Powrót do remontowania mieszkań w nowej oprawie graficznej brzmi jak coś, czego mogli oczekiwać fani serii. W recenzji House Flipper Remastered Collection trudno nie zadać sobie jednak pytania: czy gra rozwija serię, czy raczej cofa ją o krok w obliczu istnienia kontynuacji?
Na potrzeby recenzji House Flipper Remastered Collection sprawdziłem grę w ramach playtestów trwających od 30 marca do 6 kwietnia. Lista zmian, którymi chwali się producent, wygląda solidnie: pełen pakiet DLC dołączony do podstawowej wersji gry, odświeżona grafika i interfejs, nowe opcje narzędzi, dubbing oraz setki dodatkowych przedmiotów i dziesiątki nowych zleceń. Czy za tymi zmianami idzie realna jakość, czy jedynie chęć podreperowania budżetu spółki Frozen Way?
Czy grafika robi różnicę?
Największe i najbardziej zauważalne zmiany dotyczą oprawy wizualnej. Remaster wyraźnie poprawia jakość tekstur, oświetlenia i detali, dzięki czemu całość wygląda lepiej niż w oryginale. Nie jest to rewolucja, ale różnica jest bardzo wyraźna. Trudno jej nie zauważyć już po kilku chwilach zabawy. Szczególnie dobrze wypadają wnętrza, gdzie gra światłem i drobnymi elementami wyposażenia sprawiają, że sprzątanie czy remontowanie pomieszczeń daje po prostu więcej satysfakcji.

Jeszcze większe wrażenie robi jednak to, co dzieje się poza samymi domami. Otoczenie zostało wyraźnie ożywione. Na ulicach pojawiają się samochody, rowery i inne detale, które budują wrażenie żyjącego świata. To właśnie te drobiazgi sprawiają, że lokacje przestają być jedynie tłem dla rozgrywki, a zaczynają przypominać realne przestrzenie.
Więcej tego samego
Pod względem rozgrywki trudno mówić o większych zmianach. W dalszym ciągu zajmujemy się tym, co stanowiło fundament serii od samego początku. Sprzątamy, malujemy, myjemy okna, burzymy i stawiamy ściany czy montujemy instalacje. Wszystko odbywa się z perspektywy pierwszej osoby, a sterowanie pozostaje bardzo przystępne i intuicyjne. Gra nie próbuje udawać pełnoprawnego symulatora. Zamiast tego konsekwentnie stawia na prostotę, dzięki czemu każdy błyskawicznie odnajdzie się w jej mechanikach.

Nie zmienia się również system progresji, który opiera się na zdobywaniu doświadczenia i stopniowym odblokowywaniu kolejnych usprawnień. Z czasem pracujemy szybciej oraz zużywamy mniej materiałów. Odblokowujemy dostęp do coraz większej liczby narzędzi, co w naturalny sposób przyspiesza wykonywanie zleceń. Problem w tym, że mimo tych wszystkich elementów rozgrywka pozostaje niemal identyczna jak wcześniej. Dla jednych będzie to zaleta, bo dostają sprawdzoną, relaksującą formułę. Dla innych wyraźny sygnał, że seria stoi w miejscu i nie próbuje zrobić żadnego kroku naprzód.
Wygodniej czy tylko inaczej?
Wśród wprowadzonych zmian sporo miejsca zajmują usprawnienia związane z interfejsem i ogólną wygodą korzystania z narzędzi. Nowy wygląd UI oraz tryb ciemny tabletu sprawiają, że całość prezentuje się nowocześniej i jest bardziej czytelna podczas dłuższych sesji. Na plus można zaliczyć także ulepszony tryb fotograficzny oraz bardziej rozbudowane opcje pracy z narzędziami. Możliwość precyzyjniejszego zaznaczania obszarów i ich skalowania przy użyciu rolki myszy mocno pomaga. Dodatkowym ułatwieniem jest również wprowadzenie lampy UV, która pomaga szybciej zlokalizować zabrudzenia i przyspiesza wykonywanie zleceń.

Nie wszystkie zmiany wypadają jednak równie dobrze w praktyce. Problemy z podstawowym zaznaczaniem elementów potrafią być frustrujące. Sterowanie bywa momentami nieprecyzyjne – szczególnie w sytuacjach, gdy chcemy zaznaczyć niewielki fragment ściany lub dokładnie wyczyścić zabrudzenie w trudno dostępnym miejscu. W takich momentach gra potrafi zareagować nie tak, jak byśmy tego oczekiwali, co wybija z rytmu i wprowadza niepotrzebną irytację. Do tego dochodzą decyzje projektowe, które mogą podzielić graczy. Zastąpienie klasycznych maili mapą z ofertami pracy czy obecność dubbingowanych dialogów. Niekoniecznie pasują do charakteru rozgrywki i są, moim zdaniem, zmianą na gorsze. W efekcie część usprawnień faktycznie zwiększa komfort zabawy, ale inne sprawiają wrażenie zmian wprowadzonych bardziej pod marketing, niż w celu ulepszenia rozgrywki.
Za dużo swobody, za mało zasad
W pewnym momencie zaczyna wychodzić na wierzch problem, który od lat towarzyszy serii – zbyt duża dowolność w podejściu do realizacji zleceń. Owszem, gra narzuca nam konkretne wymagania, takie jak ustawienie określonych elementów wyposażenia czy dekoracji. W praktyce sposób ich rozmieszczenia pozostaje jednak całkowicie dowolny. Możemy ustawić wszystko byle jak, bez większego ładu i składu, a gra i tak uzna zadanie za wykonane poprawnie. Brakuje tu jakiejkolwiek formy oceny jakości naszej pracy, systemu punktacji czy choćby subtelnej sugestii, że coś zostało zrobione nie tak. W efekcie zamiast poczucia dobrze wykonanego remontu pojawia się wrażenie, że gra momentami przestaje być grą w tradycyjnym rozumieniu, a zaczyna pełnić rolę prostego narzędzia do aranżowania wnętrz.

Strona Steam House Flipper Remastered Collection nie informuje o tym zbyt głośno, ale brakuje możliwości przeniesienia zapisów z poprzedniej wersji. Dla osób, które spędziły w pierwszej części dziesiątki czy nawet setki godzin, to naprawdę bolesne ograniczenie. Oczywiście można ją tłumaczyć przebudowanym kodem gry i zmianami „pod maską”, ale z perspektywy gracza niewiele to zmienia. Cały wcześniejszy progres po prostu przepada. W czasach, gdy wiele produkcji stawia na ciągłość doświadczenia i nagradzanie lojalnych odbiorców, takie podejście trudno uznać za coś innego niż duży krok wstecz.
Tańszy powrót dla lojalnych graczy
Na szczęście brak kompatybilności zapisów został przynajmniej częściowo zrekompensowany. Twórcy zdecydowali się na model sprzedaży, w którym w jednej paczce otrzymujemy odświeżoną wersję podstawowej gry wraz ze wszystkimi dotychczasowymi dodatkami. Przyjemnie prezentuje się system zniżek uzależniony od posiadanych dodatków do oryginalnej wersji gry. Im więcej DLC znajduje się w bibliotece gracza, tym niższa cena końcowa House Flipper Remastered Collection. W skrajnym przypadku pozwala to obniżyć koszt zakupu o prawie 70%. Wygląda to jak uczciwe podejście do odbiorców, którzy wcześniej inwestowali w rozwój gry. Dzięki temu próg wejścia dla części graczy może być wyraźnie niższy, a sama oferta – bardziej przystępna niż sugerowałaby podstawowa cena.
Jak duże jest zainteresowanie serią?
Na podstawie danych ze SteamDB widać, że zainteresowanie marką wciąż potrafi być bardzo wysokie. W pierwszym dniu playtestów w House Flipper Remastered Collection bawiło się jednocześnie około 1000 graczy. Co, przy uwzględnieniu charakteru testów i ich ograniczonej dostępności, można traktować jako solidny wynik. W praktyce takie wartości pozwalają ostrożnie założyć, że zainteresowanie odświeżoną wersją pierwszej części może być większe niż zainteresowanie kontynuacją. Jeszcze ciekawiej zrobiło się pod koniec testów. 3 kwietnia twórcy uruchomili darmowy weekend z oryginalną wersją gry, który przyciągnął aż 90 tysięcy graczy bawiących się jednocześnie. Aż sześciokrotnie przebijając tym samym wcześniejsze rekordy popularności.

Trudno nie zestawić tych dwóch wydarzeń i nie zauważyć, że mamy do czynienia z bardzo sprawnie przeprowadzoną akcją marketingową. Playtesty odświeżonej wersji połączone z darmowym dostępem do oryginału skutecznie przypomniały graczom o marce i wygenerowały ogromne zainteresowanie w krótkim czasie. Niezależnie od oceny samego remastera pod względem budowania uwagi wokół gry, trudno twórcom cokolwiek zarzucić – to przykład działań, które realnie przekładają się na wyniki i pokazują, że seria wciąż ma bardzo silną pozycję na rynku.
Seria na rozdrożu. House Flipper Remastered Collection – finalne wrażenia
House Flipper Remastered Collection to produkcja, która z jednej strony robi dokładnie to, co powinna. Odświeża oprawę wizualną, poprawia wygodę rozgrywki i pakuje całą zawartość w jeden bogaty zestaw. Z drugiej jednak trudno nie odnieść wrażenia, że jest to krok bardziej w bok niż do przodu. Brak kompatybilności zapisów sprawia, że wielu graczy zaczyna od zera, niezależnie od wcześniejszych postępów, a sam rdzeń zabawy pozostaje niezmieniony. W efekcie otrzymujemy dobrze znaną formułę w ładniejszym wydaniu, ale bez wyraźnej próby jej rozwinięcia.
Sytuacji nie poprawia kontekst istnienia kontynuacji. Druga część wprowadziła nową jakość, ale zmagała się z problemami po premierze i do dziś nie doczekała się większych dodatków, mimo zapowiedzi takich jak Pets czy Sakura. W tym świetle pojawienie się remastera zamiast naturalnego rozwoju House Flippera 2 może sprawiać wrażenie rozproszenia zasobów studia. Tym bardziej, że seria ma potencjał, by pójść w znacznie ciekawszym kierunku. Może rozbudować elementy ekonomii, wprowadzić presję czasu, realne ograniczenia czy bardziej rozbudowane zarządzanie projektami. Zamiast tego skupia się na poprawie tego, co już znamy.
Warto sięgnąć po tę wersję, jeśli lubisz pierwszą część i chcesz do niej wrócić w wyraźnie lepszej oprawie graficznej. To nadal bardzo relaksująca produkcja, która sprawdzi się jako spokojna, niewymagająca rozgrywka na kilka wieczorów. Jeśli jednak oczekujesz głębi, nowych systemów i realnego rozwoju serii, możesz poczuć niedosyt. House Flipper Remastered Collection nie jest złą grą – ale trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to skok na kasę wiernych fanów łatający finanse spółki Frozen Way.
Obrazek wyróżniający oraz screenshoty nr 1, 3 i 5 pochodzą z materiałów prasowych udostępnionych mediom przez twórców gry.

