Osoby w wieku 30+ z pewnością pamiętają łamigłówki znajdujące się w czasopiśmie „Wally zwiedza świat”. Na dużym obrazku zapełnionym po brzegi należało znaleźć bohatera i inne wymagane szczegóły. Podobną zabawę oferuje nam Spy Guy Hidden Objects, którego recenzję przeczytacie poniżej.
Trefl, znany między innymi z produkcji puzzli, gier planszowych i wspierania koszykarskiego zespołu Trefl Sopot, postanowił ruszyć w nieznane. Kolejnym gotowym do podbicia lądem okazały się gry wideo. Omawiana produkcja zadebiutowała na mobilkach, natomiast od 5 kwietnia bieżącego roku dostępna jest również na platformie Steam. O tym, czy warto ją nabyć, dowiecie się z naszej recenzji Spy Guy Hidden Objects.
Mam Cię!
Mechanika gry jest banalnie prosta. Otrzymujemy sporych rozmiarów plansze, na których znajduje się masa postaci (Treflików, czego się dowiedziałam z opisu) i porozrzucanych przedmiotów lub zwierząt. Jako niepoprawna bałaganiara poczułam się jak u siebie. Naszym zadaniem jest odnalezienie tego, co wyświetla się na obrazkach u dołu planszy. Gdy nam się to uda, czeka nas nowy poziom. Zwykle to inna lub nieco większa część danego miejsca. Cel nadal jest ten sam, czyli kliknięcie w przedmiot ukazany na obrazku poniżej.
Po wykazaniu się spostrzegawczością i pokonaniu kilku poziomów otrzymujemy dostęp do nowych map. Gdy pobawimy się już nieco dłużej na tej podstawowej, tzw. basic, ruszamy dalej w świat. Odwiedzimy Sopot, Niemcy, Francję i zimowy etap. Choć w każdym z tych miejsc trafimy na przedmioty o postaci dla nich charakterystycznej, pomysłowość twórców wykracza również poza schematy. Samo rozmieszczenie także jest nieintuicyjne, żeby jeszcze podnieść poziom trudności. Przykładowo kiełbasa leży sobie na ławce, a dynia znajduje się na dachu (uprzedzam, akcja nie rozgrywa się podczas Halloween).

Tryby, trybiki
Choć rozgrywka wydaje się dość prosta i przejrzysta, twórcy pozwolili nam na skorzystanie z trzech rodzajów zadań. Pierwsze, basic, wymaga od nas szukania zaznaczonych przedmiotów bez obaw o upływający czas. Na nim z kolei opierają się pozostałe dwa tryby. W wyzwaniu odszukujemy ich w ciągu określonej liczby sekund. Jeśli się to nie uda, po prostu powtarzamy planszę. Natomiast ostatnia opcja, speedrun, polega na znalezieniu jak największej liczby przedmiotów w danym czasie.
Jak powszechnie wiadomo, ciężko się wyzbyć starych nawyków i zainteresowań. Stąd też zupełnie innym trybem dostępnym w produkcji jest układanie puzzli. Choć temat wydaje się trudny, a przynajmniej niewygodny do zaimplementowania w grze wideo, tutaj zostało to zrobione dość dobrze. Można sobie wybrać kilka różnych wzorów, a także zdecydować o rozmiarze puzzli. Jeśli włożymy kawałek układanki we właściwe miejsce, nie da się go ruszyć, więc kompletowanie obrazu przebiega całkiem komfortowo.
Proszę o ściągawkę
Często na różnych giereczkowych forach można się zetknąć z laudacjami hardkorowych graczy chwalących jedyny, ich zdaniem, słuszny poziom rozgrywki. Prawdziwe przechodzenie gier tylko na hardzie! Tymczasem w Spy Guy Hidden Objects nie tylko nie ma presji na utrudnianie sobie życia, a jest wręcz zachęta do korzystania z pomocy. U dołu ekranu, obok przedmiotów do odszukania, znajduje się obraz mężczyzny z lupką. Jeśli na niego klikniemy, jedna z zaginionych rzeczy zostaje otoczona poświatą. Gdy nadal mamy problem z przejściem danego poziomu, wystarczy odczekać 90 sekund i ponownie zwrócić się po pomoc.
Czemu napisałam, że tytuł do tego zachęca? Migający obrazek to jedno, ale osiągnięcia w grze to co innego. Twórcy nagradzają nas kolejno za skorzystanie z pierwszej podpowiedzi, sześćdziesiątej i sto dwudziestej! Powiem szczerze, że to oczekiwanie na drugą serię pomocy trwa tyle, że wygodniej i szybciej zdobyłam trofea za czterdziesty poziom w danym miejscu niż to wspomniane.

Houston, mamy problem!
W recenzji Spy Guy Hidden Objects muszę przedstawić także jej bolączki. Ta, o której teraz wspomnę, jest tak znacząca, że osoby drażliwe może nawet zupełnie zniechęcić. Otóż niektóre przedmioty na planszy są takie same. Ten sam kolor, rozmiar, kształt. Stąd na całkiem sporej przestrzeni możemy mieć kilka identycznych kaczuszek, wstążek, smoczków, itp. Uznałam zatem, że jeśli mam znaleźć skarpetkę, bez znaczenia będzie, w którą kliknę. Byłam w błędzie. Algorytm przewiduje konkretny, jedyny przedmiot i to właśnie on ma zostać wybrany. W trybie podstawowym to jeszcze ujdzie, ale w grze na czas potrafi doprowadzić do szewskiej pasji.
Inną kwestią jest tłumaczenie. Jasne, nie jest to gra, która wymaga czytania, ale luźne podejście do tematu zalatuje niedbałością. Gdy wybierzemy polską wersję językową, opisy osiągnięć czy plansz mamy nadal po angielsku. Pewnie, to okolice poziomu A1, ale przypomina rozmowę z Polakiem, który dwa tygodnie spędził poza granicami kraju. Inna kwestia, przy której chyba też ktoś przysnął, to zmiana muzyki na danej planszy, gdy kliknie się przycisk print screen. Śmiesznie było grać w poziom zimowy i słuchać morza oraz mew.
Jakiś bug wkradł się także do trofeów. Jedno z nich wymaga od nas przejścia 120 plansz bez użycia ściągawki. Z jakiegoś powodu nie udało mi się go zaliczyć, choć grałam na tyle długo, na dodatek bez korzystania z klikania w starca, że powinno wskoczyć. Szukałam porad w Internecie, uważając, że może źle je sobie przetłumaczyłam. Nie znalazłam nigdzie poprawnej odpowiedzi, po prostu levele w żadnych z trybów nie zaliczały mi ukończonych zadań.
Czy warto szukać tej produkcji? Spy Guy Hidden Objects – finalne wrażenia z gry
Mam bardzo mieszane uczucia. Klikanie w trzy różne ryby, nim wybrałam jedyną słuszną, było autentycznie irytujące. Z drugiej strony, gdy wyciszyłam dźwięk i wrzuciłam swoją muzykę, grało mi się całkiem przyjemnie. Szybko pokonujemy kolejne poziomy, co daje błyskawiczną gratyfikację. Przedmiotów jest naprawdę masa, więc nie szukamy ciągle tego samego. Nawiązania do różnych nacji są dość zabawne. Spy Guy Hidden Objects jest tak naprawdę dla każdego, dzięki przejrzystym zasadom. Jeżeli lubicie takie casualowe rozgrywki, możecie zainspirować się naszą topką na obecny rok. Omawianą grę można kupić, zwłaszcza że cena jest niska, jednak nie potrafi tak mocno wciągnąć, jak inne produkcje o podobnej formule, jak choćby polskie produkcje studia Artifex Mundi.
Recenzja Spy Guy Hidden Objects powstała dzięki uprzejmości Trefl S.A. Dziękujemy za umożliwienie nam ogrania tej produkcji.
Redaktorka: Izabela Durma

