W sieci pojawiają się kolejne ciekawostki z rozprawy przed Federalną Komisją Handlu. Jednak to Sony zdaje się coraz bardziej tracić w oczach graczy.
Od kiedy na świat wyszły pierwsze informacje o potencjalnej fuzji Microsoftu i Activision Blizzard, rywalizacja gigantów z Redmond i Tokio nabrała rumieńców. Sony, rządzące od lat rynkiem konsolowym, uznało ten ruch za ogromne zagrożenie dla swojego prowadzenia. Jim Ryan nie ustępuje w walce o uniemożliwienie konkurentowi realizacji transakcji. Nintendo, figurujące na drugim miejscu podium, nie zgłosiło, jak dotąd, większych zastrzeżeń. Temu nie ma się jednak co dziwić, bo firma opiera się na przenośnym sprzęcie do gier. Walka więc toczy się między bezpośrednią konsolową konkurencją, czyli PlayStation i Xboksem. Tylko że w jej przebiegu to właśnie oskarżyciel z Japonii zdaje się tracić w oczach graczy. Dlaczego?
PlayStation miało dbać o graczy, a dba tylko o swój interes
Nie będę ukrywać, że nigdy nie pałałam sympatią do PlayStation. Polityka firmy dotycząca tytułów ekskluzywnych i zmuszania graczy chcących poznać historie Aloy w Horizon Zero Dawn czy Kratosa w God of War do zakupu ich konsoli mocno mnie odstraszała. Tak, do dziś obie w końcu ukazały się też na PC, dzięki czemu wreszcie je zakupiłam. Niemniej na portowanie wielu innych interesujących produkcji ekskluzywnych dla Sony wciąż nie ma planów. Rozumiem, że to ograniczanie różnych gier do sprzętu jednej firmy jest dlań zazwyczaj korzystne. Zresztą sukces PlayStation zdecydowanie tego dowodzi. Niemniej nie mogę nazwać tego dbaniem o interes gracza.
Tu przypomnę hasło reklamowe japońskiego giganta: „For the players”, czyli „Dla graczy”. Serio? Mając w pamięci, że jednym z celów gigantów konsolowych jest sprzedaż jak największej liczby konsol i namówienie użytkowników innych platform do wypróbowania nowej, nie rozumiem działania przeciwko interesom ogółu graczy. Dla osób, które podobnie jak ja nie lubią lub wręcz nienawidzą grać na padzie, wyrazem dbania o nasze dobro byłoby udostępnienie gier także na PC. Tymczasem PlayStation, wciskające co chwila na rynek kolejne tytuły ekskluzywne, próbuje mówić, że działa właśnie dla mnie?
A może jeszcze frustrację do tego?
Gdzie tu niby dbanie o mnie jako graczkę, skoro firma koniecznie chce namówić osobę niekonsolową do kupienia konsoli za niespełna 3 tysiące złotych, kupowania droższych niż na PC wydań gier i męczenia się z kontrolerem tylko po to, bym poznała te dwie produkcje, na których naprawdę mi zależy? Nie, dzięki, odpalę sobie pełne gameplaye na Youtube. Zrobię to za darmo i bez wylewu frustracji na to, jak niewygodnie gra mi się na padzie. Tutaj pewnie zaraz wyleje się na mnie wiadro hejtu, że tak to mogłabym „przechodzić” każdą grę i moje narzekanie na Sony nie ma sensu. Cóż, jeśli dla kogoś nie ma różnicy, czy steruje kontrolerem, czy klawiaturą i myszką, to mogę tylko pozazdrościć. Dla mnie to pierwsze jest mocno niewygodne, szczególnie w RPG-ach czy strzelankach.
Hipokryzja czy czysty biznes?
Wspominam o tym, gdyż jednym z argumentów Sony, mających na celu zablokowanie transakcji Microsoftu z Activision Blizzard, jest ograniczenie dostępności serii Call of Duty na japońskich konsolach. Gigant z Redmond obiecał, że cykl będzie portowany na sprzęt rywala przez co najmniej kolejne 10 lat. W odpowiedzi PlayStation stwierdziło, że w przypadku zatwierdzenia wspomnianej fuzji przez Federalną Komisję Handlu, sami nie umożliwią portowania słynnej strzelanki na kolejne modele ich konsol. Z jednej strony to zrozumiałe, gdyż umożliwienie przeniesienia gier na nowe generacje wiązałoby się z ujawnieniem rywalowi specyfikacji technicznej sprzętu. Z drugiej jednak, jeśli PlayStation aż tak zależy na FPS-ie Activision, to czy odgórnym zablokowaniem portu działają w interesie graczy, czy jednak swoim?
Drugim argumentem zaś, który Jim Ryan wysunął przed sądem, jest ekskluzywność produkcji, którą Microsoft zapewne obejmie część tytułów Activision Blizzard. Według szefa PlayStation, miałoby to rzekomo negatywnie wpłynąć na rynek gier. Zaraz, moment, co? Tytuły ekskluzywne dla jednej konsoli (z czego Xbox wiele wypuszcza także na PC) mają negatywnie wpłynąć na rynek?
Czyżby PlayStation właśnie samo sobie dokopało? Jak dużą hipokryzją trzeba się wykazać, by jako firma, która od lat regularnie wydaje kolejne produkcje przeznaczone tylko na własny sprzęt, wytykała konkurentowi, że jeśli on się tego podejmie, to zaszkodzi branży?
Megalomanii PlayStation mówię nie
Zdaję sobie sprawę, iż w trakcie procesu wyszło na jaw też kilka niewygodnych faktów na temat Xboksa. Wciąż to jednak Sony ponownie straciło w moich oczach. Zresztą, śledząc internetowe dyskusje, widzę, że nie tylko w moich. Gigant kolejny raz udowodnił, że jego hasło promocyjne to tylko puste słowa, a interes graczy jest nieistotny. Tyle tylko, że tym razem pokazał to też wielu użytkownikom, którzy do tej pory byli lojalni wobec firmy. W czerwcu nie brakło w sieci deklaracji, według których kolejne osoby pozbywały się swoich konsol i wymieniać je na microsoftowe. W łagodniejszej wersji bunt miał zaś polegać na nabywaniu gier Sony prosto ze sklepów i zakupach tylko z drugiej ręki.
Wkrótce dowiemy się, jak zakończą się losy fuzji Microsoftu i Activision Blizzard. Wówczas okaże się, czy Sony zostanie największym przegranym, czy wygranym całego procesu. Ze swojej strony zdecydowanie nie życzę japońskiej firmie sukcesu.

