17 czerwca 2025 roku Sassy Chap Games wypuściło grę, która podbiła serca graczy setką postaci do randkowania. Taka ilość bohaterów wymagała od twórców odejścia od standardowych rycerzy czy władców mroku. Przyjrzyjmy się zatem roli Skylar – naszej przewodniczki po świecie, która przy okazji jest filtrem na trudne tematy.
W symulatory randkowania na ogół gra się dla czystej rozrywki, relaksu, czasami dla przeżycia mniej lub bardziej jakichś swoich fantazji. Gdy więc zobaczyłam zrzuty ekranu z tej produkcji, przedstawiające spersonifikowane zabawki erotyczne, sejf będący dominą czy straumatyzowany alarm przeciwpożarowy, zaczęłam się zastanawiać – a co, jeśli ktoś poczuje się źle z takimi tematami? Czy to nie zepsuje zabawy, nie wywoła napadu paniki? Zdarzają się przecież takie sytuacje. Twórcy jednak przybywają z odsieczą, wprowadzając graczom… filtr.
Skylar – okulary, które pomagają
Niedawno pisaliśmy recenzję Date Everything (możecie ją znaleźć tutaj), aczkolwiek dzisiaj skupmy się na tym, kim jest Skylar. W końcu gra polega na romansowaniu z przedmiotami domowymi, ale głupio byłoby ot tak gadać z biurkiem, gapiąc się w blat, prawda? Jako ludzie w większości preferujemy, gdy nasz rozmówca posiada twarz. I tutaj wchodzi Skylar, cała na… no, powiedzmy, że biało. I różowo. To uosobienie tajemniczych okularów, jakie gracz otrzymuje, by móc poflirtować z lodówką czy inną kanapą. Przebojowa pannica służy nam przede wszystkim jako samouczek, podpowiadając, gdzie kliknąć, na co patrzeć, czy co powinno być dla nas ważne. Aczkolwiek posiada jeszcze jedną funkcję, która moim zdaniem jest ogromnym ukłonem od twórców w stronę odbiorców – jeśli mamy zetknąć się z tematem, który może wywołać złe samopoczucie, odpalić traumę czy wywołać zwykły dyskomfort, Skylar uprzedzi o tym i zapyta, czy czujemy się na siłach, by podążać taką ścieżkę romansową.

To romans, co strasznego może nas spotkać?
Kocham, gdy ludzie zadają to pytanie. Co strasznego może nas spotkać? Jeden lubi kwiatki, inny jak mu stopy śmierdzą – tak samo tutaj: ktoś spotka się z toksyczną parą i wzruszy ramionami, a dla innego będzie to powodem do zamknięcia komputera i szczelnego otulenia się kocykiem. Mówimy w końcu o grze, w której mamy sto opcji romansowych. Zatem nie tylko charaktery poszczególnych postaci są różne, ale także ich relacje z innymi przedmiotami codziennego użytku, historie czy własne problemy.
Ludzka psychika jest dosyć delikatnym tworem, który bardzo łatwo uszkodzić, nawet w przypadku osób, które doskonale odróżniają świat rzeczywisty od świata gry. Wystarczy wspomnienie tematu, będącego przedmiotem traumy, by człowiek poskładał się jak domek z kart. Czyż zupełnie nie psuje to rozgrywki, pozbawiając gracza jakiejkolwiek zabawy? Tutaj gumowa kaczuszka obrzuci nas stekiem wyzwisk, a pralka z suszarką doprowadzą do łez rozpadem związku (przez brak komunikacji). Zlew nie będzie miał pojęcia, kim tak naprawdę jest. Kosz na pranie bezpodstawnie zarzuci ubraniom zdradę… To może zranić uczucia, prawda?

Stop! Trudne sprawy
Przegląd historii i relacji, które mogą spowodować nieprzyjemne mrowienie z tyłu czaszki czy ucisk w przeponie, jest naprawdę szerokim wachlarzem. Ta gra nie przestrzega tabu i choć chodzi o flirtowanie z wyposażeniem domu, ciężko tutaj o tęcze, motylki i tego typu urocze pierdy. Nie jestem pewna, czy osoby odpowiedzialne za narrację po prostu rozejrzały się wokół siebie, czy może jednak wzięły podręcznik psychiatryczny, żeby rzucać na strony dziurawym serem, by znaleźć inspirację. PTSD? Mamy to! Uzależnienie? Jest! Toksyczna relacja z narcystycznym dominantem? Kochani, obecne. Osobowość zależna i graniczna, dwojaka jaźń, brak samoakceptacji i jakiejkolwiek wiary w siebie, zbieractwo, ADHD, depresja, stany lękowe… A co w tym jest najlepsze? Każda choroba czy odstępstwo od definicji zdrowego człowieka jest doskonale dopasowane do problemów, z jakimi mogłyby się rzeczywiście mierzyć poszczególne sprzęty domowe.
Oprócz przeglądu prosto z gabinetu specjalisty, mamy tutaj też wielorakie podejście do samej seksualności. Znajdziemy tutaj relacje jednopłciowe, poliamorię, a nawet postaci aseksualne (dajcie znać w komentarzach, czy wiecie o kim mowa!). Na reddicie spotkałam się nawet z określeniem, że ta gra nie jest symulatorem romansu, a horrorem psychologicznym. Wszystko jest zależne od… odbiorcy. I jego wrażliwości psychicznej.

No to filtrujemy czy nie?
Teraz, wiedząc, co w tej grze mieszka, wiele osób zwyczajnie by się wycofało w obawie przed nieprzyjemnymi doznaniami. Nie na tym przecież polega zabawa. A przynajmniej w teorii. Twórcy gry naprawdę się postarali, zarówno pod względem narracyjnym, jak i graficznym. Wedle informacji wszystko jest robione ręcznie, bez użycia AI. Ograniczenie grupy odbiorców do tych o mocnych nerwach znacząco utrudniłoby osiągnięcie sukcesu. Zatem, jak pisałam wcześniej, Skylar stara się przeprowadzić nas przez rozgrywkę na wszelkie sposoby, w tym także chroniąc gracza przed nieintencjonalną krzywdą. Wystarczy w ustawieniach potwierdzić, że potrzebujemy takiego ostrzeżenia i siup! Gdy spotkamy postać, której język czy zachowanie może potencjalnie wywoływać dyskomfort, Skylar pojawi się, krótko opowie, czego dotyczy interakcja i dostaniemy zapytanie: czy chcesz kontynuować, czy wolisz ominąć wymianę zdań? Dzięki temu gra jest przyjazna dla każdego.
Moim zdaniem oddanie decyzji graczowi, czy chce poruszać jakiś temat, jest bardzo ważne w przypadku symulatora randkowania. Jedynym minusem, jaki się z tym wiąże, jest brak możliwości poznania historii danej postaci. Jednakże pokazuje to również, jak bardzo twórcy chcieli zadbać o komfort grania i dobre samopoczucie graczy. Czy zatem w symulatorze randkowania potrzebny jest filtr? Uważam, że w przypadku tak rozbudowanego tworu, jakim jest Date Everything – TAK. Świetny ruch, Sassy Champ Games, dostajecie ode mnie piątkę.

