Niewiele gier i filmów potrafi doprowadzić mnie do łez. Ta gra jednak zdołała to zrobić, równocześnie rozbawiając mnie i zapewniając ukojenie. Z tej recenzji dowiecie się, dlaczego warto sięgnąć po My Little Puppy.
Nieliczne gry pozwalają nam na wcielenie się w zwierzaka. Szczególnie takiego niedisneyowskiego, co nie gada i nie jest częściowo humadoidalny. Podobnie jak Stray, My Little Puppy nie stroni od realistycznego przedstawienia psów, ich zachowania, reakcji, sposobu myślenia oraz postrzegania świata.
Choć jestem zachwycona tą grą, dostrzegam też, że może nie być ona idealną propozycją dla wszystkich. Jakie są jej zalety? Co poszło nie tak? Na co się przygotować? Z tej recenzji wszystkiego się dowiecie!
Czy to gra dla mnie?
Szczególnie polecam tę grę osobom, które są gotowe zmierzyć się z trudnym tematem utraty pupila. Niekoniecznie psa (choć gra mówi głównie o nich). My Little Puppy jest przede wszystkim przedstawieniem życia po stracie przyjaciela. Dotyczy to nie tylko właściciela, ale i zwierzęcia. Tego, że bez względu na wszystko, będzie on czekał na nas, jeśli zachowa o nas dobre wspomnienia. Gra, poza byciem mocno nastawioną na fabułę, zalicza się do gatunku platformerów. Zawiera też sporo zagadek zręcznościowo-logicznych. Nie ma mocno wygórowanego poziomu, ale miejscami może być wyzwaniem.
Niech nie zmyli Was przesłodka grafika. Zdecydowanie nie jest to gra typu cozy. Wręcz przeciwnie. Przygotujcie chusteczki i szykujcie się na wylanie wielu łez.

Życie za tęczowym mostem
W grze wcielimy się w przeuroczego pieska corgi o imieniu Bong-gu. Na starcie znajduje się on w miejscu będącym psim rajem. Znajdziemy tam chmurkowe wyspy wypełnione atrakcjami i nadzorowane przez anielskie postaci. Wejścia do lokacji strzeże złota brama, za którą znajduje się tęczowy most. Część przebywających tam piesków cieszy się rajskim życiem wraz ze swoimi właścicielami. Nie dotyczy to jednak naszego bohatera. Bong-gu nadal czeka na swojego opiekuna, starając się mimo wszystko nie pogrążać się w tęsknocie za nim, a skupić na nadziei, że kiedyś ponownie go zobaczy.

Pewnego dnia rzeczywiście zaczyna czuć jego zapach i podekscytowany pyta anioła, czy coś mu na ten temat wiadomo. Ten jednak zaprzecza. Zdesperowany corgi decyduje się więc uciec z raju, by odnaleźć źródło znajomego zapachu.
Psia dola
My Little Puppy wiernie odwzorowuje psie zachowania, biorąc poprawkę na bycie corgim. Nasz bohater z racji krótkich łapek jest dość „niskopodłogowy”. Nie skacze za wysoko i często musi znaleźć jakiś sposób by „zrobić sobie schodki”. W niektórych momentach gry przyjdą nam z pomocą inne, wyższe i większe pieski (i nie tylko!). Cała komunikacja odbywa się za pomocą mowy ciała. Bong-gu będzie zatem wielokrotnie szczekał, obracał się, smucił i prosił. Jedyna narracyjna podpowiedź dla nas to sporadyczne „chmurki myślowe” z obrazkami oraz retrospekcyjne komiksy.
Do tego nasz cel zawsze wskaże nam ścieżka węchu wyświetlana jako linia prowadząca naszego bohatera albo do pańcia, albo do obecnie poszukiwanego obiektu. W bardziej labiryntowych lokacjach zaznaczenie terenu (czyli siusianie) pomoże nam ogarnąć, gdzie już byliśmy, a które ścieżki są jeszcze do sprawdzenia. W grze przeważają elementy skradankowe i zręcznościowe, a także quick time events.

Podróż poza niebo
Historia poza niebem jest dość mocno otwarta na interpretację. Lokacje są dość specyficzną i abstrakcyjną mieszaniną różnych motywów. Można je uznać za zbiorowe fragmenty wspomnień różnych zwierząt i ich właścicieli, którzy odeszli. Ja jednak bardziej skłaniam się do uznania tego za coś w rodzaju czyśćca. Postacie znajdujące się tam bowiem są dość szare, jeśli chodzi o interpretację ich moralności. Jest to też kraina, gdzie istnieje poczekalnia dla pupili czekających na swoich właścicieli. Możliwe, że to miejsce pozwala na to, by zwierzęta wspomogły swoich pańciów w odpracowaniu swoich niedoskonałości.
Nie jest to jednak do końca przyjazne i melancholijne miejsce. Na naszego psiaczka czekają tam bowiem gigantyczne humanoidalne potwory czyhające na to, by odebrać nam naszą anielską aureolę. Być może jest to symbolika odebrania nam nadziei i pogrążenia psiaka w negatywnych emocjach związanych z osamotnieniem, strachem i niepewnością. Musicie zagrać, by przekonać się sami, jak to postrzegacie.

Karuzela emocji
Produkcja porusza dość ciężkie tematy. Jeśli się za nią zabierzecie, przygotujcie się na motywy takie jak śmierć, eutanazja, przemoc wobec zwierząt, porzucenie, bezdomność, bezradność czy strach. Mimo ich symbolicznego przedstawienia twórcy nie uciekają od trudnych zagadnień, sprawiając, że wobec wielu scen trudno pozostać obojętnym.
Warto jednak podkreślić, że cięższe momenty są umiejętnie przeplatane lżejszymi akcentami, które mają nas rozbawić i wywołać uśmiech. Sporadycznie obejrzymy wspomnienia naszego corgiego, które podniosą nas mocno na duchu. Gra zawiera również sporo delikatnych, acz odczuwanych nawiązań do innych gier, a także postaci filmowych. Znajdziemy w niej między innymi Johna Wicka, skradanie się w kartonie rodem z Solid Snake’a, luźne nawiązanie do bijatyk, a tęczowy most może nam z deczka przypominać pewną trasę z Mario Kart. Zdecydowanie jest tego sporo i pewnie nie wyłapałam każdego minismaczka. Nie da się jednak zaprzeczyć, że ktokolwiek to projektował, puszczał oczko w stronę wieloletnich graczy.

Podróż, którą musicie przeżyć sami – finalne wrażenia z My Little Puppy
Nie chcę przedłużać tej recenzji, by uniknąć spoilerów i nie powiedzieć za dużo. My Little Puppy jest bowiem grą-podróżą. Mogę Wam opowiedzieć, gdzie byłam i co widziałam, ale nie poczujecie tych samych emocji co ja. Zwyczajnie nie jestem w stanie ich przekazać w tekście, bo to, co stworzyli twórcy gry, jest zbyt dobre i trzeba to zobaczyć na własne oczy.
Jeśli próbujecie właśnie pozbierać się po odejściu wiernego pupila, zdecydowanie może być to tytuł, który pomoże Wam pogodzić się z jego śmiercią i zbudować nadzieję, że jeszcze kiedyś go spotkacie.
Mam nadzieję, że dość skradankowa rozgrywka nie będzie stanowiła dla Was przeszkody. Miejscami potrafiła się ona delikatnie dłużyć. Warto jednak się przez nią przebić, nawet jeśli do końca nie trafia w Wasze upodobania.
Koniecznie przygotujcie zapas chusteczek, zanim zaczniecie grać. Uwierzcie mi, będzie on potrzebny!

