Zabawa bez końca. Astro Bot – recenzja gry

Grafika z gry Astro Bot przedstawiająca małe roboty lecące w kosmosie na futurystycznym statku, z jasnym napisem „ASTRO BOT” w tle.

Nie dajcie się zwieść – Astro Bot to rozrywka dla małych i dużych. Ta recenzja Astro Bota przybliży Wam fenomen tej platformówki.

Astro Bot to najnowsze dzieło japońskiego studia Asobi. Chociaż reklamowane jest słodkim, małym androidem, to bywały momenty, gdy miałam ochotę rzucić padem o telewizor. To gra pełna kolorowych i przyjemnych dla oka poziomów nawiązujących do historii gier PlayStation, która może wywołać łezkę nostalgii u starszego pokolenia graczy. O tym opowiem w tej recenzji Astro Bota!

Dziecinna zabawa?

Do Astro Bota podeszłam z jasnym celem „chcę zagrać w grę, przy której mogę się po prostu zrelaksować”. Myślałam sobie, że mały uroczy robocik, fanserwis w postaci botów stworzonych na wzór postaci ze sztandarowych serii PlayStation i platformowe poziomy będą dla mnie bułką z masłem. Czy gra miała te wszystkie elementy? Pewnie! Ale wcale nie była taka prosta… Wręcz przeciwnie, bo przy niektórych poziomach spędziłam godziny, aby odnaleźć wszystkie znajdźki bądź ukończyć wszystkie minigierki. O specjalnych wyzwaniach już nie wspominając. Ale po kolei!

Astro Bot przywodzi na myśl gry z dzieciństwa, takie jak Crash Bandicoot, Croc czy Frogger. A przynajmniej z moich lat młodzieńczych – pamiętacie je, prawda…? Przypomina mi także serię Psychonauts (recenzja), która równie mocno błyszczy w zakresie znakomitego projektowania poziomów i implementacji ciekawych, wręcz przełomowych mechanik w rozgrywce.

Oczywistym skojarzeniem jest także kultowa seria Sackboy, która początkowo nazywała się Little Big Planet. Niestety po znakomitej odsłonie Sackboy: Wielka Przygoda z 2020 roku, słuch po niej zaginął, a Astro Bot zdetronizował ją i stał się znakiem rozpoznawalnym nowej generacji PlayStation. Obie gry są na swój sposób wspaniałe oraz unikatowe, więc w moich najskrytszych marzeniach obydwie postaci są najlepszymi kumplami i ramię w ramię pokonują wszelkie przeciwności losu.

Scena z gry Astro Bot pokazująca małego robota z łukiem stojącego na klifie, z futurystyczną wersją mostu w tle.
Aloy z serii Horizon

Jak to się zaczęło?

Postać Astro Bota po raz pierwszy pojawiła się w grze VR Astro Bot Rescue Mission, ale większą popularność zyskała w 2020 dzięki Astro’s Playroom. Ta krótka gra przedstawiała wszelkie innowacyjne funkcje nowej konsoli PlayStation 5. Wciąż pamiętam, jak bardzo zachwycało mnie wykorzystanie całego potencjału kontrolera przez Asobi.

Pad przestaje być jedynie urządzeniem do sterowania postacią, a staje się żywym elementem gry. Dzięki niemu możemy latać, skręcać, skakać i biegać, a także pakować boty do środka, gdyż pad wyświetla się na ekranie gry. Można go także modyfikować za pomocą różnych nabytych skórek. Każda wibracja, każdy dźwięk – praktycznie każdy detal – działa tak, jak twórcy sobie to zaplanowali.A co ważniejsze – dokładnie tak, jak wymarzył to sobie gracz. Szkoda jedynie, że jest to jedna z niewielu gier, które wyciągają z pada to, co najlepsze. Jako inny przykład tytułu, który zaprezentował wachlarz nowych mechanik uwzględniających innowacyjne działanie pada, do głowy przychodzi mi tylko Ratchet & Clank Rift Apart. Ta gra również zadebiutowała wraz z premierą piątej generacji PlayStation.

Robot z gry Astro Bot siedzi na piasku i gra na przenośnej konsoli.
Astro Bot grający na konsoli PlayStation.

O co w ogóle chodzi?

Studio Asobi wiedziało, że musi stanąć na wysokości zadania, gdy dostało ofertę stworzenia pełnoprawnej gry dla PS5. Wpisali się więc w niszę gier, które zazwyczaj były zarezerwowane dla mniejszych konsol, jak konsola Nintendo czy zapomniane już PSP. W katalogu PlayStation wcale nie odnajdziemy tylu platformówek, na ile byśmy liczyli. Astro Bot zjawił się na zawołanie, niczym rycerz na białym koniu, i zbawił nas od nudy. Na tle gier kładących nacisk na hiperrealizm czy poważną fabułę zdecydował się zabłysnąć czymś zupełnie innym.

W Astro Bocie historia jest prosta naszą wyprawę atakuje przeciwnik nie z tego świata, Nebulax, który kradnie części naszego latającego statku konsoli PlayStation 5. Statek rozbija się na małe kawałeczki, a wszyscy pasażerowie zostają rozproszeni po całej galaktyce. Mamy więc głównego przeciwnika, cel, a także bohatera, który jako jedyny może wszystkich uratować. A czeka go bardzo długa droga, bowiem do odnalezienia ma ponad 300 botów!

Nowoczesna konsola do gier o futurystycznym designie, przedstawiona na dynamicznym, kolorowym tle z efektami świetlnych smug.
Konsola PS5 jako statek kosmiczny

Podróże małe i duże

W grze znajduje się pięć głównych galaktyk: Mgławica Goryla, Układ Mackowy, Droga Wężowa, Kamuflażowy Kosmos oraz Pierzasta Kępa, które należy eksplorować, aby odzyskać swoich zaginionych przyjaciół. Na każdą z krain przypada średnio po 50 botów, kilkanaście puzzli (znajdziek) oraz tajemniczych portali. Ukończenie poziomów nie jest wcale takim prostym zadaniem, gdyż musimy także zmierzyć się z wrogami zesłanymi przez Nebulaksa. Dodatkowym utrudnieniem jest to, że tylko jedno obrażenie dzieli nas od śmierci i potrzeby powtórzenia walki.

Wśród około 30 wrogów wspomnę o tych, którzy przysporzyli mi najwięcej problemów. Były to wędrujące kujaki (Jab-Jab), które w najbardziej niespodziewanym momencie wysuwają swoje kolce. Warte wspomnienia są również plujące gluty (Gloopy), strzelające w Astro Bota z dystansu. Za to moim definitywnym faworytem była szklana bombka (Round Bones), zamaszyście wymachująca kiścieniem. Jej słabym punktem było szklane ciało, które łatwo można było rozbić, niczym skorupkę od jajka.

W każdej galaktyce mieszczą się różne planety, a każda z nich jest diametralnie inna od poprzedniej. Nie będzie to więc nadużycie z mojej strony, jeśli powiem, że w jednej galaktyce jest to istne pomieszanie z poplątaniem… Znajdziemy w niej zarówno plac budowy, krainę grzybów, kasyno, jak i świat po katastrofie. Zwiedzimy także senną krainę, cmentarz, rajską wyspę oraz wiele, wiele innych. Taka receptura na rozrywkę sprawia, że gracz nigdy nie znudzi się kolejnymi poziomami, bo zawsze czeka na niego coś całkowicie nowego.

Kolorowe, galaretowate stworki w czapkach z symbolem czaszki stoją w ruinach porośniętych roślinnością.
Wrogowie z poziomu nawiązującego do gry Uncharted

Nie ma to jak w domu

Pomiędzy wyprawami do różnych krain wracamy do bazy głównej, czyli Miejsca Katastrofy. To właśnie tutaj swój nowy, tymczasowy dom odnajdą uratowane boty. W bazie znajduje się kilka atrakcji do urozmaicenia rozgrywki dla gracza. W centrum stoi nasz statek, czyli ogromna konsola PS5, którą musimy naprawić za pomocą odzyskanych części.

Zdobywane podczas eskapad puzzle umożliwiają odblokowanie nowych niespodzianek. Pierwszą z nich jest automat, w którym możemy wymieniać pieniądze na kulki. W środku można wylosować różne fanty, jak skórki do postaci, kontrolera, a także animacje do odnalezionych postaci. Animacje są o tyle zabawne, że przedstawiają znane nam postaci w ikonicznych pozach lub odwzorowują kultowe sceny.

Eksploracja Miejsca Katastrofy pomaga bliżej poznać się z jego mieszkańcami, a także odkryć nowe postaci. Boty pomagają nam przedostać się do trudniej dostępnych lokacji na wysokości lub w dużej odległości. Za pomocą swoich ciał tworzą liany, mosty i drabiny, a do tego często jest potrzebna ich określona liczba. Z botami można wchodzić w indywidualne interakcje, walczyć, a także wspólnie tańczyć.

Trzy małe roboty stoją na kontrolerze do gier, machając, a nad nimi unosi się pomarańczowa postać robota.
Pad do konsoli PS5, jako pojemnik dla botów

Multiwersum

W Astro Bocie każdy poziom jest zachwycający na swój własny sposób. Wśród ponad 80 poziomów odnajdziemy w grze lokacje znane z kultowych gier PlayStation, jak chociażby poziomy dedykowane takim seriom, jak Horizon, Uncharted czy God of War. Przy czym każdy umożliwia nam wcielenie się w główną postać danej gry i tymczasowe uzyskanie jej mocy lub nabycie charakterystycznych atrybutów. Zatem gdy będziemy grali Aloy, podczas celowania w maszyny czas będzie spowolniony, Nathanem Drakiem zestrzelimy wrogów z broni palnej, a Kratosem za pomocą ikonicznego toporu funkcjonującego niczym bumerang rozgromimy wszystkich na naszej drodze.

Oprócz znajomych nam miejsc twórcy przygotowali także wiele oryginalnych poziomów, które zachwycają swoim przemyślanym designem. Urzekają nie tylko wyglądem, ale także oferowanymi mechanikami. Astro Bot, co prawda, od razu imponuje swoją szybkością oraz zwinnością, która umożliwia mu skakanie na długie dystanse, a także defensywne używanie laserów z nóg, ale to dopiero początek jego pokazu umiejętności.

Trzy małe roboty na wodzie: dwa siedzą w pomarańczowej łódce w kształcie smoka, a trzeci unosi się obok na dmuchanym kole.
Kratos i Atreus z serii God of War spotyka Astro Bota

Inspektor Gadżet

Każdy poziom przedstawia nam nowe umiejętności Astro Bota. Wśród botów-asystentów, którzy wspomagają nas w trakcie rozgrywki, odnajdziemy cały zwierzogród. Żabie rękawice bokserskie pozwalają na pokonywanie przeciwników na dystans. Trąba słonia tworzy platformy z różnych rodzajów substancji. Kurczakowy jetpack pozwala dotrzeć do wysokich lokacji. Bulldog z kolei działa podobnie jak jetpack, gdyby kierować go poziomo, nie pionowo. Pozwala więc na ekspresową anihilację wszystkich, którzy staną na naszej drodze. Z pomocą pingwina możemy za to eksplorować podwodne krainy. Małpie ręce umożliwią nam szybkie wspinanie się po skałach, choć momentami jest to najbardziej uciążliwa mechanika w grze. Mianowicie aby sterować łapami małpy, należy wahadłowo poruszać padem, co na dłuższą metę, a w szczególności w specjalnych wyzwaniach, potrafi stać się niesamowicie frustrujące.

Oprócz tego Astro Bot zmienia też swoją postać niczym kameleon w zależności od tego, co jest mu potrzebne w danym momencie. Potrafi wchłaniać litry wody jak gąbka, zamienić się w stalową kulę odporną na wszelkie obrażenia, a także spowalniać czas. A to jedynie wierzchołek góry lodowej, bo w grze znajduje się ponad 20 takich modyfikacji rozgrywki!

Futurystyczny pojazd z jasnymi strumieniami energii leci nad doliną, gdzie stado jeleni biegnie między skalistymi ścianami.
Astro Bot podróżujący statkiem

Tu liczy się droga, nie cel

Na końcu każdej galaktyki znajduje się główny boss, z którym należy się zmierzyć, aby odzyskać części statku i odblokować dalszą rozgrywkę. Następnie odbywa się proces naprawczy, który sprawia wiele frajdy. Musimy na nowo poskładać konsolę do kupy, najpierw czyszcząc (poprzez dmuchanie do pada), a później wkładając element do obudowy. Ten aspekt na pewno spodobałby się fanom ASMR, bo dźwięki i wibracje są mocno satysfakcjonujące, szczególnie w tym segmencie gry.

Po skończeniu głównej osi fabularnej, czyli wszystkich poziomów, poskromieniu bossów oraz odnalezieniu wystarczającej liczby zaginionych botów zbliżamy się do zakończenia gry. Naszym zadaniem jest zmierzenie się twarzą w twarz z Nebulaksem z pomocą kilkuset botów, które ocaliliśmy. Zakończenie wywołało u mnie łzy, czego autentycznie nie spodziewałam się przy grze, która dotychczas wzbudziła we mnie jedynie okrzyki ekscytacji i salwy śmiechu.

Mały robot stoi w płytkim basenie pełnym kolorowych kulek i zabawek, na tle ogrodu w stylu japońskim.
Astro Bot korzystający ze swoich mocy pochłaniania wody

Obieżyświat

Warto tu wspomnieć, że aby zakończyć grę, nie trzeba zbierać wszystkich znajdziek ani botów. Osobiście jestem miłośniczką kompletowania i platynowania gier, więc można powiedzieć, że przytulałam wiele ścian, aby odnaleźć wszystko, co zostało skrzętnie poukrywane przez twórców.

W szczególności polecam odnalezienie portali prowadzących do tajemniczej galaktyki, w której można rozkoszować się dodatkowymi poziomami. Jest wspaniałym sposobem na przedłużenie przyjemności z grania w tę platformówkę. Jeśli wciąż jest to dla Was za mało Asobi przygotowało też specjalną planetę świąteczną, wyzwania czasowe i tory przeszkód. Chociaż te dwa ostatnie są raczej mordęgą niż zabawą. Zmierzenie się z tymi próbami ognia daje za to ogromną satysfakcję, więc mimo wszystko polecam spróbować ich na własnej skórze (i na własne ryzyko).

Mały robot stoi na unoszącej się skale w kosmicznej scenerii z innymi lewitującymi wyspami wokół.
Astro Bot w przebraniu Sly Coopera w trakcie jednej z misji

Mnóstwo frajdy – finalne wrażenia z Astro Bota

Astro Bot to idealna platformówka dla tych, którzy tęsknią za nieskomplikowanymi grami opierającymi się przede wszystkim na prostych mechanikach. Nie dajcie się jednak zmylić uroczej estetyce gry, bo momentami potrafi przyprawić o zawrót głowy. Z pewnością nie jest prosta, bo chwilami doprowadzała mnie do szału. Dlatego definitywnie nie polecam grania w nią, gdy jest się zmęczonym. Polecam też przerwy, gdy emocje sięgną zenitu lepiej zrobić sobie kawę niż rzucać padem w telewizor.

Dzieło Asobi w 2024 roku wygrało nagrodę za najlepszą grę roku na Game Awards. Przypomniało graczom z całego świata, dlaczego gry powstały w pierwszej kolejności: aby bawić i cieszyć. 

Astro Bot jest dla wszystkich. Sprawdzi się dla dzieci, jako wprowadzenie do świata gier, który momentami może przysporzyć sporo kłopotów, ale uczy także cierpliwości i wytrwałości. Bowiem nie obejdzie się bez momentów złości czy frustracji, które prędko wynagrodzi satysfakcja i radość z ukończonych wyzwań. 

Astro Bota pokocha też starsza publika, która pragnie przypomnieć sobie zabawę z rozgrywek w dzieciństwie. Jako dorosła osoba przypomniałam sobie złote czasy gier, których najwyższym celem była po prostu rozrywka w czystej formie. Ta fala nostalgii obudziła we mnie wewnętrzne dziecko zakopane gdzieś pod warstwami dzieł kładących większy nacisk na hiperrealistyczną grafikę, innowacyjne mechaniki czy złożoną fabułę. A w końcu każde dziecko, małe czy duże, zasługuje na chwilę zabawy!

A jeśli ciągnie Was do gier platformowych, przeczytajcie nasze zestawienie na rok 2026!

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top
Verified by MonsterInsights