Ostatnia zapowiedź Sony wywołała nie tylko złość wśród graczy. Rosną także obawy o losy dawnych produkcji. Pojawiła się opinia, że piractwo komputerowe może ocalić stare gry przed zapomnieniem.
Wbrew pozorom, Frank Cifaldi, autor tego stwierdzenia, nie zachęca do łamania prawa. Nie promuje też nielegalnego pobierania produkcji dla własnych korzyści. Zwraca jednak uwagę, że wielu dawnym tytułom grozi zniknięcie. Zwłaszcza gdy sklepy wycofują je ze sprzedaży. W takich okolicznościach „nieoficjalne kopie” mogą pomóc przywrócić tytuły, których normalnie nie da się już nigdzie zdobyć. Mówiąc wprost – uważa, że piractwo komputerowe może uratować starsze gry z myślą o celach badawczych.
Sam Frank Cifaldi jest założycielem Video Game History Foundation. To organizacja non-profit zajmująca się ochroną, archiwizacją i dokumentowaniem historii gier. W swoich zbiorach gromadzi unikalne materiały źródłowe, w tym dokumenty deweloperskie, kody, grafiki koncepcyjne czy nawet prasę branżową. Jego słowa należy więc w pierwszej kolejności odczytywać jako wyraz troski o dobro kultury cyfrowej i jej historii.
W komentarzach dotyczących branży, która zmierza głównie w stronę sprzedaży cyfrowej, porusza również inne kwestie. Zwraca uwagę m.in. na to, że nawet zakup fizycznej kopii nie daje pewności, że grę będzie można uruchomić w pełni rozwiniętej formie za kilka lat. Problemem są bowiem aktualizacje, które udostępniane są głównie online. Poza tym wiele produkcji dostępnych jest jedynie w sprzedaży cyfrowej. To z kolei powoduje, że archiwa i muzea tracą możliwość legalnego przechowywania treści bez fizycznych nośników, ograniczając szansę ich badania.
Czy piractwo komputerowe uchroni gry przed zapomnieniem?
Jednak założyciel i dyrektor VGHF nie kieruje zarzutów głównie pod adresem konkretnych firm. W swoich oskarżeniach skupia się najmocniej na Entertainment Software Association, czyli organizacji reprezentującej wydawców. To ten podmiot ma blokować możliwość legalnego archiwizowania produkcji cyfrowych przez muzea, biblioteki i inne instytucje kultury. Argumentem ESA ma być chęć ochrony interesów wydawców.
W świetle zapowiedzi Sony w sprawie rezygnacji ze sprzedaży fizycznych nośników oraz likwidacji cyfrowych sklepów dla PlayStation 3 i PlayStation Vita, piractwo komputerowe staje się potencjalnym narzędziem chroniącym gry przed zapomnieniem. Problem w tym, że istnieje ryzyko, iż wielu użytkowników poczyta to jako zachętę do „piracenia”. Z drugiej strony, fakt, że ostatnio w Wielkiej Brytanii z PlayStation Store zniknęło 500 pozycji (w tym te, za które użytkownicy zapłacili), również może budzić wątpliwości co do uczciwości działań wydawców. Ostatecznie więc wiele zależy od uchwalanych regulacji oraz jak w przypadku pozwów będą orzekać sądy. Optymizmem nie nastraja fakt, że w ostatnim czasie Komisja Europejska odrzuciła postulaty inicjatywy Stop Killing Games.
Czy więc nadchodzi czas, gdy bandera z kasetą magnetofonową i dwiema skrzyżowanymi piszczelami znów zostanie wciągnięta na cyfrowy maszt? O tym jeszcze się przekonamy.

