Kto w kawiarni pracuje, ten się w cyrku nie śmieje. Coffee Caravan – recenzja gry

Na grafice z Coffee Caravan widzimy postać gracza, a za nim vana z kawiarnią.

Czy łatwiej jest przełknąć sromotną porażkę w grze, która wygląda jakby została stworzona dla dzieci? W recenzji Coffee Caravan udowodnię, że nawet symulator pracy w kawiarni może stanowić nie lada wyzwanie.

Małe czeskie studio Broccoli Games postawiło na prostotę. Ich gra przypomina nieco Overcooked, ale w wersji dla pojedynczego gracza i bez elementów fantastycznych. Dodatkowo, gramy za każdym razem na tej samej planszy, na którą składa się nasz food truck oraz niewielka przestrzeń wokół niego, ot, tyle, by postawić parę stolików, drzewko i śmietnik. Coffee Caravan to malutki, lecz niezwykle uzależniający  i miejscami frustrująco trudny symulator zarządzania kawiarnią. Przeczytanie jego recenzji zajmie dłużej niż pojedyncza rozgrywka i, mam nadzieję, nie będzie nawet w połowie tak stresujące.

Zawsze chciałam założyć własny biznes. Ale już mi przeszło

Bez wstępu, tła fabularnego czy rozbudowanego kreatora postaci – wkraczamy do akcji praktycznie zaraz po wybraniu opcji New game. Niczym w rasowym roguelike’u, dostajemy prostą mapę z paroma rozgałęzieniami, która prowadzi nas przez różne wyzwania, pozwala też odwiedzić sklep albo odblokować losowe utrudnienia i ułatwienia. Na końcu ścieżki czeka extreme day, czyli odpowiednik sobotniego popołudnia w centrum Warszawy: natłok wyjątkowo trudnych klientów. Po zaliczeniu tego odpowiednika bossa przechodzimy do kolejnej mapy, w której dysponujemy większym food truckiem, ale czekają nas też bardziej wymagające wyzwania.

Na obrazku widzimy różne rodzaje herbaty ułożone w diagram.

Krótki tutorial przypomina suche powitanie w polskich realiach biznesowych. Tu masz ziarno kawy. Wsyp do młynka. Zakręć. Przesyp do ekspresu przelewowego. Podstaw filiżankę. Zanieś klientowi. Potem odbierz naczynko i umyj w zlewie. A teraz pracuj dalej sama, bo to łatwa robota, a chętnych na twoje miejsce jest cały tłum. 

Jednym słowem: dzień jak co dzień w kawiarni. Różnica polega na tym, że w tym konkretnym biznesie sama jestem sobie sterem, kapitanem i okrętem. Oraz majtkiem, który biega z miotłą i sprząta pokład. Samodzielnie dbam o wystrój vana i małego ogródka wokół. Przed każdą rozgrywką ustalam menu, czyli liczbę i rodzaj napojów. Mogę też dobrać sprzęt i dowolnie go poprzestawiać. Całe powodzenie interesu, czyli zarobienie pieniędzy na dalszy rozwój i odblokowanie wszystkich przepisów, zależy tak naprawdę tylko od jednej małej postaci, którą steruję. Nie zatrudniam żadnej pomocy.

Poruszanie się po niewielkiej przestrzeni vana jest maksymalnie uproszczone. Przemieszczamy się za pomocą klawiatury, a do wykonania akcji używamy spacji, ale biada temu, kto ma klawiaturę mechaniczną! Szybko bowiem okaże się, że tempo gry jest zawrotne, a frenetyczne uderzanie w przyciski zagłuszy spokojną muzykę lecącą w tle naszych zmagań. Praca nad recenzją Coffee Caravan przebiegała zatem w dość stresujących warunkach.

Kawusia dla pana?

Już pierwsze zetknięcie z klientami okazuje się twardą szkołą przetrwania. A wszystko dlatego, że w tej pracy liczy się przede wszystkim czas! Każdy klient posiada bowiem dwa wskaźniki cierpliwości: pierwszy, gdy stoi w kolejce do stolika, drugi, gdy już siedzi i czeka na zamówienie. Owa „wytrzymałość” różni się w zależności od typu, bo właściciele psów potrafią być bardziej wyrozumiali niż pracownicy korporacji, ale nie zostawiają tak wysokich napiwków. Z kolei najsympatyczniejszym klientem są seniorzy, niestety, wolno się poruszają i dużo czasu zajmuje im konsumpcja najprostszego napoju, przez co blokują stolik… 

Na obrazku widzimy kobiecą postać z pieskiem.

Co jakiś czas, na finalnym poziomie danej planszy, trafia się „osoba zamożna”. To ludzik noszący koronę, który przychodzi z obstawą, ładuje się bez kolejki i zamawia kilka kaw pod rząd. Jej cierpliwość jest bardzo niska i to ona była najczęstszym powodem moich porażek.

Problem polega bowiem na tym, że liczą się tylko zadowoleni klienci. Jeśli zastosować do naszej ruchomej kawiarenki kryteria współczesnego świata, to jedna negatywna opinia na Googlach oznacza koniec biznesu. Wtedy tracimy wszystkie zarobione pieniądze i zaczynamy nową mapę. Na szczęście jednak zachowujemy przepisy na cenne kawy oraz kupiony wcześniej sprzęt. Zatem każde kolejne przejście jest, teoretycznie, szybsze i łatwiejsze.

Mały człowiek, wielkie pragnienie

Oprawa graficzna oferuje minimum informacji, co sprawdza się w grze z tak szybkim tempem. W zasadzie, by w nią grać, nie potrzebna jest nawet znajomość jakiegokolwiek języka, bo poza samouczkiem, wszelkie procesy opatrzone są ikonami.

Surowce potrzebne do przygotowania czegoś w różnych sprzętach, od czajnika poprzez kawiarkę po spieniacz do mleka, przedstawione są w postaci unoszących się w powietrzu wizerunków: kawy, listka herbaty, kropli wody. Dłoń oznacza, że dana rzecz wymaga pracy rąk i nie działa automatycznie (jak np. najprostszy młynek do kawy). Butelka informuje nas, że trzeba uzupełnić zapas mleka. A cyfry na zbiornikach do różnych płynów symbolizują liczbę dostępnych porcji.

W Coffee Caravan niezmiernie istotne jest rozplanowanie sklepu i przestrzeni roboczej. Tylko metodą prób i błędów wypracujemy sobie najprostszą ścieżkę od ekspresu do stolika. Szybko zorientujemy się, że lodówka powinna stać obok spieniacza, ale zmywarka lepiej się sprawdza po drodze z przestrzeni dla gości. Dowolność urządzenia kawiarni – zarówno w środku vana, jak i na placyku obok niego – otwiera cały dział zwany logistyką. 

Trochę skromne to menu

Coffee Caravan to trochę tycoon i trochę symulator zarządzania biznesem. Wszystko potraktowane zostało bardzo lekko, a przy tym z wszelkimi niezbędnymi dla gatunkowych tagów elementami. Podczas rozmowy w redakcji Grajmerek gra otrzymała nawet epitet „soulslike w kawiarni”, chociaż ja nadal uważam, że to przede wszystkim dziełko kochane i urocze. Pojawiła się też w zestawieniu cozy gier 2024, co świadczy o tym, że Klaudyna miała dobrą intuicję.

Na obrazku widzimy vana ze sorzętem do robienia kawy oraz postać króla siedzącą przed vanem przy stoliku.

Oczywiście, to bardzo prosty projekt. Różnorodność ścieżek na mapie jest niewielka, zaś wydarzenia szumnie nazywane „niespodziankami” sprowadzają się do procentowej zmiany kilku parametrów. Ot, zwiększona niecierpliwość klientów lub prędkość poruszania się.

Ten powszechny minimalizm po kilku godzinach zaczyna trochę doskwierać. Brakuje jakiejkolwiek zakładki, w której można by sprawdzić, jak na parametr cierpliwości czy prędkość poruszania się łącznie wpłynęły wszystkie wykupione usprawnienia. Z czystej ciekawości chciałabym sprawdzić, jak mi poszło na danym poziomie, w czym byłam najlepsza itd. Takie statystyki zawsze są fajnym urozmaiceniem, a klimat tytułu aż prosi się o okraszenie jej kilkoma zabawnymi informacjami. Szybciej podawałam matchę z mlekiem czy może cappuccino? Najsprawniej obsługiwałam seniorów czy wielbicieli piesków?

Na obrazku widzimy postać gracza krzątającą się po kawiarni oraz klienta czekającego przy stoliku na kawę.

Również liczba sprzętów jest bardzo ograniczona. Każdy rodzaj posiada w zasadzie dwa typy rozwinięć: wersję zautomatyzowaną i super szybką albo o powiększonej pojemności (ważne szczególnie przy dzbankach). Mało jest też ozdób, które pozwoliłyby nieco urozmaicić kawiarnię. Klienci doceniają kwiatki, co obniża prędkość, z jaką rośnie ich zniecierpliwienie, ale gdyby dodać do tego statystykę oceniającą komfort otoczenia?

Uroczy mały koszmar pracy w kawiarni. Coffee Caravan – finalne wrażenia z gry

Oczywiście, moje uwagi nie są ani konieczne do polubienia gry, ani niemożliwe do wprowadzenia, ponieważ twórcy cały czas pracują nad rozwojem tytułu. Na przykład, jak tylko obrzydnie nam monotonny dźwięk młynka do kawy, możemy pokusić się o odblokowanie kolejnego świata. Ja z raju dla kawosza po czterech godzinach przeskoczyłam do krainy herbaty, ale w odwodzie czeka jeszcze opcja dla wielbicieli deserów lodowych (która pojawi się latem, co za doskonałe wyczucie czasu!).

W zasadzie za największą wadę Coffee Caravan uważam… ewidentnie maszynowe tłumaczenie na język polski. Jak już jednak wspomniałam, przy tym tytule nie trzeba znać żadnego języka, a brak poprawności można złożyć na karb jego niszowości. To świetna, szybka gra, która w nieoczywisty sposób wykorzystuje mechanizmy typowe dla soulslike’ów czy wszelkiej maści menadżerów. Stanowi też dla mnie cenną naukę. Gdyby pisanie recenzji szło mi równie sprawnie, co podawanie kawy w Coffee Caravan, byłabym prawdziwym tytanem wśród recenzentów.

Scroll to Top