Seria Tomb Raider ma już 25 lat, więc i my redakcyjnie świętujemy urodziny Lary Croft!

25 lat marki, urodziny Tomb Raider Anniversary head

25 lat serii Tomb Raider rozbudziło wspomnienia o przygodach, które przewijały się przez ostatnie ćwierćwiecze, i to nie tylko ze względu na urodziny marki.

Rok 1996. Razem z Larą Croft wyruszamy na pierwszą wyprawę po tajemniczy artefakt. Lada moment archeolożka stanie się słynną podróżniczką, na której przygody będą oczekiwali gracze z całego świata. 25 lat temu marka Tomb Raider szczególnie rozbudziła wyobraźnię pewnej małej dziewczynki, która dzisiaj pisze dla Was ten tekst i z radością świętuje urodziny jednej ze swoich ulubionych silnych kobiecych postaci. Kolejne lata przyniosły ze sobą poszukiwania zaginionych skarbów, starcia z tajemniczymi przeciwnikami oraz mistyczne sekrety, które aż prosiły się o odkrycie. Wyruszmy do krainy wspomnień, które wywołuje ten niezwykły jubileusz. Też się zastanawiacie, kiedy to zleciało?

Przez lata marka wędrowała z rąk do rąk, kolejno od Core Design przez Crystal Dynamics do Eidos Montréal. Jedenaście gier z serii, multum dodatków oraz kilka spin-offów składają się na uniwersum, które hołduje niesamowitej protagonistce. Czekam z niecierpliwością na to, co przyniosą następne produkcje!

W tym roku swoje 20-lecie obchodziła także pierwsza kinowa adaptacja przygód Lary Croft, z Angeliną Jolie w roli odważnej pani archeolog. Ścieżka dźwiękowa do filmu do tej pory wywołuje we mnie masę wspomnień, podobnie jak pewien znany klip powiązany z produkcją. Tym samym odpalcie sobie w tle głos Bono i unieście się na skrzydłach U2 do krainy grajmerkowych wspomnień! Kolejne akapity przedstawią Wam, w jaki sposób nasze redaktorki odbierały przy pierwszym zetknięciu tę niesamowitą bohaterkę. Historie prawdziwe, wprost spod palców autorek. Uwaga, bo nie zawsze będą to cukierkowe ochy i achy…

Wspomnień czar z Taliyą

Pamiętam, jak byłam jeszcze małolatą i z początku oglądałam pierwsze Tomb Raidery zza pleców grającego wujka. Kompletnie nie obchodziły mnie kanciasty biust i pupa bohaterki – „za moich czasów” w wieku 8–9 lat nie myślało się jeszcze o takich rzeczach, bo się biustu jeszcze za bardzo nie miało i nie było potrzeby nosić staników. Raziła mnie za to ilość (bo nie umiem ich dziś z pamięci zliczyć) pułapek, które rozrywały Larę na części pierwsze. Kolce wychodzące ze ścian, linki triggerujące śmiercionośne strzały… Oj nie, szybko dałam sobie spokój z podglądaniem rozgrywek wujka i w myślach zanotowałam, że ta gra jest zbyt brutalna dla takiej grzecznej dziewczynki jak ja.

Kiedy na rynek wyszła pierwsza część z nowej serii o Larze Croft, miałam już 20 lat na karku i nieco bardziej otwarte podejście do gier akcji. Niemniej zabrałam się za nie dopiero rok czy dwa temu i od razu przyznaję, że zaczęłam grać w jedynkę i nie dokończyłam, obejrzałam resztę na streamach, bo wtedy jeszcze nie ogarniałam niektórych sekwencji i zadań. Dziś bym już sobie z nimi poradziła. Zresztą obecna wersja Lary Croft też bardziej mi się podoba – i graficznie, i pod względem głębi charakteru. Dobrze się dziewczyna rozwinęła przez te lata. A co więcej, ciągle piękna i młoda! Wygląda na to, że przeszukiwanie grobowców się opłaciło i eliksir młodości został odkryty!

Shadow of the Tomb Raider, widoczna Lara w meksykańskiej masce na święto zmarłych

Jak to Marqi zaczęła plądrować grobowce

Tak, wszystkie historie o grach będą miały mojego ojca w tle. Lata temu, przed moimi narodzinami, ojciec próbował zrobić z mojej siostry gamerkę. Chociaż pograła chwilę w Tomb Raidera, to graczką nie została. Ale ja jeszcze mogłam, jednak martwiło go, ile czasu poświęcam Simsom. Pewnego dnia zaczął mi opowiadać o pannie Croft i jej przygodach. Jakiś czas wcześniej wyszedł Tomb Raider: Legenda, o którym przeczytał artykuł w jakimś czasopiśmie, i zaczął mnie przekonywać, że MUSZĘ w to zagrać. W tej historii mam może osiem albo dziewięć lat. Oto jakich argumentów użył mój tata, aby mnie przekonać:

  • grasz dziewczyną,
  • możesz ją przebierać – jak w Simsach,
  • wygląda jak Simsy,
  • możesz się wspinać,
  • jest ładnie,
  • masz pistolety,
  • możesz robić, co chcesz – jak w Simsach,
  • czy mówiłem, że grasz dziewczyną?

Oczywiście dość szybko wyraziłam chęć zagrania, bo przecież „jak Simsy”. Była to jedna z najbardziej epickich gier, z jakimi miałam do czynienia. Silna, główna bohaterka, dziewczyna, z którą mogłam się utożsamiać, wspinanie wydawało się takie łatwe, strzelanie i akrobacje były jak w szalonym filmie akcji – czułam się po prostu fajnie, grając w Tomb Raidera. Kiedyś nawet przebrałam się za Larę z tej odsłony na bal przebierańców w szkole.

Tomb Raider: Legend, na obrazku widoczna Lara Croft

Trzeźwe spojrzenie Shiyon i ciemne strony produkcji…

Mężczyźni szaleli, widząc te obcisłe ciuchy, kobiety widziały w niej wyczekiwaną silną protagonistkę. Ja widziałam maszynkę do zarabiania pieniędzy na najniższych możliwych pobudkach ludzkości. Pomijam w tym momencie rozgrywkę, ponieważ tej nie lubiłam zupełnie z innych powodów. Pierwszy raz zagrałam w Tomb Raidera w 2001 roku. To było już rok po wydaniu Tomb Raider: Chronicles, ale leciałam od początku serii. Już wtedy, jako nastolatka, byłam świadoma, że pomysł kobiecej bohaterki jest dość rewolucyjny. Zarazem nie mogłam do końca zrozumieć, dlaczego ona musi wyglądać, jakby szła na plażę w Miami. I nie zrozumcie mnie źle – lubię cycki. Ten kto mnie zna, wie jak bardzo. Ale w tym przypadku mam wrażenie, że trochę za bardzo o nie chodziło. Nikt mnie nie przekona, że łażenie półnago po dzikiej dżungli to świetny pomysł. Nathan Drake nie chodził bez koszulki, prawda?

Moi koledzy również szybko mi pokazali sekretne opcje gry. Nie pamiętam już niestety, w której części, ale była tam możliwość stanięcia Larą za jakąś beczką, po czym można było tak nakierować kamerę, że widać było jej piersi w pięknym zbliżeniu. Chłopacy potrafili siedzieć nad tym godzinę, zanim im wyszło. A później następowały chichoty i komentowanie seksualizujące nawet kamienie wokół protagonistki. Nie żartuję – kamienie! Ponieważ zdarzało mi się z nimi grać, to na swój temat też potrafiłam usłyszeć co nieco. Winię hormony, ale niesmak pozostał.

Charakter Lary również mnie irytował. Zawsze widziałam ją jako protekcjonalną księżniczkę. Z jednej strony podobały mi się jej zacięcie i silna wolna, zaś z drugiej nie mogłam znieść jej ważniackiego tonu. Gdyby Lara istniała naprawdę, raczej nie zostałybyśmy przyjaciółkami.

Nowe części trochę lepiej podchodzą do tematu, bo niejako tłumaczą strój i zachowanie panny Croft. W zamian pojawił się inny problem – jej irytujące sapanie za każdym razem, gdy przeskoczyła najmniejszy kamyk. Problem niby błahy, ale prawie zrezygnowałam przez to z gry. To jednak kwestia bardziej reżyserii niż postaci.

Podsumowując: Lara Croft została stworzona, aby przyciągać wzrok męskiej publiczności, nie żeby zachęcać kobiety do gier. Wbrew pozorom rozumiem to, bo takie były czasy. Na szczęście już minęły.

Tomb Raider: Definitive Edition, Lara Croft na tle gór

A co na to wszystko krolyczek? Znaczy, ja?

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Larę Croft, nie mogłam wyjść z zachwytu. W końcu! Brązowe włosy, brązowe oczy, babeczka robi wszystko to samo, co robią bohaterzy filmów akcji z lat 80. Strzela z pistoletów, skacze, wspina się, wygląda jak prawdziwy złodupiec! Wierzcie mi, że po oglądaniu jasnowłosych i niebieskookich księżniczek Disneya (oczywiście z wyjątkiem Belli, ale ewidentnie coś tam było nie tak z tym syndromem sztokholmskim) marzyłam o postaci, która nie będzie mdła i nieporadna.

Nie pamiętam, który z tytułów był moim pierwszym, obstawiałabym jedną z początkowych części, ponieważ dokładnie pamiętam tę kwadratową klatkę piersiową z lat 90., za to prawie nie pamiętam pikselowej grafiki! Dżungla była po prostu zielona, piramidy egipskie magiczne (zgadnijcie, kto udawał, że odczytuje hieroglify, ekhem), a zwierzęta groźne i całkiem realistyczne. W tamtych czasach miałam głowę napchaną przygodami Indiany Jonesa. Poza tym, każdy wie, że poszukiwacze przygód ubierają się na brązowo. KAŻDY. Bez tego absolutnie nie można wejść do jaskini.

A Lara? Miała te zabawne niepraktyczne spodenki, jakąś namiastkę plecaka, a i tak wciąż stanowiła dla mnie kwintesencję prawdziwej podróżniczki. Zostało tak do dzisiaj. Najnowsza seria, wydawana od 2013 roku, urzekła mnie mechaniką wspinaczki oraz łukiem, który absolutnie uwielbiam! Na każdym etapie życia gdzieś tam pojawiała się panna Croft i wiecie co? Ani razu nie przyszło mi do głowy, że coś tu jest nie tak z postrzeganiem kobiecej protagonistki. No ale, marzyłam wtedy o lotach w kosmos i odkrywaniu białych plam na mapie, mogło mi coś tam umknąć…

Tomb Raider: The Last Relevation, widoczna młoda Lara Croft w dwóch warkoczach

I dlaczego Vena jeszcze nie ograła wszystkich tytułów? 25 lat serii, impreza, urodziny, Tomb Raider taki wow, wow…

No dlaczego, Vena? Dlaczego? No kurde… Nie wiem. Wiecie, to nie jest tak, że mieszkałam pod kamieniem, jak Lara wyszła na świat. Wiedziałam, że jest. Ale czasy były nieszczególne, w domu bieda, a komp tylko u znajomej. I jak mnie wspomnienia nie okłamują, to nawet miała te piękne kwadratowe cycki (w sensie Lary, nie swoje). Ale nie byłam jakąś wielką fanką gier i tyle. Zwłaszcza takich kwadratowych. („TRÓJKĄTNE BYŁY!” – krzyk męża Veny zza kadru.)

Bardziej od samej gry z tamtego okresu kojarzę te wszystkie kontrowersje – że skąpy strój, że wielki biust. Ale nijak mnie one nie ruszały. Lara kojarzyła mi się całkiem sympatycznie, bo była podobna do mnie (poza kondycją, bo jej nigdy nie zdobyłam). Długie brązowe włosy? Yep. Mikrospodenki? Check. Biust co prawda nie był kwadratowy, ale miseczek A i B nigdy nie nosiłam. Dla mnie Lara była #relatable. A jeszcze to, jak Jolie zaprezentowała ją w filmie… Ach, poezja. 

Ale jak wspomniał krolyczek, Tomb Raider obchodzi już 25. urodziny, ćwierćwiecze! – a ja nadal nie ograłam ani jednej części?! No nie. Nawet nie wiedziałam, że jest ich aż tyle! Stosunkowo niedawno kupiłam jedną z nowszych części – była jakaś duża promocja na Steamie i zapytałam męża, czy nie chce (tak, jestem bardzo dobrą żoną, namawiam go do relaksu przy grach, ale nijak nie daje się na to złapać).

No i póki co mąż jej nie ruszył, szwagier ją przeszedł, a ja ją zaczęłam chyba już ze trzy miesiące temu na streamie. I powiem Wam, że naprawdę dobrze mi się grało. Co prawda utknęłam na dłuższą chwilę w jednej jaskini, ale za to miałam ogromną satysfakcję, kiedy udało mi się ją przejść. Widoki w Rise of the Tomb Raider uznałam za przyjemne, ale zakochałam się w sterowaniu. Jest takie… gładkie? Sama nie wiem. Fabularnie gra mnie nie porwała, ale na „popykanie” jest całkiem fajniutka, tak jak i Lara, nawet jeśli nie nosi swojego wzorcowego wdzianka.

Rise of the Tomb Raider, Lara Croft w grobowcu

Co na koniec? 

Przede wszystkim życzenia, aby marka trwała jak najdłużej, bo wierzcie mi lub nie, ale mimo wzlotów i upadków jest to duży fragment w życiu każdego gracza. Nie tylko tych wiekowych czy zagorzałych fanów – w końcu każdy wcześniej czy później trafił na tajemniczą wyprawę do grobowca. Nie czekajcie na kolejne huczne urodziny za 25 lat, już teraz sprawdźcie, co właściwie niesie ze sobą Tomb Raider! 100 lat panno Croft!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry