Kto umarł i dlaczego? To pytanie pojawia nam się cały czas w głowie, gdy gramy w ten tytuł. The Case of the Golden Idol to intrygujące spojrzenie na produkcje detektywistyczne, a ta recenzja gry wyjaśni Wam, dlaczego.
Przyznam szczerze – dawno nie grałam w grę detektywistyczną, więc podeszłam do tej produkcji z dużym zaciekawieniem. Tytuł został mi polecony, a na fali zimowej wyprzedaży Steam nie mogłam po prostu nie dać mu szansy. Czy żałuję? Nie, ale mam także pewne przemyślenia na jego temat. Mam nadzieję, że ta recenzja gry The Case of the Golden Idol przybliży Wam, o co w tym wszystkim chodzi, bo mamy tu do czynienia z niemałym zamieszaniem.
Minimalnie ręką, maksymalnie głową
Trudno w przypadku wspomnianej produkcji mówić coś o mechanice, bo sama gra jest niesamowicie prosta. Wchodzimy w daną scenę, naszym oczom ukazuje się pewna historia, a my musimy zbierać słowa. Co to znaczy? Musimy klikać w określone miejsca i w listach, dialogach, czy też innych źródłach odszukać podkreślone wyrazy. One powinny zwrócić naszą uwagę, ponieważ to właśnie będzie kluczowe do rozwiązania zagadki. The Case of the Golden Idol polega na dedukcji i łączeniu faktów, więc tak naprawdę większość rozgrywki dzieje się w naszej głowie. To, co widzimy na ekranie, nie jest zbytnio dynamiczne.

Piękno tkwi w prostocie. Mimo braku skomplikowanej mechaniki ta gra potrafi wciągnąć na godziny. Zebrane słowa służą do tego, by uzupełnić wirtualną notatkę. Zawsze musimy wypełnić luki w niekompletnej historii, a bardzo często pojawiają się zagadki związane z tym, kim są osoby w danej scence. Mamy do wyboru dwa tryby – myślenie (thinking) i eksplorowania (exploring). To pozwala na sprawne uzupełnianie tego, czego właśnie się dowiedzieliśmy. Aczkolwiek bardzo często to tylko złudzenie, a nowe fakty rzucają zupełnie inne światło na sprawę!
Dla miłośników czytania
Jeśli lubicie Disco Elysium, to ta gra jest zdecydowanie dla Was. Produkcja bazuje na narracji, a do ukończenia jej trzeba dużo czytać i jeszcze więcej myśleć. Momentami przypominał mi się kultowy mem, który w zabawny sposób opisuje fanki i fanów wspomnianego tytułu.

Ale żarty żartami – jeśli liczycie na pełną akcji rozgrywkę, to tutaj jej nie znajdziecie. Akcja gry dzieje się w XVIII wieku, więc otoczenie i bohaterowie są nietypowi i nie są nam bliscy. Głównym celem fabularnym jest odkrycie przyczyny 12 zgonów i ustalenie, co tu się tak naprawdę dzieje. Wraz z progresją okazuje się, że sceny się łączą, a bohaterowie robią się coraz bardziej znajomi. Zauważamy korelacje między wydarzeniami i mamy ochotę wrócić do poprzedniej zagadki, by zdobyć szerszą perspektywę na sprawę. Ja w pewnym momencie zaczęłam robić notatki, tak jak to było w przypadku Blue Prince (recenzja gry). Wzięłam notes i opisywałam, kto, co, gdzie i kiedy zrobił, bo bałam się, że umknie mi jakiś istotny fakt. Poczułam się jak detektywka z prawdziwego zdarzenia.
Moje notatki nieco się przydały, aczkolwiek gra jest zaprojektowana bardzo inteligentnie. Po rozwiązaniu danej zagadki dostajemy podsumowanie tego, co się tam wydarzyło i w większości przypadków to wystarczy. A jeśli potrzebujemy czegoś więcej, to gra sama nam to zasugeruje i da możliwość sprytnego wracania do przeszłości. Bliżej końca widzimy, że wszystko jest częścią głębszej i bardziej skomplikowanej intrygi. Ale jakiej? Tego nie będę Wam spoilerować i najlepiej sprawdźcie to sami. The Case of the Golden Idol spodoba Wam się szczególnie, jeśli lubicie narrację środowiskową. Tutaj jej nie brakuje.

To przecież niemożliwe!
Jeśli na początku wydaje Wam się, że rozumiecie w jakim to idzie kierunku – mocno się mylicie. Wszystko zaczyna się bardzo spokojnie (choć nadal mówimy o tajemniczych zgonach), ale z czasem pojawiają się nowe informacje. Osoby, które wydawały się mało istotne na początku, później odgrywają kluczowe role. Przedmioty, które wydają się epizodyczne – wracają. Gwarantuję Wam, że po ukończeniu kilku pierwszych zagadek nadal nie wiecie, gdzie to wszystko zmierza. Ja wielokrotnie przecierałam oczy ze zdziwienia, bo wydawało mi się, że to niemożliwe, jak wszystko się potoczyło. Powiem tylko jedno – zwracajcie uwagę na lokacje i budynki na przestrzeni gry.
W trakcie rozgrywki pewnie pojawią się chwile zwątpienia, lub po prostu nie będziecie mogli wpaść na dalsze pomysły. Tutaj z pomocą przychodzą podpowiedzi. Możecie uzyskać do nich dostęp bezpośrednio w rozgrywce, choć sugeruję rozwiązywanie zadań samodzielnie. Jeśli jednak się zdecydujecie na taki krok, to „za karę” będziecie musieli uporządkować obrazki i ich podpisy, żeby Wasze szare komórki nadal odpowiednio się stymulowały. Ja przyznam szczerze, że pod koniec skorzystałam z kilku podpowiedzi. One nie podsuwają Wam pełnego rozwiązania, a jedynie naprowadzają na właściwe tory i to się ceni.

Dziwaczne i pokraczne
Znacie to uczucie, gdy muzyka w grze „buja”, ale jednocześnie nie przeszkadza i po czasie trochę się chowa? Tak właśnie jest tutaj. Kyle Misko, kompozytor, wykonał świetną robotę, ponieważ melodie chodzą mi po głowie do teraz. Są charakterystyczne, a jednak nieprzytłaczające. Dodatkowo, w grze zastosowano system muzyki interaktywnej, więc przy bardziej rozbudowanych zagadkach usłyszymy różnorodne utwory. Warstwa sound designowa jest bardzo skromna, ale to nie przeszkadza. Tego typu produkcja nie potrzebuje skomplikowanych dźwięków, choć gdyby było ich więcej, mogłoby być interesująco. Pomyślałam o tym, że dźwięki również mogłyby stworzyć tutaj dodatkową warstwę narracyjną, ale zmniejszyłoby to dostępność gry.
W przypadku warstwy graficznej mamy do czynienia z dość szczegółowym pixel artem. Grafiki są dopracowane i mają wiele elementów (które potrafią być bardzo istotne!). Styl gry jest specyficzny, ale bardzo pasuje do klimatu. Właściwie to w większości tworzy go warstwa wizualna. Figury bohaterów często są nieco dziwaczne, ale tak właśnie ma być. Tytuł ma intrygować i budować nieco niepokojącą otoczkę.

Nadmiernie intensywne halucynacje
Tak jak już wspominałam, The Case of the Golden Idol jest grą bardzo prostą, ale angażującą. Mnie początkowo wciągnęła tak bardzo, że w ciągu dnia nieustannie myślałam o tym, że wieczorem, gdy będę mieć chwilę relaksu, to właśnie z nią spędzę czas. To spowodowało u mnie zmęczenie i później pewną niechęć do powrotu. Mimo wszystko rozgrywka „dzieje się u nas w głowie”, więc wymaga to ogromnej dawki skupienia. Łatwo wpaść w ten schemat, jak chyba w przypadku wielu gier detektywistycznych. Ta mimo wszystko ma wyjątkowo minimalistyczne mechaniki, więc może szczególnie łatwo zacząć frustrować. Warto mieć to na uwadze i dawkować ją sobie partiami. To z pewnością zależy od osoby, ale ja większość tajemnic rozwiązywałam ponad godzinę (nie licząc tutorialu), więc warto mieć zapas czasu na jedno posiedzenie. Jeśli zaczniecie, a później, po przerwie do tego wrócicie, to może być trudno przypomnieć sobie wcześniejsze ustalenia.

Piękno tkwi w prostocie. The Case of the Golden Idol – finalne wrażenia
Często sobie myślę o tym, jak wiele banalnych a genialnych koncepcji nie zostało jeszcze zgłębionych, a to jest idealny przykład wykorzystania takiego potencjału. Zawiła zagadka i niezwykle prosta mechanika to najwyraźniej przepis na dobrą grę detektywistyczną. Fanki i fani Agathy Christie nie mogą przejść obok tej gry obojętnie – to pozycja obowiązkowa. Najprawdopodobniej wspomniany tytuł przypadnie Wam do gustu bardziej niż chociażby Agatha Christie: Śmierć na Nilu (recenzja gry). A jeśli po prostu lubicie łamigłówki, tajemnice i tego typu produkcje, to również się nie zawiedziecie. The Case of the Golden Idol często jest na promocji, a nawet poza nią jest to zaledwie 65 zł za kilka – kilkanaście godzin zabawy. Dodatkowo istnieją dodatki, które rozszerzają zawartość – dla spragnionych dalszych intryg!

