50 produkcji w jednym miejscu, setki ciekawych rozmów i faktyczny wpływ na proces powstawania gier – czyli podsumowanie strefy indie na Digital Dragons 2026.
17-19 maja tego roku to dni, które w polskiej branży gamingowej stały pod znakiem konferencji Digital Dragons, na której można było zobaczyć wiele nadchodzących gier. Wystawiło się łącznie 50 tytułów z Polski i nie tylko, a my mogliśmy ograć różne dema, porozmawiać z twórcami i lepiej zrozumieć proces powstawania tych produkcji. Zdążyliśmy zagrać w 14 tytułów i właśnie o nich Wam opowiemy.
Land Of Infinite Dreams
W Land of Infinite Dreams wcielamy się w księżniczkę, która zostaje zaproszona do Lunarii – magicznego świata. Twórca w rozmowie mówił o tym miejscu jako o odzwierciedleniu psychiki głównej bohaterki. To jednoosobowa gra, w której pierwsze skrzypce ma pełnić narracja. Zawiera nawet ciekawy pomysł sterowania światłem księżyca. A jak aktualnie gra się w Land of Infinite Dreams? Cóż… ciężko. Gra wygląda w porządku, ma mocno stylizowaną grafikę, co zawsze pomaga przy małym budżecie. Niestety rozgrywka na ten moment jest mocno drewniana i zawiera kilka w mojej opinii bardzo podstawowych błędów, jakie w grach mogą się pojawić.
Przykładowo, w pewnym momencie musimy zniszczyć barierę, za którą stoją rycerze. Gdy rozwalimy ją, stojąc blisko niej, to mamy przed twarzą 5 rycerzy, od których nie da się uciec, bo poruszają się z tą samą prędkością co my. Więc z takiej sytuacji można wyjść tylko stojąc w miejscu i otrzymując obrażenia. Pani ze studia, która oglądała, jak gram, powiedziała, że niszcząc bramę, najlepiej stać trochę dalej, aby przeciwnicy stojący za nią nie zdążyli do nas dojść. No, nie jest to intuicyjne. Dialogi są czytane zbyt długo. Na tyle długo, że pani wskazała mi palcem przycisk „Next”, bo myślała, że go nie widzę, gdy ja chciałem posłuchać dialogu do końca. Fani Alicji w Krainie Czarów mogą zainteresować się grą, lecz twórcy mają jeszcze wiele podstawowych rzeczy do poprawy. A jeśli chcecie posłuchać naszego wywiadu z twórcą gry, za niedługo pojawi się na naszym kanale.
(Cezary)

Demon Bluff
Jeśli lubicie Town of Salem lub Among Us nie za aspekt społeczny, lecz dedukcyjny, to mam coś dla Was. Demon Bluff tworzone jest przez niewielkie studio, a ich dziełem jest bardzo interesująca gra logiczna. Zadaniem gracza jest wydedukowanie, które z postaci kłamią, na podstawie logicznego myślenia i poniekąd metody prób i błędów. Aby zobaczyć, czy gra jest dla Was, spróbujcie rozwiązać przygotowaną przeze mnie mini zagadkę, która bazuje na kartach z gry.
Przypuśćmy, że mamy 3 postacie ustawione od lewej do prawej, z czego tylko jedna kłamie. Pierwsza mówi, że postać nr 2 mówi prawdę, druga twierdzi, że na prawo od niej jest kłamca, a trzecia, że pierwsza z lewej kłamie. Wiecie, która z nich to faktycznie kłamca? Jeśli lubicie tego typu zagadki logiczne, to Demon Bluff jest dla Was, ale uprzedzam: w grze poziom trudności wzrasta szybko i nieraz będziecie długo głowić się nad możliwościami, zanim podejmiecie decyzję. Mój przykład był oczywiście bardzo prosty, a w grze już mamy dostępne 40 postaci. Każda z nich działa inaczej, więc opcji i główkowania jest tutaj naprawdę sporo. Jeśli jesteście zainteresowani, sprawdźcie wersję demo na Steamie oraz niedługo nasz wywiad z twórcą na kanale YouTube.
(Cezary)
System Breakdown
System Breakdown to dynamiczna, prosta strzelanka, w której wchodzimy do poziomu, pokonujemy w nim kilka fal przeciwników i dochodzimy do bossa. Sterowanie postacią jest przyjemne, a żeby się uleczyć, musimy wykonać dasha przez przeciwnika, co okraszone jest bardzo satysfakcjonującym efektem slow motion. Gra ma bardzo arcadowy feeling, kojarzący mi się jednak z dość prostymi produkcjami, które możemy znaleźć na przeglądarce. Jedna z twórczyń powiedziała mi, że mocno inspirują się Ruinerem, który jest bardzo dobrze zrobioną strzelanką z widokiem z góry.
Niestety, ale System Breakdown trochę do Ruinera brakuje. W przypadku mojego ogrywania pojawił się tak podstawowy problem jak to, że kursor nie wskazywał prawidłowo miejsca, w które strzelam. Według mnie powinienem trafiać w swój cel, ale pocisk leciał obok niego. Gra ogólnie sprawia wrażenie bardzo wczesnej wersji, między innymi dzięki niewielkiej ilości modeli przeciwników, ogólnej toporności lub temu, że bossowi nie wgrała się animacja śmierci. Przez to, nawet po pokonaniu tuptał sobie nóżkami w miejscu. Według mnie projekt wymaga jeszcze sporo czasu, ale twórcy mają kilka ciekawych pomysłów na przykład na zdobywanie amunicji i bardzo przyjemną mechanikę dashowania. Na ten moment demo gry jest do sprawdzenia w serwisie Steam. Jak dla mnie, jest to jeszcze trochę za szybko i twórcy raczej powinni spędzić trochę czasu na dopieszczanie produkcji.
(Cezary)

Frau Perchta
Tytuł tej gry zaciekawił mnie jeszcze przed wydarzeniem. Perchta to postać nadprzyrodzona pochodząca z pogańskiej mitologii w obszarach alpejskich. Przychodzi ona zimą, w okolicy świąt do domów i ocenia zachowanie dzieci. W grze nasza bohaterka ma w domu bałagan, więc Perchta zamierza ją ukarać. W trakcie rozgrywki będziemy też zbierać sznapsa (wysokoprocentowy alkohol), dzięki któremu tradycyjnie możemy ją przekupić.
Sam gameplay jest bardzo prosty – klikamy na kolejne góry ubrań i śmieci, by rozpocząć potyczkę z antagonistką. Jak powiedział mi Heorhii Pavlov (jeden z twórców gry), ekran walki inspirowany był Undertale. Sterujemy symboliczną głową naszej postaci tak, by narysowała ona glify, mające na celu odpędzić Perchtę. Jedynym minusem są ataki przeciwniczki – te nadchodzą z każdej strony, są szybkie i wychodzą poza ramy, w których możemy się poruszać. Z tego powodu miałam duże trudności w ich unikaniu i wydawały się momentami nieuczciwe.
Grę stworzył zespół studentów Polsko–Japońskiej Akademii Technik Komputerowych – Team4. Projekt powstał we współpracy z Austriackim Forum Kultury w Warszawie. Produkcja jest krótka i została stworzona jako projekt zaliczeniowy, więc powstania dłuższej wersji raczej nie ma w planach. Niemniej sama stylowa oprawa graficzna przykuwała uwagę podczas wydarzenia.
(Natasza)
Greedy Dive
Jeśli gracie właśnie w świeżą Subnauticę 2, a jeszcze mało wam nurkowania, to nie musicie dłużej szukać następneej gry. Greedy Dive to bardzo ciekawe połączenie mechaniki tego znanego, podwodnego survivalu z elementami rogue–like’a. Skaczemy do wody, mamy 60 sekund, aby zebrać, jakie skarby tylko znajdziemy i wyjść na powierzchnię. Następnie sprzedajemy znajdowany łup, a za zdobyte pieniądze kupujemy ulepszenia. To w zasadzie cała pętla rozgrywki, ale czy gra się w to dobrze?
Miałem usiąść na kilka minut, a usiadłem prawie na 20. Twórcy odwalili tutaj kawał dobrej roboty i gdybym tylko miał więcej czasu z chęcią ukończyłbym całe demo. 60 sekund na jedno nurkowanie – wydaje się niedużo, ale szybko odkryjemy różne sposoby na przedłużenie naszego bycia pod wodą. A tam znajdziemy wiele ciekawych przedmiotów i innych rzeczy, które potencjalnie mogą nas zainteresować. Na przykład skrzynię, do otwarcia której potrzebujemy klucza, lub ściana z dziwnego kamienia, którą możemy zniszczyć tylko ulepszonym kilofem. Przez cały czas grania w Greedy Dive towarzyszyła mi chęć na ,,jeszcze jeden skok do wody”, bo faktycznie byłem ciekawy, co tym razem odkryję w tym generowanym proceduralnie jeziorku. Uczucie progresji jest również nieustanne, bo cały czas odblokowujemy coś, dzięki czemu możemy wypłynąć dalej, dłużej i odkryć coś nowego. Jeśli brzmi to jak coś dla was, śledźcie Greedy Dive.
(Cezary)
Be My Horde
Jeśli lubicie gry z gatunku roguelike, to ta produkcja będzie powiewem świeżości. W Be My Horde wcielamy się w Morianę – nekromantkę, która powołuje do walki szeregi nieumarłych. Za ich pomocą możemy pokonać coraz większych i silniejszych przeciwników. Następnie nasza postać wskrzesza i dołącza ich do swojej armii. Oczywiście zabawa na tym się nie kończy, gdyż możemy zdobywać i wzmacniać swoje umiejętności. Przykładowo dodanie na planszy wybuchowych owiec bardzo urozmaici nasz arsenał ataków. Jednocześnie musimy pamiętać o stałym rozwoju, który jest co jakiś czas poddawany próbie.
Grę we wczesnym dostępie znajdziecie na Steamie. Ja miałam przyjemność zagrania w demo przygotowane specjalnie na potrzeby tego wydarzenia. Jak dowiedziałam się od Natalii Rudzińskiej (jednej z przedstawicielek studia), w pełnej wersji możemy spodziewać się większej liczby dostępnych poziomów. Te różnią się m.in. pod względem rodzajów przeciwników, których możemy tam spotkać. Pełny wywiad będzie niebawem dostępny na naszym kanale YT.
(Natasza)

Mutter
Mutter jest grą, która otrzymała pierwsze miejsce na tegorocznej gali Digital Dragons. Opowiada ona historię chłopca, któremu zmarł ojciec, a matka przez tajemniczą chorobę zamienia się w potwora. To nietypowa gra, która łączy wiele elementów, ale przede wszystkim jest to horror przygodówkowy. Ma śliczną oprawę graficzną, która stylizowana jest na świat stworzony z plasteliny, a postacie poruszają się w animacji poklatkowej. Mutter dotyka wielu bardzo poważnych tematów, co twórcy podczas naszej rozmowy mocno podkreślali. Zależy im, aby opowiedzieć dojrzałą historię o przeżywaniu trudnych emocji, które przeżywa każdy z nas, takich jak strata ukochanej osoby czy samotność.
Grywalne demko było bardzo krótkie i dało się je przejść w około 10 minut. Całość przykuwała uwagę przede wszystkim oprawą graficzną, a rozgrywka przypomina nieco tą znaną z takich tytułów jak Little Nightmares lub Reanimal,które recenzowaliśmy na naszej stronie. Naszym pierwszym zadaniem w grze było wykonanie kilku prostych czynności, które zleciła nam mama. Niestety, ale demo kończyło się tam, gdzie zaczęły pojawiać się elementy horrorowe, więc nie były one zbyt widoczne w demie. Te 10 minut wystarczyło jednak, aby przekonać mnie do zakupu Mutter, gdy tylko będzie dostępne. Koniecznie sprawdźcie sobie tę grę na Steamie.
(Cezary)

Foxy Dumplings
To z pewnością był najbardziej uroczy tytuł, w jaki grałam na tym wydarzeniu. Foxy Dumplings to gra typu cozy, w której wcielamy się w lisicę o imieniu Lisa. Niczym w fabule serialu The Bear, zmaga się ona z wypaleniem zawodowym i decyduje się założyć swój własny biznes. Będziemy zatem przyrządzać różne rodzaje pierożków z całego świata i sprzedawać je w naszym food trucku.
Twórcy zadbali nawet o najmniejsze szczegóły – przepisy na pierogi są realistyczne i możemy je wykonać w wersji klasycznej lub wege. Kwestie BHP też są dopracowane, bo na nasze życzenie możemy założyć lisom rękawiczki. Natomiast możemy też tego nie robić i oglądać ich urocze łapki wedle uznania.
Dzięki uprzejmości Aleksandry Wróblewskiej (jednej z twórczyń) miałam możliwość zrobienia w grze knedli, które nie były dostępne w standardowych ramach dema. Dowiedziałam się też od niej, że w pełnej wersji gry prawdopodobnie zostanie dodany język polski. Natomiast po więcej szczegółów, odsyłam do filmu z wywiadem na naszym kanale, który pojawi się wkrótce.
(Natasza)

Gun in a Well
To jedyna produkcja na tej liście, która robiona jest tylko przez jednego człowieka. Nie oznacza to jednak, że nie warto się nad nią pochylić. Gun in a Well to bardzo przyjemny roguelike, którego zasady zrozumiemy od pierwszych momentów gry. Tak jak sugeruje tytuł: sterujemy tutaj bronią (z początku pistoletem) i spadamy w dół studni. Haczyk polega na tym, że poprzez strzelanie z broni pozbywamy się przeszkód i przeciwników, ale odrzut jednocześnie porusza nas w przeciwnym kierunku do strzału.
Sprowadza się to do tego, że w trakcie gry cały czas musimy mieć na uwadze, w jakich przeciwników strzelamy oraz w jakie miejsce nas to zaprowadzi. W studni znajdziemy wielu różnych wrogów, przedmioty, a co jakiś czas staniemy przed wyborem ulepszenia, które potrafi mocno zmienić rozgrywkę. Michał Gniodek stworzył bardzo przyjemną grę, która z pewnością umili nam kilka chwil przed monitorem.
(Cezary)

BABA YAGA: Whispers of the BOOM
Gdybym miała najprościej opisać ten tytuł, to powiedziałabym, że jest to Bomberman osadzony w mitologii słowiańskiej. Byłoby to jednak zbyt duże uproszczenie. BABA YAGA: Whispers of the BOOM to projekt bardzo związany z jej pomysłodawcą, Jakubem Rakiem. Twórca zmodyfikował gameplay znany z gier swojego dzieciństwa tak, aby połączyć go z eksploracją poziomów. Te z kolei są nasiąknięte folklorystycznymi odniesieniami.
W grze wcielamy się w Yagę – czarownicę, która potrafi rzucić czar sprawiający, że wszystko wokół danego pola wybucha ogniem. Co więcej, sama nie może stać w polu jego rażenia. W ten sposób będziemy pokonywać naszych przeciwników. Trzeba przy tym pamiętać, że czarna magia nie robi wyjątków – możemy przypadkowo zranić także naszych sojuszników.
Poziom dostępny w demie nie był zbyt skomplikowany ani długi – podobno ukończyłam go szybciej niż większość grających tamtego dnia. Najtrudniejsza była dla mnie walka z bossem, który pojawił się w miejscu, gdzie zabrakło przestrzeni do zadawania sensownych obrażeń. Niemniej mam nadzieję, że przyszłe plansze będą dłuższe i bardziej rozbudowane.
(Natasza)
Dreampainters
Dreampainters to jedna z tych produkcji, w które planowałem zagrać już na jakiś czas przed przyjazdem na Digital Dragons. Pierwszoosobowa gra logiczna z dużym naciskiem na elementy platformowe, to coś, w co nie grywam na co dzień, ale bardzo spodobała mi się koncepcja od studia Stability Games. Główna bohaterka trafia do krainy snów, w której znajduje magiczny pędzel. Za jego pomocą może malować powierzchnie dookoła. Każdy kolor farby działa inaczej i służy do czegoś innego. Na przykład przy pomocy niebieskiej farby przewodzącej prąd można go poprowadzić, aby otwierał nam odpowiednia przejścia. Czerwona przyśpiesza naszą postać, a od żółtej się odbijamy.
Widać tutaj sporo inspiracji żelami z Portal 2, ale twórcy naprawdę postarali się, aby ich gra miała własną tożsamość. Zagadki, przed którymi stajemy, mają więcej niż jedno rozwiązanie, dzięki czemu mamy poczucie, że faktycznie sami poradziliśmy sobie z zadaniem. Gra jest wykonana w przyjemnej, stylizowanej grafice, która ma przypominać puste płótno malarskie. Całość można przejść solo, ale dodatkowo mamy również kampanie co-op. Twórcy myślą również nad dodaniem trybu dla dwóch graczy do podstawowego trybu solo. Niewiele jest gier, które dobrze wykorzystują portalowe mechaniki, ale w przypadku Dreampainters, o to się nie martwię.
(Cezary)

Falling Apart
Ku mojemu zadowoleniu, na wydarzeniu pojawiły się też produkcje z gatunku point –and– click. Jedną z nich jest Falling Apart, którego demo miałam okazję przejść. Gra w wykonaniu HiKing Mind jest zdecydowanie odskocznią od poprzedniego tytułu tego studia. Chociaż obie opisywane są jako gry cozy, w przypadku tej nowości trochę powątpiewam w to stwierdzenie.
Falling Apart to horror, który raczej nie dąży do bycia strasznym – jest momentami po prostu obrzydliwy. Podobały mi się zagadki i uważam, że były dobrze przemyślane. Niemniej po niektórych rozwiązaniach zrobiło mi się trochę niedobrze. Przykładowo ostatnia zagadka w demie wymagało tego, aby robak wypchnął oko z oczodołu trupa, wchodząc przez jego nos. Miałam przy tym okazję porozmawiać z twórcami i wiem, że być może takie sceny jeszcze ulegną zmianie. Wywiad z jednym z nich, czyli z Marcinem Malinowskim, znajdziecie niebawem na naszym kanale na YouTube.
(Natasza)

Into the Fire
Od narracyjnego symulatora chodzenia na podstawie książki fantasy do extraction survivala o walce z żywiołem ognia. Kto jak kto, ale Starward Industries wie, co znaczy przebranżowienie. Do tej pory możecie kojarzyć to studio z, moim zdaniem, świetnej gry The Invincible. Jej recenzje znajdziecie na naszej stronie. Jest to mocno nastawiony na fabułę i klimat walking simulator, którego zadaniem jest przede wszystkim opowiedzenie ciekawej historii. Twórcy tym razem porwali się na zupełnie inny gatunek. Into the Fire to nietypowe połączenie extraction shootera z survivalem. W grze wcielamy się w bohatera, który znajduje się na wyspie wulkanicznej. Możemy eksplorować mapę, zdobywać przydatne materiały, ratować NPC-ów i gasić pożary. Mamy na to jednak mocno limitowany czas, jako że na wyspie z każdą chwilę ogień staje się coraz potężniejszy. Naszym zadaniem w takim razie jest ciągłe lawirowanie pomiędzy dalszą eksploracją i progresem a cofnięciem się do bazy i nie ryzykowaniem utraty uzbieranego dotychczas sprzętu.
Miałem okazję pograć w Into the Fire około 15 minut. Nie jest to wystarczająco dużo czasu, aby zobaczyć grę w pełnej okazałości. Zdążyłem pochodzić trochę po mapie, powalczyć z kilkoma przeciwnikami i niestety, ale przegrać walkę z ogniem. Nie widziałem bazy wypadowej i nie wiem, jak nasze decyzje będą wpływać na dalszy przebieg rozgrywki. Twórcy zapewniają jednak, że gra jest otwarta i że tworząc Into the Fire, chcieli dać graczom wolność i możliwość samodzielnego decydowania. Na przykład uratowane NPC-ety mogą dać nam interesujące misje lub przedmioty, których nie zobaczymy, jeśli wcześniej nie uratujemy tych ludzi. Moje wstępne wrażenia z gry są bardzo pozytywne. Mapa wydaje się interesująca, mechanika walki z ogniem jest bardzo pomysłowa i wykonana poprawnie. Wydaje mi się też, że nigdy wcześniej nie spotkaliśmy w grach wideo walki z żywiołem ognia na taką skalę. Mam szczerą nadzieję, że twórcom uda się dotrzymać ich obietnic i mocno trzymam kciuki za ten projekt.
(Cezary)

ECUMENE Aztec
Jako absolwentka Porównawczych Studiów Cywilizacji byłam bardzo podekscytowana na myśl, że powstaje gra osadzona w Mezoameryce. Niestety podczas grania w nią zmierzyłam się z mniej przyjemną rzeczywistością. W trakcie rozgrywki wcielamy się w Azteka uciekającego przed byciem złożonym na stole ofiarnym. Miałam pewne wątpliwości, co do realizmu tego motywu, jednak na pochwałę zasługuje ładnie animowane intro, któremu towarzyszy narrator mówiący w nahuatl (języku, którym posługiwali się Aztecy).
Pod względem gameplayu gra stara się przypominać Uncharted, z dużą ilością walki i wspinania się. W przypadku tego drugiego elementu był on lekko niedopracowany – moja postać nie chciała czasem skakać lub teleportowała się na sąsiednie skałki. Również walka pozostawia wiele do życzenia, chociażby dlatego, że podczas mojej rozgrywki nieodwracalnie zepsułam mechanikę blokowania ataków. Twórcy zapewniali mnie, że gra ma być skradanką. Tymczasem animacje skrytobójstwa były długie, brutalne i pozostali przeciwnicy nie reagowali na nie. Poza tym kolejność ich pokonywania była na tyle nieintuicyjna, że w niektórych sekcjach się poddałam i przesprintowałam przez nie. Do tego każdy, niezależnie od tego, kim jest, próbuje nas atakować, co fabularnie moim zdaniem nie ma sensu.
Na koniec pozostaje kwestia kulturowa, do której też mam parę zastrzeżeń. Największym z nich jest nazwanie boga Tlaloca imieniem jego majańskiego odpowiednika. Wiem z czego wynika ten błąd, ale niedopracowania techniczne to coś, co trudno zignorować. Moim zdaniem przed twórcami jest jeszcze ogrom pracy. Niemniej kibicuję im, aby udało się dobrze oddać ten oryginalny pomysł.
(Natasza)
Gry z Digita Dragons 2026 – podsumowanie
Na wydarzeniu w Krakowie mieliśmy okazję sprawdzić wiele interesujących produkcji. Możliwość porozmawiania z twórcami podczas grania w ich gry jest zawsze przemiłym doświadczeniem. W tym roku tytuły zaprezentowane na Digital Dragons były na bardzo wysokim poziomie i z pewnością czekać będziemy na premiery wielu z nich.
Jedyne, czego żałujemy, to że nie udało nam się ograć większej ilości produkcji. Z pewnością wiele tytułów, z którymi nie mieliśmy styczności byłyby godne polecenia, jednak mamy nadzieję, że te zaprezentowane tutaj przez nas, również przypadły wam do gustu. Znaleźliście coś dla siebie? Pamiętajcie, żeby sprawdzić nasze wywiady z twórcami wielu tytułów z tej listy oraz sprawdzić samodzielnie gry z Digital Dragons 2026.

