Czasem najstraszniejszym, co może nas spotkać, są inni ludzie. Recenzja Mouthwashing zabierze Was na pokład pewnego statku kosmicznego
Ta gra wpadła mi w oko trochę przez przypadek, bo przyznam, że horrory nie są gatunkiem, po który sięgam najczęściej. Mouthwashing zaciekawiło mnie jednak akcją osadzoną na statku kosmicznym i dziwnym, onirycznym klimatem. Okazało się również, że twórcy tej produkcji mają na koncie How Fish is Made, krótką grę niezależną, która dosyć mocno zapadła mi w pamięć. Wygląda na to, że deweloperzy tutaj rozwinęli skrzydła. Moja recenzja Mouthwashing zabierze Was w przedziwną opowieść do odmętów ludzkiej psychiki i przepastnej głębi kosmosu.
Mam nadzieję, że zaboli
Początek gry bardzo przywiódł mi na myśl film Obcy. Ósmy pasażer Nostromo. Otrzymujemy suche fakty na temat frachtowca Tulpar należącego do firmy Pony Express – poznajemy liczbę członków załogi, planowany czas dostawy oraz przewidywany czas przelotu. Po tej krótkiej ekspozycji trafiamy do kokpitu statku, gdzie zmieniamy kurs. Frachtowiec niestety uderza w pas asteroid. Zaczyna wyć alarm, migają czerwone światła, a my, wychodząc z kokpitu, zaczynamy się gubić w plątaninie korytarzy nawiedzanych przez kucyka, maskotkę firmy. Mouthwashing od razu zdradza, że będzie produkcją, w której świat rzeczywisty i koszmarne wizje będą się przeplatać na porządku dziennym.
Po wypadku poznajemy bliżej załogę. Wcielimy się w drugiego pilota Jimmy’ego i to z jego perspektywy śledzić będziemy wydarzenia. Anya to pokładowa pielęgniarka, Daisuke jest młodym stażystą, a Swansea – nieco zgorzkniałym mechanikiem. Z Curlym, kapitanem frachtowca, na tym etapie nie będziemy w stanie zamienić słowa. Został on bowiem poważnie zraniony podczas kraksy i leży cały obandażowany w pokoju medycznym. Naszym pierwszym zadaniem będzie podanie mu środków przeciwbólowych.

Jęki, krzyki i końskie rżenie
Bardzo doceniam sposób, w jaki ta gra operuje dźwiękiem. Czasem wcale nie trzeba widzieć czegoś strasznego czy obrzydliwego – wystarczą odgłosy bardzo działające na wyobraźnię. Kiedy podajemy kapitanowi leki, na ekranie widnieje jedynie czarna plansza, ale same jęki bólu potrafią poruszyć i zniesmaczyć. To jest coś, co bardzo doceniam w horrorach – często mniej znaczy więcej. Do wywołania emocji u odbiorcy nie zawsze potrzeba fanfarów i wybuchów. Czasem prosty zabieg i nieco niedopowiedzenia zadziała dużo lepiej.
Co nie oznacza, że Mouthwashing jest grą, która zupełnie nie sięga po odważniejsze zagrania. Alarm na statku będzie ogłuszający, a kiedy coś nas goni, to jego słyszalne z daleka kroki przyprawią nas o palpitację serca jeszcze zanim nas złapie. Twórcy po prostu wiedzieli, kiedy przykręcić śrubę, a kiedy postawić na subtelniejsze rozwiązanie. Nie wspominając już o ścieżce dźwiękowej, której spokojny klimat przywodził mi na myśl trochę utwory z gry Oxenfree (której recenzję znajdziecie na naszym portalu).

Czy to sen, czy to jawa?
Pod względem wizualnym jest też tutaj bardzo dobrze. Może nie do końca ładnie, gdyż grafika wygląda jak żywcem wyjęta z gier na wczesne PlayStation, ale z pewnością ciekawie. W projektach postaci widać kreskówkowe przerysowanie, co dodaje im uroku i sprawia, że łatwo zapadają w pamięć.
Mouthwashing świetnie też operuje obrazami bardziej onirycznymi. Spacerujemy po morzu krwi, ze ścian korytarza spoglądają na nas setki oczu czy przenosimy się nagle na cmentarz skąpany we mgle. Jednak najbardziej poruszył mnie dosyć zwyczajny widok, bo wnętrza ładowni. Dzięki niekończącym się, wypełnionym po sufit regałom z paczkami dotarło do mnie, że bohaterowie to garstka osób, która utknęła na przeogromnym statku pośrodku przepastnego kosmosu.

W kosmosie nikt nie usłyszy twojego krzyku
Oczywiście to wszystko to narzędzia, które służą w Mouthwashing do opowiedzenia intrygującej historii. Postaram się opisać warstwę fabularną na tyle ostrożnie, aby wyłuskać ciekawsze elementy bez zdradzania najważniejszych zwrotów akcji czy wątków.
Warto na początku zaznaczyć, że fabuła jest podzielona na fragmenty, z którymi zapoznajemy się asynchronicznie. Z tych kawałków układanki musimy sami sobie skleić tę opowieść i odkryć, co tak naprawdę spowodowało wypadek. Z pewnością jest to przygnębiająca historia. Bohaterowie utknęli pośrodku niczego, ich kapitan ledwo zipie, a zapasy żywności nieubłagalnie się kończą. Gwoździem do trumny był dla nich moment, gdy otworzyli ładownie i znaleźli jedynie tytułowy płyn do płukania ust, co pozbawiło ich resztek nadziei na ratunek.
Mouthwashing to horror psychologiczny, dlatego skupia się przede wszystkim na bohaterach i tym, jak radzą sobie w tych bardzo nieprzyjaznych warunkach. Sporo tutaj subtelności, często musimy czytać między wierszami, aby zrozumieć czyjeś zachowanie czy motywy. Mimo że opisywana przedstawia dosyć przygnębiającą i tragiczną historię, to łączenie fabularnych kropek sprawiło mi tutaj mnóstwo frajdy. To gra, która porusza mnóstwo ciężkich tematów jak samobójstwo, alkoholizm, przemoc seksualna czy bezduszność wielkich korporacji i robi to w bardzo ludzki i pełen szacunku sposób. Z czasem dowiadujemy się skąd wzięła się zgryźliwość Swansea’ego i jego postawa nabierze dużo więcej sensu. Okaże się również, że katastrofa statku to nie jedyny koszmar, który przeżyła Anya. Ta produkcja też dobitnie pokazuje, że ci, którzy aktywnie nie sprzeciwiają się złu, są tak samo winni.

Kapitan, co zna kod na kajzerkę (w proszku)
Ponadto uważam, że Mouthwashing ze swoim mocnym skupieniem na fabule, nie zadziałałoby tak dobrze jako film czy książka. Gameplayu nie ma tutaj jakoś dużo, bo przede wszystkim rozmawiamy z postaciami, szukamy rzeczy czy wpisujemy kody, ale dodaje on tej historii pewnego tragizmu. Mianowicie często musimy robić absolutnie obrzydliwe czy okrutne rzeczy tylko po to, aby ruszyć historię do przodu. To właśnie interaktywność sprawia, że ta opowieść po prostu uderza mocniej emocjonalnie.

Podoba mi się również fakt, że poznawane przez nas mechaniki gry są w pewnym sensie foreshadowingiem. Najpierw uczymy się posługiwać nożem, aby pokroić tort. Nietrudno się jednak domyślić, że w horrorze to narzędzie przyda się nam do krojenia czegoś dużo bardziej drastycznego. W momencie gdy dostajemy skaner kodów i możemy sobie wytworzyć paczkę z jedzeniem, nie wiemy, że później w identyczny sposób znajdziemy substancję, którą otrujemy współtowarzysza podróży. Bardzo podoba mi się to wplecenie gameplayu w fabułę. Twórcy Mouthwashing wykorzystali potencjał medium, jakim są gry wideo, w najlepszy możliwy sposób.

Ostatni rejs statku Tulpar – finalne wrażenia z Mouthwashing
Moim skromnym zdaniem Mouthwashing to jedna z najlepszych gier niezależnych, które zadebiutowały w tamtym roku. Wszystko tutaj gra i buczy (w przeciwieństwie do silników Tulpara), przedstawiona historia jest zaskakująco nietuzinkowa, bohaterowie to ludzie z krwi i kości, a wszystko to dopełnia bardzo nietypowa oprawa audiowizualna. To ten rodzaj gry, która zostaje ci w głowie na długo po zobaczeniu napisów końcowych. Myślę, że warto dać jej szansę, zwłaszcza że jej ukończenie zajmuje mniej niż cztery godziny. Może Was też ta produkcja przeora emocjonalnie.

