Dlaczego tu jest tak ciemno? Barotrauma – recenzja gry

Zimno, mokro, ciśnienie rozsadza ci głowę, a potwory morskie przebijają kadłub statku. Super zabawa i wrażenia z Barotraumy.

Słyszałam na temat tej gry naprawdę dużo dobrych opinii i wielokrotnie zapraszano mnie do wspólnej zabawy na łodzi podwodnej. Produkcja to gratka dla fanów zabawy ze znajomymi. Wieloosobowa rozgrywka zebrała rzeszę oddanych odbiorców. W końcu udało mi się dowiedzieć, skąd to poruszenie wśród znajomych graczy i wyrobić sobie opinię. Dlatego przeczytajcie tę recenzję, aby dowiedzieć się, jaka jest Barotrauma od studia Undertow.

Jak tu żyć?

Dlaczego właściwie jesteśmy na łodzi podwodnej? Kto normalny z własnej woli siedzi w ciemnej, zimnej otchłani oceanu? Nie zwykłego, naszego oceanu, tylko oceanu na księżycu Jowisza – Europie. Otóż ludzie chciwi, którym bardzo zależy na zarobku! Bo wiecie, czym jest barotrauma? To uraz spowdowany nagłą zmianą ciśnienia, który powoduje uszkodzenie tkanek. Dosłownie jedna z rzeczy, których nie chcecie nigdy przeżyć. Ale nasza załoga nie ma nic przeciwko, bo wybrała taki żywot, że siedzi na tej strasznej łodzi, kopie minerały, pływa od portu do portu i tak sobie wesoło próbuje przetrwać, strzelając do potworów i wrogich chuliganów. W oceanie na księżycu Jowisza..

Potwory morskie są straszne. Kosmiczne potwory morskie są jeszcze straszniejsze. Jeżeli miałabym wybrać najbardziej niepokojące możliwe umiejscowienie rozgrywki, to myślę, że Death Stranding ze swoimi Wynurzonymi i opadami temporalnymi może się chować.

Może to wszystko byłoby znośne, gdybyśmy żyli w świecie, w którym przynajmniej ludzie się dogadują, bo mają wspólny cel. Błąd.  Jak dobrze wiemy, ludzie nigdy się nie dogadują i nie mają wspólnego celu, i tworzą frakcje, które się nie lubią. A w zależności od naszych poczynań, te frakcje zaczną  mieć do nas inny stosunek, będziemy mieli dostęp do innych posterunków, zadań, ulepszeń.

Ale super ta Barotrauma, w ogólie nie czuję się wykorzystywana przez złe frakcje.

O Kapitanie! Mój Kapitanie!

To dość ważna sprawa – Barotrauma jest prawie niegrywalna w pojedynkę. Wieje nudą, niewygodnie się zarządza innymi postaciami, samodzielna przygoda mnie nie wciągnęła. Ale w multi? W multi to całkiem zmienia postać rzeczy! O wiele łatwiej skupić się na wykonywanej roli, najbardziej ogarnięty gracz wciela się w kapitana (nie ja) i wydaje polecenia, co robimy. Klasycznie korzystałam z zewnętrznego komunikatora do rozmów z innymi, ale gra oferuje tryb dla prawdziwych szaleńców. Otóż, jeżeli kochacie immersję, możecie porozumiewać się ze znajomymi przez radio wbudowane w grze. Dopóki jesteśmy na suchym, przyjemnym okręcie, to wszystko gra, ale gdy udamy się na misję poza nasz statek, chociażby żeby coś wydobyć, możemy stracić łączność i w sytuacji utraty przytomności mieć srogo przerąbane.

Myślę, że oszalałabym na takim statku.

Klasa postaci? Naprawiacz łodzi

Podczas pierwszej rozgrywki dostałam zalecenie, aby podjąć pracę oficera ochrony. Wyobrażałam sobie, że w glorii i chwale będę strzelać do wrogów, morskich stworzeń i zakuwać w kajdanki nieprzychylnych naszemu kapitanowi jegomościów. Otóż nie bardzo, bo w Barotraumie klasy to jedno, a dziury na statku to drugie. Nie ma znaczenia, że masz doktorat ze strzelania do potworów, tak czy tak będziesz łatać dziury w kadłubie, bo jeżeli tego nie zrobisz, to wszyscy niechybnie i brutalnie zginą.

Gra oferuje nam możliwość zapoznania się z rolami, które możemy pełnić na statku, poprzez krótkie samouczki. Sprawdziłam je wszystkie, ale rola kapitana wydała mi się poza moimi możliwościami – prowadzenie tej łodzi podwodnej przez niebezpieczne otoczenie, posługując się wyłącznie sonarami, skanerami i wielką nadzieją na przeżycie to jednak nie moja bajka. Ponadto znajdziemy wspomnianego oficera ochrony, mechanika i inżyniera, którzy kolejno zajmują się naprawianiem mechanicznych i elektronicznych uszkodzeń statku, oraz medyka. Medyk to w ogóle szalona fucha, ponieważ nie ogranicza się do leczenia wszystkich obrażeń magiczną apteczką, ale o tym za chwilę.

Jakkolwiek zabawne wydają nam się te klasy, tak naprawdę każdy musi wykonywać robotę każdego w chwili zagrożenia. Dziura w statku, wrogowie w zbrojowni, brak prętów paliwowych w reaktorze – gramy ludźmi renesansu. Także łap broń, spawarkę i jazda! Tylko pamiętaj, żeby nie pomylić paliwa do spawarki z tlenem. Albo tlenu z paliwem, bo to może spowodować bardzo szybki zgon.

Kocham różowe lampki. Oznaczają, że mamy zasilanie.

Twoja postać czuje się bardzo źle

Jestem pod wrażeniem, jak wielu rodzajów obrażeń możemy w Barotraumie doświadczyć. Chwilami było mi szkoda moich postaci, które przeżywały bardzo, bardzo bolesne momenty. Od drobnych zadrapań, uszkodzeń kości, przez urazy spowodowane atakiem potworów morskich czy wrogich mieszkańców, kończąc na miażdżeniu przez ciśnienie wody albo duszenie z powodu braku tlenu. Medyk ma naprawdę dużo skomplikowanej roboty.

Podawanie medykamentów to nie taka prosta sprawa, ponieważ po pierwsze – musimy wiedzieć, który środek na co pomoże (a tych środków jest naprawdę dużo), po drugie – staramy się nie doprowadzić jednocześnie do zgonu spowodowanego podaniem wybranego środka. Dodatkowo nie zapominajmy o reanimacji, która ratuje życie. O ile rzeczony medyk nie zginie w już totalnie zniszczonym statku. Bo przecież skoro już ktoś z naszych umiera, to prawdopodobnie mamy sporo dziur w kadłubie, wrogów na pokładzie i wody we wszystkich pomieszczeniach. Zero presji.

Takie drobne efekty uboczne związane z odstawieniem opiatów.

Szaleństwo trybów

Poza głównym wątkiem fabularnym, polegającym na robieniu zadań zebranych na posterunkach, badaniu mapy, odblokowywaniu tajnych tras na mapie i zdobywaniu szacunu u frakcji, mamy też inne tryby zabawy.

Jeżeli jesteście fanami zabawy w Mafię czy gry Among Us, możecie skorzystać z trybu, w którym inny członek drużyny zostaje zdrajcą i sabotuje Wasze działania, wykonując przy tym swoje cele. Sposobów na śmierć jest naprawdę dużo. Gra pozwala na bardzo kreatywne podejście do zabijania współtowarzyszy – możecie na przykład umyślnie wymienić nieprzytomnemu koledze tlen na paliwo do wspomnianej wcześniej spawarki. Gdy już delikwenta odkryjecie, wreszcie na coś przydadzą się kajdanki noszone przy pasie oficera ochrony.

Znajdzie się też klasyczny tryb PvP, a właściwie statek vs statek. Walczymy z wrogą załogą i możemy zrobić im (lub oni nam) coś, co piraci lubią najbardziej, czyli abordaż. I w ciemnej otchłani kosmicznego oceanu nic nie widać. Do odnalezienia swojego przeciwnika używamy tylko sonaru i przeczucia. I nadziei, że nie zginiemy. Przy czym nie jesteśmy w tym oceanie sami, przecież wspominałam o kosmicznych potworach morskich.

Być pod wodą

Nie jest to najpiękniejsza gra na świecie, ale jej brzydota podkreśla ten okropny, przytłaczający klimat bycia, przypomnę, w oceanie w kosmosie na nieszczelnej łodzi podwodnej. Postaci wyglądają nieco komicznie, ponieważ ich modele są mocno zragdollowane. Rzekłabym, że to działa całkowicie na odwrót – rozładowuje klimat i pozwala nam nie oszaleć w tym tragicznym otoczeniu. Szczególnie, że największym plusem tej gry jest właśnie tryb wieloosobowy. Bo czy jest coś zabawniejszego, niż oglądanie, jak ciała naszej załogi świrują, gdy są brutalnie wyrywane z pomieszczeń przez fale wody i wysokie ciśnienie, miażdżące nasze organy wewnętrzne? Prawdopodobnie tak, ale w grach lubimy być masochistami i psychopatami, więc pośmiejmy się z tych uroczych animacji.

Z drugiej strony dźwięk jest bardzo oszczędny, a muzyka mroczna. To znowuż sprawia, że czujemy się ponuro, smutno i samotnie. W kosmicznym oceanie nikt nie usłyszy twojego krzyku. Tylko trzaski metalowego kadłuba i rytmiczne piknięcia sonaru. I bąbelki.

Kocham bąbelki.

Zbuduj swój własny statek!

Uważam, że jest to super sprawa, że możemy zbudować sobie swój wymarzony statek. Jest to karkołomne przedsięwzięcie, ale MOŻEMY SOBIE ZBUDOWAĆ STATEK! To jak Simsy, tylko pod wodą. Wymaga to dużych pokładów czasu, planowania i łączenia ze sobą obwodów elektrycznych. I ten statek może być totalnie bez sensu, ale to nasz statek i będziemy nim dumnie pływać. Nie pozwolimy żadnej załodze się z nas śmiać. Chyba że zapomnimy o jakimś ważnym elemencie i utoniemy.

Chociaż potrzeba naprawdę dużo pracy, żeby stworzyć swój własny, luksusowy okręt, tak satysfakcja płynąca z postawienia takiego kolosa na środku kosmicznego oceanu jest niesamowita. Jeżeli nawet nie spodoba się Wam rozgrywka, to zbudowanie łodzi podwodnej może bawić przez długie godziny.

Nigdy nie mówiłam, że jestem udaną inżynierką.

Zimno, ciemno, zaskakująco zabawnie. Barotrauma – finalne wrażenia

Umiejscowienie mnie przeraża, ale jednocześnie bardzo intryguje. Świat przedstawiony jest potworny, tajemniczy i czujemy się w nim naprawdę malutcy. Każda decyzja może być tą ostatnią, jeżeli popełnimy błąd albo zwyczajnie będziemy mieć pecha. To świetna gra do wspólnej zabawy z przyjaciółmi, szczególnie, że stresujące momenty pojawiają się falami – obawa o nasze życie jest przeplatana beztroskim napełnianiem butli tlenem, śmianiem się i dokazywaniem. Słowem, raj w kosmicznym oceanie. 

Do tego gra pozwala na naprawdę bardzo konkretną zmianę zawartości poprzez modowanie, także jeżeli uważacie, że już trudna (przynajmniej tak ją przedstawia ta recenzja) Barotrauma jest dla Was jak spacer po polance po deszczu, to śmiało możecie utrudnić to doświadczenie. Bycie masochistą nigdy nie było tak przyjemne!

Recenzja gry Barotrauma powstała dzięki uprzejmości Daedalic Entertainment, które udostępniło nam klucz. Dziękujemy za zaufanie!

Scroll to Top
Verified by MonsterInsights