Spotkajmy się w Południowym Parku. South Park: The Fractured but Whole – recenzja gry

obrazek z gry South Park: The Fractured But Whole, widać na niej postać lecącą na żółto-czerwonym latawcu, w tle miasteczko nocą, na drugim planie wybuchy i czarny dym

Jeżeli macie dość politycznej poprawności wyskakującej z lodówki, irytuje Was tworzenie dzieła po to, by zadowolić każdą istniejącą grupę społeczną, znaleźliście odskocznię. 

W dobie wszechobecnej poprawności politycznej i przeprosin za najmniejsze uchybienia pojawia się kolejna gra z serii South Park, która dokładnie tak jak serial nie bierze jeńców. Co więcej, jej urok tkwi nie tylko w charakterystycznym dla serialu kruczoczarnym humorze, ale również w rozgrywce o wysokiej jakości.

Czy było na co czekać?

Najstarsze gry z uniwersum South Parku pojawiły się już w latach 90. Czas mijał, a serial nadal ma się świetnie, doprowadzając widzów do łez, odpowiednio ze śmiechu i żalu – kilka pozwów przewinęło się przez amerykańskie sądy. Historia grupy chłopców ze stanu Kolorado wydawała się wdzięcznym tematem dla wirtualnej rozrywki. Choć w starszych grach nieraz można się było wcielić w którąś z postaci znaną z serii, dużo ciekawsze było dołączenie do miasteczka jako ktoś zupełnie inny. Taką okazję otrzymaliśmy w ciepło przyjętym Kijku prawdy. Wówczas lejmotywem (powtarzającym się motywem przewodnim) rozgrywki było szeroko pojęte fantasy. Gracze po takim powiewie świeżości z utęsknieniem czekali na kontynuację. W The Fractured but Whole skorzystano z nieco innej koncepcji, równie dobrej – świata bohaterów i popkultury

W końcu śmieszny Marvel

Po trzech latach od wydania poprzedniczki ponownie przyjdzie nam wcielić się w nowego mieszkańca tytułowego miasteczka. Nasz protagonista wprowadza się do South Parku i trafia na Cartmana, znanego bardziej jako Szop, oraz jego ekipę, która to tym razem przejmuje role superbohaterów. Jak nietrudno się domyślić, docelowo również i Nowy – grywalna postać – będzie podejmował działania i interakcje, mające zwiększać jego moc i zbliżyć do pozycji bożyszcza tłumów. 

Sława i chwała nie są wartościami samymi w sobie, gdyż w tle pojawia się odszukiwanie kotów, reakcja na schizmę w ekipie Szopa, czy zdobycie pokaźnej sumy pieniędzy, czego nie mogliby się podjąć zwykli śmiertelnicy. Do dyspozycji dostajemy całe miasto, które stopniowo eksplorujemy, wykonując misje główne i poboczne, których jest całkiem sporo. Całość zbudowana jest jako RPG, więc za wykonywane zadania otrzymujemy punkty doświadczenia i zyskujemy coraz to nowe zdolności.

Podobnie jak w poprzedniczce, w końcu przyjdzie nam zmierzyć się z głównym nemezis, Profesorem Chaosem, czyli znanym i lubianym, nieco gapowatym Buttersem. W drodze do ostatniej walki czekają nas potyczki z kosmitami, duchownymi, alkoholikami czy prostytutkami, o rówieśnikach nawet nie ma co wspominać. Chyba tylko pracownicy Ubisoftu przy pomocy Parkera i Stone’a, twórców uniwersum, byli w stanie znaleźć wspólny mianownik między tymi wszystkimi elementami. 

W kupie siła!

Tym, o czym na początku warto wspomnieć, jest żywotność tytułu. Jak sami się przekonacie, przejście głównej fabuły, dodając do tego przyspieszanie cutscenek, nie zajmie nam wiele czasu. Niestety, najważniejszy wątek ma także charakter mocno liniowy. Każdy podchodzi do tego indywidualnie, jednak dla mnie była to spora wada. Dopiero patrząc szerzej i sięgając po pełną ofertę twórców, możemy głębiej rozsiąść się w fotelach. 

Warto podkreślić, że w produkcji Ubisoftu nie samym superbohaterstwem żyje człowiek. Pobocznych aktywności, nie tylko misji, jest cała masa. Począwszy od zwykłego szabru, czyli przeszukiwania domostw odwiedzanych osób, niczym w amerykańskich horrorach klasy B, przez zbieranie plakatów yaoi, po korzystanie z toalet. To ostatnie nie świadczy o tym, że gra zmieniła się w survival lub coś na wzór tamagotchi. Wchodząc do ubikacji możemy zagrać w mini grę, służącą temu, by z niej skorzystać. Wymaga to pewnej zręczności, za co otrzymamy odpowiednią ilość doświadczenia. Co więcej, każda toaleta ma swoją indywidualną specyfikę, dlatego czasem trzeba będzie się nieźle napocić, by pomóc bohaterowi.

Porzucona samotna torba skrywa mniej lub bardziej przydatne przedmioty. Elementy garderoby wpływają wydatnie na nasze statystyki, a także na stylówki Nowego. Standardowo nie zabraknie nietypowych strojów, rodem z poprzedniczki. Nie muszę wspominać, że zarost u kilkunastolatka nikogo nie szokuje, podobnie jak stanik noszony na głowie. Bez względu na to, jak wystroimy Nowego, jego podobizna pojawiać się będzie na scenkach przerywnikowych, co zawsze odbierałam na plus. Skoro dostajemy możliwość customizacji, powinna być opcja korzystania z niej po całości.

Choć każdy superbohater ma swoją moc, trudno nie wspomnieć o legendarnej sile przyjaźni. Protagonista, chodząc po South Parku, będzie miał okazję zdobywać obserwujących na tamtejszym Instagramie. Niektórzy mieszkańcy bez problemu zrobią sobie z nami selfie, inni zdecydują się na to, gdy spełnimy określone warunki, co przypomina lekko randkowanie w Fable III. Walk też nie będziemy toczyć wyłącznie w pojedynkę. Mogą nas wspomóc między innymi Człowiek Latawiec, czy Super Craig, co zwiększy nasze szanse na zwycięstwo. Jak nietrudno zauważyć, imiona naszych pobratymców również są mocno inspirowane tymi, które znamy z kart komiksów Marvela lub DC.

Mortal Kombat!

Jak to często w RPG-ach bywa, przemoc jest najlepszym rozwiązaniem. Co więcej, prezentowane w grze starcia siłowe są niezwykle satysfakcjonujące. Mając do czynienia z poprzedniczką, zdecydowanie optuję za systemem walki, który wprowadza The Fractured but Whole. Otrzymujemy więcej ciekawych ataków, co dotyczy głównie towarzyszy, możemy rozwijać głównego bohatera w kilku różnych kierunkach pod względem klasy, do tego ataki specjalne naprawdę robią wrażenie. Podobnie i tutaj system walki jest turowy, plansza przejrzysta i nawet bez samouczka da się intuicyjnie zrozumieć, w jaki sposób naparzać się z wrogiem. Najczęściej po prostu do niego podchodzimy lub korzystamy z ataku obszarowego. Wiele spośród nich wywołuje konkretne statusy, które pomagają nam szybciej wykończyć delikwenta. Nasze ciosy podstawowe także wpływają na przeciwników, co widzimy nie tylko po ich HP, ale także po twarzach i broczącej krwi. Nie obędzie się także bez korzystania z wydzielin w celu pozbycia się wroga. Wszystkie chwyty dozwolone!

Wśród masy przedmiotów poukrywanych w mieście, trafimy nie tylko na jedzenie czy inne mikstury wspomagające nas w walce, ale też na to, co pomoże nam rozwijać umiejętności i konkretne zdolności. Kolejne poziomy bohatera pozwolą na korzystanie z coraz to bardziej zaawansowanych artefaktów, dających nam określoną zdolność. Możemy je znaleźć, ale też samemu wytworzyć, mając ku temu odpowiednie składniki. Co ważne, korzystając ze wspomnianych ulepszeń, musimy pamiętać o zasadzie „coś za coś”. Pewne statystyki ulegną poprawie, za to inne nam spadną. Warto zatem od początku szukać własnego stylu, by wiedzieć, w co pakować jakiekolwiek dopałki. 

Pełnia doznań

Historia w South Parku została skonstruowana w taki sposób, że nawet nie mając styczności z uniwersum serialu będziecie się dobrze bawić. Jednakże, z pewnością to właśnie fani oryginalnej kreskówki będą czerpać z niej najwięcej satysfakcji. Masa nawiązań do poszczególnych epizodów, pewne gagi znane wyłącznie widzom, puszczanie oka do gracza. Sama już od wielu lat nie miałam styczności z serialem, a mimo to poszczególne sceny przypominały mi, co sprawiało, że siedziałam z nim do późna, przysypiając potem w liceum.

Moją ulubioną postacią w kreskówce był otyły Cartman. Cieszę się, że stał się wiodącą postacią, a twórcy w pełni oddali jego charakter. Jest egoistą, rasistą, oportunistą – a to dopiero część jego zalet. W grze pojawiają się także postaci epizodyczne i większości z nich przypisano choćby niewielkie zadanie albo możliwość dołączenia ich do obserwatorów. Granica absurdu została przesunięta do maksimum, co jeszcze bardziej zachęca do badania wszelkich niuansów. 

Przełamywanie barier… dobrego smaku – finalne wrażenia z South Park: The Fractured but Whole

Ileż to razy jakiś produkt promowano właśnie dzięki przekraczaniu pewnych granic, nawet i dobrego smaku. Gra niewiele oferowała, ale pojawiała się w niej nagość lub skrajna przemoc, co nadawało tytułowi rozgłos (jak na przykład w recenzowanym przez nas Succubus). Zupełnie inaczej przedstawia się to w omawianej produkcji. Mamy tu całą masę satyry, bez żadnego tabu. Księża pedofile, ustalanie poziomu trudności gry na bazie koloru skóry bohatera, zbieranie gejowskich plakatów, uprawianie lap dance, przywoływanie Mojżesza. Przykłady można mnożyć, ale z pewnością już dzięki tym kilku zrozumiecie, z czym mamy do czynienia. 

Co ważne, nie ma tu żadnych świętych krów i tak naprawdę wyśmiane zostaje wszystko, co tylko może. Równocześnie jednak to bardzo dobra gra, która nie potrzebuje dodatkowego rozgłosu. Fabuła z lekka pretekstowa, ale pełna tego, co South Park ma najlepsze – humoru. Na plus zaliczam wszelkie próby przełamywania czwartej ściany. Doświadczymy tego już na początku rozgrywki, mając możliwość przewinięcia scenki, czego ostatecznie nie możemy zrobić, gdyż przy każdej próbie Cartman nam to odradza. Do tego należy dodać przedmioty kompletnie nieużytkowe. To druga gra, obok serii The Sims, w której czytam dokładne opisy wszystkiego, czym dysponuję. Trofea pełnią funkcję motywatora, ponieważ zachęcają do maksowania wszystkiego, a nie wykonywania nieco absurdalnych czynności. Zresztą, nawet i bez nich z chęcią przemierzycie miasteczko, by poznać każdy jego zakamarek. 

Dla każdego fana uniwersum South Parku jest to pozycja obowiązkowa. Jeśli ktoś ma kijek (prawdy) w pewnej części ciała i nie umie złapać dystansu, lepiej niech zrezygnuje. Oczywiście sporo tu także slapsticku, wszelkiej maści wydzielin i żartów o charakterze seksualnym, które jednak mogą momentami wprawiać w zażenowanie, ale to kolejny South Park, który pozwoli nam walczyć ramię w ramię z Cartmanem, Kylem czy Stanem. Wciąga na długie godziny i wzbudza uśmiech przy wspomnieniach. Pady w dłoń, kabany!

Screeny pochodzą ze strony gry na platformie Steam .

 

Scroll to Top