Dla fanów morza i Lovecrafta. Dredge – recenzja gry

Grafika z gry Dredge

Wędkowanie, tajemnice i morskie potwory. Moja recenzja przybliży Wam niezwykły świat gry Dredge. 

Wiecie, że ludzkość dokładniej zbadała przestrzeń kosmiczną niż głębiny oceanów? Nic więc dziwnego, że morska toń rozpala wyobraźnię artystów. Musiała też zaintrygować deweloperów ze studia Black Salt Games, twórców gry Dredge. To niepozorna produkcja z elementami RPG, w której nie tylko powędkujemy, ale i zmierzymy się z istotami nie z tego świata. W mojej recenzji gry Dredge postaram się nie zdradzić za dużo szczegółów dotyczących fabuły. Co nie będzie zbyt trudne gdyż… sama produkcja oszczędnie dawkuje informacje. Od pierwszych minut rozgrywki czuć nosem tajemnicę. A potem robi się tylko ciekawiej.

Dredge recenzja

Stary człowiek i jeszcze starsze morze

Podczas zabawy wcielamy się w rybaka. Biedak rozbił się na morzu, a miejscowy burmistrz zaoferował mu pomoc. Podarował nam kuter rybacki, ale oczywiście nie za darmo. Dlatego na początku gry naszym zadaniem będzie spłacenie długu. Dokonamy tego, sprzedając złapane ryby. Już na początku chcę pochwalić Dredge za bardzo przyjemną mechanikę rybołówstwa. Jest genialna w swojej prostocie. Podpływamy do miejsca pełnego konkretnych ryb (które możemy wypatrzyć przez lornetkę), poklikamy i mamy zdobycz. Ciekawe jest to, że wszystkie mini-gierki działają w gruncie rzeczy tak samo (musimy naciskać przycisk w odpowiednim momencie), ale przez to, że różnią się wizualnie, nie nudzą. Poza tym samo złapanie ryby to połowa sukcesu. Musimy ją jeszcze wcisnąć do ekwipunku, co przypomina trochę grę w Tetrisa. Każdy przedmiot ma określoną ilość kwadratów oraz kształt, który zajmuje w ładowni. Należy tak obracać łupami, aby je ładnie zmieścić.

Dredge recenzja

Ale to nie wszystko. Naszą łajbę możemy ulepszać na różne sposoby. W Dredge istnieją dwa drzewka rozwoju. Jedno zawiera badania, dzięki którym możemy odblokować nowe rodzaje wędek, sieci czy elementów statku. Drugie odpowiada głównie za zwiększanie miejsca w kutrze, tak aby upchnąć większy silnik czy lepsze lampy. Badania popychamy do przodu znajdując trybiki zwane research parts. Z kolei do powiększenia łajby potrzebujemy drewna, metalu czy innych materiałów, które znajdziemy na dnie morza. Jakby tego było mało, to miejscowy malarz chętnie przemaluje nam burtę albo zainstaluje nową flagę.

Dredge recenzja

To wszystko sprawia, że ciągle mamy jakiś cel. Czasem zbieramy materiały na wędkę do łowienia w wulkanicznym klimacie, innym razem marzy nam się dodatkowy, potężniejszy silnik. Produkcja, używając dosyć prostej mechaniki, efektywnie przykuwa naszą uwagę. Poza tym szybko odczuwamy progress. Nowe sieci umożliwiają nam złapanie ciekawych gatunków ryb, a dodatkowa lampa sprawia, że mniej boimy się w nocy.

Dredge recenzja

Zasady bezpieczeństwa

Kiedy burmistrz zleca nam łowienie, wspomina o jednej, bardzo ważnej zasadzie. Pracujemy tylko i wyłącznie w dzień, wieczorem musimy przybić do portu. W odwrotnym przypadku narażamy się na wpływ mgły. Czymkolwiek jest enigmatyczna mgła, wychodzi na powierzchnię po zachodzie słońca i doprowadza ludzi do szaleństwa. Tym samym gra przedstawia kolejną mechanikę, czyli Panikę. U góry ekranu zazwyczaj zobaczymy zegar oraz kompas, ale gdy znajdziemy się w pobliżu tajemniczych zjawisk, pojawi się też oko. Z początku będzie tylko czuwać, ale im więcej przebywamy w niebezpiecznym miejscu, tym bardziej panikujemy. Oko zaczyna nerwowo się rozglądać, a w końcu trząść ze strachu. Na panikę wywołaną spotkaniem z horrorami poza ludzkim pojęciem pomaga sen i odpoczynek (trochę jak w prawdziwym życiu). I w taki sposób dowiadujemy się, że Dredge to lovecraftowski horror udający tylko uroczą grę o wędkowaniu.

Dredge recenzja

Zdecydowanie musimy często zerkać na zegarek. Warto też pamiętać, że czas płynie tylko, jak robimy coś konkretnego: łowimy ryby, instalujemy sprzęt albo… po prostu płyniemy. Jeśli się zatrzymamy – zrobi to też wskazówka zegara. Dlatego granie w Dredge to ciągłe podejmowanie decyzji. Czy warto sprawdzić jeszcze jedno miejsce do łowienia? Czy może już lepiej przybić do bezpiecznego portu? Sprawę pogarsza fakt, że łódka (zwłaszcza w początkowych etapach gry) jest naprawdę powolna. To wszystko sprawia, że jesteśmy nieustannie czujni i musimy odpowiednio planować czynności. Zdecydowanie nie można się nudzić.

Co czyha w głębinach

Trzeba jednak przyznać, że mgła intryguje. Czerwonawe smugi w powietrzu szepcą coś enigmatycznie. Człowieka zastanawia, co takiego kryje się w ciemnościach. Wścibskość może niestety skończyć się tragicznie. Przykładowo zastaje nas wieczór blisko startowej lokacji. Bujamy się po morzu, gdy widzimy na horyzoncie znajomy kształt. Drugi kuter rybacki. Nawet odpowiada na nasze sygnały dźwiękowe. Co to może być? Statek widmo? A może po prostu drugi, nieustraszony rybak, który chętnie wybiera się na połów w nocy? Dopływamy z ciekawością do drugiej łódki i w ostatniej chwili dostrzegamy zarys cielska pod wodą.

To ogromna demoniczna żabnica. Tylko zamiast wyrostka na głowie, jak jej zwyczajna kuzynka, jako przynęty używa widma łódki. A my daliśmy się nabrać jak pierwsi lepsi idioci. Ale pomysłowości nie możemy odmówić.

Dredge recenzja

Co nie zmienia faktu, że przed „kutrem” należy jak najszybciej uciekać, inaczej potężne szczęki uszkodzą naszą łajbę. Nagły odwrót to jednak nie jedyna strategia w starciu z morskimi potworami. Czasem przeciwnie – lepiej zastygnąć w bezruchu i poczekać aż stwór się oddali. Albo zatrąbić na niego syreną mgłową. Dredge może pochwalić się różnorodnymi przeciwnikami. Kluczowym dla naszego przetrwania będzie nauczenie się odpowiednich strategii. I pamiętanie o śnie. Niestety bezsenność zostanie dobitnie ukarana. Bowiem naszą łódkę zaczną atakować rozwścieczone wrony. Osobiście doradzam też granie z użyciem kontrolera. Jego wibracje ostrzegą nas przed wrogimi istotami w pobliżu.

Lewiatan, twój dobry sąsiad

Bardzo podobało mi się, jak szybko podczas gry można przyzwyczaić się do potworów. Już się mniej boisz, bardziej irytujesz. Aż chcesz spojrzeć w oczy tym demonicznym istotom i powiedzieć: „Możecie dać mi spokój? Ja tu próbuję złapać makrelę!”.

Tym samym upodabniamy się do innych mieszkańców tego świata. Mam wrażenie, że w Dredge każdy już się pogodził z faktem, że ocean nawiedzają mroczne, nadnaturalne siły. Wygląda na to, że nawet najbardziej przerażające stwory mogą się znudzić. Widać to chociażby po miejscowym handlarzu ryb. Pewnego dnia bez mrugnięcia okiem prosi nas o złapanie zmutowanych ryb, tych na które wpłynęła mgła. Dla niego trójoka makrela czy krab wyglądający jak rekwizyt z filmu Cronenberga to chleb powszedni. I, szczerze mówiąc, bardzo mi się ten motyw podoba. Jest w nim coś odświeżającego. Bohaterowie nie mdleją na myśl o okropieństwach, które kryją się pod osłoną nocy, a raczej traktują je jako irytującą część codzienności. Jak to mówią – człowiek się do wszystkiego przyzwyczai.

Poza tym czasem straszniejsze jest coś tak prozaicznego jak skały. Zwłaszcza, gdy zauważymy je w ciemnościach w ostatniej chwili i uszkodzimy sobie łajbę. W Dredge naprawdę można poczuć się jak doświadczony rybak zmagający się z prozą życia.

Sprzedam przeklęty amulet, cena do negocjacji

W grze ważną rolę odgrywa także tytułowe „dredge”, czyli przeszukiwanie dna morza. Głównie możemy szukać fantów dla siebie. Bowiem z głębin wyłowimy części do rozwoju statku czy błyskotki, na których zarobimy trochę pieniędzy. Jednak przede wszystkim zajmiemy się szukaniem reliktów dla pewnej osoby.

Mianowicie na jednej z wysp o pomoc prosi nas tajemniczy Kolekcjoner. Zleci nam wyłowienie cennych przedmiotów w kilku lokacjach. Za każdym razem, gdy dostarczymy mu skarb, odwdzięcza się, recytując coś z tajemniczej książki i obdarzając nas specjalnymi umiejętnościami.

Oczywiście Kolekcjoner uprzedza, że korzystanie z mocy ma swoją cenę. Głównie płacimy za umiejętności zwiększającą się Paniką. Jeśli folgujemy z mocami –  oko u góry ekranu zaczyna się bardziej trząść, a świat robi się bardziej czerwonofioletowawy. Inne umiejętności mają też cooldown. Z kolei magiczne przyspieszenie może przegrzać silnik łajby i ją uszkodzić.

Ponownie w Dredge pojawia się kwestia podejmowania odpowiednich decyzji i ryzyka. Czy użyjemy jeszcze raz umiejętności, aby usprawnić jakieś zadanie? Czy może damy sobie spokój i zrobimy to na spokojnie, bez paniki?

Macki, zęby i świecące piranie

Zaskoczyło mnie, jak ciekawe jest zbieranie przedmiotów dla Kolekcjonera. W teorii nie powinno to bawić – ot, typowa misja fabularna, znajdź i przynieś. Jednak gra na każdym kroku zaskakuje czymś nowym. Zaczyna się nudno, znajdujemy miejsce zaznaczone iksem na mapie i wyławiamy relikt. Potem, aby dostać się do cennego przedmiotu, musimy wysadzić kupę kamieni blokujących zatokę. Ale aby to zrobić, musimy pomóc dwóm skłóconym braciom. Później robi się jeszcze ciekawiej.

Nawet jeśli skupimy się tylko na głównych misjach, w Dredge czeka nas mnóstwo przygód. Z żądnym zemsty Lotnikiem zapolujemy na bagnach na wysysające umysł stwory. Pomożemy Badaczce, której baza została zniszczona przez ogromne macki. Odkryjemy nawet starożytną świątynię.

I przede wszystkim pozwiedzamy różne, interesujące lokacje. Świat Dredge nie jest jakiś duży, ale znajdzie się w nim coś dla każdego. Są tu zasnute mgłą bagna czy wulkaniczne wody pełne piranii. Poza tym praktycznie wszędzie możemy spotkać jakąś postać. Z bohaterami niezależnymi nie tylko pogadamy, ale też pohandlujemy czy otrzymamy od nich zlecenie. Oni też się odwdzięczą, oferując ładunki wybuchowe czy własnoręcznie przygotowaną przynętę. Najczęściej wpadniemy na Podróżującą Kupczynię. Z jej pomocą naprawimy łódź czy odsprzedamy rybę zalegającą w ładowni. Sprawia to, że świat Dredge wydaje się tętnić życiem. Przypomina bardziej prawdziwe miejsce niż wirtualną lokację pełną papierowych postaci.

Zachody słońca i wybuchające meduzy

W czasie rozgrywki można poczuć się jak zwykły rybak, który nie tylko próbuje uporać się z codziennymi trudnościami, ale i odkrywa mroczne sekrety. Nie będę tutaj zdradzać, czego się dowiadujemy, bo dużo satysfakcji daje samodzielne zebranie części układanki.

Tajemnice świata Dredge odkrywamy nieśpiesznie, trochę przez przypadek. Mieszkańcy nie zawsze chętnie odpowiedzą na nasze pytania. Znalezione w butelkach listy z początku wydają się pozbawione wartości. Błądzimy we mgle – dosłownie i w przenośni. Sprawy nie polepsza fakt, że dla wszystkich jesteśmy obcy. Kojarzy nas jedna osoba, leciwa Latarniczka. Tylko że ewidentnie nie czuje do nas sympatii. Dlaczego? Dowiemy się tego w nieprzyjemnych okolicznościach.

Dredge to małe dzieło sztuki. Działałoby jako książka czy serial, ale dzięki interaktywności możemy w pełni (nomen omen) zanurzyć się w tej historii. Twórcy wcale nie sięgnęli po nic innowacyjnego. Mechaniki są proste, a fabuła czasem posługuje się oklepanymi motywami. Jednak produkcja jest na tyle kompetentna, że to działa i nie nudzi.

Wisienką na torcie jest oprawa audiowizualna. Dredge zachwyca zachodami słońca, przeraża blaskiem potwornych oczu czy uspokaja znajomym światłem latarni morskiej. Piekielna czerwień czy tajemniczy fiolet towarzyszy prawie każdej nocnej wyprawie. Dredge ma prosty, ale spójny i ładny styl graficzny. Nie mam też nic do zarzucenia muzyce.

Produkcja ponadto oferuje mnóstwo małych, zapadających w pamięć momentów. Takich jak zobaczenie wieloryba podczas wyjątkowo nudnej przeprawy. Albo niespodziewane zastanie nocy w miejscu o urokliwej nazwie Devil’s Spine.

Dopływamy do brzegu, czyli ogólne wrażenia z Dredge

Nie da się ukryć, że Dredge bardzo przypadło mi do gustu. Tytuł działa już jako gra o wędkowaniu. Różnorodność ryb i krabów zadowoli najbardziej wybrednych, a system rozwoju łódki przynosi dużo satysfakcji. Styl graficzny cieszy oko, a odgłosy mew i szum morza pozwalają się jeszcze bardziej wczuć. Jeśli dodamy do tego tajemnicę niczym z powieści H.P. Lovecrafta, dostajemy produkcję-perełkę.

Jeśli mam już się do czegoś przyczepić, to jedynie do warstwy technicznej. Gra bowiem lubi się czasem zacinać. Zwłaszcza w momencie odpływania od portu. Oprócz tego? Nie mam jej chyba nic do zarzucenia. Dlatego, jeśli tak jak ja kochacie wirtualne wędkowanie i nutkę tajemnicy, mogę Wam z czystym sumieniem polecić tę produkcję. A jeśli zamiast wędkowania wolicie spokojne remontowanie mieszkań, koniecznie przeczytajcie recenzję gry The Tenants.

Recenzja gry Dredge powstała dzięki uprzejmości Team17.

Scroll to Top