Długo zbierałem się do nadrobienia tego tytułu. Trochę przez inne zaległości, ale głównie ze względu na wspomnienie o tym, jak boleśnie odbiłem się od oryginału. Podobno historia lubi się powtarzać, ale ta recenzja System Shock Remake udowodni Wam, że nie zawsze.
Jeżeli kiedykolwiek widzieliście słynnego Terminatora, to wiecie, że ze sztuczną inteligencją nie ma żartów. W kontekście ostatnich lat trudno ocenić, czy to bardziej ciekawe czy niepokojące, jak istotną rolę SI zaczęła odgrywać w otaczającym nas świecie. Zjawiska, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu futurystom się nie śniły, dziś stanowią integralną część naszej rzeczywistości. Co by było, gdyby taki system faktycznie zyskał świadomość i uznał ludzkość za zagrożenie? Oprócz Jamesa Camerona podobne pytanie zadał sobie kiedyś Warren Spector. Jego wizja zelektryzowała graczy, bo gdy świat oszalał na punkcie Doom, dzieło Spectora obrało kompletnie inny azymut. Po mocno wyboistym procesie produkcji, w 2023 roku ukazała się kompletnie odświeżona wersja tego klasyka. Rzecz warta uwagi? A może zwykłe pudrowanie trupa? Na to pytanie odpowie Wam niniejsza recenzja System Shock Remake.

Pamiętasz Cytadelę?
Gdy po spojrzeniu na dowolny obraz z gry stwierdzicie, że to kolejny generyczny FPS, to nie mogliście się bardziej pomylić. System Shock Remake jest tytułem stawiającym przede wszystkim na rozbudowaną fabułę, którą prezentuje nam w zróżnicowany sposób. Przygoda rozpoczyna się w chwili, gdy po nieudanym ataku hakerskim na korporację TriOptimum niejaki Edward Diego składa nam wyjątkowo lukratywną propozycję. Naszym zadaniem jest zhakowanie SHODAN, systemu sztucznej inteligencji, który obsługuje stację górniczą Cytadela. W zamian za wykonaną pracę zostaniemy wynagrodzeni cybernetycznymi wszczepami oraz wyczyszczeniem akt.
Mija pół roku od realizacji zlecenia. Wybudzeni z kriogenicznego snu szybko odkrywamy, że sytuacja wymknęła się spod kontroli. Uwolniona od protokołów etycznych SHODAN zyskuje samoświadomość i atakuje personel Cytadeli. Jej świętą misją staje się likwidacja rodzaju ludzkiego, który uznaje za plugawy gatunek. Na pewno już Wam świta w głowach, komu przyjdzie ogarnąć ten cały ambaras. Ale czy żałosny ludzki insekt może się mierzyć z geniuszem nieśmiertelnej bogini-maszyny? O tym przekonamy się na własnej skórze.

Pierwszy System Shock cechował się bardzo oryginalną, jak na swoje czasy, formą narracji. Poza wydarzeniami, które poznajemy w normalnym toku rozgrywki, spora część fabuły jest dobrze ukryta. Kolejne wątki odkrywamy dzięki licznym zapiskom i nagraniom głosowym, które znajdujemy w rozmaitych zakątkach Cytadeli. Zdobyte nagrania znakomicie podkreślają dramatyzm całej sytuacji. Z głosów oraz słów ich autorów często bije desperacja i strach podsycane przez świadomość okrutnego losu, jaki ich czeka. Gra również bardzo chętnie opowiada nam strzępki tej historii poprzez scenografię. Przeczesując mroczne zakamarki stacji, raz za razem odkrywamy świadectwa koszmaru, którego doświadczyła załoga. To bardzo interesujące, jak silnie z badaniem otoczenia powiązane są wszystkie inne najważniejsze aspekty rozgrywki.
Przetrząśnij każdy kąt
Eksploracja to nie tylko progres w samej grze, ale również nagrody w postaci kolejnych wątków fabularnych oraz cennych zasobów. Podręczna mapa jest naszą najlepszą przyjaciółką w tej niebezpiecznej podróży. Dzięki niej możemy oczywiście określić obecne położenie, ale to nie wszystko. Daje ona również pewien pogląd na to, gdzie trzeba będzie udać się w przyszłości. Bo widzicie, System Shock Remake to gra, która ani przez chwilę nie prowadzi gracza za rękę. Od pierwszych chwil zabawy jesteśmy zdani jedynie na własne siły i spryt. Przelatując przez lokacje po łebkach, szybko zderzycie się ze ścianą. Dosłownie i w przenośni.

Ta gra wymaga bardzo metodycznego i uważnego podejścia. Każde pomieszczenie trzeba dokładnie przeszukać, ponieważ może skrywać niezbędne do dalszej drogi przedmioty lub informacje. Jeżeli przegapicie jakiś istotny element, to na pewno utkwicie w martwym punkcie. A o to wcale nie trudno. Poszczególne poziomy Cytadeli mają niemalże labiryntową konstrukcję. Do niektórych sekcji nie zawsze mamy dostęp od razu. Aby móc je odwiedzić, z reguły trzeba wykonać jakieś pomniejsze zadania. Gra jest warta świeczki, ponieważ każdy taki wysiłek jest nagradzany. Za zamkniętymi drzwiami i w sprytnie zabunkrowanych skrytkach znajdziemy m.in. cenną amunicję, przedmioty leczące albo lepszy ekwipunek.
Najbardziej pożądanymi znaleziskami są karty dostępu, kody do zamków cyfrowych lub terminale cyberprzestrzeni. Te ostatnie pozwalają nam zanurkować w wewnętrznej sieci Cytadeli, aby odblokować jakieś przejście lub osłabić SHODAN. Przeczesywanie cyberprzestrzeni przypomina strzelanki w stylu Descent. Oprawa tych sekwencji przywodzi na myśl wizuale rodem z klasyków SF, jak Tron lub Kosiarz umysłów. Od czasu do czasu natkniemy się też na ciekawe zagadki logiczne w postaci kilku minigier.

Swąd przepalonych zwojów
Na pewnym etapie zabawy zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo rozleniwiły nas współczesne gry. Brak jakichkolwiek znaczników, a nawet dziennika zadań, szybko daje o sobie znać. System Shock Remake to tytuł, który zmusił mnie do sięgnięcia po długopis i notes. Niestety moje notatki okazały się zbyt chaotyczne, aby w pełni uchronić mnie przed zastojem. To jest moment, w którym muszę wytoczyć najcięższy zarzut przeciwko grze – jest bardzo nieprzystępna. Przemożna chęć ukończenia tego tytułu była jedynym powodem, dla którego nie porzuciłem go w diabły. No dobra, rewelacyjna atmosfera też zrobiła swoje.
System Shock Remake wymaga od nas zapamiętania wręcz horrendalnej ilości informacji. Zdobyta wiedza nierzadko znajduje zastosowanie dopiero kilka godzin później. Przy tym, jak wieloetapowe są niektóre zadania, naprawdę łatwo zapomnieć o pewnych rzeczach. Tutaj z pomocą przychodzą własne notatki. Och, nie prowadziliście ich? No to macie kłopot. Wówczas pozostaje żmudne przekopywanie archiwum znalezionych zapisków i nagrań, aby zdobyć poszlaki. Problem w tym, że jeżeli przeoczyliście jakąś istotną informację, to możecie utknąć na dobre. Jeszcze inny przykład. Wystarczy, że musieliście odejść od gry, ponieważ macie obowiązki związane z życiem. Wracacie dwa dni później i lipa. Konia z rzędem temu, kto będzie dokładnie pamiętał, co udało się domknąć, a co jest w trakcie realizacji.

Naprawdę, nie oczekuję markerów, które pokażą mi wszystko, jak przysłowiowemu cielęciu na obejściu. Ale dziennik zadań, który dawałby ogólny pogląd na sytuację, byłby naprawdę mile widziany. Szczerze mówiąc nie rozumiem tej decyzji twórców. System Shock Remake i tak zostało zbudowane od podstaw, kompletnie zmieniając mechaniki rozgrywki na współczesne. Mało tego! Grę wzbogacono o elementy jawnie zapożyczone z System Shock 2. Dlaczego zatem przy tym wszystkim nie zdecydowano się na wprowadzenie dziennika? Żeby udobruchać purystów, to mógłby on być rzeczą opcjonalną do uruchomienia w ustawieniach gry. Zupełnie jak system podpowiedzi w remasterze Turok 2: Seeds of Evil.
Ciało i stal
Wielka szkoda, ponieważ mur z którym zderzą się mniej zdeterminowani gracze sprawi, że szybko odbiją się od tej produkcji. Do stracenia jest sporo, gdyż atmosfera towarzysząca rozgrywce jest świetna. Gatunkowy mariaż pomiędzy cyberpunkiem i horrorem nie jest często spotykaną rzeczą. Groza nie wynika tutaj jednak z tanich chwytów w stylu trupów wypadających z szafy. To bardziej świadomość bycia uwięzionym z bandą biomechanicznych koszmarów w metalowej puszce zawieszonej gdzieś w bezkresie kosmosu. Droga do ocalenia jest wyboista i trzeba będzie ją sobie utorować siłą.

Chociaż walka nie stanowi aż tak istotnego elementu rozgrywki jak eksploracja, to warto poświęcić jej kilka zdań. W toku przygody natkniemy się na całkiem osobliwą menażerię. Sługi SHODAN przybierają rozmaite kształty i rozmiary. Niezależnie od aparycji, wszystkie łączy wspólna cecha – zabójcza skuteczność. Nawet najsłabsi wrogowie stanowią realny problem, gdy ich zlekceważymy. Im dalej w las, tym groźniejszych nieprzyjaciół spotykamy. Groteskowe mutanty, cyborgi czy roboty bojowe to tylko niektóre z upiornych dzieci SHODAN, które dybią na nasze życie. Zagrożenie z ich strony możemy redukować poprzez niszczenie systemów bezpieczeństwa (np. kamer) na poszczególnych pokładach. Gdy poziom ochrony spadnie w okolice zera, wrogowie przestaną nas nękać.
Walka ogólnie jest przyjemna, ale nie bez zastrzeżeń. Strzelanie przypadło mi do gustu. Większość spluw ma dobrego kopa, można je modyfikować, a nawet używają kilku rodzajów amunicji. Korzystanie z broni białej sprawia z kolei wrażenie niedopracowanego. Ciosom brakuje tego ciężaru, który dawałby poczucie siły, z jaką są zadawane. Jeżeli konfrontacja nie należy do waszych ulubionych zajęć, to nic nie szkodzi. Dzięki bardzo elastycznym ustawieniom poziomu trudności możemy ją ograniczyć do minimum. Podobnie rzecz ma się z zagadkami oraz segmentami w cyberprzestrzeni. To rozwiązanie pozwala na swój sposób spersonalizować zabawę tak, żeby bardziej odpowiadała naszym upodobaniom.

Decyzje, decyzje…
Do obrony przed wszelkimi maszkarami wykorzystamy bogaty arsenał. Obok konwencjonalnej broni palnej znajdziemy też bardziej futurystyczne wynalazki, jak karabin plazmowy lub działo energetyczne. Tutaj ponownie powraca kwestia eksploracji. Żeby zdobyć naprawdę dobre wyposażenie, trzeba się trochę wysilić, żeby je znaleźć. Przez spory wycinek gry borykałem się też ze skromnymi zapasami amunicji i medykamentów. Jest w tym jakiś aspekt survivalowy, bo zarządzanie zasobami ma spore znaczenie. Tym bardziej że miejsce w podręcznym ekwipunku jest mocno ograniczone. Nie ma zatem mowy o taszczeniu ze sobą całej zbrojowni i kompletu amunicji do niej. To duży plus, ponieważ dobry horror powinien umiejętnie podkopywać nasze poczucie bezpieczeństwa. Pod tym względem System Shock Remake budzi słuszne skojarzenia z serią Resident Evil.
Lekarstwa i naboje to jedno, ale równie ważna jest bateria zasilająca nasze implanty. Każda z sześciu modyfikacji pełni inną funkcję, jak np. ochrona przed obrażeniami lub szkodliwym promieniowaniem. Stan baterii możemy uzupełniać dzięki znalezionym ogniwom i w specjalnych ładowarkach rozsianych po Cytadeli. Zapasowe ładunki są bardzo przydatne, ale jak wszystko inne, zajmują cenne sloty. Ekran ekwipunku to drugi obok mapy, w którym spędzimy najwięcej czasu. Sama siatka została zapożyczona z System Shock 2 i podobnie jak w sequelu, można ją rozbudować dzięki sprytnie poukrywanym modyfikacjom. Przydatny sprzęt, na który akurat nie mamy miejsca, możemy umieścić np. w małej windzie towarowej.

Tutaj ponownie pojawia się mały zgrzyt. Opcja automatycznego porządkowania w zasobniku byłaby bardzo przydatna. Niestety takowej nie ma i wszystko musimy układać sami. Na dalszych etapach rozgrywki, gdy dysponujemy sporą liczbą przedmiotów, robi się to frustrujące. Gra niepotrzebnie traci nasz czas na żmudne przekładanie gratów. Jest to problematyczne o tyle, że podczas grzebania w ekwipunku akcja nie staje w miejscu. Bałaganiarze przeżyją ciężkie chwile w pomieszczeniach skażonych promieniowaniem lub gdy zostaną zaatakowani znienacka.
Lepsze nie zawsze wrogiem dobrego
Wspominałem już, że System Shock Remake to tytuł gruntownie przebudowany względem oryginału. Gra została mocno uwspółcześniona na wielu płaszczyznach. Począwszy od sterowania, przez interfejs, nowe ficzery, a na projektach lokacji i oprawie audiowizualnej kończąc. Nie ma sensu nawet udawać, że którakolwiek z tych zmian nie wyszła grze na dobre. Pierwowzór cechował się bardzo siermiężnym modelem rozgrywki i interfejsem, który nawet jak na standardy 1994 roku był przytłaczający.

Układ lokacji pozostał niemalże w niezmienionej formie. Ich wystrój to już inna rozmowa, bo na tym polu twórcy spisali się na medal. Ascetyczne wnętrza zostały zastąpione przez kipiące od detali miejscówki. Na stołach, półkach i szafkach walają się przeróżne bibeloty, które możemy podnieść i przerobić na złom. Przetworzone graty da się spieniężyć w specjalnych punktach, zaś za zdobytą gotówkę nabywamy cenne fanty. To jeden z kilku pomysłów zaczerpniętych ze znakomitego System Shock 2. Gruntowny lifting wyszedł na dobre przede wszystkim etapom rozgrywanym w cyberprzestrzeni, które teraz są czytelniejsze.
Pierwotnie projekt był budowany na silniku Unity i celował w bardziej realistyczne wizualia. Przesiadka na Unreal Engine zaowocowała radykalną zmianą w kierunku artystycznym. Grafika jest stylizowana i stanowi wypadkową pomiędzy czymś realistycznym a nieco komiksowym klimatem. Celowo rozpikselowane tekstury zgrabnie nawiązują do estetyki oryginału. Pomimo dosyć ponurej atmosfery gra nie boi się pastelowych kolorów. Ciemne zakamarki Cytadeli rozświetlają neonowe lampy, ekrany komputerów i pulsujące intensywną czerwienią pola siłowe. Wspominana już kilkukrotnie cyberprzestrzeń to z kolei niemalże kwasowe doświadczenie.

Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał w kilku słowach o muzyce. Borze zielony, jaka ona piękna! Żywiołowe i mocno industrialne brzmienia z pierwowzoru zastąpiono łagodniejszymi kompozycjami. Nadal dużo tu elektroniki i syntetycznych dźwięków, ale ich brzmienie lepiej podkreśla poczucie dojmującej izolacji. Odpowiedzialny za ścieżkę muzyczną Jonathan Peros wykonał tutaj naprawdę wspaniałą pracę. Utworu, który towarzyszy nam na poziomie medycznym mogę słuchać bez końca.
Spójrz na siebie hakerze. System Shock Remake – finalne wrażenia z gry
Jak to w końcu jest z tym remakiem System Shocka? Zwyczajne zawracanie głowy, a może warto po niego sięgnąć? Nie ma sensu owijać w bawełnę, dlatego powiem to wprost – ta gra nie jest dla każdego. Dzieło Nightdive Studios niesie ze sobą sporo dobroci, jak ciekawa fabuła, świetny klimat, solidny gameplay i ładna oprawa audiowizualna. Niestety, żeby móc się nimi cieszyć, trzeba być gotowym na zderzenie z twardym murem niekoniecznie najlepszych decyzji projektowych. Nieszczególnie trafiają do mnie argumenty, które ich bronią, bo „kiedyś tak było”.

System Shock Remake to produkcja współczesna, która jedynie symuluje bycie czymś retro. Trudno nie odnieść wrażenia, że jej twórcy stanęli w rozkroku, nie chcąc pójść zdecydowanie w kierunku kompletnej modernizacji. Ten brak konsekwencji zaowocował grą, która zmieniła na lepsze wiele przestarzałych elementów. Jednocześnie pozostawia też bez zmian najbardziej przykrą cechę pierwowzoru. Chociaż ta recenzja nie jest beczką miodu, to mimo wszystko zachęcam Was do wypróbowania System Shock Remake. To tytuł, który wynagradza za cierpliwość, metodyczność i spostrzegawczość. Jeżeli jednak wolicie bardziej dynamiczne i przystępne doświadczenia, to darujcie sobie, bo znajdziecie tutaj jedynie frustrację.

