Batora: Lost Haven jest opowieścią o tym, jak na barki zwyczajnej osoby nagle spada tytuł i brzemię wybrańca. Czy bohaterzy mają tak piękne i pełne chwały życie, jak nam się wydaje?
Jeśli miałabym podsumować swoje wrażenia z gry Batora: Lost Haven to stwierdziłabym, że to produkcja poprawna. Niestety, do bólu poprawna. Sztampowa wręcz. Z założenia zdaje się być odkrywcza – porusza przecież bardzo ciężki temat. Chce być emocjonalna, zapowiada trudne wybory. Jednakże mimo swojego tonu sprawiła, że nie miałam poczucia chęci dbania o cokolwiek. Zaczynając od eksploracji, przez walkę i levelowanie, a na fabule kończąc.
Co poszło nie tak?
Pierwsze, co zobaczyłam, to grafika. Kilkukrotnie na start gry upewniałam się, czy aby na pewno gram na ustawieniach „ultra”. Wizualnie do dzisiaj lepiej trzyma się taki Torchlight z 2009 roku, niż Batora: Lost Haven, planowana do wydania jesienią 2022. Ma też zaskakująco wysokie wymagania sprzętowe, gdy weźmie się pod uwagę, jak wygląda od strony graficznej.


Powiadają, że stylizowana grafika wolniej się starzeje, jednak o ile portrety i modele postaci wyglądają w Batora: Lost Haven świetnie, o tyle otoczenia są fatalne i mało interesujące. Całość prezentuje się tak, jakby gra była wyprodukowana jedynie z myślą o Switchu. Podczas ogrywania jej na PC oczekuję nieco lepszej jakości niż to, co może wyciągnąć z siebie niewielka konsola podłączona pod monitor. Tymczasem ogrywałam produkcję, która na moim 24-calowym monitorze wyglądała jakbym grała na może 1/4 posiadanej rozdzielczości Full HD z wiecznym blurem.

Jeśli widzieliśmy już pierwsze 100m planety, to widzieliśmy już wszystko. Assety w lokacjach są bardzo powtarzalne. Nawet jeśli natrafimy na coś, co wydaje się interesujące i ciekawe, nie minie 30 sekund, zanim dobiegniemy do kolejnej kopii tego obiektu obróconej pod innym kątem. Zawartość powyższego screena to praktycznie niemal wszystko, co zobaczymy w pierwszym świecie gry. Na pochwałę zasługują jedynie projekty miast.

Levelowanie? Jakie levelowanie?
Co jakiś czas wyskakiwała mi informacja, że zdobyłam nowy poziom. Nie wiem jednak po co. Gra nie posiada żadnego sensownego systemu rozwoju postaci. Nowe moce odblokowujemy poprzez progres w historii. Wpływ mamy jedynie na statystyki. Więcej obrażeń lub lepsza obrona, może jakieś szybsze odnowienie umiejętności, których i tak nie możemy modyfikować.
Jedyne, co możemy zrobić to zbierać i aktywować runy. Możemy je znaleźć, dostać lub kupić u NPC-ów za zasoby, które zdobywamy poprzez rozbicie znajdujących się wszędzie kryształów oraz otwieranie skrzynek. Mimo pomijania większości z nich, nigdy nie narzekałam na ich brak. Nie czułam także zbyt dużej potrzeby korzystania z tego systemu czy kupowania czegokolwiek. Postać zawsze jest dostatecznie silna by z średnim przyłożeniem się do walki i tak pokonać wroga. Nawet jeśli polegniemy i tak jesteśmy wskrzeszani przez tytułową wiedźmę Batorę bez żadnych kar, poza powtórzeniem danego starcia.

Runy do użycia wymagają punktów, które otrzymujemy według typu naszych decyzji podjętych w grze. Osobiście nie byłam w stanie użyć żadnych run związanych z agresywnym sposobem podejmowania decyzji.
Przymierze ze Słońcem i Księżycem
Kluczowa mechanika Batora: Lost Haven bazuje na fabularnym zostaniu wybrańcem Słońca i Księżyca w celu uratowania planety Ziemi. W związku z tym dostajemy od nich epicki miecz i magiczne moce wraz z zadaniem przemierzenia czterech krain i uzdrowienia ich magicznych rdzeni.

Co do mocy, nasza postać posiada dwa tryby: słoneczny i księżycowy. Sprowadzają się one do prostego podziału ataków na ciosy wręcz i dystansowe. Każda zdobyta przez nas umiejętność jest niemal taka sama w obu formach. Wyklucza to jakiekolwiek preferencje, który tryb nam bardziej odpowiada, czy też taktyczne decydowanie o tym, co w danym momencie jest lepszym wyborem. Jak wcześniej zaznaczyłam, gra jest dość prosta. Zazwyczaj wciskamy przyciski do momentu aż coś umrze, sporadycznie robimy uniki spacją, kiedy zobaczymy przy wrogu błysk poprzedzający każdy atak. Umiejętności zaś są takimi silniej bijącymi kliknięciami, których używamy, gdy tylko się odnowią.

Dwa style walki powinny urozmaicać rozgrywkę. Dobrze zaprezentowała to np. Anjali z gry Dungeon Siege 3. Jedna jej forma miała silne ataki wręcz które, gdy skierowane w pojedynczego wroga, niekiedy go ogłuszyły. Druga zaś nadawała się na grupy słabszych przeciwników. Dzięki niej można było zadawać obrażenia w czasie oraz przywołać ogniste jaguary do pomocy. Batora jednak nie oferuje nic z tych rzeczy. Jeśli jedna forma ma atak obszarowy, to druga też go dostaje. Jeśli ma mieć umiejętność pozwalającą jej zadawać obrażenia blisko siebie, to druga też ją otrzyma. Różnice między nimi są niewielkie i stanowią jedynie przełożenie ich na blisko/daleko.
Gra wymusza na nas korzystanie z obu form bez możliwości dopasowania ich do naszych upodobań. Zarówno my, jak i silniejsi wrogowie posiadamy dwa paski życia. Jeden fizyczny, a drugi mentalny. Aby pozbyć się ich, musimy używać odpowiednio walki wręcz i magii na odległość. Widzimy wrogów z fioletowymi paskami, wchodzimy w tryb księżycowy. Żółty – wymusza tryb słoneczny.

Jakby tego było mało, przed pierwszą walką z bossem również dostajemy zatrzymujący grę tutorial z informacją, jak go pokonać. Opisuje on jedyną mechanikę, z jaką spotkamy się w trakcie potyczki z każdym z nich. Znudziła ci się już walka z minionami zatrzymującymi cię co chwilę? To świetnie, w trakcie bossfighta również będziemy je dorzucać, by zawsze dotrzymywały ci towarzystwa.


Ponadto bossowie posiadają 2 paski życia i 3 fazy. Jeśli w danym etapie sprowadzimy jeden z wskaźników zdrowia bossa do zera, boss zmienia tryb na przeciwny i mamy kilka sekund aby wyzerować również drugie HP. Jeśli tego nie zrobimy, następuje pełna regeneracja danej fazy. Żeby zaś wyrobić się w czasie, często musimy nudzić się podczas czekania, aż boss zmieni tryb na przeciwny samoistnie, co najpierw pozwoli nam go osłabić, zanim rozpoczniemy dobijanie.
Kim jest Batora?
Poczciwą grzybową wiedźmą, którą czasem zobaczymy w grze i wypijemy z nią herbatkę. Podczas pierwszego spotkania sprawia wrażenie, że jest jakąś wszechpotężną istotą, która namiesza w naszej historii, jednak chwilę później zostanie sprowadzona do roli kupca i narratora podsumowującego nasze poczynania i robiącego nam moralne wywody. Na ten moment – czyli około połowę gry, w którą dane mi było zagrać – Batora zdaje się być kompletnie drugoplanową postacią. Ma jednak potencjał na jakiś późniejszy plot twist.

Dola wybrańca
Wybory w grze Batora: Lost Haven są dość oczywiste w swoich skutkach. Wiemy kto w związku z nimi będzie miał lepiej, a kto gorzej. Znamy większość wywołanych nimi wyników lub bardzo łatwo jesteśmy w stanie się ich domyślić. Przypominają one schemat problemów poruszanych przez tzw. dylemat wagonika, gdzie zależnie w którą stronę pociągamy dźwignie, to my i świat otrzymamy inne straty i benefity, ale trudno wśród nich odnaleźć tę jedną, „prawidłową” decyzję.
Historia moim zdaniem jest najlepiej wykonanym elementem tej produkcji. Nie jest ona jednak wybitna. Często brakuje jej lepszego kontekstu. Odrobiny detalu, który sprawiłby, że czulibyśmy się bardziej emocjonalnie przywiązani do postaci i sytuacji, jakie napotykamy. Ziemię coś zniszczyło? Nie wiemy co, nie widzimy tragedii przedstawionej inaczej niż przez opustoszałe, statyczne miasto, nie mamy nawet pojęcia, co tak naprawdę straciła główna bohaterka i jej przyjaciółka podczas opisanego kataklizmu. Decydujemy o życiu i śmierci różnych postaci, ale bardzo często nie mamy okazji spędzić z nimi odpowiednio dużo czasu, by im współczuć i by konsekwencja wyboru dosięgła nas z pełną zamierzoną siłą.

Zagadki
Wisienka na torcie nijakości Batory. Same mechaniki nie są złe. Do dyspozycji gra posiada: przyciski zmieniające układ platform i ich ruch, możliwość kontrolowania kul niczym w retro grze Spin Off, materializowanie lub zdematerializowanie obiektów na planszy według trybu postaci, którego używamy. Poniekąd jest to całkiem przyjemny zestaw do eksperymentowania, z którym można zrobić naprawdę wiele. Jednakże każda zagadka wydaje się być tutorialem. Biegniemy przez neonową planszę i wykonujemy jedyną możliwą, w danym momencie, akcję i to wszystko. Brak wyzwania sprawia, że jedynym problemem zagadek będzie czekanie na to, aż animacja ruchu platformy się zakończy.

Czy i komu warto polecić Batora: Lost Haven? – ostateczne wrażenia
Mam wrażenie, że Batora sprawdziłaby się dla młodzieży w wieku 12+ bardziej, niż wśród dorosłej audiencji. Część bardzo casualowych graczy, którzy nie oczekują od gry żadnego wyzwania, a chcą jedynie przeżyć małą przygodę oraz sprawia im radość czytanie tekstów droczących się ze sobą nastolatek (całkiem zabawny element gry, polecam), możliwe, że też znajdzie w tej grze ukojenie. Jeśli jesteś weteranem gier komputerowych i ograłeś już niejedno, to nie znajdziesz tutaj niczego wyjątkowego. Wszystko jest zrobione poprawnie, wzorowo i ostatecznie nijak. Zupełnie jakby twórcy bali się eksperymentowania we własnej produkcji.
Dotychczas bardzo kibicowałam każdej produkcji stworzonej przez, lub pod okiem, Team17. Niedawno wydana Thymesia może nie była ideałem, ale miała swój urok i dobrze się przy niej bawiłam. Niestety recenzja Batora: Lost Haven nie jest równie pozytywna. Tej gry nie mogę ocenić na więcej niż 4/10.

