Jak do tego doszło? Jeszcze nie wiem. The Case of the Golden Idol – recenzja gry

Obrazek przedstawia dramatyczną scenę utrzymaną w stylistyce retro pixel art, pochodzącą z gry detektywistycznej "The Case of the Golden Idol". Na pierwszym planie po lewej stronie widoczna jest mroczna, humanoidalna sylwetka całkowicie ogarnięta jaskrawymi, pomarańczowo-żółtymi płomieniami, która wydaje się zastygać w geście agonii. W centrum stoi starszy mężczyzna w żółtym surducie i czerwonej kamizelce, z wyrazem skrajnego przerażenia i niedowierzania na twarzy. Po prawej stronie znajduje się kolejna postać – szczupły mężczyzna w zielonym stroju, który z chłodnym, niemal złowrogim uśmiechem trzyma w dłoniach złoty posąg, przypominający berło lub idola. Całość rozgrywa się na szarym, sennym podwórzu przed budynkiem o spękanych ścianach i dachu pokrytym mchem, a na ziemi leżą porzucone przedmioty, takie jak szpada i laska, co sugeruje gwałtowny przebieg zdarzeń i nadprzyrodzoną naturę ukazanego morderstwa.

Kto umarł i dlaczego? To pytanie pojawia nam się cały czas w głowie, gdy gramy w ten tytuł. The Case of the Golden Idol to intrygujące spojrzenie na produkcje detektywistyczne, a ta recenzja gry wyjaśni Wam, dlaczego.

Przyznam szczerze – dawno nie grałam w grę detektywistyczną, więc podeszłam do tej produkcji z dużym zaciekawieniem. Tytuł został mi polecony, a na fali zimowej wyprzedaży Steam nie mogłam po prostu nie dać mu szansy. Czy żałuję? Nie, ale mam także pewne przemyślenia na jego temat. Mam nadzieję, że ta recenzja gry The Case of the Golden Idol przybliży Wam, o co w tym wszystkim chodzi, bo mamy tu do czynienia z niemałym zamieszaniem.

Minimalnie ręką, maksymalnie głową

Trudno w przypadku wspomnianej produkcji mówić coś o mechanice, bo sama gra jest niesamowicie prosta. Wchodzimy w daną scenę, naszym oczom ukazuje się pewna historia, a my musimy zbierać słowa. Co to znaczy? Musimy klikać w określone miejsca i w listach, dialogach, czy też innych źródłach odszukać podkreślone wyrazy. One powinny zwrócić naszą uwagę, ponieważ to właśnie będzie kluczowe do rozwiązania zagadki. The Case of the Golden Idol polega na dedukcji i łączeniu faktów, więc tak naprawdę większość rozgrywki dzieje się w naszej głowie. To, co widzimy na ekranie, nie jest zbytnio dynamiczne. 

Na obrazku w stylu pixel art widać otwartą książkę leżącą na stole, przedstawioną jako element interfejsu gry. Na pożółkłych stronach znajduje się tytuł „Aphorisms by Sebastian Cloudsley” oraz kilka krótkich porad pod nagłówkami takimi jak „How to be happy”, „How to be inspired”, „How to avoid being upset” i „How to avoid being scared”. Teksty zawierają proste, moralizujące wskazówki, na przykład o jedzeniu posiłku każdego dnia, spacerach na świeżym powietrzu czy dążeniu do rzeczy mających sens. Tło poza książką jest lekko przyciemnione i przedstawia wnętrze pomieszczenia, co podkreśla, że jest to scena z klimatycznej, retro gry przygodowej lub detektywistycznej, w której gracz przegląda znalezione przedmioty i notatki.
Książki, notatki, bazgroły

Piękno tkwi w prostocie. Mimo braku skomplikowanej mechaniki ta gra potrafi wciągnąć na godziny. Zebrane słowa służą do tego, by uzupełnić wirtualną notatkę. Zawsze musimy wypełnić luki w niekompletnej historii, a bardzo często pojawiają się zagadki związane z tym, kim są osoby w danej scence. Mamy do wyboru dwa tryby – myślenie (thinking) i eksplorowania (exploring). To pozwala na sprawne uzupełnianie tego, czego właśnie się dowiedzieliśmy. Aczkolwiek bardzo często to tylko złudzenie, a nowe fakty rzucają zupełnie inne światło na sprawę!

Dla miłośników czytania

Jeśli lubicie Disco Elysium, to ta gra jest zdecydowanie dla Was. Produkcja bazuje na narracji, a do ukończenia jej trzeba dużo czytać i jeszcze więcej myśleć. Momentami przypominał mi się kultowy mem, który w zabawny sposób opisuje fanki i fanów wspomnianego tytułu. 

Gemini saidObrazek to popularny mem internetowy, który w żartobliwy sposób komentuje specyfikę gry wideo "Disco Elysium". Przedstawia on mężczyznę w okularach i koszuli w kratę, który siedzi i z dużym skupieniem czyta grubą książkę w czarnej oprawie. Na grafikę nałożono białe napisy: u góry widnieje zdanie "DISCO ELYSIUM FANS BE LIKE" (Fani Disco Elysium mają tak, że...), a na dole entuzjastyczny okrzyk "YOOO THIS GAMEPLAY IS FIRE" (Ooo, ten gameplay jest czadowy). Humor obrazka opiera się na fakcie, że "Disco Elysium" to gra RPG niemal całkowicie pozbawiona walki, a oparta na czytaniu ogromnych ilości tekstu i dialogów, co dla fanów jest najbardziej ekscytującym elementem rozgrywki, podczas gdy dla postronnego obserwatora może przypominać po prostu czytanie książki.
Disco Elysium i The Case of the Golden Idol to prawie jak czytanie książki

Ale żarty żartami – jeśli liczycie na pełną akcji rozgrywkę, to tutaj jej nie znajdziecie. Akcja gry dzieje się w XVIII wieku, więc otoczenie i bohaterowie są nietypowi i nie są nam bliscy. Głównym celem fabularnym jest odkrycie przyczyny 12 zgonów i ustalenie, co tu się tak naprawdę dzieje. Wraz z progresją okazuje się, że sceny się łączą, a bohaterowie robią się coraz bardziej znajomi. Zauważamy korelacje między wydarzeniami i mamy ochotę wrócić do poprzedniej zagadki, by zdobyć szerszą perspektywę na sprawę. Ja w pewnym momencie zaczęłam robić notatki, tak jak to było w przypadku Blue Prince (recenzja gry). Wzięłam notes i opisywałam, kto, co, gdzie i kiedy zrobił, bo bałam się, że umknie mi jakiś istotny fakt. Poczułam się jak detektywka z prawdziwego zdarzenia. 

Moje notatki nieco się przydały, aczkolwiek gra jest zaprojektowana bardzo inteligentnie. Po rozwiązaniu danej zagadki dostajemy podsumowanie tego, co się tam wydarzyło i w większości przypadków to wystarczy. A jeśli potrzebujemy czegoś więcej, to gra sama nam to zasugeruje i da możliwość sprytnego wracania do przeszłości. Bliżej końca widzimy, że wszystko jest częścią głębszej i bardziej skomplikowanej intrygi. Ale jakiej? Tego nie będę Wam spoilerować i najlepiej sprawdźcie to sami. The Case of the Golden Idol spodoba Wam się szczególnie, jeśli lubicie narrację środowiskową. Tutaj jej nie brakuje.

Na obrazku w stylu pixel art widać wnętrze nastrojowego pokoju o ciemnych, bordowych ścianach, z dużym, wysokim oknem zakończonym łukiem i podzielonym szprosami na geometryczne kształty, przez które widać jasne niebo oraz zarys rzeki w oddali. Na pierwszym planie znajduje się ciemna tablica z angielskim napisem „A yacht is slowly floating in the river.” Po prawej stronie stoi drewniane biurko z mapą zawieszoną na ścianie powyżej, na której zaznaczono punkty czerwonymi kropkami, obok wisi owalny portret postaci, a przy ścianie oparta jest drabina. Całość ma klimat spokojnej, lekko tajemniczej sceny z gry przygodowej lub detektywistycznej.
Musimy uważnie obserwować każdy szczegół

To przecież niemożliwe!

Jeśli na początku wydaje Wam się, że rozumiecie w jakim to idzie kierunku – mocno się mylicie. Wszystko zaczyna się bardzo spokojnie (choć nadal mówimy o tajemniczych zgonach), ale z czasem pojawiają się nowe informacje. Osoby, które wydawały się mało istotne na początku, później odgrywają kluczowe role. Przedmioty, które wydają się epizodyczne – wracają. Gwarantuję Wam, że po ukończeniu kilku pierwszych zagadek nadal nie wiecie, gdzie to wszystko zmierza. Ja wielokrotnie przecierałam oczy ze zdziwienia, bo wydawało mi się, że to niemożliwe, jak wszystko się potoczyło. Powiem tylko jedno – zwracajcie uwagę na lokacje i budynki na przestrzeni gry. 

W trakcie rozgrywki pewnie pojawią się chwile zwątpienia, lub po prostu nie będziecie mogli wpaść na dalsze pomysły. Tutaj z pomocą przychodzą podpowiedzi. Możecie uzyskać do nich dostęp bezpośrednio w rozgrywce, choć sugeruję rozwiązywanie zadań samodzielnie. Jeśli jednak się zdecydujecie na taki krok, to „za karę” będziecie musieli uporządkować obrazki i ich podpisy, żeby Wasze szare komórki nadal odpowiednio się stymulowały. Ja przyznam szczerze, że pod koniec skorzystałam z kilku podpowiedzi. One nie podsuwają Wam pełnego rozwiązania, a jedynie naprowadzają na właściwe tory i to się ceni.

Na obrazku w stylu pixel art widać interfejs gry detektywistycznej lub logicznej, utrzymany w ciemnej, granatowo-fioletowej kolorystyce. W centralnej części znajduje się panel z napisem „The identities are not filled in.” oraz sześć okrągłych portretów postaci podpisanych imionami, m.in. Alan, James i David Goran, przy czym jeden z portretów przedstawia płomienie zamiast twarzy. Pod każdym wizerunkiem widnieją poziome paski, prawdopodobnie oznaczające status lub postęp. Na dole ekranu znajduje się przełącznik „Exploring ↔ Thinking”, sugerujący zmianę trybu rozgrywki. Po prawej stronie widoczne są kolumny z nagłówkami „Addressed” oraz fragmentami tekstu przypominającymi notatki lub wnioski z przesłuchań, a po lewej stronie widać część innego panelu z urwanymi zdaniami. Całość sprawia wrażenie ekranu analizy dowodów i powiązań między postaciami w narracyjnej grze śledczej.
Kto jest kim? I co tu się wydarzyło?

Dziwaczne i pokraczne

Znacie to uczucie, gdy muzyka w grze „buja”, ale jednocześnie nie przeszkadza i po czasie trochę się chowa? Tak właśnie jest tutaj. Kyle Misko, kompozytor, wykonał świetną robotę, ponieważ melodie chodzą mi po głowie do teraz. Są charakterystyczne, a jednak nieprzytłaczające. Dodatkowo, w grze zastosowano system muzyki interaktywnej, więc przy bardziej rozbudowanych zagadkach usłyszymy różnorodne utwory. Warstwa sound designowa jest bardzo skromna, ale to nie przeszkadza. Tego typu produkcja nie potrzebuje skomplikowanych dźwięków, choć gdyby było ich więcej, mogłoby być interesująco. Pomyślałam o tym, że dźwięki również mogłyby stworzyć tutaj dodatkową warstwę narracyjną, ale zmniejszyłoby to dostępność gry.

W przypadku warstwy graficznej mamy do czynienia z dość szczegółowym pixel artem. Grafiki są dopracowane i mają wiele elementów (które potrafią być bardzo istotne!). Styl gry jest specyficzny, ale bardzo pasuje do klimatu. Właściwie to w większości tworzy go warstwa wizualna. Figury bohaterów często są nieco dziwaczne, ale tak właśnie ma być. Tytuł ma intrygować i budować nieco niepokojącą otoczkę.

Na obrazku w stylu pixel art widać scenę rozgrywającą się na podwórzu lub w zagrodzie przed budynkiem z czerwonym dachem i otwartymi drzwiami prowadzącymi do ciemnego wnętrza. Po lewej stronie stoi płonąca, humanoidalna postać złożona z ognia, której płomienie unoszą się wysoko w górę. Naprzeciw niej znajduje się mężczyzna w żółtej kurtce, gestykulujący w sposób sugerujący zaskoczenie lub rozmowę, a obok niego drugi mężczyzna w ciemniejszym stroju trzyma w ręku przedmiot przypominający latarkę lub narzędzie. W tle, przy wejściu do budynku, stoi kolejna postać w płaszczu, trzymająca torbę. Na dole ekranu widoczny jest interfejs gry z przełącznikiem „Exploring ↔ Thinking” oraz paskiem z imionami postaci, co sugeruje, że jest to scena z narracyjnej gry detektywistycznej, w której gracz analizuje sytuację i relacje między bohaterami.
Sytuacja jak widać jest… skomplikowana

Nadmiernie intensywne halucynacje

Tak jak już wspominałam, The Case of the Golden Idol jest grą bardzo prostą, ale angażującą. Mnie początkowo wciągnęła tak bardzo, że w ciągu dnia nieustannie myślałam o tym, że wieczorem, gdy będę mieć chwilę relaksu, to właśnie z nią spędzę czas. To spowodowało u mnie zmęczenie i później pewną niechęć do powrotu. Mimo wszystko rozgrywka „dzieje się u nas w głowie”, więc wymaga to ogromnej dawki skupienia. Łatwo wpaść w ten schemat, jak chyba w przypadku wielu gier detektywistycznych. Ta mimo wszystko ma wyjątkowo minimalistyczne mechaniki, więc może szczególnie łatwo zacząć frustrować. Warto mieć to na uwadze i dawkować ją sobie partiami. To z pewnością zależy od osoby, ale ja większość tajemnic rozwiązywałam ponad godzinę (nie licząc tutorialu), więc warto mieć zapas czasu na jedno posiedzenie. Jeśli zaczniecie, a później, po przerwie do tego wrócicie, to może być trudno przypomnieć sobie wcześniejsze ustalenia.

Na obrazku w stylu pixel art widać zbliżenie na zawartość plecaka przedstawioną w formie panelu interfejsu gry. Po lewej stronie znajduje się zielony plecak z przypiętą metką, a po prawej – otwarty, szary plecak z klapą, w którego wnętrzu widoczne są różne przedmioty: mała złota figurka, niewielka buteleczka, czerwone pudełko z napisem „PILL” oraz inne drobne obiekty. W prawym dolnym rogu znajduje się ciemne okienko z angielskim opisem zaczynającym się od słów „A golden statue and a bag filled…”, sugerującym opis znalezionych rzeczy. Całość ma estetykę retro gry detektywistycznej, w której gracz analizuje dowody i przeszukuje ekwipunek.
Przedmioty osobiste często są kluczem do rozwiązania tajemnicy

Piękno tkwi w prostocie. The Case of the Golden Idol – finalne wrażenia

Często sobie myślę o tym, jak wiele banalnych a genialnych koncepcji nie zostało jeszcze zgłębionych, a to jest idealny przykład wykorzystania takiego potencjału. Zawiła zagadka i niezwykle prosta mechanika to najwyraźniej przepis na dobrą grę detektywistyczną. Fanki i fani Agathy Christie nie mogą przejść obok tej gry obojętnie – to pozycja obowiązkowa. Najprawdopodobniej wspomniany tytuł przypadnie Wam do gustu bardziej niż chociażby Agatha Christie: Śmierć na Nilu (recenzja gry). A jeśli po prostu lubicie łamigłówki, tajemnice i tego typu produkcje, to również się nie zawiedziecie. The Case of the Golden Idol często jest na promocji, a nawet poza nią jest to zaledwie 65 zł za kilka – kilkanaście godzin zabawy. Dodatkowo istnieją dodatki, które rozszerzają zawartość – dla spragnionych dalszych intryg!

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top
Verified by MonsterInsights