toporna walka w połączeniu z kilkoma przeciwnikami stanowi mieszankę (nie)doskonałą – z pewnością sprawi, że nie będziemy chcieli rzucać się na każde napotkane zwierzę i nauczymy się ostrożności.

Gra Polylithic. Człowiek stoi na wzniesieniu, a daleko przed sobą widzi duże stado mamutów chodzących po zielono-zółtych łąkach. Mamutów jest sporo, są spokojne. Znajdują się na rozległym pastwisku. Za plecami człowieka również tereny zielone, trawa, a także kwiaty.

Bardzo szybko da się jednak wychwycić schemat ataku każdego ze zwierząt, bo niestety, jest on dosyć powtarzalny. Tak też bawoły zawsze obierają cel, rozpędzając się i biegnąc przed siebie kilka metrów lub zatrzymując się na pierwszej przeszkodzie. To świetny moment, by atakować z dystansu. Następnie cała akcja się powtarza, a my możemy na zmianę schodzić bawołowi z drogi i strzelać. Niedźwiedzie i mamuty działają podobnie, przy trafieniu zadając jednak większe obrażenia, dlatego warto najpierw je nieco poznać. Po kilku potyczkach zabicie mamuta w pojedynkę to żaden problem, co nie do końca mi się podoba. Największe zwierzę tamtych czasów okazuje się dosyć niemądrym włochatym słonikiem, który daje się pokonać sprytnemu człowiekowi z patykiem w ręku. Jest to coś, co mogłoby zostać poprawione w przyszłości – mam nadzieję, że tak będzie.

To, na co wszyscy czekali, czyli crafting

Jeśli tak jak ja uwielbiacie w gry, w których DIY gra pierwsze skrzypce, to bardzo się cieszę, że trafiliście na recenzję Polylithic. Tutaj wszystko zrobimy sami! Początkowo, kiedy jedyną ciężko pracującą w plemieniu osobą jesteśmy my, przetrwanie spoczywa na naszych barkach. Musimy zbierać kamienie i patyki, suchą trawę czy glinę, by później przerobić je na bardziej zaawansowane narzędzia. To, co naprawdę mi się podoba, to wyraźnie widoczny progres. Przykładowo, skórowanie zwierząt rozpoczynamy od użycia zaostrzonego kamienia, by potem przerzucić się na prostą siekierkę, a następnie nóż. Każdy etap wymaga od nas nieco czasu, a także wykonywania zleconych przez szamana-wodza questów.

Gra Polylithic. Grafika przedstawia menu kołowe w grze. Czarne koło na środku ekranu z możliwymi do wykonania broniami, takimi jak toporek czy włócznia. W tle widać to, co dzieje się w grze, a jest to osada.

Tworzenie przedmiotów odbywa się w prosto wykonanym i bardzo intuicyjnym menu kołowym. Wyraźny podział na kategorie, a także oznaczenia pokazujące posiadane oraz brakujące materiały, spełniają swoją funkcję doskonale. Niemniej, niektóre narzędzia i przedmioty wymagają od nas dodatkowych „stacji” produkcyjnych, takich jak ostrzałka czy stelaż do naciągania skór. Tutaj mam wrażenie, że gra nie sygnalizuje ani nie podpowiada kolejnych kroków, przez co możemy się tymczasowo zaciąć. A czas i dynamiczna rozgrywka, zwłaszcza na początku, mają gigantyczne znaczenie dla naszego przetrwania.

Oprócz wytwarzania narzędzi zdobywamy również umiejętność wznoszenia prostych konstrukcji. Nie są to może zbyt efektowne budowle, ale chatka z patyków, którą przykryjemy skórami, da schronienie kolejnym osadnikom. Chcąc poprawić bezpieczeństwo plemienia, możemy też otoczyć obóz płotem z drewna czy kamienia, odbierając drapieżnikom możliwość zasadzki. A takie przypadki wcale nie są rzadkością – niedźwiedź wparowujący między namioty to niezbyt miła niespodzianka.

Gra Polylithic. Na grafice widoczny fragment osady, gdzie człowiek buduje chatkę. Kuca i uderza młotkiem, a chatka pojawia się, wysuwając jakby spod ziemi. Jest to proces budowania w grze. Gotowa chatka zastąpi czekający na powstanie budynku stelaż.

Dlatego warto się przygotować, uzbrajając każdego nowego członka plemienia. Doskonale sprawdza się broń o dalekim zasięgu, bo nie wszyscy z naszych aktywnych osadników są dobrymi łowcami – a przynajmniej nie od razu. Biorąc pod uwagę, że zwierzęta są silne i nad wyraz uparte, potrafią zadać bardzo duże obrażenia w krótkim czasie. Niejednokrotnie zdarza się, że taka sytuacja kończy się zmniejszeniem populacji obozu.

Gra Polylithic. Postać główna i dwóch osadników stoją na wzgórzu. Poniżej przed nimi widać rozległe polany, a także zbiornik wodny. Kolorystyka bardzo ciepła, przeważają pomarańcze. Pada deszcz.

To, co zdecydowanie wymaga usprawnienia, to masowa produkcja broni i surowców. Na ten moment nie mamy możliwości określenia, ile przedmiotów danego rodzaju chcemy stworzyć, co zmusza nas do koszmarnie nudnego i mozolnego klikania. Przykładowo, do wykonania jednej włóczni potrzebujemy między innymi dwóch sznurków. Powiedzmy, że włóczni chcemy zrobić 30, tak aby rozdzielić je pomiędzy członków plemienia. Po tym, jak już stworzymy sobie sznurki (z 60 zebranych wcześniej kawałków trawy), każdą włócznię również craftujemy osobnym kliknięciem. Zbyt wczesne ponowne kliknięcie powoduje przerwanie aktualnej czynności i rozpoczęcie jej od nowa. Jest to niezwykle frustrujące i trwa kilka dobrych minut zajęcie.

Plemię głodomorów i spożywczy ranking

W Polylithic musimy regularnie spożywać posiłki. Jest to zrozumiałe i jak najbardziej pożądane w grach survivalowych. Na początku polegamy na zbieractwie, później skłaniamy się ku polowaniom czy rybołówstwie. Niemniej, każdy z podstawowych produktów (mięso i ryby po obróbce termicznej) zapewnia konkretny czas poczucia sytości. Kolejno: jagody  3 minuty, pieczona ryba 6 minut, orzechy 8 minut, a pieczone mięso aż 10. Tym sposobem owoce są najmniej wygodnym produktem, który zmusza nas do ciągłego podjadania (również w trakcie walki) ze względu na to, że głód momentalnie powoduje utratę zdrowia. Najmniej pracy i czasu pochłania zbieranie orzechów, które stały się moim głównym pokarmem w grze. Pozostałe produkty warto składować w obozie, bo również od tego zależy zadowolenie mieszkańców. Zrobienie zapasów to świetny pomysł!

Gra Polylithic. Jest noc, niewiele widać, dominują granaty i  zielenie. Członek plemienia stoi na trawie przy skale. Na ekranie pojawiła się jakby obwódka, która symbolizuje głód postaci. Czerwona, pulsująca mgła otaczająca ekran - to oznacza utratę zdrowia.

Skoro już mowa o plemieniu, będąc wybrańcem leniwego szamana, możemy wykorzystywać swoją pozycję do wyznaczania zadań innym. Nasi towarzysze mogą zająć się zbieractwem, polowaniem, gotowaniem czy tworzeniem przedmiotów. Ciągła praca w danej kategorii powoduje rozwój umiejętności, a dzięki temu lepsze efekty w przyszłości oraz dostęp do kolejnych opcji. Oprócz tego możemy zabrać członków plemienia ze sobą – podczas wyprawy będą „zgapiać” nasze zachowanie, a my wejdziemy w rolę nauczyciela. To naprawdę fajne rozwiązanie, bo wspólne wypady, a w tym polowania w grupie, robią wrażenie.

No dobra, ale co my właściwie robimy?

Jak już wspomniałam na początku recenzji, Polylithic ma raczej prostą fabułę. Nie oznacza to jednak, że będziemy się nudzić, a cała rozgrywka polegać będzie jedynie na wytwarzaniu przedmiotów i zbieraniu surowców. Mieszkający w naszym obozie szaman przygotował serię questów, których nie zawaha się użyć. Każda seria kończy się misją z ograniczeniem czasowym, po której następuje nadejście zimy i migracja. Jeśli nie zdążymy, spotka nas intensywna śnieżyca, ekran pokryje szron, a nasz bohater nie da sobie rady w tak niesprzyjających warunkach. W przypadku sukcesu obóz zostaje przeniesiony w inne miejsce, co zachęca do odkrywania innych części mapy.

Gra Polylithic. Na ekranie widać okno tekstowe, w którym pojawiło się ostrzeżenie, mówiące o tym, że zaakceptowanie kolejnej misji będzie wiązało się z rozpoczęciem odliczania czasu. W tle widać część wioski.

W trakcie gry mamy również szansę na odnalezienie ciekawych elementów, z którymi możemy wejść w interakcję. Jednym z nich jest mamuci szkielet, którego część może posłużyć do ozdobienia istotnego dla nas ołtarza. To z kolei odblokowuje kolejną misję, a także możliwość zdobycia korzystnych efektów towarzyszących nam podczas rozgrywki. Takich niespodzianek jest więcej, a niektóre z nich są naprawdę zaskakujące i tworzą duże pole do własnych interpretacji.

Gra Polylithic. Grafika przedstawia człowieka stojącego obok szkieletu mamuta. Szkielet leży pomiędzy skałami, a nad nim widoczny jest ślad po uderzeniu pioruna. Czy tak właśnie zginął mamut?

Jak sami twórcy zapowiadali, tytuł kryje wiele tajemnic czekających na odkrycie, a w tym nawet motyw sci-fi. To na pewno trop, który warto zbadać samemu! Skąd wzięło się plemię? Czym była zaraza? Odpowiedzi znajdziemy na obszernej mapie obfitującej w malownicze zakamarki. Choć przemierzenie jej wzdłuż i wszerz w teorii nie zajęłoby dużo czasu, to napotykane na drodze przeszkody i zagrożenia skutecznie sprawiają, że podróże stanowią wyzwanie. Przyznam, że mój bohater niejednokrotnie poniósł śmierć podczas wyprawy, co nie zniechęciło mnie wcale do podejmowania kolejnych prób. Znalezienie odpowiedniej ścieżki czy omnięcie groźnych przeciwników to całkiem ciekawa zabawa.

Skomplikowana prostota. Polylithic – ostateczne wrażenia z gry

Recenzja gry Polylithic okazała się obszerniejsza, niż początkowo się spodziewałam. Ale taki właśnie jest ten tytuł – pełen niespodzianek. Początkowo rozgrywka jest dosyć chaotyczna, mimo że zdaje się być prosta. Pędzimy, wykonując kolejne questy w pogoni za nowymi możliwościami. Jednak kiedy zaczniemy przeć naprzód bez wcześniejszego przygotowania, możemy nagle zderzyć się ze ścianą i ponieść surowe konsekwencje. Uczymy się nowych rzeczy, zarządzania czasem i osadnikami. Kiedy wyważymy sobie wszystkie elementy rozgrywki, zaczniemy zachwycać się otaczającym światem, a nawet dostosowywać go do swoich potrzeb. Gra może wymaga pewnych poprawek, ale już teraz niesie mnóstwo świetnej zabawy. Dlatego do tych, którzy mogą czuć się zniechęceni brakiem podpowiedzi i wskazówek – wytrwajcie i zobaczcie, co przyniesie dalszy ciąg historii. Z czasem może nawet uznacie, że samodzielne odkrywanie swoich możliwości doskonale pasuje do roli, w której lądujemy jako następca wodza. W gronie craftingowych gier survivalowych Polylithic robi naprawdę dobre wrażenie i daje nadzieję na kawał świetnej przygody.

Gra Polylithic. Widać 3 osoby,a w tym wodza-szamana, które idą jedno za drugim, brodząc w śniegu. Wszędzie leży śnieg, wciąż pada. Horyzont rozświetla żółto-różowa poświata.

Scroll to Top