Tłucz, podpalaj, raź prądem i uważaj na pszczoły! Just Die Already – recenzja gry

Recenzja gry Just Die Already – bohaterka, Lucky, na tle domu starców, screen z gry

Podczas pierwszego kilkugodzinnego posiedzenia nad tą produkcją odkryłam, że parasol jest doskonały do szybowania, a człowiek odbija się od materaców i studzienek kanalizacyjnych zaskakująco mocno. Aha. I nie można zjeść więcej niż trzy lody na patyku. Nie zdziwcie się więc, bo recenzja Just Die Already będzie tak chaotyczna jak sama gra.

Jeśli nie lubicie czarnego humoru, prawdopodobnie tylko uniesiecie brwi. Jednak jeżeli jesteście jego miłośnikami, ta produkcja od DoubleMoose Games będzie dla Was idealna. Znacie Goat Simulator? Jeden z jej współtwórców założył to studio. A sama gra o dziadygach mocno pachnie symulatorem kozy – czuć go zarówno w luźnej rozgrywce, jak i specyficznym systemie fizyki. Tu też mocniej się odbijacie od rzeczy, wolniej spadacie, a wszystko wokół wydaje się jakieś takie bardziej… giętkie. Pisałam już zresztą o tym w tekście o wersji demonstracyjnej gry. Wybierajcie więc swojego dziadygę i jazda! Oto recenzja Just Die Already.

Just Die Already, plansza tytułowa, screen

Fabuła rozgrywa się w bliżej nieokreślonej (niedalekiej) przyszłości. Starców jest dużo, a młodych do finansowania emerytur brakuje. Wobec czego dziadygowie muszą brać swoje losy we własne ręce – zbierając kupony na pobyt w luksusowym domu opieki. Wcielamy się w jednego z nich, nie musimy jednakże wspomnianych kuponów szukać samotnie. W tę produkcję można bowiem grać też w trybie multiplayer (do 4 osób). Mam nadzieję kiedyś wypróbować wspólne rozwalanie świata, ale jak dotąd nie miałam okazji. Ta recenzja opisze Wam więc Just Die Already tylko od strony singleplayerowej.

Grafika jest dość toporna, ale gra nadrabia żywymi kolorami pasującymi do szaleństw, które się tam rozgrywają. Wspomniany już przeze mnie system fizyki sprawia czasem, że wrażenia z Just Die Already przywodzą na myśl bardziej ciągłą frustrację niż dobrą zabawę. Spróbujcie choćby wskoczyć na skuter i się nim przejechać. Ja nie dałam rady.

Just Die Already, postać zjadła za dużo lodów, screen, bryła lodu

Jak grać? Dużo umierać. Serio!

Samouczek odbywamy w domu starców i – muszę przyznać – jest dość kreatywny. Spotykamy tam osoby mówiące nam rzeczy w stylu „Ani mi się waż kopać w prezenty” czy „Nie ruszaj tych balonów”. Bohater albo bohaterka po zbliżeniu się do (jeszcze zamkniętych) drzwi mamroczą też do siebie: „Może jeśli wykpię kilku staruszków, w końcu mnie stąd wywalą”. Trzeba więc zrobić jak największą zadymę, żeby wyjść w świat.

Just Die Already, pielęgniarka ostrzega naszą postać, screen

Jeśli zignorujemy powyższe ostrzeżenia i zrobimy to, co radzi strumień świadomości naszych bohaterów, uciekniemy i po półgodzinie wrócimy do budynku, wszystko będzie znowu na swoim miejscu, leki będą czekać na zjedzenie, a dziadygowie na wyszydzenie. Moje wrażenia są takie, że świat w Just Die Already wydaje się stworzony tylko po to, żeby go niszczyć. Nic sobie z tego nie robi i bardzo szybko magicznie się odnawia.

Piękno i relaksacyjny wymiar tego typu gier polegają na tym, że nie da się w nich umrzeć. Przynajmniej nie naprawdę. To znaczy, że śmierć nie ma absolutnie żadnego znaczenia, ba, wręcz się do niej dąży. Podobnie jak w Goat Simulator, możemy zrobić skrajny rozpiernicz – wysadzić połowę domu starców, przywalić komuś siekierą czy pętem kiełbasy, a resztę wrzucić do akwarium z piraniami (swoją drogą, dlaczego akwarium z piraniami tam w ogóle stoi?).

Gra jest (eureka!) bardzo, ale to bardzo nieliniowa. Rzekłabym wręcz: aliniowa. Po wyjściu na wolność dostajemy do dyspozycji otwarty świat i dość dobrze sprecyzowaną listę zadań, nazwanych celami życiowymi. Niektóre są pojedyncze, inne zliczają nam np. porażenia prądem, których doznamy, lub odradzanie się. Bo po zrobieniu sobie kuku wystarczy wcisnąć X i postać respawnuje się, cała i zdrowa, w najbliższym koszu na śmieci.

Just Die Already, screen, cele życiowe

Czy można biegać z przetrąconym kręgosłupem? Można. Gdyby to było złe, to Bóg by inaczej świat stworzył

Ta produkcja jest naprawdę szalona. W ciągu pierwszych minut, czyli podczas eksploracji dwóch pokojów, zdążyłam się podpalić (dwa razy), koktajl Mołotowa znaleziony w jakiejś szufladzie wybuchł mi w rękach, dziabnął mnie krab, którego znalazłam w lodówce (i odgryzł mi nogę), zaatakowały mnie wspomniane piranie (podeszłam za blisko) i wybuchła mi w twarz laska dynamitu. Nie miałam głowy i jednej nogi. Wciąż jednak byłam w stanie obracać się, ciągnąc za sobą siekierę, żeby rozwalić zabity dechami otwór, przez który musiałam przejść, żeby się stamtąd wydostać.

Just Die Already, postać bez głowy z siekierą, screen

Później okazało się, że to wcale nie jest wyczyn, bo sytuację powtórzyłam kilka razy. Przede wszystkim wizerunek serca, z którego ucieka krew (ale takiego prawdziwego, nie piktogramu), reprezentujący nasze zdrowie, jest mocno poglądowy. Dość rzec, że możemy być kadłubkiem, ba, krwawą kulką z wystającą kością (chyba miednicy?), i wciąż toczyć się lub przeskakiwać z miejsca na miejsce. Według wspomnianego obrazka-licznika mamy w takim momencie w sobie jeszcze trochę życia.

Just Die Already – impreza w domu starców, to, co zostało z postaci (krwawa kulka)

Możemy też biegać z przetrąconym kręgosłupem, złożeni w pół. Po chwili cierpliwości nawet lubi on wskoczyć na swoje miejsce. Da się też przeżyć bez nogi czy ręki. Nie mówiąc już o głowie. Z tą ostatnią związane jest nawet interesujące osiągnięcie, którego nie udało mi się niestety wypełnić – trzeba poskakać na drewnianym koniu, trzymając swoją własną, odciętą głowę w ręce.

Just Die Already, postać ma przetrącony kręgosłup, screen

Nie bez powodu podtytuł gry brzmi Old People Mayhem Sandbox. Nawet i bez naszego wkładu świat przedstawiony jest pogrążony w chaosie. Samochody obijają się o barierki, w rzekach pływają żarłoczne rekiny ludojady, a w kanałach można znaleźć bomby i inne bronie. A spróbujcie trafić na pszczoły! Długo nie pożyjecie.

Just Die Already, rekin ludojad zabija postać, screen

Polska wersja nierówna jak skoki na trampolinie zrobionej z materaca

W bierniku wybieramy dziadygę czy dziadyga? W grze to drugie, ale specjalnie sprawdziłam odmianę i powinniśmy wybierać jednak dziadygę. Wobec lokalizacji mam więc mieszane uczucia. Bo tłumaczenie momentami wydaje się całkiem niezłe. Na przykład ktoś siadł i wybrał wspaniałe słowo dziadyga zamiast zwykłego staruszka. Tylko że zapomniał odmiany…

Just Die Already Lucky używa męskich zaimków, screen

Mamy więc do wyboru dwóch starców i dwie staruszki. Poszłam w swoją płeć i przez większość czasu grałam ubraną w różową koszulkę Lucky (możecie ją podziwiać na przykład na obrazku wyróżniającym). Niestety trochę irytował mnie fakt, że dialog wewnętrzny moja bohaterka prowadziła w rodzaju męskim. Zwracano się do niej również przy użyciu męskich zaimków. Ktoś widocznie zapomniał o tym rozróżnieniu.

Kolejne kilka problemów: czy ragdoll wymaga tłumaczenia? Jeśli ktoś się domyśli, że szmacianka to ragdoll – w porządku. Ja wiedziałam to tylko dlatego, że grałam wcześniej w Goat Simulator i z ciekawości sprawdzałam, co to znaczy po polsku. Wydaje mi się, że oryginał byłby tu bardziej intuicyjny, wszak używa się już tego słowa w środowisku graczy i graczek. Szmacianka to, moim zdaniem, przedobrzenie lokalizacyjne.

Just Die Already – screen z wyboru postaci

Z kolei „soda”, którą można kupić w automacie, zasługuje na tłumaczenie, bo jest zwyczajnie myląca. U nas soda to wszak proszek używany na przykład do wypieków, a nie napój gazowany. Z jednej strony zatem naprawdę miło jest zagrać po polsku, jednak trochę za dużo rzeczy w tej lokalizacji zgrzyta.

Skacz jakby to miał być Twój ostatni raz. Just Die Already – finalne wrażenia

Tłumaczenie to niejedyny problem, który miałam z grą. Po paru godzinach okazuje się, że zaczyna być nużąca i powtarzalna. Prócz zaprogramowanych lichych reakcji na nasze pojawienie się w pobliżu (większość NPC-ów po prostu zdziela nas tym, co ma akurat pod ręką, jeśli podejdziemy zbyt blisko) nikt nie reaguje na nasze ekscesy. AI NPC-ów właściwie nie istnieje. Świat naprawia się bardzo szybko i nie uświadczymy dalekosiężnych skutków naszych wybryków.

Just Die Already – szybowanie na parasolu, miasto

Po zdobyciu kilkunastu osiągnięć i zwiedzeniu całego świata nie miałam już co robić. Wprawdzie można cisnąć kolejne dziwne cele życiowe, kombinować z bardziej skomplikowanymi strukturami i konstrukcjami… ale najzwyczajniej w świecie mi się nie chciało. Zmęczył mnie ten brutalny świat i fakt, że nie mogę do nikogo podejść, żeby nie dostać przez łeb. Interakcji innych niż napierdzielanie się nawzajem w tym świecie jak na lekarstwo – trzeba bardzo dokładnie przeczesywać mapę, żeby coś znaleźć.

Jak już znalazłam kogoś, kogo mogłam zagadać, on tylko wykrzyknął parę wskazówek co do jakiegoś ciekawego miejsca i wygadał się, że ma wyjątkową broń. Zabrałam ją i tyle mnie widział. Niestety zgubiłam ten cud techniki przy kolejnym respawnie. Życie. A raczej repetetywna śmierć…

Just Die Already, postać sika na chodnik, screen

Gwoli podsumowania: czy gra dostarcza dobrej zabawy? Jasne. Czy jest śmieszna? Oczywiście! Czy regrywalna? Tu już odpowiedź brzmi: niekoniecznie. Jeśli jednak potrzebujecie się odmóżdżyć i wyżyć, możecie spróbować pobiegać po tym świecie i porozwalać to i owo. Odstresowanie gwarantowane.

Recenzja Just Die Already powstała dzięki platformie Press Engine. Dziękujemy!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry