Niezwykle ciekawa koncepcja na grę podana po polsku. W tej recenzji opowiem Wam, jak sobie radzi The Alters.
Od pierwszego zwiastuna, od pierwszego dema byłam bardzo podekscytowana i czekałam na premierę, aby wreszcie móc sobie poalterować. Miks survivala z zarządzaniem bazą kosmiczną, doprawiony mocną historią o klonowaniu, człowieczeństwie i własnych decyzjach – to brzmiało pięknie. W końcu się doczekałam i produkcja 11 bit studios na początku siadła mi niezmiernie, ale po kilku godzinach… No właśnie, lekko zaczęła nudzić. Nie powiedziałabym oczywiście, że The Alters jest nieciekawe, ale mój entuzjazm związany z pisaniem tej recenzji szybko opadł. Dlaczego mam tak ambiwalentne uczucia względem przygód Janów? Zaraz się tego dowiecie.
Samotny rozbitek
Historia rozpoczyna się po katastrofie statku kosmicznego, którym podróżował nasz bohater Jan Dolski. Okazuje się, że cała jego ekipa zginęła podczas lądowania na tajemniczej planecie, a on musi ogarnąć ten bajzel, jakim jest prowadzenie samodzielnie bazy i przetrwanie. Szybko ogarnia, że sam nie jest fizycznie w stanie tego dokonać, a ewentualna pomoc od korporacji, dla której pracuje, to nie wiadomo kiedy przybędzie i radź sobie sam.
Szczęście w nieszczęściu Jan odkrywa podejrzaną substancję – rapidium, które już dużo bardziej interesuje Ally Corp. Okazuje się, że można dzięki niej klonować, a wraz z pomocą komputera kwantowego w bazie nawet nieco edytować te klony, by miały inne umiejętności.

Niby taki sam, a inny
Podczas klonowania dokonujemy branchingu, czyli z naszej osi czasu wspomnień wybieramy takie o dużym wpływie – wydarzenie, które przesądziło o naszym dalszym życiu. Na tej podstawie tworzy się inna wersja Jana, która w odpowiednim momencie zdecydowała inaczej i przeżyła od tamtej pory całkiem inne życie. Chociaż czy aby na pewno?
Przykładowo Jan nie postawił się nigdy swojemu ojcu-alkoholikowi, tylko uciekł na studia i stracił kontakt z matką. Jego alternatywna wersja wyrzuciła ojca z domu i została przy matce, co wpłynęło na jego brak wyższej edukacji, przez co zaczął się szkolić na mechanika. Albo Jan po studiach nie poszedł na doktorat, ale jego alter, który podjął inną decyzję, to zrobił i stał się niezwykle ważnym i mądrym naukowcem.
Rzecz w tym, że umiejętności, których główny bohater nie ma, są uzupełniane przez jego alterów. Jan Naukowiec prowadzi badania nad technologią, Jan Terapeuta wspiera psychicznie innych alterów, Jan Technik jest w stanie naprawiać bazę, a Jan Botanik uprawia rośliny.

Niekonieczni
Koncepcja na to wszystko brzmi genialnie, ale w rozgrywce działa to nieco inaczej. Wszyscy alterzy (oraz my) mogą wykonywać tę samą robotę (z wyjątkiem laboratorium), co najwyżej będą to robić nieco gorzej lub mniej efektywnie. Fabuła czasami wymaga jakiejś konkretnej postaci do wykonania zadania, ale na co dzień nie jest to konieczne. I rozumiem tę decyzję, bo częściej jednak będziemy wysyłać Jana Doktora i Jana Terapeutę do wydobywania surowców w kopalniach niż potrzebować ich do wspierania pacjentów.
Postacie zdają się też rozpisane nierówno – te, których wymaga rozgrywka (bo możemy wybierać, których alterów stworzymy, a których nie), mają zauważalnie więcej dialogów i częściej się wypowiadają na forum.

Prowadź tę wielką oponę
Nasza baza wygląda jak gigantyczna opona, w środku której znajdują się moduły różnych pomieszczeń. Sami ją rozbudowujemy poprzez budowanie nowych pokoi i układamy w stylowe pięterka. W środku mamy to, czego każda gra o przetrwaniu wymaga – warsztat, kuchnię, szklarnię, rafinerię, sypialnie, nawet prywatny holograficzny park można mieć (alterzy i tak będą w nim siedzieć na telefonach). Aby to wszystko funkcjonowało, trzeba zbierać zapasy.
A zapasy są na nieprzyjaznej i promieniotwórczej ziemi naszej podejrzanej planety. Po prostu zwiedzamy i szukamy surowców, które możemy zbierać ręcznie albo kopać maszynami. W tym drugim wypadku musimy taki punkt wydobywczy podłączyć do bazy poprzez sieć pylonów. Dzięki temu możemy sprawnie przesyłać sobie zasoby przy użyciu niewolniczej siły roboczej naszych alternatywnych wersji.


Kiepska intryga
Już wspomniałam, że całe to zamieszanie wyniknęło z chciwości niedobrej korporacji, która potrzebuje rapidium. Co jakiś czas możemy zadzwonić na Ziemię, żeby pogadać z jedną z trzech osób – Lucasem, który nie ogarnia i ma babcię, Maxwellem, idealistą, który nam załatwia rzeczy, oraz naszą byłą, która załatwia nam rzeczy, ale inaczej. Taki oto podział.
Rzecz w tym, że te postaci są strasznie irytujące i każde połączenie z Ziemią sprawiało, że wolałam już zostać na tej kosmicznej skale z moimi alterami. Są napisani bardzo prosto, że niby mieliśmy się nie spodziewać, że są jacyś, ale czujemy to od pierwszej sekundy.
Ponadto bardzo często mamy do czynienia z deus ex machina. Trafiamy na jakąś przeszkodę, która wydaje się być najbardziej niemożliwym problemem do rozwiązania? Spoko, bo nasi ziemscy „przyjaciele” wyślą nam czarodziejski schemat na urządzenie, które nam pomoże. A może okazuje się, że dochodzi do rozerwania rzeczywistości i przenikania wymiarów i fizyka kwantowa sama się załamuje nad swoim załamaniem? Nie przejmuj się, Jan Naukowiec ogarnie to w 10 godzin. Wielokrotnie.
I te rozwiązania zawsze działają od razu. Nie ma nawet sytuacji, że ktoś się pomylił i musimy żyć z naszą kiepską intuicją. Zawsze te problemy da się jakoś rozwiązać. Po prostu stwórz se Jana Naukowca, który jest dosłownie wersją ciebie różną od Ciebie tylko o 10 lat. A mama mówiła, żebyś nie rzucał tych studiów.

Nie śpiewali Kombi
W The Alters najbardziej liczyłam na sympatyczną eksplorację mapy i kozacki rozwój relacji z alterami, a reszta to tam sobie może być średnia. Niestety trochę zawiodły mnie nasze przyjaźnie. Tak jak wspomniałam, niektóre zdają się bardziej rozpisane, inne mniej. Możemy z nimi gadać w bazie i podtrzymywać morale poprzez dbanie o nich (np. zapewniając im łóżka albo smaczne jedzenie), czasami dają jakiegoś questa, ale trochę zabrakło emocji, łez. To znaczy na początku było obiecująco, ale im dalej w las, tym nudniej.
Gdy zbudujemy świetlicę, to pojawia się opcja grania w beer ponga (i nawet jest minigierka) oraz oglądania filmów. Leci tam w tle muzyczka, ale ANI RAZU NIE POLECIAŁO BLACK AND WHITE OD KOMBI, co bardzo wpłynęło na moje morale i chęć obcowania z tą grą. Jeśli chodzi o filmy, to znajdujemy je na mapie w miejscach katastrofy naszego statku kosmicznego. To krótkie oryginalne filmy Chris & Jack, które są wybitnie żenujące, ale na IMDb mają ocenę 9.2/10, więc ewidentnie nie wiem, czym jest humor. Trafił mi się też film nagrany przez twórców gry, co było niezwykle urocze.

Wyglądasz jak mój stary w młodości
Trailery pokazywały, że gra będzie śliczna. Jest całkiem śliczna, ale ma kilka bolesnych wad, które najprawdopodobniej są spowodowane cięciem kosztów. Mnie najbardziej boli statyczna kamera podczas dialogów – nie widzimy naszego Jana Dolskiego, gdy mówi. Kamera prawie zawsze pokazuje altera albo co gorsza – ekran do gadania z Ziemią (gdzie się nawet nie wyświetlają twarze). I jeszcze pokaz slajdów podczas bardziej dynamicznych (o ironio) wydarzeń. Zamiast całej sceny wyświetla nam się kilka obrazów, które mają nam jakoś przedstawić, co się wydarzyło.
Świat i muzyka są za to świetne bez dwóch zdań. Baza też wygląda bardzo ładnie. Gdy eksplorowałam teren byłam generalnie zadowolona z widoczków, które gra dla mnie trzymała. Podoba mi się też dizajn Janów, chociaż jest trochę stereotypowy, tak dość jasno pozwala ich odróżnić. No chyba, że Jan Botanik i Jan Górnik, oni mi się czasem mylili.

Twój normalny dzień, zawsze black and white. The Alters – finalne wrażenia
Ta gra to trochę mniej niż miałam nadzieję. Szykowała się naprawdę wyjątkowa produkcja, a jest co najwyżej taka okej. Nie zżyłam się z moimi alterami, a naprawdę bardzo na to liczyłam. Ubolewam trochę nad tym, jak napisano dialogi i postacie, a była szansa na majstersztyk. Brakuje mi polskiej lokalizacji albo chociaż polskiego aktora, który mówi po angielsku jak to było w przypadku The Thaumaturge (którego recenzję pisaliśmy jakiś czas temu) na samym początku.
Obecnie nie jest też w najlepszym stanie technicznym, ponieważ srogo zawiesiła mi komputer dwa razy tuż przy zakończeniu, ale liczę, że może jakiś premierowy patch załatwi sprawę. Poza tym nie trafiłam na zbyt wiele usterek – czasem jakiś Jan znikał w nicości, żeby wrócić na następny dzień.
Tak jak mówiłam, mam dość ambiwalentne uczucia, bo niewiele po tej grze we mnie zostało. Jest w porządku, ale nie jest nazbyt wyjątkowa, a na to chyba najbardziej liczyłam.
Kluczyk z grą The Alters otrzymaliśmy od wydawcy. Dziękujemy za zaufanie.

