Pora się zabawić. Nintendo World Championships: NES Edition – recenzja gry

Nintendo World Championships NES edition: ekran główny z tytułem gry

Światowe pojedynki miłośników starych gier od Nintendo? Jestem na tak! Ale czy oczekiwania zostały spełnione? Przeczytaj recenzję Nintendo World Championships: NES Edition, aby się o tym przekonać.

Trend podążania za nostalgią ma się w giereczkowie świetnie. Otrzymujemy kolejne rebooty i remastery i żaden miłośnik retro nie powinien narzekać na brak klasyków do ogrywania. Czy na tle innych nostalgicznych tytułów wyróżniła się nowa propozycja Nintendo, Nintendo World Championships: NES Edition – recenzja będzie odpowiedzią na to pytanie.

Lista gier z Nintendo World Championships: NES edition

O co chodzi w Nintendo World Championships: NES Edition?

Zamiast oferować nam kolejną odświeżoną wersję jakiegoś doskonale znanego tytułu, Nintendo obrało nieco inny kierunek. Mianowicie: zebrało trzynaście popularnych gier z konsoli trzeciej generacji, Nintendo Entertainment System, i złączyło w jeden turniejowy zbiór. Tak właśnie powstało Nintendo World Championships: NES Edition zawierające ponad 150 mini-gier, w których możemy mierzyć się sami ze sobą. Albo z całym światem.

Rozgrywka przewiduje kilka trybów:

  • Speedrun Mode, w którym bijesz własne rekordy, zbierając oceny za swoje dokonania oraz wirtualne przypinki.
  • World Championship z codziennymi wyzwaniami, których wyniki zapisywane są na serwerze i dają nam pozycje w światowych rankingach.
  • Survival Mode, polegający na walce o przetrwanie w pojedynkach z siedmioma innymi graczami. A raczej: ich wynikami, do czego jeszcze wrócę, bo to największe rozczarowanie tej gry.
  • Party Mode, umożliwiający rozgrywkę lokalną na jednej konsoli dla dwóch do ośmiu uczestników.

Jak widać – jest w czym wybierać. Ale choć na zwiastunach rozgrywki tryby wyglądały bardzo obiecująco, ostatecznie okazują się nie tak ekscytujące, jak mogłyby.

Screen z listą gier w trybie Party Mode gry NWC: NES Edition.

Potyczki z duchami

Przyznaję, że najwięcej obiecywałam sobie po pojedynkach z graczami z całego świata. To dość specyficzny rodzaj emocji, gdy wiesz, że ktoś na drugim krańcu globu mierzy się z Tobą.  Jednak tutaj potyczki ze światem są wyłącznie udawane. Nikt nie siedzi po drugiej stronie. Nie spogląda na Twój avatar, zastanawiając się, jakim graczem jesteś. Nikt nie zapewnia wyrzutów adrenaliny.

Jak zatem zostało to rozwiązane? W teorii w pojedynku uczestniczy ośmiu losowo dobranych zawodników. Po pierwszej rundzie odpada połowa, a potem kolejna połowa – i tak nadchodzi finał. Jednak potyczkujemy się tutaj nie z graczami, a z ich wynikami z przeszłości. Czyjś wynik został zapisany na serwerze i teraz zostaje porównany z naszym. Ani to ekscytujące, ani ciekawe. I bardzo szybko odechciało mi się wchodzić do tego trybu.

Zresztą granie online jest w Nintendo World Championships: NES Edition kiepsko zorganizowane. Chcesz pograć ze znajomymi? No to zaproś ich do siebie, bo na odległość nic nie zrobicie.

Słabo.

Rozgrywka z duchami w grze Nintendo World Championships – na screenie widzimy listę ośmiu uczestników rozgrywki.

Są i ekscytacje

Baza Nintendo World Championships: NES Edition zawiera trzynaście klasycznych tytułów. Wśród nich znajdują się: kilka odsłon Super Mario, Zelda, Kirby, Metroid, Ice Climber, Balloon Fight czy Donkey Kong.

Nie przechodzimy tutaj jednak wszystkich gier w całości. Podzielone one zostały na małe fragmenty. Część z nich przejdziemy w trzy sekundy, przy innych spędzimy parę minut. Dla mnie najbardziej ekscytujące okazały się te superkrótkie propozycje, w których wciąż i wciąż walczyłam sama ze sobą. Przechodzisz raz, drugi, trzeci. Dochodzisz do wniosku, że coś można zrobić lepiej. Że tu i tam można urwać sekundę. Znowu próbujesz – i tak w kółko. To zdecydowanie najlepszy element rozgrywki. Tym bardziej że system wlepia nam oceny, przyznaje wirtualne przypinki i pokazuje, ile brakuje nam do rekordu.

Wirtualna przypinka zdobyta w grze NWC: NES Edition.

Dużo radości dają także potyczki lokalne. W zawodach może uczestniczyć aż osiem osób, z którymi dzielimy ekran. I jak to przy imprezowych klasykach od Nintendo bywa – jest to gwarancja fantastycznej zabawy.

Co niesamowicie ważne – nie trzeba znać żadnej z omawianych gier, aby z powodzeniem uczestniczyć w potyczkach. System umożliwia zarówno zobaczenie przykładowego przejścia, jak i skorzystanie z trybu ćwiczeń. W ten sposób każdy, kto pierwszy raz na oczy widzi dany tytuł, ma szansę zobaczyć, co go czeka.

A jakie zadania przewidują dla nas mini-gry? A to pokonanie bossa w Zeldzie, a to zebranie monet w Mario, a to dotarcie do księżniczki w Donkey Kongu czy skoczenie piętro wyżej w Ice Climber. Dzieje się naprawdę dużo!

Ekran rozgrywki w Nintendo World Championships: NES Edition – widzimy na nim próbę pobicia rekordu w trybie sprinterskim.

Był potencjał na więcej

Choć Nintendo World Championships: NES Edition dostarcza i rozczarowań, i czystej frajdy, uważam, że można było dać graczom dużo więcej.

Na początek – śmieszna sprawa. Jeżeli pobłądzimy w którejś grze – wejdziemy do jaskini czy rury albo zajdziemy za daleko – gra cofnie naszą postać. Zupełnie jakbyśmy nie mogli zobaczyć zbyt wiele z tego, co przewiduje pełna wersja danego tytułu.

Blokada w grze NWC: NES Edition – system informuje nas, iż nie możemy przejść do innej lokacji.

Druga kwestia – wybór tytułów. Szybko okazuje się, że 150 mini-gier wyciągniętych z trzynastu produkcji to dość skromna baza. Biorąc pod uwagę fakt, z jak wielu propozycji na NES mogli wybierać twórcy, można uznać, że dostaliśmy wręcz niewiele. Jeżeli zmęczymy się ciągłym pokonywaniem samych siebie, zostanie nam już naprawdę mało grania. Ot, codzienne wyzwania albo potyczki z przyjaciółmi i rodziną.

Pocieszające jest jednak to, że cena gry nie jest bardzo wysoka. Nowości od Nintendo zazwyczaj kosztują dwa razy więcej, więc miło trafić na tytuł, który tak mocno nie uderza w portfele. Wierzę też, że w przyszłości twórcy pójdą o krok dalej i poszerzą bazę o nowe tytuły. Zemulowanie ich nie powinno być specjalnie dużym wyzwaniem, a przynajmniej znajdą się kolejne argumenty, by ten tytuł kupić.

Ostrzegam jednak, że trzeba się mocno przyzwyczaić do ogrywania Nintendo World Championships: NES Edition na joyconach. Sterowanie jest tutaj niestety niezbyt wygodne i nie pomaga nawet przesiadka na pada. Zdecydowanie brakuje tutaj NES-owego układu przycisków, który uprzyjemniłby rozgrywkę.

Rozgrywka lokalna w grze Nintendo World Championships – na screenie widzimy ekran z wynikami potyczki pomiędzy trzema graczami.

Parę słów o personalizacji

Choć nie dla każdego będzie to superistotny element, należy wspomnieć także o opcjach personalizacji, jakie oferuje omawiana gra. Tworząc profil, możemy wybrać:

  • ikonę gracza – spośród ogromu dostępnych propozycji, które możemy kupować za  pomocą zbieranych w grze monet;
  • ulubioną grę z NES – a wyboru dokonujemy spośród gigantycznej bazy, zawierającej także tytuły niszowe albo dostępne wyłącznie w jednej lokalizacji;
  • podpis w formie sloganu (często zabawnego), w stylu: Can’t Remember the Password, Parents Hid My Power Cord czy My Skills Are Legendary.

I niby to nie jest nic wielkiego – ba, pewnie można by tu dołożyć jeszcze parę opcji personalizacji. Jednak myślę, że to świetny sposób na zadowolenie graczy, którzy lubią wyróżniać swoje postacie na tle cudzych. Albo szybko się nudzą i potrzebują zmian w swoich profilach.

Ekran edycji profilu w grze NWC: NES Edition – gracz może wybrać ulubioną grę Nintendo.

To pojedynkować się czy nie? Nintendo World Championships: NES Edition – finalne wrażenia

Choć niniejsza recenzja Nintendo World Championships: NES Edition może się wydawać mocno krytyczna, uważam, że jest to tytuł wart ogrania. Ma swoje słabsze punkty i ktoś może uznać go za typowy skok na kasę, ale ja oceniam to inaczej. Produkcja dostarcza mnóstwa radości i kryje w sobie dużo potencjału do rozwoju. Da się ten tytuł swobodnie rozbudowywać i wciąż oferować nam więcej. Zresztą już w tym momencie możemy spędzić przy nim wiele godzin i wciąż czerpać z tego ogrom frajdy.

Gave up – porzucenie wyścigu w grze Nintendo World Championships.

Ostatecznie więc uważam Nintendo World Championships: NES Edition za grę wartą uwagi. Spodoba się nie tylko zapalonym nintendziarzom – ba, nawet „niedzielni” gracze mogą się tu świetnie bawić. Cudownie sprawdzi się na imprezach, będzie też świetnym motywatorem dla miłośników bicia rekordów. No i to cudownie sentymentalna wycieczka w przeszłość – nie da się tu nie przepaść bez reszty!

Lubisz tytuły od Nintendo? Sprawdź nasz ranking najlepszych bohaterek z gier Nintendo, a także recenzje niedawnych nowości: Luigi’s Manson 2 HD i Endless Ocean Luminous.

Recenzja Nintendo World Championships: NES Edition powstała dzięki uprzejmości Nintendo Polska.

Scroll to Top
Verified by MonsterInsights