Historia o tym, jak maruda uratował świat. Elex 2 – recenzja gry

Recenzja Elex 2 Magelan planeta

Dziwi mnie, że można coś lubić i czegoś nie lubić w tym samym stopniu. Mam ambiwalentne uczucia związane z Elex 2 i ta recenzja z pewnością jest tego dowodem.

Przede wszystkim zaznaczę, że już dawno żadna gra mnie tak nie zmęczyła. Żeby jednak było jasne, to dość specyficzny rodzaj zmęczenia. Kojarzycie ten moment, gdy po dniu ciężkiej pracy wracacie do domu i bierzecie długi prysznic? Padacie na ryj, a jednocześnie czujecie swego rodzaju dziką satysfakcję. W przypadku tej gry to połowa moich wrażeń. Druga połowa to uczucie, gdy po wyrąbaniu szesnastu drzew pod budowę domu ktoś Wam powie, że nadają się tylko cztery z nich. Jestem dziwnie zirytowana i zafascynowaną tą produkcją. Przeciętna recenzja powinna zawierać plusy i minusy, ale wydaje mi się, że Elex 2 ma cechy, które są zarówno plusem, jak i minusem. Ma to sens? Jeszcze nie? To zapraszam na podróż po meandrach moich przemyśleń.

recenzja elex 2 potwory gonią Jaxa

Pod niebem nic nowego

Jeśli graliście w pierwszą część gry, to prawie nic Was w drugiej odsłonie fabularnie nie zaskoczy. Sądzę, że recenzja Elex 2 nie potrzebuje przeglądu jedynki. Zresztą, nawet jeśli nie znacie przeszłości protagonisty, tytułowa produkcja całkiem sprawnie radzi sobie z „przypomnieniem” użytkownikowi tego i owego. Historia ciągnie się dalej i opowiada o dalszych przygodach Jaxa, który wciąż ma tę swoją ujmującą naturę marudy.

Nie będę owijać w bawełnę. Nie lubiłam go. W pierwszego Elexa grałam niedługo po premierze i ledwo go skończyłam. Główny bohater po prostu niszczył mnie swoim naburmuszeniem. Przypominał mi on z jakiegoś powodu postać Hawke z Dragon Age 2. Oboje, mam wrażenie, znajdowali swoją rzeczywistość jako coś wyjątkowo irytującego i sądzili, że coś im się od świata należy. Już nie wspomnę, że traktowali innych zarazem jak wrogów i służących. Niby możemy wybrać nasze dialogi i to, w jakim stopniu będą one ostre. Ale naprawdę mam wrażenie, że w obydwu przypadkach autor stworzył już konkretną postać, która nie jest specjalnie miła. Więc nawet jeśli będę wybierać te przyjaźniejsze opcje rozmowy, to wciąż Jax będzie czasem zachowywał się dupkowato.

Druga część niejako poprawiła w moich oczach postać głównego protagonisty. Nie mogę powiedzieć, że zaczęłam go lubić, ale przynajmniej przestał być dla mnie zbytnio irytujący. Wciąż potrafi być suchy w obyciu jak Sahara lenią porą w Marrakeszu. Bynajmniej nie działa to dobrze na odbieranie przez widza jego postaci.

recenzja elex 2 Jax biegnie pod górkę

Biegnij, Jax, biegnij!

To, że historia leci dalej, nie jest – mam nadzieję – dla nikogo zaskoczeniem. Dla mnie są nim właściwie te same schematy mechaniki. Wiem chyba, skąd to wynika. Piranha Bytes stworzyła Gothica, którego z jakiegoś powodu pokochały rzesze Polaków. Nie grałam w ten kultowy tytuł. Wiem jednak z rozmowy z jednym z fanów przygód Bezimiennego, że Elex 2 jest jakby ulepszoną wersją tamtej produkcji. Dlatego też ów znajomy świetnie się bawił, przechodząc historię Jaxa. Ja, jako że jestem pozbawiona ciężaru sentymentu, mam trochę inne doświadczenia. Oczywiście nie oznacza to, że nie lubię fabuły czy mechaniki. Ale mam, jak wspomniałam na początku, ambiwalentne odczucia.

Mechanika jest dla mnie drewniana. Zdecydowanie lepsza niż w pierwszej części, ale wciąż drewniana. Zapewne ograniczone możliwości finansowe studia mają tutaj coś do rzeczy. Mimika jest podobna do Mass Effect: Andromeda, a poruszanie postaci przypomina mi Risen. Ani jedno, ani drugie niestety nie jest dobrą rekomendacją. Do mechaniki przyzwyczaiłam się dość szybko, ale zawdzięczam to jedynie mojej dużej elastyczności. Uniki okazały się jakąś dziwną porażką. Niby są, ale i tak wyjątkowo często dostawałam po czerepie. Oczywiście z czasem było lepiej. Jak się załapie moment wykonywania uniku, to okazuje się, że każda walka wygląda tak samo. Niemniej jednak nie pamiętam, żeby inne gry jakoś lepiej sobie z tym radziły.

Recenzja Elex 2 – jak pisałam na początku – ma pokazać jednak moje ambiwalentne uczucia. Paradoksalnie więc uważam, że taki styl mechaniki ma w sobie coś pozytywnego. Mam niejasne wrażenie, że gdyby twórcy zdecydowali się drastycznie zmienić poruszanie postaci czy sposób dialogów, wydawałoby mi się to zbyt dziwne. Piranha Bytes ma specyficzny sposób robienia takich rzeczy i to chyba stało się już integralną częścią ich produkcji. Nie bardzo mam ochotę oceniać, czy warto to zmienić, czy nie. Osobiście wolałabym mniej drewnianą mechanikę, ale niemniej doceniam studio za ujednolicenie działania w różnych tytułach.

recenzja elex 2 ekwipunek Jaxa

Porozmawiajmy o misji

Questy w grze dzielą się podobnie jak w poprzedniej odsłonie Elexa. Mamy jedno główne zadanie i w trakcie tworzy się drzewko innych, pobocznych questów. Odnoszę wrażenie, że taki styl jest również dość charakterystyczny dla produkcji studia. To akurat mi się dość podoba, ponieważ nie muszę aż tak się skupiać na wykonywaniu wszystkiego po kolei. Czasem misje rozwiązują się przy okazji innych. Główna fabuła jest moim zdaniem dość prostolinijna, więc wszystkie zadania, jakie się na nią składają, idą w jednym kierunku. Psuje to trochę wrażenia z Elex 2, ponieważ mimo naszych wyborów historia i tak skończy się w założonym od początku przez twórców punkcie. Questy poboczne natomiast to istne pudełko czekoladek – czasem trafisz fantastycznego trufla z marcepanem, a czasem kostkę cukru. Są takie misje, które przechodzi się wręcz z czystą euforią. Sprytnie wymyślone, nieoczywiste i z lekką nutką dekadencji. Inne zaś napawają chęcią wyrwania sobie palców i zrobienia naszyjnika.

Same dialogi z reguły nie budziły we mnie głębszych uczuć. Były takie, że uśmiech sam pchał się na twarz i takie, że czasami miałam mdłości. Nie mam pojęcia, z czego to wynika. Może nad ich tworzeniem pracowała więcej niż jedna osoba? Muzyka też czasami nie współgrała z dyskusją postaci. W trakcie jednej rozmowy linia melodyczna potrafiła zerwać się, aby po chwili poleciało coś o zupełnie innym nasyceniu uczuciowym. Na Posejdona, psuło mi to immersję. Same wypowiedzi poszczególnych NPC były równie dobre, co irytujące. Wszystko idzie dobrze, a tu nagle dostajemy takim banałem w ryj, że się oranżada z komunii przypomina.

Złudne wrażenia z zawierania przyjaźni w Elex 2

No i doszliśmy do towarzyszy. Ta recenzja Elex 2 byłaby absolutnie bezsensu, gdyby nie oni. Sztuczna inteligencja to zdecydowanie nie jest mocna strona tego tytułu. Możemy sobie co prawda brać kogoś do pomocy podczas podróży, ale jego nikła umiejętność celowania w przeciwników czasem doprowadzała mnie do szału. Serio, jak czasami udało mi się stanąć z boku i popatrzeć na to, co robią moi wirtualni przyjaciele, to mi oczy łzawiły. Na grzyba im te bronie, jak w głowę potwora wielkości tarczy zegara na Big Benie nie umieją trafić. Szczęście w nieszczęściu, nasi wrogowie też inteligencją nie grzeszą i strzelają do nas z łuku, mimo że nawalamy ich toporem. Może tak właśnie miało być. Devem nie jestem. Żeby jednak było sprawiedliwie: i tak widać niesamowitą poprawę w użytkowaniu broni w porównaniu z poprzednią częścią. Po prostu chciałabym, żeby moim towarzyszom też ktoś to powiedział.

Misje sojuszników należą chyba do najnudniejszych zadań w całej grze. Jak się jednak przebrnie przez te koszmarnie powtarzalne działania, można dostać możliwość zaprzyjaźnienia się z całkiem fajnymi osobistościami. Nie będę wymieniać towarzyszy, ponieważ niektórzy pojawili się już w pierwszej części i nie chcę Wam psuć niespodzianki. Z tego samego powodu nie opiszę też możliwości romansowych. Niemniej przemierzanie Magalana w kompanii niektórych z tych postaci jest całkiem zabawne. Możecie sobie dobrać sojusznika, który najbardziej będzie odpowiadał Waszym umiejętnościom. Ja jednak wolałam brać tych, z którymi prowadziłam najlepsze rozmowy. Zresztą po jakimś czasie towarzysze otwierają się przed nami i można poznać kawał całkiem ciekawej historii. Polecam sobie poodkrywać.

Frakcje i inne atrakcje

Frakcji znajdziemy w Elex 2 aż pięć. Dwie z nich są dostępne dopiero, gdy już dołączymy do jednej z trzech podstawowych: Albów, Morkonów i Berserków. Każda ma unikalny zestaw broni i umiejętności. Potem odblokowuje się również możliwość dołączania do Kleryków (tylko dla Albów) bądź Banitów (dla Morkonów lub Berserków). Ja postanowiłam pobujać się z Klerykami. Albowie w pierwszej części byli głównymi antagonistami, więc kusiło mnie sprawdzenie się w tej najbardziej mrocznej frakcji. Nie zawiodłam się. Kto jednak wie, może inne są równie ciekawe. Nie omieszkam sprawdzić.

Balans mocy od pierwszej części trochę się wyrównał. Frakcje wydają mi się teraz równie potężne. O dziwo, nie mam jakichś specjalnych uwag do tej części rozgrywki. Podoba mi się, że należę do większej grupy, która z góry zachowuje się w określony sposób, bo jest jakieś kodeks, którego twardo przestrzega. Mogliby jednak ulepszyć co poniektóre misje frakcyjne, bo, szczerze powiedziawszy, są to jedne z najgorszych, jakie możemy sobie wyobrazić. Pozamiataj, zabij 5 potworów, odprowadź tę nadobną dziewoję do następnego zamku. Wiecie, o co chodzi.

Wrażenia z Elex 2 równie negatywne, co podnoszące na duchu

Warto jeszcze wspomnieć o tłumaczeniu. Nie jest to temat na tyle ważny, żeby dostał swój osobny akapit, ale wciąż to ciekawe, co się tu odjaniepawliło. A owo tłumaczenie wygrywa. Dwojako zresztą. Miałam włączony głos angielski, a napisy polskie. Jak zwykle. Ilość „shit”, która została przetłumaczona na wszelkiego rodzaju ciężkie przekleństwa w języku polskim, powala na wstępie. Te postacie wystarczająco często używały słowa „fuck”, ale tłumacz zadumał się chyba nad poranną kawą i stwierdził, że trzeba jeszcze mięsa dorzucić. Inaczej chyba nie będzie prawdziwie po polsku! Miało wiać grozą, a wyszedł skecz kabaretu OT.TO „Psy 3”.

Podsumowując – podobał mi się Elex 2. Nie podobała mi się natomiast prawie żadna pojedyncza cecha tej gry. Oznacza to, że jeśli miałabym wystawiać oceny poszczególnym elementom rozgrywki czy mechaniki, to na 10 możliwych punktów nic (może oprócz systemu frakcji) nie miałoby więcej niż 5. Niemniej po złożeniu wszystkiego do kupy spędziłam całkiem ciekawe kilkadziesiąt godzin. Nie mogę powiedzieć, że siedziałam jak na szpilkach, ale już dawno żadna gra mnie do tego stanu nie doprowadziła. Z czystym sercem jednak napiszę, że bawiłam się nieźle i polecę kupić każdemu posiadającemu w sobie coś z masochisty. Elex 2 ma specyficzny urok drwala – niby toporny, ale jak oczkiem mrugnie, to aż drzazgi lecą. Może nie kupię sobie edycji kolekcjonerskiej, ale jak nadejdzie czas trzeciej części, to się głęboko zastanowię, czy chce przez to wszystko jeszcze raz przechodzić. I kto wie – może się skuszę. 

Recenzja Elex 2 powstała dzięki platformie GOG.com. Dziękujemy!

Scroll to Top
Verified by MonsterInsights