Intryga z romansem w tle. A może odwrotnie? Bustafellows – recenzja gry

Bustafellows: Teuta podczas cofania się w czasie, ma zamknięte oczy i jest skupiona, dookoła niej faluje coś na podobieństwo wody i bąbelków, Bustafellows recenzja

Recenzja Bustafellows to próba zebrania do kupy moich mieszanych uczuć. Nie jest to najlepsza powieść wizualna, ma wiele wad, wiem to. Dlaczego więc nie potrafię przestać o niej myśleć?

Nigdy nie darzyłam powieści wizualnych szczególnymi uczuciami – czasami grałam, ale bez rewelacji i zachwytów. Jednak w 2021 roku mój growy gust wywrócił się do góry nogami i po visual novelki sięgałam na równi ze strategiami turowymi i częściej (!) niż po RPG-i. Jeżeli miałabym wskazać winnych tej sytuacji, byłoby to pięć tytułów – trzy gry z serii Phoenix Wright: Ace Attorney, Monster Prom i Bustafellows, o którym jest ta recenzja.

Produkcja studia Extend zadebiutowała na platformie Steam pod koniec 2019 roku. Wstrzymywałam się z jej zakupem dość długo, ale kiedy w końcu odpaliłam ją i zobaczyłam to płynne przejście od intra do menu głównego… zauroczyłam się. Łącznie New Sieg (czyli miasto, w którym dzieje się akcja) zatrzymało mnie przy sobie przez prawie 30 godzin.

Kolejny nudny dzień w New Sieg… czy na pewno?

Historia rozpoczyna się spokojnie. Teuta Bridges, którą będziemy sterować, ma 21 lat i pracuje jako dziennikarka dla jednej z lokalnych gazet. Planuje przeprowadzić wywiad ze swoistą gwiazdą New Sieg – Limbo Fitzgeraldem. Ten młody, utalentowany prawnik znany jest z tego, że potrafi wybronić każdego, nawet w pozornie przegranej sprawie. Kiedy Teuta rozpaczliwie próbuje namówić go na wywiad, najpierw na posterunku policji, później na ulicy, dzieje się coś niespodziewanego. W biały dzień ktoś strzela do Limba i śmiertelnie go rani. Teuta próbuje mu pomóc, jednak jest bezradna w obliczu tak poważnych obrażeń.

recenzja Bustafellows: Limbo leżący na ziemi z raną z lewej strony klatki piersiowej, krew lecąca mu z ust, puste błękitne oczy i brązowe włosy

Wtedy wita nas kolejna niespodzianka. Okazuje się, że Teuta… potrafi cofać się w czasie. Wiąże się to jednak z kilkoma ograniczeniami. Może cofać się maksymalnie o kilka godzin, a i to jest dla niej sporym wyzwaniem. Nie może przy tym robić tego tak często, jak chociażby Max z Life is Strange – już dwie próby tego samego dnia są praktycznie niemożliwe. Ponadto, co chyba najbardziej interesujące, po cofnięciu się w czasie „budzi się” jako ktoś zupełnie inny i pozostaje w tej postaci przez kilkanaście minut, po czym wraca do teraźniejszości. Może to być inna kobieta, mężczyzna czy nawet dziecko. Stawia ją to przed sporym dylematem moralnym, bowiem decyzje, które podejmuje w tym stanie, mają bezpośredni wpływ na życie tych osób. Dlatego też ogranicza podejmowane wtedy działania do minimum i skupia się na pomocy swoim bliskim za pomocą wiadomości czy telefonów. 

Więcej takich wycieczek oznacza większe ryzyko, że czyjeś życie potoczy się w nieodpowiedni sposób. Właśnie z tego powodu Teuta nie używa swojej mocy zbyt często. Jednak widok wykrwawiającego się Limba porusza ją na tyle, że postanawia mu pomóc.

Z ostatniej chwili – recenzja Bustafellows pierwsza zdradza kulisy największego przekrętu w dziejach!

Uratowanie Limba pozwala Teucie poznać jego ekipę nieco bliżej. Jak na dziennikarkę przystało, postanawia przy okazji zwęszyć jakąś sensację. Prawnik natomiast stoi na czele grupy oszustów, którzy wzbogacają się na uprzykrzaniu życia rozmaitym kryminalistom. Naginają prawo do granic możliwości i doskonale zacierają za sobą ślady. W końcu jednak, po udanej passie, trafiają na godnego przeciwnika.

mamy pokazanych czterech głównych bohaterów, od lewej: Limbo, Shu, Helvetica i Mozu. Mówi do nich piąty, Scarecrow.

Jednak w jaki sposób nasza protagonistka ostatecznie zostaje wplątana w intrygę godną pierwszych stron gazet? Po powrocie do teraźniejszości i we własnej skórze Teuta postanowiła upewnić się, że Limbo jest cały i zdrowy. Podczas rozmowy coraz bardziej podejrzliwi mężczyźni dopytują, skąd tyle wie. Wtedy, jak to typowa naiwna bohaterka visual noveli, po prostu przyznaje im się do podróży w czasie. Jej rozmówcy, jak na racjonalne osoby przystało, nie wierzą w jej nadprzyrodzone moce. Od razu zakładają, że została przysłana na przeszpiegi przez któregoś z ich wrogów. A jak to mówią, przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej – dlatego postanawiają mieć na młodą dziennikarkę oko.

Idealnie dla nich, Teuta traci dach nad głową – trzęsienie ziemi niszczy kamienicę, w której do tej pory mieszkała, a nie stać jej na wynajem czegoś innego. Sytuacja zmusza ją więc do zamieszkania… razem z nowo poznanymi mężczyznami. Tak mało prawdopodobny zwrot akcji to jednak cecha charakterystyczna wielu powieści wizualnych, więc po prostu uśmiechnęłam się pod nosem i grałam dalej.

Wiecie, jaki jeszcze inny znany motyw się tu pojawia? Wszystkie możliwe obiekty zainteresowania Teuty są miłe dla oka i mają pieniędzy jak lodu. Tutaj, za sprawą działań ich grupy, dochodzi jeszcze fakt, że wszyscy zajmują dające im przewagę stanowiska. Wspomniany już Limbo jest prawnikiem, Shu para się zabijaniem innych zabójców na zlecenie. Helvetica pracuje jako chirurg plastyczny, Mozu to koroner, Scarecrow natomiast jest… szefem półświatka. Tak, dokładnie tak się przedstawia. Jakieś dwadzieścia razy. Jak widać, te stanowiska dają im niemałą przewagę.

Dałam się poderwać skorumpowanemu prawnikowi i niczego nie żałuję

Pierwsze cztery rozdziały historii są wspólne i na początku niewiele mamy w nich okazji do flirtowania. O romansie tak naprawdę decyduje wyłącznie test – zaznaczamy w nim, które stwierdzenia uważamy za prawdziwe w stosunku do nas. W czwartym akcie kilka scen zmienia się zależnie od wyniku tego testu, ale jeżeli ktoś szuka tutaj intensywnego romansu – będzie czuć niedosyt. Za to piąty akt opowieści jest całkowicie inny w zależności od tego, czyją ścieżką podążyliśmy. Naturalnie, aby recenzja Bustafellows była jak najbardziej rzetelna, przeszłam je wszystkie. Każda z nich była na swój sposób wyjątkowa i pozwoliła mi spojrzeć na bohaterów w zupełnie innym świetle. Jest jednak jedna ścieżka, która wybiła się ponad inne i do której zapewne będę wracała – i jest to romans z Limbem.

Tutaj warto byłoby pewnie wspomnieć, że mam słabość do prawników w grach. Nie wiem, dlaczego tak jest, nie pytajcie mnie – po prostu widok mężczyzn na sali sądowej sprawia, że miękną mi kolana. To sprawiło, że Limbo od razu przykuł moją uwagę. Poza tym jego ścieżka była po prostu najbardziej rozbudowana i najlepiej zamknęła wszystkie wątki.

Po każdym ukończeniu gry odblokowujemy krótkie, bonusowe historie. Skupiają się zazwyczaj na Teucie i postaci, której ścieżkę ukończyliśmy, chociaż zdarzają się też takie, które przybliżają nam nieco sylwetki postaci pobocznych. Do tego po ukończeniu wszystkich wariantów piątego aktu (chwalmy przycisk szybkiego przewijania!) dostaniemy dostęp do dwóch ostatnich rozdziałów opowieści. Kompletne wrażenia z gry Bustafellows będziecie więc mieć dopiero po włożeniu w produkcję więcej czasu.

Bustafellows: Shu (biała czupryna ścięta na lewo, żółte oczy) mówi sam do siebie przy mężczyźnie, którego dopiero co zabił. Mówi o tym, że nikt nie wybiera dnia, w którym umrze, ale dziś jest na tyle dobry, na ile może być. Ładna pogoda, spokojny ruch.

O wyborach słów kilka, czyli dlaczego Teuta nie chce dać mi mówić

Przez jakiś czas zastanawiałam się, dlaczego visual novele tak awansowały w moim osobistym rankingu. Skąd ta zmiana? Doszłam do wniosku, że mogło to wynikać z pragnienia… spokoju. Odpoczynku. W ogranych przeze mnie powieściach wizualnych nie musiałam robić miliona rzeczy obok fabuły. Mogłam po ciężkim dniu po prostu położyć się pod kocem i zanurzyć w interaktywnej opowieści. Przy czym spośród pięciu gier, które wymieniłam na początku recenzji, Bustafellows miało zdecydowanie najmniej interaktywnych momentów.

Owszem, Teuta ma charakterek. Potrafi postawić na swoim, rzucić dobrym sucharem, nie polega też w pełni na mężczyznach, co jest zmorą wielu visual noveli z Azji. Ale brakuje tego, co dla wielu graczek i graczy jest nieodłącznym elementem gatunku – wyborów. Bardzo rozczarowało mnie to, że w niektórych rozdziałach gra dawała mi zaledwie dwa wybory. A nie jest to gra krótka, ma mnóstwo tekstu i linii dialogowych. Jest to w moich oczach najpoważniejsza wada tej produkcji i mam nadzieję, że jeżeli powstanie druga część, to twórcy zrehabilitują się i postawią na bardziej aktywne angażowanie użytkownika w kształtowanie fabuły.

Teuta rozmawia z Alexem na temat tego, co chce robić jako dziennikarka. Mamy do wyboru trzy opcje dialogowe: O przestępstwach miasta, o rozrywkach miasta i ludziach miasta.

Dobre wrażenia zaciera również spora liniowość Bustafellows. Ostateczne zakończenie jest zależne tylko od jednej decyzji. Reszta nie ma tak naprawdę znaczenia, co wydaje się bez sensu, bo w samym piątym akcie nagle dostajemy tyle samo wyborów, co w poprzednich rozdziałach włącznie.

Żeby być uczciwą, muszę jednak pochwalić małe szczegóły w początkowych aktach gry. Choć nieliczne, tutaj wybory mają jakieś znaczenie. Przykładowo, jeżeli Teuta źle obstawi rzut monetą podczas obiadu ze swoją przyjaciółką z realnego życia, nie będzie mogła potem zapłacić za kawę po rozmowie z Limbem i Shu. Zmusi ją to do wstydliwego przyznania, że jest spłukana. Miłe akcenty, chociaż głównie kosmetyczne.

Jak to jest z tym romansem?

Mimo wszystkich tych zachwytów postacią i mojej dozgonnej miłości do Limba nie ukrywam, że czuję się nieco oszukana. Opis obiecywał pikantną opowieść wizualną. Nie zrozumcie mnie źle, nie oczekiwałam porno, ale jednak przymiotnik „steamy” użyty został tutaj na wyrost.

Bustafellows: Limbo (brązowe włosy, czarny garnitur) stoi tyłem do kamery, rozmawia z Shu (białe włosy, żółte oczy, kamizelka i biała koszula), który pali papierosa i patrzy gdzieś w bok. Są w hotelowej restauracji.

Wszystkie postaci są pełnoletnie, tymczasem w sprawach sercowych większość z nich (a zwłaszcza, niestety, Teuta) zachowują się dość dziecinnie. Oczywiście jest coś uroczego w zawstydzonym odwróceniu wzroku, mamrotaniu pod nosem w zakłopotaniu. Ale kiedy romans rozwija się tak naprawdę na przestrzeni jednego rozdziału i czekasz na sceny ze swoim wybrankiem jak fani serii Half-Life na trzecią część, może to prowadzić do frustracji. Krytyka jest tym bardziej uzasadniona, kiedy w ten sposób reklamuje się swoją produkcję. Dlatego niech moja recenzja Bustafellows stanowi ostrzeżenie dla fanów i fanek gorących romansów – tutaj ich nie znajdziecie!

Ni to romans, ni to kryminał. Finalne wrażenia z gry Bustafellows

Pora na pytanie, przez które powstała ta recenzja – czy polecam Bustafellows? Odpowiedź wcale nie jest taka prosta. Historia jest ciekawa, ale też zawiera sporo motywów, które dla wielu mogą być ciężkie do udźwignięcia – takie jak handel ludźmi czy samobójstwo.

Z jednej strony wspominam z rozrzewnieniem te godziny, które spędziłam na czytaniu ścian tekstu, łączeniu wątków i śmianiu się jak głupia z flirtów między Teutą a Limbem. Ponadto przyjaźń między głównymi bohaterami jest bardzo zgrabnie napisana, a ich dynamika może się podobać.

Teuta (główna bohaterka) siedzi w barze ze swoją przyjaciółką Luką i rozmawia o swojej pracy, mówiąc że właściwa decyzja nie zawsze prowadzi do szczęśliwego zakończenia.

Z drugiej strony nie mogę jednak przymknąć oka na kilka dużych mankamentów. Bustafellows jest długie i tak mały wpływ na decyzje Teuty boli – co jak co, ale visual novelki decyzjami stoją.

Uważam też, że gra zbyt mocno próbowała utrzymać balans między ilością romansu i kryminalnej intrygi. W rezultacie ani jedno, ani drugie nie wydaje się kompletne. Owszem, mamy romans, ale dopiero pod koniec gry i to nie w pełni satysfakcjonujący. Jasne, mamy intrygę, ale zostaje porzucona w czwartym akcie na rzecz osobistych historii, a jej zakończenie odblokuje się dopiero po przejściu gry pięciokrotnie. A właściwie dziesięciokrotnie, bo trzeba zaliczyć po dwie strony piątego aktu dla każdego mężczyzny – stronę A i stronę B. Szkoda, że tak się stało, bo zarówno główna linia fabularna, jak i przygody poszczególnych członków ekipy są naprawdę wciągające i aż proszą się o więcej czasu antenowego.

Ostatecznie jednak historia Teuty i spółki ląduje na czele mojego zestawienia gier z 2021 roku. Co, myślicie, że jestem stronnicza przez pewnego prawnika o cudownie błękitnych oczach? Nie przyznaję się do winy. A już bardziej poważnie – szkoda, że Extend nie zdecydowało się na jeden kierunek, bo być może dostalibyśmy coś naprawdę zachwycającego. A tak, pod płaszczykiem dziewczęcego chichotu kryje się echo zmarnowanego potencjału.

Jeżeli natomiast lubicie mniej azjatyckie i bardziej zbereźne visual novele, to możecie zainteresować się Being a DIK.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top
Verified by MonsterInsights