Do dema gry podszedłem z typową dla siebie ciekawością. Ciężary kobiecego życia, dylematy, z jakimi panie się zmagają… Nie miejcie jednak wątpliwości. Tu ich nie znalazłem. Mimo to – demo Woman Simulator uruchomiłem z otwartą głową.
Na Steam wychodzą różne… potworki. W jednych można – za Karolem Modzelewskim – malować (bardzo ostre) pejzaże z austriackim akwarelistą z zamiłowaniem do haczykowatych krzyży. Zdarzają się też tytuły, w których gwałt i kazirodztwo są „normalną częścią” rozgrywki. W innych – wcielamy się w prezydenta świata Johny’ego Trumpa (zbieżność nazwisk najpewniej przypadkowa) i walczymy z mafią… i Północną Koreą? Brzmi absurdalnie? Poczekajcie na Woman Simulator prosto z Rosji!
Dzień pierwszy!
Włączam grę. Już w menu zaskoczyło mnie to, że demo ma polską wersję, ale szybko się okazuje, że do tłumaczenia najpewniej zaprzęgnięto AI. Ale ok, odpalam! Wchodzę w życie Niny, po wygłupach przed lustrem domyślam się, że kobiety w wieku około trzydziestki. Pierwsze co widzę, to porozrzucaną wszędzie bieliznę i myślę „ależ ten małżonek roztrzepany. Tak wszędzie zostawić pięć par majtek i trzy skarpety… i wszystkie brudne!” (a dzieci przecież nie mamy).

Później mycie naczyń… również jakby w domu żyła cała rodzina, ale to tylko on. Wraca o 20:00 i wychodzi przed 9:00, kiedy zaczyna się „mój” dzień. Jednak! Jako dobra żona, czy może nawet – zgodnie z badaniami m.in. Doroty Peretiatkowicz – kobieta hołdująca modelowi domowej królowej, podchodzę do porządków jak do „projektu dom”. Umyłem podłogi, po praniu wyprasowałem bieliznę. Po wszystkim, gdy już kolory mojego świata bladły, poprawiłem sobie humor kąpielą. To najbardziej „relaksujący” element dema Woman Simulator. I tylko tak mogę „odprężyć się Niną”, mimo że w salonie stoi w ciul wielki telewizor.
Tematy na czasie… i obce baby na ścianach
Nie wykluczam, ale to jedynie przypuszczenie, że w weekend będę mógł z innymi domowymi królowymi urządzić Ozempic Party. Dedukuję to na podstawie pena znalezionego na stoliku przy sofie. Ale to tylko być może!
Zastanawiam się, kim są wszystkie postacie ze zdjęć na ścianach, głównie kobiety (z wyjątkiem jednego gościa w wannie na kółkach). Za urocze uważam, że na dwóch ścianach wiszą te same fotografie maskotki, która leży w pokoju z komputerem! Naturalnie doceniam wyrafinowany dowcip twórców (twórcy?) zaklęty w tytułach książek. Urzekła mnie historia dziadka defekującego do wózka i o sposobach zaprzestania gwałtownego samozaspokajania. Moją uwagę przykuło też Współczesne prawo z Temidą trzymającą kałasznikowa. Zważywszy na rodowód gry – bardzo trafne zestawienie.
W trakcie korespondencji z matką (jakże prawdziwej! Każe nam szanować naszego „księcia”, bo sąsiadka z klatki ma pijaka!), dowiaduję się, że nasza bohaterka pochodzi z Zażopińska (kolejny, wyborny żart!). Ale najciekawsze są rozmowy z mężem… pełne praktycznego podejścia, bo „dobrą żonę poznaje się nie po uśmiechu, a po czystych parapetach”. NO OCZYWIŚCIE! I to on rozlicza bohaterkę z tego, co zrobiła w ciągu dnia. Później stwierdza, że jest zmęczony i idzie spać.

Dzień drugi
Kolejnego ranka zastanawiam się, czy nie trzeba mu jednak kupić węgla lub stoperanu, skoro po całym domu porozrzucał kolejnych pięć par brudnych gaci. I przy okazji dezodorant do stóp, skoro zużył w tym czasie osiem skarpetek. Kolejne pranie, kolejne mycie podłóg, naczynia… Chciałem zrobić zakupy online, skoro już miałem te 1000 dolarów niby. W sieci jednak można kupić jedynie mop, kapsułki do prania, wilgotną gąbkę (sic!) i to w cenie za 300 dolarów w górę. Ponownie – rozmowa z matką i znowu rozliczenie ze strony męża. Na tym demo się kończy.
Wyłamałem się ze schematu i dostrzegłem braki
Jaki byłby trzeci dzień? Biorąc pod uwagę fakt, że już w trakcie drugiego cisnęły mi się słowa „jeszcze tylko na…ać na środku”, a po przyjściu mężulka najpewniej dałbym mu w ryj, to tak… gra wywołuje emocje. Natomiast odpaliłem ją jeszcze raz, by zobaczyć, co się stanie, jeśli porzucę „obowiązki”. Nastrój Michała spadł poniżej zera i przeniesiono nas na Syberię.

Czego mi zabrakło, to oczywiście przemocy domowej w stylu pańszczyźnianym. Mam na myśli zakładanie kobiecie chomąta i oranie nią pola, razy rózgą i brak posiłku za nieumytą podłogę, wizyta na SOR w Boże Narodzenie, bo „kochana żonka” (jak to mówi małżonek) spadła ze schodów… Tutaj dostaliśmy ją w bardziej „subtelnych” elementach gry: opaska na nodze, wydzielanie pieniędzy, własność domu na jednej osobie (wiadomo, że nie na naszej Ninie), tajemnice związane z inną nieruchomością Michała (czy raczej Michaiła), teksty typu: „Po co zagłębiasz się w dokumentację?”. Wystarczy czytać znaki! Jednak stara, dobra, fizyczna przemoc domowa z facetem w żonobijce…
Kto będzie miał z tej produkcji radochę?
Dla kogo to idealna gra? Cóż… myślę, że typowa grupa docelowa dla twórców, to miłośnicy „tradycyjnych wartości”. To znaczy tych, którym hołduje normalna rosyjska rodzina. Wiecie… dom w Zażopińsku z dojazdem na niedźwiedziu; żona z ambicją wyczyszczenia całego obejścia na błysk i usługiwania carowi mężowi z czołobitnością wyznawczyni; nowa łada za padłego na froncie syna. Takie tam normalne rzeczy u sowietów.
Ale nie tylko! Myślę, że w grze odnajdą się zwolennicy czerwonych pigułek, zainteresowani tym, co jest „po drugiej stronie”. Naturalnie żaden sigma nigdy nie usiądzie do produkcji, w której miałby się wcielić w kobietę! Jednak, jeśli ich tylko ciekawość zaswędzi, to taka opcja jest. I tylko ich utwierdzi w wykrzywionym poglądzie na świat oraz miejsce poszczególnych płci w nim.

A tak zupełnie na poważnie – jeśli nawet to żart, to wyjątkowo niesmaczny. Tak samo, jak falliczny kształt wzoru przy prasowaniu, rodem ze szkolnych ławek (dosłownie). Pomijam oczywistość, że powiela szkodliwe wzorce. Natomiast nie jest żadnym symulatorem, a jakąś niezdrową fantazją gościa, który wciąż żyje w piwnicy rodziców, szczególnie jeśli uwzględnimy również inne tytuły z jego „stajni”.
Werdykt? Nie zgadniecie, co myślę o demie Woman Simulator…
Chciałbym się zdobyć na błyskotliwą myśl. Intelektualną pointę, która doskonale podsumuje „dzieło” rosyjskiego twórcy. Ale przy takich potworkach ręce opadają i trudno je podnieść. Twórca niby gdzieś na forach tłumaczył, że to satyra, ukazanie życia kobiety uciśnionej przez przemocowego męża. Na mój gust stosunek totalnej nudy, starannie pielęgnowanych stereotypów do wysilających się na śmieszność absurdów (w postaci np. wszechobecnych obrazków z kotkami), które miały mieć aspekt humorystyczny, jest zdecydowanie negatywny. Kloaczny humor tylko dobija poważny temat.
Bo owszem – gdyby taki tytuł powstał, a pod barwną szatą graficzną znalazłby się cięższy, refleksyjny klimat – mógłby być ciekawą propozycją. Powiem więcej – mógłby nieść wartościową treść. Znamy przecież produkcje – zarówno filmowe, jak i gry, które w nietypowej, często satyrycznej, oprawie omawiają tematy trudne i niepokojące. Choćby Żony ze Stepford (w nowszej wersji) czy dość pokręcony norweski Dobry piesek!. Z kolei spośród gier traktujących mocno nietypowo o przemocy (choć w innym kontekście) można wymienić Horses. Moja rekomendacja w kwestii Woman Simulator (dema oraz pełnej wersji) – omijać jak ruski mir.

