13 lat oczekiwania, zupełnie nowy gatunek gry i ogrom przenikających się mechanik. Czy Edmund McMillen i Tyler Glaiel stworzyli produkt godny miana następcy The Binding of Isaac? W tej recenzji Mewgenics postaram się odpowiedzieć na to pytanie.
O nowej grze twórców takich hitów, jak The Binding of Isaac czy The End is Nigh pierwszy raz usłyszeliśmy w 2013 roku. Od tamtej pory minęło naprawdę sporo czasu, a sama branża mocno się zmieniła. Edmund od początku wierzył w ten nietypowy projekt i 10 lutego zdecydował się na wypuszczenie w świat Mewgenics. Jest to nietypowe połączenie symulatora hodowli ze strategią turową, ale dla Edmunda ,,nietypowe” to chleb powszedni. Wszystkie jego produkcje charakteryzują się dziwnymi pomysłami, a wiele z nich zrewolucjonizowało swoje gatunki. Czy w przypadku kociej, turowej strategii będzie tak samo? Tego dowiecie się z tej recenzji Mewgenics.

W dzień symulatorem, w nocy zaś strategią
Grając w nową grę Edmunda, mamy do czynienia z iście nietypową mieszanką. Wcielamy się tu w hodowcę kotów, który stara się stworzyć jak najmocniejsze wersje swoich pupili. Po co mają być potężne? Ano po to, żeby wysyłać maksymalnie czwórkę z nich na szalone walki turowe na szachownicy.
Na początku może się to wydawać dość dziwne i wielu aspektów obu rodzaju rozgrywek trzeba będzie się po prostu nauczyć. Gra co prawda zawiera samouczek, ale nie obejmuje on wielu istotnych informacji. Mewgenics to w portfolio twórcy Isaaca kolejna gra roguelite, więc gracz będzie uczył się rozgrywki metodą prób i błędów. A błędy potrafią tutaj bardzo zaboleć.
Widać, kto tworzył tę grę
Zanim przejdę do głębszego opisywania gry, warto mieć na uwadze kilka rzeczy. Jest to produkcja Edmunda McMillena i Tylera Glaiela – twórców, których styl jest bardzo specyficzny. Pełen głupkowatego, wręcz toaletowego humoru rodem z South Parku, na który trzeba spojrzeć z przymrużeniem oka. Najpierw możemy zaatakować kogoś wybuchającym pierdem, żeby później ładować manę w kota z zespołem Downa, bo nie jest zbyt inteligentny i nie potrafi sam używać czarów. Jeśli po tym opisie czujecie się zniechęceni, to raczej nie zmieniłoby się to na przestrzeni rozgrywki. Ta gra pełna jest takich absurdów oraz żartów, które nie będą bawić każdego.

Nie potrzebujemy cię w naszym składzie
Zanim jednak wyruszymy kotami na wielką misję, musimy o nie zadbać w hodowli. Ta roi się od czworonogów, które mają różne statystyki, umiejętności, a nawet choroby. Naszym zadaniem jest odpowiednie zarządzanie kotami tak, aby tworzyły kolejne, coraz to potężniejsze pokolenia. A żeby zostać najlepszym hodowcą w Boon County, musimy zwracać uwagę na wiele informacji dotyczących naszych zwierzaków.
Zacznijmy od tego, że istnieje kilka rodzajów podstawowych statystyk, a każdy kot ma je trochę inaczej rozłożone. Mogą istnieć koty silne, ale mające niewiele życia, takie z dobrą regeneracją many, takie z bardzo przydatną umiejętnością i tak dalej. Naszym zadaniem jest odpowiednie żonglowanie tymi danymi. Decydujemy, które zwierzęta chcemy zostawić do dalszego rozmnażania, a które oddać, bo nie nadają się do walki i wychodzenia poza dom. Jest to ważny aspekt hodowli, bo nowo narodzone kocięta przejmują wiele cech swoich rodziców, w tym także statystyki. Zależy nam więc na tym, żeby zostawiać jak najlepsze koty.

Wszystko, czego nie wiedziałeś o swoich kotach
W Mewgenics istnieje wiele nietypowych wyznaczników, na które musimy zwracać uwagę. Z czasem otrzymujemy dostęp do bardziej szczegółowych informacji o naszych podopiecznych. Widzimy na przykład poziom agresji każdego z nich, poziom libido lub preferencje seksualne. Oznacza to, że jeśli udało nam się stworzyć potężnego samca, ale bardziej od koleżanek woli swoich kolegów, to dziecka z tego nie będzie.
Tutaj pojawia się mój pierwszy zarzut do Mewgenics. Twórcy dali nam do dyspozycji hodowlę, która z czasem przybiera naprawdę spore rozmiary. Nie otrzymaliśmy jednak żadnych sensownych narzędzi do zarządzania nią. Obsługa kotów jest bardzo manualna. Nic nie dzieje się tu automatycznie, a gdy musimy zadbać o 40 zwierzaków jednocześnie, może zrobić się to trochę żmudne.
Ogólnie jestem zafascynowany mnogością detali, które twórcy zdołali umieścić w tak prostym systemie. Szkoda, że traci to na wartości, jeśli przez brak odpowiednich narzędzi nie mam ochoty w pełni z tego korzystać.
Właściwy gameplay zaczyna się po hodowli
Pierwsze, co zobaczymy po wybraniu, które koty idą na wyprawę, to ekran, w którym przydzielamy im obroże. Jest to istotna mechanika, bo za jej pomocą nasz pupil staje się kotem rasowym, albo raczej klasowym. Każda obroża to inna klasa postaci, a co za tym idzie – inne umiejętności. Zaczynamy z bardzo podstawowymi opcjami, takimi jak wojownik, tank czy mag. Z czasem będziemy odblokowywać coraz to ciekawsze i nietypowe role, które nasze zwierzaki mogą pełnić w drużynie. Dokładne zapoznanie się z zaletami i wadami każdej z klas bardzo pomoże nam zwyciężać następne pojedynki. Jeśli chcecie ujrzeć pełny potencjał tej gry, to polecam Wam nie omijać nikogo i zobaczyć, jak różne role współgrają z innymi w składzie.
Gdy każdy otrzyma swoją obrożę, zaczynamy właściwy gameplay. Nasze koty oficjalnie wyruszyły i na pewno nie są gotowe na to, co ich czeka. Na mapie przypominającej trochę tą ze Slay the Spire nasza dzielna drużyna będzie musiała stawić czoło wielu niebezpieczeństwom. Podczas wyprawy będziemy zdobywać pieniądze, wydawać je w sklepach i spotkamy wiele dziwnych sytuacji. Na każdej mapie stoczymy również kilka walk, po których jeden z naszych kotów stanie się potężniejszy, na przykład za pomocą nowej umiejętności. Często napotkamy również różne wydarzenia losowe, które mogą uratować nawet najgorsze podejścia, ale i zepsuć te najlepsze. Wielu rzeczy nie da się przewidzieć, więc musicie wziąć pod uwagę to, że gra będzie wam czasem podkładać kłody pod nogi.

Granica między chaosem a strategią jest bardzo cienka
Świetnie zaprojektowana turowa naparzanka to kwintesencja Mewgenics. Każdy sojusznik i przeciwnik ma swoją turę, w której może ruszyć się, zaatakować i używać umiejętności, dopóki starczy mu many. Walka to dla nas moment weryfikacji wszystkiego, co zrobiliśmy do tej pory. Nasze rozmnażanie kotów, ich statystyki, umiejętności oraz podjęte przez nas decyzje – to wszystko sprowadza się właśnie do tego momentu.
Kluczowe są tutaj umiejętności i wybrane przez nas klasy postaci. Odpowiednie zarządzanie zdolnościami zwierzaków to przepis na sukces. Mnogość możliwości, które daje Mewgenics, najłatwiej będzie zobrazować na przykładach. Jeśli nasz wojownik ma umiejętność pasywną, że każdy zadany cios w twarz będzie krytyczny, to dobrze jest uzbroić się w zdolność, która potrafi atakować wielokrotnie. Dodatkowo, bardzo pomógłby tutaj jakiś skill związany z ruchem postaci, aby nasz wojownik zawsze mógł odpowiednio ustawić się twarzą w twarz z przeciwnikiem. Mogą się też zdarzyć bardziej absurdalne przykłady. Jeśli mamy kota, który potrafi zmieniać przeciwników w kamień, to świetnie nadawałby się tutaj ktoś potrafiący jeść kamienie (tak, jest taka umiejętność). Jak się domyślacie, będziemy wtedy mogli zjeść oponenta.

Gra czasem nie ułatwia nam podejmowania decyzji
Podczas naszej tury przyjdzie nam myśleć o wielu rzeczach: gdzie ruszyć danym kotem, czy zostawić manę na później, jakie umiejętności wybrać, którego z przeciwników zabić najpierw. Podejmowanie takich decyzji będzie dla nas łatwiejsze wraz z zapoznawaniem się z grą. Nie oznacza to, że rozgrywka staje się prosta. Jeden run zazwyczaj trwa około 2,5 godziny, więc możecie wyobrazić sobie uczucie, które po takim czasie towarzyszy wywaleniu się na ostatnim bossie.
Na ekranie widzimy takie rzeczy, jak kolejność tur, ale nie możemy być pewni, jakiego ruchu użyje nasz przeciwnik, no chyba, że ma tylko jeden. Istotne wtedy będzie odpowiednie pozycjonowanie tak, aby żaden z ataków adwersarza nas nie dosięgnął. Bo możemy zobaczyć, jaki zasięg ma dany przeciwnik, ale to też jest informacja, której nie znajdziemy w tutorialu. Czasami grze zdarzają się tak podstawowe problemy jak to, że HUD potrafi zasłonić nam istotne informacje np. życie danego przeciwnika. Jeśli chodzi o czytelność i ilość informacji dostępnych dla gracza, na pewno jest tu miejsce do poprawy. Zwłaszcza, że mówimy o grze strategicznej, w której informacje na temat pola bitwy powinny być klarowne i dostępne na wyciągnięcie ręki.

Nie da się tutaj nudzić
Wspominając o walkach, nie sposób też nie powiedzieć o mapach, na których mają one miejsce. W grze jest naprawdę sporo różnych biomów, do których dostęp otrzymujemy z czasem. Każda mapa zawiera swój zestaw przeciwników, bossów i przeszkód, które napotkamy. Są one od siebie na tyle różne, że dobrze jest dostosowywać nasze koty do miejsca, w które planujemy się udać. Te odblokowane później są również zauważalnie trudniejsze od poprzednich. Wymagają one naszych najlepszych kotów i przemyślanej taktyki.
To samo tyczy się przeciwników, których spotykamy. Ich olbrzymia wręcz liczba i zróżnicowanie sprawiają, że walki nam się nie nudzą. Dodatkowo, dzięki istniejącemu systemowi klasy postaci każda potyczka będzie wyglądać inaczej. Czuć, że twórcom bardzo zależało na różnorodności podczas tworzenia tej produkcji. Mimo tego, że nie zabraknie tutaj sztampowych slime’ów, które po śmierci dzielą się na mniejsze, znajdziemy tu wiele świeżych pomysłów. Przeciwnicy zapadają w pamięć, a to bardzo istotne w grze tego typu. Mam na liczniku już ponad 100 godzin, a dalej nie widziałem wielu rzeczy, w tym potyczek, które produkcja ma do zaoferowania.

Prawdziwa wolność i mnogość możliwości
Mewgenics ma jedną cechę, która według mnie mocno odróżnia tę produkcję na tle innych. Ta gra działa tak, jak nam się wydaje, że będzie działać. Nie blokuje naszej wyobraźni, a wręcz zachęca do eksperymentowania z pozoru niedorzecznymi taktykami. Przyrównałbym to trochę do systemów znanych z The Legend of Zelda: Breath of The Wild. Mówię tutaj o takich momentach jak ten, gdy 3 przeciwników stoi w wodzie, a po uderzeniu ją piorunem każdy z nich zostanie porażony prądem. Albo to, że kiedy ktoś się pali i wejdzie w jakikolwiek sposób w styczność z wodą (na przykład zostanie opluty), to ogień zgaśnie.
Ta gra ma wiele z pozoru absurdalnych możliwości. Takich, na które inne tytuły by nie pozwoliły. Jeśli jest napisane, że coś działa w konkretny sposób, to tak działa i to bez wyjątku. Możemy w ten sposób między innymi zabijać bossów na strzała po spełnieniu określonych warunków. Tej gry nie da się łatwo „zepsuć”, ale w pewnym sensie sama na to pozwala i wręcz do tego zachęca. A gdy uda nam się stworzyć wymarzone combo pozwalające z łatwością wygrywać walki, trudno o lepszy poziom satysfakcji.
Musimy jednak być ostrożni, bo gra traktuje teksty swoich zdolności bardzo dosłownie. Jeśli ktoś w naszym składzie cierpi na nekrofagię, to będzie zjadał zwłoki widoczne na planszy i leczył się z nich. Niby brzmi to jak dobra umiejętność. Zabijemy przeciwnika, pozbędziemy się zwłok i jeszcze się podleczymy. Problem w tym, że w opisie nekrofagii nie ma nic o przeciwnikach, a o zwłokach ogólnie. Oznacza to, że gdy któryś z naszych kotów padnie, prawdopodobnie zostanie zjedzony przez kolegę z drużyny i więcej już go nie zobaczymy. Trzeba być bardzo uważnym na to, gdzie, kiedy i jakich umiejętności używamy. Jeden poważny błąd może nas kosztować całe ponaddwugodzinne podejście.

Oprawa jest równie dziwna, co cudowna
Trudno jest jednoznacznie opisać oprawę graficzną Mewgenics jako ładną czy brzydką. Ewidentnie nawiązuje ona do czasów świetności flashówek i takich serwisów jak Newgrounds, w których Edmund przecież zaczynał swoją przygodę z gamedevem. Grafika jest prosta, rysowana grubą kreską i bez mnogości detali, ale idealnie pasuje to do tonu gry. Produkcja nie chce, żeby traktować ją serio, a taka, powiedzmy to, ,,niechlujna” stylistyka bardzo dobrze wpasowuje się w klimat. Zadziwia natomiast liczba animacji, na które możemy trafić. Wiele ataków, umiejętności i reakcji jest inaczej zaanimowanych i po tym chyba najbardziej widać tak naprawdę, jak wiele pracy włożono w powstanie tej produkcji. Po tym i po muzyce.
Bo tak się składa, że muzyka w Mewgenics jest bezapelacyjnie genialna. Normalnie nie jestem typem osoby, która słucha muzyki z gier. Zdarzają się wyjątki, na przykład w postaci zeszłorocznego Clair Obscur, ale na co dzień nie trafia to w moje gusta. Jednak naprawdę trudno było mi wyjść z podziwu tego, co zrobił tutaj zespół Ridiculon. Soundtrack do głupiutkiej gry o kotach nie miał potrzeby brzmieć tak, jak tutaj brzmi. Sam fakt, ile gatunków postanowiono tam wrzucić, zasługuje na uwagę. Od jazzu i bluesa, przez rock i metal, aż do nowoczesnych nietypowych mieszanek. Dodając do tego świetnie dobrane wokale, otrzymujemy moim zdaniem jeden z najlepszych soundtracków w grach w ogóle. Na pewno nieraz słysząc instrumental danego utworu, zaczniecie sami sobie podśpiewywać tekst i tak jak ja będziecie budzić się z rana mając w głowie piosenkę z pierwszego etapu gry.

Świetnie przemyślana gra. Mewgenics – finalne wrażenia
Mamy więc do czynienia z grą bardzo regrywalną, która starczy nam na setki godzin. Dodatkowo ma przyjemną i idealnie dobraną grafikę ze świetną oprawą muzyczną. Oprócz tego jest wiele spraw, o których nawet nie wspomniałem. Na przykład przedmioty, których łącznie w grze znajduje się prawie 1000, a potrafią one zmienić rozgrywkę o 180 stopni. Są też oczywiście elementy roguelite’owe, które zapewniają nam progres pomiędzy sesjami i dodają stałe ulepszenia. To są jednak rzeczy, które pozwolę Wam już odkryć samodzielnie.
Jeśli znacie się dobrze z twórczością Edmunda McMillena i nie przeszkadza Wam wizja gry turowej – kupcie Mewgenics. Czeka na was produkcja dopracowana, przemyślana i zupełnie inna niż to, co do tej pory pojawiło się na rynku. Mieszanka z pozoru tak dziwna, że nie miała prawa się udać. Gra jednak pod warstwą dziecinnego humoru i prostej grafiki ukrywa bardzo złożony system mechanik, które nawzajem się ze sobą przeplatają. Nie jest bez wad, a twórcy już zapowiedzieli zmiany chociażby w przejrzystości, o której wcześniej mówiłem. Są to jednak małe i dosyć czepialskie uwagi w porównaniu do tego, ile pozytywów można mówić o tej grze. Mewgenics jak na razie dostępne jest tylko i wyłącznie na Steamie i na ten moment nie ma niestety polskiego tłumaczenia. Dzisiaj zapowiedziano oficjalnie, że trwają prace nad portami na PS5 i Nintendo Switch 2. Kto wie, być może doczekamy się więc także wersji w naszym języku.
Jeśli gracie już w tę produkcję lub po prostu chcecie się o niej dowiedzieć więcej, to mamy dla Was przygotowany poradnik dla początkujących oraz tekst o najsilniejszych kombinacjach, jakie znaleźliśmy.

