A bóbr siedzi i zawija je w te sreberka… Timberborn – recenzja gry

bobry przekraczają most nad rzeką, wokół wysokie drzewa, czyli logo Timberborn i wrażenia z gry

Pamiętacie, jak w szkole uczyli nas, że bobry budują tamy? Zachwytom nad ich pracowitością nie było końca. Miałam nadzieję, że też się pozachwycam, opisując Wam dziś wrażenia z rozgrywki w Timberborn. Czy faktycznie jest nad czym?

Pamiętam, jak jeszcze kilka miesięcy temu poznałam Timberborn w wersji demo na jednym z festiwali Steam Next. Zapowiadał się na przyjemny city builder z bobrami w rolach głównych. Gatunki – gry i zwierząt – się zgadzają. Zachwytu jednak wówczas nie doświadczyłam. Byłam jednak ciekawa, jak twórcy dalej rozwiną produkcję, która miała naprawdę spory potencjał. Sięgnęłam więc po pełną wersję, opublikowaną ostatnio we wczesnym dostępie. I, szczerze mówiąc, wrażenia z rozgrywki w earlyaccessowe Timberborn mam lepsze niż z dema. Nie umiem jednak przymknąć oka na kilka minusów gry, które zdecydowanie wymagają poprawek.

Bóbr budowniczy zawsze da radę!

Timberborn spokojnie można zaliczyć do gatunku strategicznych city builderów z elementami survivalu. Tym razem opiekujemy się jednak nie ludźmi, jak w większości gier tego rodzaju, a bobrami. Powód? Ludzkość wyginęła, a bobry przetrwały. Czy okażą się mądrzejsze od naszej rasy?

Niewątpliwie wprowadzenie do gry tych uroczych zwierzaków zapewniło jej z góry spore grono fanów. Futrzaste ssaki są niesamowicie pracowite i wspierają nas w stawianiu budynków, zdobywaniu surowców budowlanych czy uprawie warzyw i owoców. Wymagają jednak także czasu na odpoczynek, wygodnego miejsca do spania i odpowiednich zapasów pożywienia.

Timberborn rzut z góry na krainę i kilka domków

Timberborn to gra polskiego studia Mechanistry z siedzibą w Gdańsku. W trymiga podbiła serca graczy z całego świata, zdobywając w ciągu pierwszego miesiąca od premiery aż 95% pozytywnych ocen na Steamie. Branżowi krytycy są nieco bardziej powściągliwi w ocenach, jednak zanim dołączę do tego grona, chciałabym serdecznie pogratulować twórcom tak udanej premiery. Szczególnie że jest to ich debiutancka produkcja! Skoro już sam early access wywołał tak pozytywne poruszenie, prawdopodobnie możemy się spodziewać także ogromnego sukcesu pełnej premiery. Jednakże, gry we wczesnym dostępie często dostają od graczy taryfę ulgową. Niech więc ta recenzja wyjaśni Wam nieco, na co faktycznie można w Timberborn przymknąć oko, a które niedopatrzenia zasługują jednak na nieco więcej pracy.

Niech mnie bóbr kopnie!

Zarządzamy bobrami, więc nikogo pewnie nie zaskoczy fakt, że głównym surowcem budulcowym w grze jest drewno. Dzięki niemu postawimy pierwsze schronienia i magazyny, a także młyn wodny. Ten zaś pozwoli nam uruchomić nowe gałęzie produkcyjne dzięki dostarczaniu niezbędnej do ich funkcjonowania energii. Co więcej, możemy korzystać także z ruin ludzkiego świata, które dadzą nam trochę metalu przydatnego przy bardziej zaawansowanych konstrukcjach.

Rozgrywkę możemy poprowadzić jako jedna z dwóch bobrzych frakcji: Folkogoni lub Żelazozębi. Pierwsi skupią się na uprawie roli, dbaniu o naturę i podstawowy drewniany surowiec, zaś drudzy zapragną szybszego rozwoju za pomocą mocniejszego budulca z ludzkich ruin. Mimo dzielących je różnic zasady rozgrywki nie zmieniają się jednak znacząco. Każdy gracz sam oceni, czy dla niego to plus, czy minus całego pomysłu. W mojej opinii większe zróżnicowanie konsekwencji wyboru danej frakcji uczyniłoby produkcję ciekawszą i zwiększyłoby jej regrywalność. Ta, co prawda, wcale mała nie jest, a sama rozgrywka nie ma końca jako takiego, ale po poznaniu pierwszej grupy i rozpoczęciu przygody z drugą nie czułam większej potrzeby kontynuowania jej i niejakiego powtarzania zabawy. Tak przynajmniej odebrałam zabawę z tą bardziej zaawansowaną technicznie frakcją.

Wiem jednak, że wielu autorów pozytywnych recenzji na Steamie nie zgodziłoby się ze mną pod tym względem. I to też rozumiem. Bo fani city builderów naprawdę mogą się w tej grze świetnie odnaleźć. Po prostu akurat ja odkryłam, że wielbicielką gatunku chyba jednak nigdy nie zostanę, dlatego moje wrażenia z rozgrywki w Timberborn są takie, a nie inne.

Warto także zaznaczyć, że gra oferuje nie tylko siedem map, ale także ich edytor. Dzięki niemu można dzielić się własnymi projektami z innymi, a także korzystać z pomysłów reszty graczy. To dodaje regrywalności dużego plusa. Wciąż jednak brakuje większej unikalności kolejnych rozgrywek. Męczący jest również czas, jaki trzeba poświęcić, by dotrzeć do tej ciekawszej części bobrzej historii.

Wszyscy jesteśmy bobrami, tylko nie wszyscy jesteśmy zdiagnozowani

Jestem ciekawa, czy dotychczas przedstawione w tej recenzji informacje sprawiły, że Timberborn skojarzyło się Wam z grami takimi jak Frostpunk, SimCity czy Cities: Skylines? Jeśli tak, to skojarzenia są jak najbardziej słuszne! Tak jak wspomniałam wcześniej, gra jest połączeniem city buildera i survivalu. Musimy w niej dbać zarówno o dobre rozplanowanie „miejskiej” infrastruktury, jak i regularne zaspokajanie potrzeb naszych dzielnych bobrów. Podstawowymi są pragnienie, głód i sen. Z czasem dołączają do nich te bardziej zaawansowane, jak wolny czas na spotkania towarzyskie czy chęć na choć trochę finezyjne posiłki. Pojawia się także mechanika ustalania liczby godzin pracy w ciągu doby. Możemy ją dowolnie zmniejszać lub zwiększać. Warto jednak wówczas mieć baczenie na poziom zmęczenia naszych dzielnych zwierzaków. Nie chcemy w końcu doprowadzić do ich samozagłady.

Mimo wielu podobieństw do innych gier Timberborn wyróżnia niesamowicie unikalny klimat. Kolorystyka jest utrzymana w ciepłych barwach, a sam fakt, że sterujemy poczynaniami bobrów, może mocno wpłynąć na odbiór gry. W moim przypadku wpływ okazał się jak najbardziej pozytywny. To bobry były tym, co w ogóle skusiło mnie do dania grze szansy. Do tej pory twórcy produkcji z tego gatunku skupiali się przecież na ukazaniu wyłącznie ludzkiego świata. W Faraonie, Zeusie czy Nebuchadnezzar pomagaliśmy w rozwoju pierwszych cywilizacji w historii świata. We Frostpunku walczyliśmy z epoką lodowcową i niedoborem źródeł węgla. W Cities: Skylines czy Sim City stawialiśmy wielkie miejskie aglomeracje i mierzyliśmy się z korkami lub brakiem prądu. Timberborn jest więc miłą odmianą, która zapewnia także wyjątkowe, pod pewnymi względami, wrażenia.

Wodo, ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił…

Zresztą Timberborn wyróżnia się na tle innych city builderów nie tylko z powodu bobrów, ale też unikalnej mechaniki wymagającej rozsądnego dysponowania zasobami wody. Tej bowiem brakuje w tej krainie najczęściej przez nawiedzające ją raz po raz susze. Częstotliwość ich występowania zależy od wybranego na początku gry poziomu trudności. Brakuje tu jednak odpowiedniego wyjaśnienia, jak tą wodą zarządzać, by nie przegrać.

Kolejnym ważnym elementem gry są drewniane budowle rzeczne, bowiem przy przekraczaniu wody przydają się mosty. Z czasem dostajemy także dostęp do stawiania tam i zmieniania kursu rzeki. To zaś pomaga w oszczędzaniu wody i szykowaniu się na okres suszy. Ja jednak ponownie nie do końca zrozumiałam mechanikę i nie umiałam poprawnie posłużyć się nią w rozgrywce, przez co moi mieszkańcy szybko żegnali się z bobrzym światem.

Plus należy się za możliwość zwiększania rozmiarów miasta w pionie poprzez dobudowywanie kolejnych kondygnacji budynków. Aby umożliwić korzystanie z nich, musimy pamiętać o postawieniu schodów. Nie spotkałam się dotąd z takim rozwiązaniem w żadnej innej citybuilderowej grze.

A bobry były już, a bobry były już wszędzie

Godne podziwu jest podejście twórców do wypuszczenia gry we wczesnym dostępie. Na jej podstronie w sklepie Steam znajdziemy ich plany na rozwój, czyli tak zwaną roadmapę. Zakłada ona co najmniej rok dalszej produkcji tytułu w early accessie, który wykorzystany zostanie na wprowadzanie wybranych zmian na podstawie sugestii graczy. Właśnie na takiej współpracy na linii deweloper–gracze powinna się opierać część strategii rozwoju tytułów wypuszczanych w formie gier jeszcze nieukończonych, jednak już dostępnych w sprzedaży.

Mam więc nadzieję, że jedną z głównych nowości, które niedługo zostaną wprowadzone do gry, będzie porządny samouczek. Ten obecny wyjaśnia bardzo niewiele i po rozpoczęciu właściwej rozgrywki w wielu przypadkach nie wiedziałam, co robię źle albo jaki krok przegapiłam, że nie mogę wykonać danej czynności. Dowiadujemy się dosłownie, jak zbierać kłody, jagody i magazynować wodę… I to by było na tyle. Masz, graczu, baw się dobrze, na pewno sam wszystko zrozumiesz. Gra nie wyjaśniła mi, jak mam się zajmować bardziej zaawansowanymi potrzebami bobrów i nie dała znać, że mogę te cudne istotki nazywać. A przecież możliwość nadania im imion to coś, co w dużej mierze zwiększa immersję. Tymczasem byłam zmuszona odkrywać te rzeczy metodą prób i błędów… lub też przez dowiadywanie się o nich z różnych dostępnych już w sieci poradników i recenzji. 

Innym ciekawym elementem w pełnej wersji gry byłoby wprowadzenie większej liczby katastrof naturalnych. Obecnie gracz mierzy się z nawiedzającymi okolicę suszami, które naprawdę potrafią dać w kość… ale ich pojawianie się szybko staje się nudne. Chętnie zobaczyłabym też wybuchające wówczas pożary, a zaraz po końcu pory suchej – lokalne podtopienia wynikające z dużej ilości spadającego deszczu w porze deszczowej.

Bobrexit, boys! Czyli jak moje wrażenia nie pokrywały się z oczekiwaniami głównych bohaterów Timberborn

Nie mogę też nie wspomnieć o dość specyficznym błędzie. Gdy byłam pewna, że moje bobry są już ustawione do końca życia i mogę wyjść z pokoju na pół godziny, a one będą działać dalej, czekało mnie srogie rozczarowanie. Bowiem po powrocie do komputera licznik populacji mojej bobrzej krainy pokazywał 0, a ostatnie alerty mówiły o śmierci z pragnienia. Okazało się, że ponad 1000 zgromadzonych jednostek wody nagle przestało wystarczać na przetrwanie suszy. Co więcej, nowe bobry nie imigrowały na miejsce tych zmarłych, a gra nie wyświetlała żadnej wiadomości o przegranej. Mogłam tylko trwać bez końca w pustym świecie, nawiedzanym co chwilę przez kolejne susze, w którym nikt więcej nie chciał już zamieszkać (a może doprowadziłam do całkowitego wyginięcia gatunku i nie było komu imigrować?).

moje wrażenia z Timberborn ? puste bobrze miasto, bo bobry mi wymarly w mgnieniu oka

Być bobrem czy nie być? Finalne wrażenia z Timberborn

Jeśli Timberborn doczeka się wkrótce porządnego samouczka, który wyjaśni graczowi choćby podstawy gameplayu, to dam grze jeszcze jedną szansę. W tym momencie rozgrywka jest przyjemna, ale brakuje jej regrywalności i odpowiedniego wyjaśnienia poszczególnych mechanik. Na szczęście to dopiero early access, więc mocno wierzę, że gra jeszcze się rozwinie i zmieni moje wrażenia. Z całego serca życzę twórcom dalszych sukcesów w jej produkcji. Ja jednak czuję się tą rozgrywką trochę pokonana i dopóki nie dowiem się o jakichś poprawkach lub zmianach w zakresie opisywanych wyżej elementów, raczej do debiutanckiego tytułu polskiego studia nie powrócę. Po prostu nie do końca rozumiem, jak co ograć, by moje bobry nie robiły bobrexitu po dziesiątej suszy. Może opcja imigracji bobrów posłużyłaby uratowaniu tej sytuacji, więc mam ogromną nadzieję, że zespół deweloperski poświęci jej kilka chwil podczas dalszych dyskusji o przyszłości gry.

Pamiętajcie jednak, że Timberborn nie bez powodu zbiera w sieci masę pochlebnych recenzji. Bardzo możliwe, że także dołączycie do grona ich autorów, jeśli dacie grze szansę.

Klucz do gry otrzymałyśmy od sklepu GOG, w którym znajdziecie ją w cenie 89,99 złotych.

Kod otrzymaliśmy od sklepu GOG.com!

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top