Wung-Fu Panda. Biomutant – recenzja gry

Biomutant recenzja

Baśniowa postapokalipsa; śmiercionośne, ale jakże urocze zwierzaki; genialny system walki. Czy można chcieć czegoś więcej? Można. A jeśli jesteście ciekawi czego, to pewnie zainteresuje Was moja recenzja gry Biomutant.

Gdyby ktoś poprosił mnie o szybką opinię na temat tej gry, moja jednozdaniowa recenzja brzmiałaby pewnie: Biomutant jest całkiem ok”. Bo tak rzeczywiście jest – to naprawdę przyjemna gra, miła dla oka, z satysfakcjonującymi potyczkami i ciekawym uniwersum. Jedyny problem tkwi w tym, że wykorzystano bardzo niewiele z ogromnych pokładów potencjału drzemiącego w tym tytule.

Kiedy na pytanie „Jaki klimat ma mieć gra?” odpowiadasz „Tak”

W Biomutancie mamy do czynienia z wybuchową mieszanką klimatów. Postapokalipsa zgrabnie łączy się z baśniowością, a obrazu dopełniają motywy rodem z filmów kung-fu. Wszystko to sprawia, że grając w produkcję studia Experiment 101, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że oto mam przed sobą futurystyczną wersję Kung-fu Pandy. I muszę przyznać, że naprawdę mi się to podobało.

Inspiracja kung-fu jest w Biomutancie bardzo mocno wyczuwalna.

Tło fabularne jest proste i raczej schematyczne. Trafiamy do świata powstałego w wyniku katastrofy klimatycznej, która pozostawiła po sobie zgliszcza, toksyczne substancje i… zmutowane zwierzaki. Jednym z nich jest nasz protagonista. Wojowniczy futrzak musi stawić czoła swojemu przeznaczeniu i zdecydować, czy chce ocalić Drzewo Życia i zjednoczyć zwaśnione plemiona, czy też pozwolić, by świat spotkała całkowita zagłada.

Jaka piękna katastrofa

Tak jak wcześniej wspominałam, akcja rozgrywa się w postapokaliptycznym świecie. Ale jest to nieco inna postapokalipsa, niż ta, do której przyzwyczaiła nas większość gier. Nie ma tu ani żywych trupów, ani rozpaczliwej walki o zachowanie człowieczeństwa, ani krwi, potu i łez. Próżno szukać tu również odniesień do brutalnej rzeczywistości czy faktycznie niejednoznacznych dylematów moralnych, którymi raczyło nas chociażby The Last of Us 2.

Biomutant jest bardzo kolorowy zarówno dosłownie, pod względem graficznym, jak i w przenośni – pod względem sposobu ukazania świata. Niestety im dłużej się gra, tym wyraźniej się widzi, że kolory blakną. Oraz – że zdecydowanie brakuje szarości.

Graficznie nie można niczego tej grze zarzucić.

„Czasem ku przeznaczeniu prowadzi właśnie ta droga, którą nie chcemy kroczyć”

Nie mam nic przeciwko fabułom opartym na dobrze znanych szablonach (z doświadczenia wiem, że z każdego wytartego schematu i tak da się wyciągnąć coś oryginalnego), dlatego nie przeszkadzał mi fakt, że Biomutant to kolejna opowieść o wybrańcu ratującym świat. Szkoda tylko, że twórcy nie wyciągnęli z niej niczego więcej. Zarówno główny wątek, jak i questy poboczne są bardzo płytkie i pretekstowe, a rola, jaką odgrywają, jest wyraźnie podrzędna względem walki i samego gameplayu. Przez to wszystko trudno było mi się zaangażować w fabułę i rzeczywiście przejąć losami bohaterów.

Historię w tej grze mogłabym porównać do nieinwazyjnego tła muzycznego – takiego, które co prawda istnieje gdzieś w tle i jest całkiem miłe, a gdyby go nie było, to miałoby się poczucie, że czegoś brakuje, ale które ani trochę nie zapada w pamięć.

Musimy wybrać, z jakim plemieniem chcemy się sprzymierzyć.

Dialogi niestety również nie prezentują się zbyt dobrze. Bardzo często poruszają wzniosłe tematy, takie jak przeznaczenie, podążanie własną ścieżką, czy wytrwałość, ale robią to w sposób do bólu patetyczny, przez co trudno traktować je poważnie.

Jeśli mam wybierać między jednym złem a drugim, to… nie mam z czego wybierać

Wspominałam o tym, że brakowało mi szarości – a to dlatego, że cały system wyborów moralnych jest kompletnie czarno-biały. Nie ma tu miejsca na prawdziwie poruszające dylematy etyczne. Po prostu decydujesz, czy chcesz być zbawcą światów, czy czarnym charakterem. Mimo że gra (dość bezpośrednio) próbuje nam wmówić, że jest inaczej, tak naprawdę nie ma niczego pomiędzy. Sprawia to, że gra, mimo że może mieć różne zakończenia, wciąż pozostaje dość liniowa.

Wybierasz Światłość czy Mrok?

Szkoda, zwłaszcza że twórcy wprowadzili ciekawy motyw aury protagonisty, zmieniającej się w zależności od ścieżki moralnej, którą podąża. Bohaterowi towarzyszą też dwa stworzonka (coś w rodzaju aniołka i diabełka), które próbują przekonać go do swoich racji. Niestety zabiegi te, mimo że naprawdę interesujące, nie zmieniają faktu, że wszystkie wybory, przed którymi stawia nas gra, są – podobnie jak fabuła – płytkie.

Cukier, słodkości i różne śliczności

Wszystko to, o czym wspomniałam wyżej – czyli zbyt prosta historia i nierozwinięty system moralności – sprawia, że Biomutant jest grą nieco… infantylną. Wrażenie to dodatkowo potęguje obecność zniekształconego nazewnictwa przypominającego to, którym posługują się małe dzieci (taćko, pif-pafy, tentegesy, wung-fu, Puchcio Wielguch). Z jednej strony jest to urocze. Z drugiej – niektórych może irytować.

Wiem, że nie powinno się oceniać gry przez pryzmat tego, czego w niej nie ma, ale w tym wypadku nie mogę się powstrzymać. Uważam, że połączenie słodkich, ale śmiercionośnych zwierzątek z klimatem postapo mogłoby być doskonałym polem do zagrania na kontraście i skomentowania istotnych tematów, takich jak chociażby katastrofa klimatyczna (która, jakby nie było, stanowiła napęd dla całej fabuły). Tymczasem otrzymaliśmy grę przyjemną, to prawda, ale nieniosącą ze sobą niczego głębszego.

Motyw wierzchowców przywodził mi na myśl ten, który znamy z Horizon: Zero Dawn.

Podobnie rzecz ma się ze światem – jest piękny, kolorowy i bogaty tylko pozornie, bo okazuje się, że tak naprawdę obszarów do eksploracji i dodatkowych zadań jest niewiele.

Czytała Krystyna Czubówna

Moja recenzja gry Biomutant nie może się obejść bez omówienia kwestii, która zelektryzowała Internet – Narratora. Ten uroczy jegomość o głębokim głosie i powolnym tempie mówienia towarzyszy nam przez całą grę. Na bieżąco komentuje wydarzenia oraz tłumaczy, co mówią do nas postacie niezależne. Czekanie, aż NPC wypowiedzą swoje kwestie w niezrozumiałym dla nas języku, a Narrator je przetłumaczy, niepotrzebnie wydłużało czas dialogów i zwyczajnie nużyło.

Kiedy na pytanie „Jakim zwierzakiem ma być bohater?” odpowiadasz „Tak”

Człekokształtnego mutanta, w którego się wcielamy, kreujemy na samym początku gry. Możemy wybrać rasę naszego protagonisty, jednak większość z nich przypomina hybrydę szopa, królika i pandy. Gramy więc całkiem uroczym futrzakiem, który swoją zwinnością i biegłością w posługiwaniu się bronią zawstydziłby niejednego komandosa. Ten kontrast stał się swego rodzaju sztandarową cechą Biomutanta – i nic dziwnego, bo sprawdził się doskonale.

Biomutant kreator postaci
Kreator postaci jest bogaty i może zapewnić naprawdę sporo frajdy.

Wygląd naszego protagonisty to nie jedyne, co możemy spersonalizować. Biomutant jest w tym aspekcie grą RPG w pełnym tego słowa znaczeniu, zatem możemy cieszyć się ogromnym zestawem statystyk, umiejętności i atrybutów, które możemy ulepszać i modyfikować. W trakcie rozgrywki mamy też możliwość zdobywania ulepszeń – zarówno ataków, jak i broni.

Nasza walka będzie legendarna

Biomutant recenzja walka z bossem
Widowiskowy system walki to najmocniejsza strona Biomutanta.

Największy wpływ na to, że moja recenzja gry Biomutant jest mimo wszystko raczej pozytywna, ma niewątpliwie walka. Na początku gry wybieramy klasę postaci, która określa, w jakim typie walki protagonista będzie się specjalizował. Ja wybrałam sabotażystę i muszę przyznać, że wywijanie dwoma ostrzami sprawiało mi niewiarygodną przyjemność. Oczywiście broń biała to nie jedyny arsenał, którym możemy się posługiwać. Gracz może się także zdecydować na walkę wręcz, czy taką z wykorzystaniem broni palnej lub broni specjalnej. Są nawet sekwencje, gdzie walczymy, sterując ogromnym mechem! (skojarzenia z Titanfallem jak najbardziej na miejscu). Muszę przyznać, że każdy z wymienionych przeze mnie sposobów walki dawał bardzo dużo satysfakcji.

Biomutant recenzja Titanfall
Trudno było mi oprzeć się skojarzeniom z Titanfallem.

Potyczki są niesamowicie widowiskowe i niejednokrotnie czuć w nich inspirację kung-fu, a przeciwnicy i sposób, w jaki musimy do nich podejść, różnią się od siebie, dzięki czemu walka nie nudzi. W miarę rozgrywki zdobywamy punkty, które wydajemy na odblokowanie kolejnych, coraz to ciekawszych ataków. Możemy również korzystać z mutacji. Nasza postać poza standardowym paskiem zdrowia posiada też atrybut zwany energią ki, która służy między innymi do wykorzystywania mocy psionicznych – kolejnego interesującego urozmaicenia starć z wrogami.

Czas nadszedł – finalne wrażenia z gry Biomutant

Biomutant prawdopodobnie nie jest grą, na którą czekaliście, co nie znaczy, że jest to słaba produkcja. Uważam, że to doskonały wybór dla osób, które chcą się zrelaksować, przemierzając postapokaliptyczny, ale wciąż piękny świat i rzucić się w wir niesamowicie satysfakcjonującej walki. Jeśli natomiast ktoś oczekuje angażującej, zapadającej w pamięć historii – zawiedzie się, gdyż takiej tu nie znajdzie. Mimo to uważam, że warto dać Biomutantowi szansę – nie można odmówić mu bowiem uroku i specyficznej siły przyciągania.

Recenzja gry Biomutant powstała dzięki uprzejmości sklepu GOG.com, w którym możecie obecnie dostać grę w cenie 249,99 zł.

Redaktorka: Karolina “Etcetera” Cieślak

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top
Verified by MonsterInsights