Sztuczki, karty i jeden cel – zostać najwspanialszym cyrkiem w Ameryce! Oto recenzja The Amazing American Circus, dzięki któremu odkryłam, że wszelkie spory może rozwiązać dobry występ.
Nie jestem wielką fanką karcianek, ale coś w tym The Amazing American Circus mnie na tyle przyciągnęło, że zapragnęłam, by powstała recenzja. Chociaż już po kilku chwilach z produkcją możemy dojść do wniosku, że budżet nie był tu jakoś powalająco wysoki. Jednak, mimo kilku głupotek i elementów trochę… brzydkich, muszę przyznać, że gra sprawiła mi dużo przyjemności, chociaż pisałyśmy o tym, że zdania graczek i graczy są podzielone. Polskie firmy Klabater oraz Juggler Games stworzyły w miarę angażujący i relaksujący tytuł o zarządzaniu cyrkiem i dbaniu o właściwie przeprowadzone występy.
Przecież jakaś fabuła musi być
Stara śpiewka – nasz ojciec, zarządca wspaniałego cyrku, umarł i teraz to my musimy zdecydować, co się dalej stanie z dorobkiem życia naszego rodziciela. Oczywiście, aby łatwiej było się nam zdecydować, wujek zachęca nas do osiągnięcia życiowego sukcesu i wzięcia udziału w konkursie na najlepszy cyrk, gdzie nagrodą jest sto tysięcy dolarów. Akcja produkcji dzieje się na przełomie XIX i XX wieku, dzięki mojej wiedzy na temat tamtych czasów, którą posiadłam z Red Dead Redemption 2, wiem, że to dużo.
Przemierzamy miasta i miasteczka Ameryki Północnej, jeździmy naszymi wozami od punktu do punktu, by dać fenomenalny występ i pokazać miejscowym, że nasz cyrk jest lepszy niż kogokolwiek innego. W międzyczasie pojawiają się zadania fabularne w stylu „Odnajdź Wielką Stopę” albo „Okradnij pociąg” (z jakiegoś powodu cyrkowcy okradają pociągi, ale na tym nie zbijają kokosów). Jeżeli dochodzi do konfliktu między cyrkiem Jones & Jones (czyli naszym i wujka) a jakąś łachudrą, to nie pozostaje nam nic innego jak walk… znaczy przeprowadzenie występu. W ten sposób możemy uniknąć rozlewu krwi czy pożarcia przez dzikie zwierzę. Zatem pniemy się po szczeblach tej specyficznej kariery, zarabiamy dolary i dążymy do stania się legendą.

Mój obóz wozami podzielony
Cyrk to jednak spory interes (mam na myśli rozmiarowo), dlatego potrzeba naprawdę dużej liczby wozów, aby artystów wszędzie dowieźć, nakarmić, przeszkolić czy usunąć ich negatywne cechy za pomocą rytuałów voodoo. Wozów mamy kilka i każdy z nich możemy ulepszać w wozie impresaria od ulepszeń. Płacąc odpowiednią sumę, możemy wpłynąć na późniejsze ceny towarów czy usług, zwiększyć ilość i poprawić umiejętności nowych członów cyrku Jones & Jones albo sprawić, że perki będą się nam pojawiały częściej.
W wozach możemy gotować, a wybrane przez nas potrawy wpłyną na samopoczucie artystów. Skutkiem tutaj może być zwiększenie się szansy na wypadnięcie specjalnej karty z pozytywnym lub negatywnym efektem, która pojawi się w talii podczas występu. Rytuały voodoo pozwalają na usunięcie, zablokowanie lub skopiowanie nabytych przez członka ekipy cech. W ten sposób możemy pozbywać się wszystkiego, co złe i kopiować wszystko, co dobre. Oczywiście za odpowiednią cenę.
Wóz werbunkowy to miejsce, w którym spotkamy osoby zainteresowane pracą dla panów Jones. Podczas decydowania o zatrudnieniu kolejnej postaci możemy podejrzeć, jakim typem artysty jest, jakie posiada karty z umiejętnościami i jakie już ma cechy osobowości. Jest też jeden pojazd do szkolenia naszych podopiecznych. Wóz treningowy pozwala na zwiększenie poziomu bohaterów i zdobywanie nowych kart lub ulepszanie tych obecnych w talii. A w wozie artystów mieszkają… oczywiście artyści. W tym miejscu zajmujemy się ułożeniem talii każdej z postaci. Wóz fleczerski pozwala na pozbywanie się niechcianych kart, które los przydzielił naszym postaciom. Karty te mogą mieć negatywne lub pozytywne skutki.

Co jeszcze w tych wozach?
Jest bazar cudów, na którym możemy popodglądać nasze „dziwadła”. A to kobieta-wąż, a to mieszkaniec nieznanej nikomu krainy czy inna postać wybitnie specyficzna i powodująca wśród widowni poruszenie. Wybieramy ich przed występem, aby na początku każdego aktu otrzymać określone przez nich bonusy.
Ostatnim, co znajdziemy w bazie wypadowej, jest dziennik. Tam wpadają nam zadania i ich opisy. Możemy się dzięki niemu zapoznać z typami publiczności czy rodzajami kart. Wyjaśnia on też wszelkie pojęcia stosowane przy występach, jak również w razie problemów zapewnia dostęp do samouczka.
Baza to miejsce, w którym trzeba spędzić trochę czasu, ale mam wrażenie, że dałoby się przejść ten tytuł bez zagłębiania się w rytuały, treningi czy zmianę kart na lepsze. Nie odczuwałam zbyt wielkiej różnicy między słabszymi a mocniejszymi artystami, a nowe karty wpadają dość rzadko, więc talia się nam mocno nie zmienia.

Drużyna namiotu cyrkowego
Poza głównym bohaterem i jego wujkiem, a także kilkoma postaciami pobocznymi zajmującymi się wozami, mamy też naszą ekipę. Możemy ją zbudować z wielu typów specjalistów, postaci w cyrkach najczęściej spotykanych. Żonglerki, klauni, akrobatki, mimowie, czarodzieje, fakirzy, siłacze, dziwadła, zwierzęta i tak dalej, do wyboru, do koloru, każdy może dołączyć. Postaci mają swoje cechy, które mogą pozytywnie lub negatywnie wpływać na przebieg i efekty występu.
Dodatkowo podczas pokazu korzystamy z talii kart, które określonym bohaterom budujemy. Przy używaniu każdego z nich trzeba opracować nieco inną strategię. Niektórzy są bardziej nastawieni na pozbywanie się negatywnych perków, inni są bardziej agresywni, a kolejni dbają o dobry poziom ignorowania, ale o tym opowiem przy samym przebiegu rozgrywki.
Chociaż wujaszek i postać gracza regularnie rozmawiają, to na tym kończą się interakcje z załogą naszych wozów. Niektóre postaci możemy zdobyć dzięki wykonywaniu misji pobocznych, ale takie zdarzenie nie buduje między nami tak dużej więzi, aby potem kiedykolwiek ponownie porozmawiać.

Wygląd to nie wszystko
Z jednej strony bardzo podoba mi się projekt postaci i naszej bazy wypadowej. Ich modele są dwuwymiarowymi rysunkami, które wyglądają bardzo dobrze. Są przejrzyste, stylowe, a animacje postaci wykonujących sztuczki podczas występów są przeurocze. Wszystko utrzymane jest w ciepłych kolorach i dodaje klimatu Dzikiego Zachodu. Wygląda to bardzo spójnie i atrakcyjnie. Pod względem wyglądu postaci pierwotnie przywiodło mi na myśl pozytywną, kolorową wersję Darkest Dungeon, które też recenzowałyśmy.
Z drugiej strony scenki zapoznające nas z fabułą oraz projekty kart wyglądają kiepsko. Gdy doświadczamy dialogów między postaciami (które są w pełni udźwiękowione, a to duży plus), to widzimy po prostu ich twarze na jakimś tle i dymki z wypowiedziami. Do tego zawartość tych dymków wygląda okropnie, jak tekst wrzucony do komiksu w Paincie. Projekt kart wcale nie jest dużo lepszy. Tekst wygląda na nich nieczytelnie. O ile same rysunki są przyjemne dla oka, to opis wymaga od nas dłuższego skupienia i wczytania w te litery zapisane bez krzty wyczucia. Typograficznie jest to jedna z brzydszych produkcji. Ta recenzja The Amazing American Circus musi uwzględnić też takie niedociągnięcia.

Przygotowanie do występu
Przed występem należy wyruszyć w drogę. Na mapie dostępnej w bazie wypadowej wybieramy interesującą nas miejscowość i spędzamy następne dni w wozach, jadąc do celu. Gdy zorientujemy się, z jaką widownią mamy do czynienia (ponieważ różne typy widowni działają inaczej i wymagają innej strategii), możemy przejść do wyboru artystów, którzy danego wieczoru dadzą show.
Skład ekipy możemy podejrzeć na plakacie promującym występ, co jest naprawdę świetnym pomysłem. Możemy posłać do publiczności maksymalnie trzech artystów. Wybieramy również finał, czyli taką sztuczkę specjalną, która daje dość duże efekty, ale nie możemy z niej korzystać cały czas. Ostatnim elementem składowym całego przedsięwzięcia jest wybranie „odmieńca”. Do każdego aktu przypisujemy po jednym. Dają nam oni określone bonusy przy rozpoczynaniu nowego aktu. Zatem skoro jesteśmy gotowi, jak wygląda rozgrywka?

Połamania nóg
Jak wspomniałam, akt zaczyna się od „użycia odmieńca”. Potem zaczynamy właściwą rozgrywkę. Po prawej stronie widzimy widownię, którą trzeba wprawić w zachwyt, czyli zbić im całe paski życia. Robimy to poprzez wybieranie kart wprawiających widzów w podziw.
Niektórzy jednak są bardziej oporni i posiadają specjalne umiejętności lub efekty, które znacząco utrudniają zadowolenie ich. Jeżeli widz jest z dzieckiem, to będzie otrzymywał tylko połowę punktów podziwu, dopóki latorośl „żyje” . Inni w ogóle nie są w stanie popaść w zachwyt, dopóki ich przełożeni nie osiągną tej emocji, a są i tacy, których trzeba doprowadzić do zachwytu kilka razy. Poza tym widzowie mogą nakładać na nasze postaci negatywne efekty, odbierać im punkty skupienia, czyli odpowiednik paska życia, czy dokładać nam po chamsku bezużyteczne karty do talii. To znacząco utrudnia rozgrywkę i sprawia, że trzeba kombinować ze swoimi składami ekip.
Droga do zwycięstwa
Aby pokazać, na co stać cyrk Jones & Jones, należy wyłożyć karty na stół. Na początku każdej tury otrzymujemy pięć kart, z czego możemy użyć wszystkich, o ile mamy dostatecznie dużo wigoru, czyli punktów kosztu karty. Istnieją też karty pozwalające dobierać więcej kart albo dostać więcej wigoru, więc to możliwe, by rzucić w widownię tak dużo niesamowitych trików, że się poskładają w jednej turze. W przypadku, gdy z kart nie skorzystamy w danej turze, trafiają one na kupkę odrzuconych. Widownia wykonuje swój ruch, na przykład rzuca w nas pomidorami, i ponownie ciągniemy pięć kart.
W chwili, gdy stracimy wszystkie karty z talii, zostanie ona przetasowana i będziemy mogli ponownie zagrać wszystkie dostępne sztuczki. Są tu jednak pewne haczyki. Po pierwsze, jak wspomniałam, istnieją umiejętności widzów, przez które w naszej talii może być bardzo dużo bezużytecznych kart. Wtedy po przetasowaniu możemy zwyczajnie nie mieć czym zagrać i musimy zakończyć rundę bez efektów na widowni. Drugą sprawą jest to, że gdy przetasowujemy talię, nasi bohaterowie tracą punkty skupienia. Gdy stracimy cały pasek skupienia, jedna wybrana przez nas karta z talii artysty zostaje zniszczona. Artysta wypada z występu jak straci wszystkie swoje karty.
Sztuczek jest sporo. Tak jak wspominałam, efekty przez nie wywołane są przeróżne i pozwalają na opracowywanie różnych strategii. Liczba dostępnych kart nie przytłacza i dość szybko możemy zapamiętać swoją talię, aby wiedzieć dokładnie, czego użyć przy danym show.

Podsumowanie – ostateczne wrażenia z The Amazing American Circus
Liczba dostępnych potyczek w grze jest imponująca. Jest wiele typów przeciwników czy artystów, ale różnią się od siebie na tyle mocno, że nie czujemy, aby coś było tutaj „zapchajdziurą”. Całość wygląda spójnie i nie bierze siebie na poważnie, a rozgrywka potrafi wciągnąć na wiele godzin. Moje wrażenia z The Amazing American Circus są naprawdę pozytywne. Bardzo miło prowadziło mi się mój cyrk i myślę, że kiedyś ponownie do niego zajrzę.
Ta recenzja powstała dzięki uprzejmości platformy GOG, na której możecie zakupić The Amazing American Circus.



