Pomodoro w wydaniu cozy. Spirit City: Lofi Sessions – recenzja gry

grafika promująca grę Spirit City: Lofi Sessions, widzimy dziewczynę o fioletowych włosach w niebieskim swetrze, dżinsach i czarnych skarpetkach, siedzi na pufie, a na kolanach ma ułożonego laptopa, obok niej leży czarny kot z trzema oczami, w tle widać chmury i kontury budynków

Czy da się połączyć codzienne obowiązki z tym uczuciem satysfakcji znanym z gier? Spirit City: Lofi Sessions udowadnia, że jak najbardziej, a w tej recenzji przybliżę Wam jego zalety i wady.

Nie samym graniem człowiek żyje. Choćbyśmy się starali, prędzej czy później przypomni o sobie prawdziwe życie i związane z nim zadania do wykonania. Na szczęście jednak branża gier dynamicznie się rozwija i twórcy co rusz wpadają na nowe, ciekawe pomysły na połączenie tego hobby z pożytecznymi narzędziami do codziennej pracy. Jednym z takich wynalazków jest Spirit City: Lofi Sessions – ba, towarzyszył mi nawet przy pisaniu tej recenzji!

Produkcja od Mooncube Games to swego rodzaju narzędzie do zwiększenia produktywności i motywacji. W swoich założeniach ma ułatwić skupienie się na rozmaitych zadaniach. Nie szukajcie tutaj wielowątkowej fabuły, licznych dialogów czy walki. Ten tytuł idealnie wpasowuje się za to w gatunek cozy, zarówno pod kątem grafiki, jak i dostępnej w grze muzyki lofi.

Moje małe em

Kiedy pierwszy raz odpalimy Spirit City: Lofi Sessions, przywitają nas… pokój i nasza postać. Oba na swój sposób ładne i zachęcające, ale jednak bez tego czegoś. I to właśnie naszą rolą jest, żeby dopasować je pod siebie i uczynić z lokacji drugi dom, zachęcający do zostania na dłużej i relaksowania się. Zarówno opcje personalizacji postaci, jak i strojenia sypialni cechuje całkiem duża różnorodność.

Mamy sporo fryzur i ubrań, a nasza postać może być albo bardziej zwyczajna, albo wyjęta żywcem z uniwersum Dungeons and Dragons. Rogi, nietypowe kolory skóry i oczu pozwalają stworzyć coś na podobieństwo diabelstw… ale w wersji cozy. Brakuje mi jednak jakichś sukienek – na szczęście w opublikowanej niedawno roadmapie twórcy zapewnili, że pojawią się one w ramach zimowej aktualizacji.

Jeśli zaś chodzi o pokój, to do dyspozycji mamy praktycznie każdy kąt. Czeka na nas łóżko, biurko, miejsce przy kominku i wnęka przy oknie. Możemy zarówno ujednolicić meble i kolory, jak i całkowicie olać harmonię i nadać każdemu miejscu zupełnie inny charakter.

Całości dopełnia relaksująca muzyka lofi. Początkowo za playlisty dostępne w grze odpowiadało wyłącznie Homework Radio, znane z serwisu YouTube. Teraz natomiast Mooncube Games dogadało się z kanałem Lofi Girl, dzięki czemu wybór znacznie się poszerzył. Niestety, tylko tymczasowo, bowiem w sierpniu 2028 roku licencja na muzykę Homework Radio wygaśnie. Wydaje mi się jednak, że dla większości osób nie powinno to stanowić większego problemu. Szczególnie, że poza obecnymi w produkcji playlistami możemy korzystać też z zewnętrznej przeglądarki YouTube.

Co jeszcze mam dziś do zrobienia?

Jak już wspomniałam, Spirit City: Lofi Sessions oferuje kilka narzędzi pomocnych przy załatwianiu różnych spraw w życiu codziennym. Większości osób najbardziej przydadzą się z pewnością dwa: lista rzeczy do wykonania (tzw. to-do list) oraz zegar oparty na technice Pomodoro. Oba możemy na różne sposoby dostosować do własnych potrzeb. Korzystanie z nich jest bardzo intuicyjne i nie powinno sprawić nikomu większego problemu.

Listę da się podzielić na kategorie, ustawić termin, do którego dane zadanie ma być wykonane, zmienić kolejność poszczególnych punktów. Timer z kolei wygląda dokładnie tak, jak inne bazujące na technice Pomodoro. Dla osób, które nie wiedzą, metoda bazuje na podziale pracy na tzw. sesje, przedzielone krótkimi przerwami.

W ramach minutnika Pomodoro dostępnego w grze możemy więc dopasować liczbę sesji i przerw (maksymalnie mogą być po cztery), a także długość ich trwania. Dla osób chcących zmierzyć czas bez tej techniki jest też zwyczajny minutnik i stoper.

Innymi przydatnymi narzędziami są też dziennik i lista do odhaczania nawyków. Ten pierwszy pozwala nam spisać swoje przemyślenia, myśli, troski, cokolwiek, drugi zaś – śledzić codzienne postępy w jakimś hobby czy innej, tak naprawdę dowolnej czynności.

Złap je wszystkie!

Dużo motywacji do wracania do Spirit City: Lofi Sessions dają bez wątpienia tytułowe duszki do zebrania. Od początku gry do naszej dyspozycji jest Spiritdex, zawierający wszystkie stworki. Dostęp do nich otrzymujemy stopniowo, przy zdobywaniu kolejnych poziomów doświadczenia. Jednak samo levelowanie nie daje nam od razu stworków, a jedynie… możliwość ich zdobycia i małą podpowiedź, jak to zrobić.

Kiedy awansujemy, możemy zajrzeć do Spiritdexu i rzucić okiem na podpowiedź dotyczącą danego duszka. Każdy z nich reaguje bowiem na inną porę dnia, odgłosy w tle czy aktywności wykonywane przez naszego awatara. Czasem musimy nocą wyglądać przez okno, innym razem pisać przy biurku. Zajmuje to również określony czas, więc z niektórymi uparciuchami trzeba uzbroić się w nieco cierpliwości.

Każdy duszek jest wyjątkowy, ma kilka skórek do zakupienia (za walutę w grze) i różnie się zachowuje w zależności od tego, co robi nasza postać. Przyznam, że nieraz ciężko mi się zdecydować, z którym małym kompanem spędzić czas danego dnia.

A może by tak zmienić otoczenie?

Choć premiera pełnej wersji dawno za nami, Mooncube Games regularnie wypuszcza zarówno aktualizacje, jak i pełnoprawne DLC. Z tych drugich jak na razie mamy dwa: Cozy Kitchen i All Aboard. Pierwotnie do dyspozycji był tylko nasz przytulny pokój, jednak dzięki tym dodatkom możemy dodać nieco różnorodności: kolejno kuchnię i pociąg.

Pierwszego dodatku jeszcze nie kupiłam, ale drugi z całego serca polecam. Jeśli tak jak ja uwielbiacie jeździć pociągami, od razu pokochacie tę atmosferę i możliwości dostosowania otoczenia pod siebie. Czeka na Was dużo różnorodnych krajobrazów. Wolicie wieś, miasto, zamek w chmurach, a może głębiny oceanu? Do wyboru, do koloru.

Naturalnie, wraz z nowymi lokacjami pojawią się też nowe stworki do złapania. Są dopasowane tematycznie i, podobnie jak w podstawowej wersji, przeurocze. W ramach DLC znajdziemy zarówno zupełnie unikatowe duszki, jak i nowe warianty tych dobrze nam znanych. Polecam najpierw samemu pokombinować z porą dnia, pogodą i otoczeniem, zanim sięgniecie po podpowiedzi, tym bardziej, że w ramach rozszerzeń nie dostaniemy dodatkowych osiągnięć na Steamie. Nie ma się więc co spieszyć.

Produktywny chill – finalne wrażenia z gry Spirit City: Lofi Sessions

Chyba nikogo nie zdziwi, jeśli powiem, że ta produkcja nie jest dla każdego. Osoby oczekujące od gier adrenaliny i wciąż rosnącego wyzwania raczej nie znajdą tu nic dla siebie. No i trudno się dziwić, bo w końcu celem Spirit City: Lofi Sessions jest coś zupełnie innego.

To produkcja nastawiona na pomaganie graczkom i graczom w codziennych sprawunkach. Albo nawet na zwykły odpoczynek i przerwę w naszych zabieganych życiach. Tworzymy sobie własną, bezpieczną przestrzeń, i możemy do niej wrócić kiedy tylko zechcemy. Niezależnie od tego, czy się uczymy, sprzątamy, wykonujemy jakieś robótki ręczne – widok naszego awatara robiącego to samo (albo coś zupełnie innego) daje zaskakująco dużo radości… może nawet jakoś z nim raźniej?

Dla fanek i fanów gier cozy to z kolei moim zdaniem pozycja obowiązkowa. Tym bardziej, że wersja podstawowa kosztuje niecałe 43 złotych. Jak na to, co oferuje, to wręcz śmiesznie mało. A zatem jeśli szukacie czegoś, co umili Wam codzienność i wprowadzi do niej nieco growej magii, odpalajcie Spirit City: Lofi Sessions, stwórzcie swój własny kącik i bierzcie się za łapanie uroczych towarzyszy! Albo po prostu odpalcie playlistę i się zrelaksujcie. W końcu to Wy tworzycie zasady. A jeśli szukacie innych produkcji cozy, sprawdźcie świeżutką recenzję Camper Van: Make it Home.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top
Verified by MonsterInsights