Zgłębiając rodzinne sekrety. Open Roads – recenzja gry

grafika otwierająca grę open roads, widzimy na niej napis Open Roads oraz widok na las w jesiennych barwach

Jak wiele emocji może dostarczyć krótka gra drogi? Jak się okazuje – mnóstwo. Tak właśnie dzieje się w przypadku Open Roads – recenzja wyjaśni dlaczego, ale już teraz zapowiadam: w tym tytule naprawdę można przepaść!

Open Roads to przygodówka eksploracyjna w klimacie retro. Osią fabuły jest śmierć staruszki i próba posklejania jej życiorysu przez córkę i wnuczkę, ale przede wszystkim: odkrywanie sekretów i poznawanie siebie nawzajem. Jeśli wolicie obejrzeć tę recenzję na YouTube, zapraszamy na nasz kanał:

Czy to nowe Life is Strange?

Od pierwszych zwiastunów, Open Roads to produkcja porównywana do kultowego już Life is Strange. Czy słusznie? Poniekąd tak – ponieważ tutaj także mamy do czynienia z klimatyczną przygodówką. Raz na jakiś czas możemy też podjąć jakąś decyzję – choć niestety bez większego wpływu na fabułę. Dodatkowo bohaterką również jest wchodząca w dorosłość dziewczyna.

Na pewno jednak Open Roads jest grą dużo krótszą i ze sporo mniejszym ładunkiem emocjonalnym. Przykładowo, spotykamy bohaterki zaraz po śmierci seniorki rodu. Właśnie sprzątają jej dom, przeglądając pamiątki i snując wspominki. Czy jest w tym element smutku lub żałoby? Absolutnie nie. Równie dobrze babcia mogła wyjechać w podróż dookoła świata – i pod kątem emocjonalnym rozegrane byłoby to podobnie.

Czy to źle? Dla mnie nie, ale ktoś może sobie stawiać pytania o autentyczność emocji ukazanych w Open Roads.

screen z gry Open Roads – widzimy na nim bohaterkę rozprawiającą o sensie zawierania małżeństwa

Walizka pełna sekretów

Porządkowanie domu babci rozpoczyna serię wydarzeń, które zaprowadzą matkę i córkę do krainy wspomnień. Jest rok 2003. Tess nie ma ochoty myśleć o studiach, nie pogodziła się jeszcze z rozstaniem rodziców, a całą swoją energię koncentruje na… poszukiwaniu skarbów. To znaczy, na rozwiązywaniu zagadki lokalnego odpowiednika złotego pociągu z Wałbrzycha.

Z kolei Opal, artystyczna dusza, ma do poskładania do kupy życie swoje i swojej córki. Śmierć mamy oznacza dla niej konieczność szukania nowego lokum, na które absolutnie jej nie stać. Dodatkowo wciąż plącze się w wyjaśnieniach, ilekroć Tess rozpoczyna rozmowę o swoim ojcu. Lekkie napięcie jest więc mocno wyczuwalne.

screen z gry – widzimy na nim matkę głównej bohaterki, Opal

Ale tym, co jest jednym z bardziej urzekających elementów Open Roads okazuje się właśnie relacja matki i córki. Tak, raz czy dwa pokłócą się w trakcie rozgrywki. Ale podróż, jaką rozpoczynają po znalezieniu ukrytej walizki w domu seniorki, jest pełna sentymentalnych wspominek i naprawdę pięknych momentów. Bez większych dram, bez sztucznego generowania problemów – po prostu samo życie.

Jednak czy w tym wszystkim jest miejsce na ciekawą rozrywkę dla gracza? Czy dużo jest tu takich właśnie urzekających i wciągających motywów? Jak pod tym tym kątem wypada Open Roads – recenzja gry jeszcze Ci to wyjaśni.

screen z gry Open Roads – widzimy na nim opuszczoną przyczepę

Zabierz mnie w drogę, mamo!

Fabularnie Open Roads wypada bardzo dobrze. Dość szybko uruchamiamy lawinę zdarzeń, które prowadzą nas na trop naprawdę solidnej rodzinnej zagadki. Co prawda, zapowiedzi, iż będzie to thriller-kryminał, były mocno przesadzone, ale atmosfera tajemnicy unosząca się wokół pozwala utrzymać napięcie aż do ostatnich scen gry.

Sam wątek samochodowej podróży matki i córki jest dobrze poprowadzony. Sekrety babci nie są bowiem jedynymi, jakie odkrywamy wspólnie z bohaterkami. Wiecznie zapracowana Opal tak naprawdę nigdy nie miała szansy spędzić tyle czasu z córką. Z kolei Tess ma okazję poznać swoją matkę z tej strony, z której zazwyczaj swoich rodziców nie znamy. Na przykład: dowiaduje się, jak skończył się jej letni romans z przystojnym motocyklistą albo jak wyglądała, pomykając na wrotkach po okolicznej knajpce.

screen z gry przedstawiający stare zdjęcie znalezione przez bohaterkę

Dużo tu zdjęć, starych pocztówek, wycinków gazet i listów. Każdy z nich możemy chwycić w dłoń, obejrzeć i przeczytać. I są one niczym drogowskazy, ponieważ prowadzą od punktu do punktu przez całą gamę wspomnień i przeszłych wydarzeń.

A dla Opal i Tess będzie to nie tylko droga do poznania korzeni i zrozumienia dynamiki relacji panujących w rodzinie. Ale także fantastyczna okazja do tego, by poznać siebie nawzajem i wyjaśnić to, co już dawno powinno być wyjaśnione.

Mnie akurat ten motyw mocno wzrusza i chwyta za serce. Tak często w kulturze przedstawia się mocno zaburzone relacje na linii dzieci-rodzice, że zobaczenie czegoś tak zwyczajnego jest czymś z jednej strony zaskakującym, a z drugiej – przyciągającym.

screen z gry Open Roads przedstawiający główne bohaterki – matkę i córkę – w uścisku

Jak wygląda rozgrywka w Open Roads?

Kolejnym czynnikiem, który sprawił, że tak dobrze grało mi się w Open Roads, jest sama mechanika gry.

Nie ma tutaj presji czasu, nie ma pośpiechu ani poganiania. Dla przykładu, we wspomnianym Life is Strange często miałam poczucie, że któreś z zadań muszę wykonać błyskawicznie. Tymczasem tutaj myszkowanie po różnych zakamarkach cały czas odbywa się niespiesznie – a to znacznie uprzyjemnia rozgrywkę.

Bo ja akurat należę do graczek lubujących się w spokojnym odkrywaniu światów. A Open Roads gwarantuje to od samego początku.

screen z gry – widzimy na nim starą łódź oraz informację, jakie zadanie mamy do wykonania

Przechadzając się po domach, przyczepach czy motelowych pokojach, mamy pełną swobodę działania. Możemy na zupełnym luzie dotknąć wielu przedmiotów i dokładnie je obejrzeć, nawet jeśli nie mają żadnego zastosowania w grze. Możemy też wracać te same kąty wielokrotnie, jeżeli tylko mamy na to ochotę.

Jeśli więc Ty także czerpiesz przyjemność z chodzenia we własnym tempie i zaglądania w różne kąty, a także z poruszania się bez narzuconego celu i spokojnego eksplorowania świata, to Open Roads może Ci przypaść do gustu.

screen z gry Open Roads przedstawiający stolik w motelu z nadgryzionym burgerem

Słabsze punkty

Choć wydana przez Annapurna Interactive produkcja mocno trafiła w mój gust, to nie jest, niestety, doskonała. Ani bliska doskonałości.

Z kwestii technicznych, wiele razy trafiałam na problemy z prawidłowym wyświetlaniem tekstur. Przedmioty giną w powietrzu albo wtapiają się w otoczenie – i wygląda to absurdalnie. Dialogi natomiast są w pełni udźwiękowione – co mocno doceniam, bo Keri Russell i Kaitlyn Dever są tutaj znakomite. Jednak animacja obejmuje wyłącznie lekkie poruszenie ustami na początku wypowiedzi, i na tym się kończy. Chyba wolałabym, aby nie było jej wcale – bo z pewnością wypadłoby to naturalniej niż takie pomieszanie.

screen z gry Open Roads – widzimy na nim główną bohaterkę oraz fragment dialogu z matką

O tym, że nasze wybory nie mają wielkiego wpływu na fabułę, już wspomniałam. I dorzucam to do ogródka mankamentów Open Roads. Rozumiem, że przy tak krótkiej produkcji nie da się zaszaleć z wieloma ścieżkami rozwoju fabuły. Co nie zmienia faktu, iż odrobinę mnie to zabolało. Chyba po prostu przyzwyczaiłam się już do pełnienia ważniejszej roli w życiu bohaterów w tego typu grach.

Za słabszy punkt Open Roads niektórzy mogą uznać także długość gry, ale dla mnie jest ona odpowiednia. Można zamknąć tę przygodę w dwóch godzinach. Albo trochę mocniej w nią wchłonąć i przedłużyć przyjemność do czterech czy pięciu godzin. I dla mnie to jest odpowiednia długość dla zamkniętej historii, którą mam pochłonąć na jeden czy dwa razy. Istnieją jednak gracze, którym przelicznik minut na złotówki nie będzie się tutaj zgadzał. Szerzej wątek ten poruszaliśmy w 32. odcinku grajmerkowego podcastu – ile powinny kosztować gry.

screen z gry, na którym widzimy kuchnię z mnóstwem porozrzucanych przedmiotów

Mocniejsze punkty

Skoro mogłam ponarzekać, mogę teraz w spokoju przedstawić atuty Open Roads – recenzja ta jest co prawda mocno pozytywna, ale pochwał nigdy na wiele.

Produkcja stworzona przez Open Roads Team zachwyciła mnie zarówno pod kątem graficznym, jak i muzycznym. Fabularnie także robi duże wrażenie. Dialogi są świetnie napisane i jeszcze lepiej zdubbingowane. No i najważniejsze – już na starcie doczekaliśmy się polskich napisów, co nadal nie jest standardem w branży.

Kolejnym mocnym punktem Open Roads zdecydowanie pozostaje klimat. Akcja rozgrywa się w roku 2003 i rzeczywiście da się to zauważyć i… poczuć. Atmosferę początku millenium oddają ubrania, gadżety, elementy wystroju, sprzęty. To jak wycieczka wehikułem czasu do lat, w których było się małolatem.

screen z gry Open Roads na którym widzimy ekran starego telefonu komórkowego z wiadomością sms

Również pamiątki z dzieciństwa Opal mają swój specyficzny klimat i doskonale oddają rzeczywistość dawnych dekad. Dla mnie, miłośniczki retro, jest to coś absolutnie wspaniałego.

Żałuję jedynie, że nie jest to regrywalny tytuł. Oczywiście, jeśli ktoś postanowi przeżyć tę przygodę na nowo, nic nie stanie mu na przeszkodzie. Ale ponieważ sama fabuła przebiega w dość liniowy sposobów, nie odkryjemy tu orzeźwiająco nowych ścieżek.

Szkoda.

Open Roads – recenzja gry – na screenie widać list, który znajduje bohaterka na początku rozgrywki

Było mi naprawdę miło. Open Roads – wrażenia finalne

Tak, jak mogłam się spodziewać, nowa propozycja w wydawniczym portfolio Annapurna Interactive trafiła prosto do mojego serca. Może nie stanie się takim symbolem gatunku, jak chociażby wspomniane wcześniej Life is Strange, ale to naprawdę dobra gra. Gra spokojna, otulająca i niegłupia. Gra, która wciąga na kilka godzin i zachwyca swoim wyjątkowym klimatem. Oraz relacjami, o których opowiada.

screen z gry – widzimy na nim pokój w trakcie opróżniania

Polecam z całego serca ogranie Open Roads – recenzja, którą czytasz, jest tego najlepszym potwierdzeniem. Wybierz się w tę podróż i przypomnij sobie, jak pięknie mogą nas jeszcze pochłaniać gry.

Open Roads zostało wydane na konsole Nintendo Switch, PlayStation 4, PlayStation 5, Xbox Series X|S, Xbox One oraz PC. Grę znajdziesz także w usłudze Xbox Game Pass.

Scroll to Top
Verified by MonsterInsights