Déjà vu czy błąd w symulacji? Until Then – recenzja gry

Stylizowana ilustracja przedstawiająca dwoje nastolatków siedzących obok siebie na przystanku podczas deszczu. Chłopak w niebieskiej bluzie trzyma przezroczysty parasol, patrząc w zamyśleniu przed siebie, podczas gdy dziewczyna w słuchawkach i kolorowym stroju uśmiecha się i wyciąga rękę, jakby chciała poczuć krople deszczu. W tle widoczne są rozmyte pojazdy i pastelowe kolory miasta, co nadaje scenie spokojny, nostalgiczny klimat.

Bóle dorastania, rodzinne rany i kruchość rutyny. W tej recenzji Until Then przyglądam się tytułowi, który zachwyca nie akcją, a cichymi momentami między jej zwrotami.

Są takie gry, które wciągają codziennością. Nic więc dziwnego, że ta recenzja Until Then zacznie się właśnie od tych urywków dnia, w których każdy z nas może się odnaleźć. Choć akcja dzieje się na Filipinach, oczami głównego bohatera obserwujemy rzeczywistość zaskakująco nam bliską. Irytujący dla ucha budzik rano, przygotowywanie na ostatnią chwilę prezentacji, żarty z przyjaciółmi, próby zaimponowania dziewczynie. Przed snem przeglądanie mediów społecznościowych i wiadomości ze świata, grupowa konwersacja ze znajomymi ze szkoły, granie w ulubioną grę do późna. Uśpieni powtarzalnością, łatwo przeoczamy drobne pęknięcia w tej rutynie. A nawet jeśli je dostrzegamy, zrzucamy je przypadek lub zmęczenie.

Scena w szkolnej klasie. Trzech uczniów stoi pod tablicą, mają na sobie mundurki: zielone spodnie i białe koszule. Po prawej stronie widoczne duże, niebieskie drzwi. Nad stojącą najbliżej drzwi uczennicą jest dymek dialogowy z napisem: „What’s the matter?”

 

Chłopak z sąsiedztwa

Naszym przewodnikiem po tej rzeczywistości jest Mark Borja. To bohater bierny, sprawiający wrażenie uciekającego od odpowiedzialności. Raczej kiepski uczeń, swoje obowiązki szkolne wypełniający niedbale lub w ogóle. Choć zbliża się moment podjęcia decyzji o swojej przyszłości, większość czasu spędza na graniu lub w internecie. Ma marzenia, ale nie idą za nimi dyscyplina i konsekwencja w działaniu. W byciu „mądrym, ale leniwym” jest zamknięty – w domu nie ma nikogo, kto mógłby zmotywować go do zmiany. Mieszka sam, a oboje jego rodziców pracuje za granicą.

Jest to wątek istotny, ponieważ Until Then to historia o relacjach międzyludzkich. Więzach rodzinnych, zawiłych przyjaźniach oraz meandrach miłości. O tym, że człowiek nie jest samotną, dryfującą wyspą, a małe cząstki codziennego życia mają większe znaczenie, niż może nam się wydawać. Twórcy przedstawiają szeroką gamę postaci. Obok Cathy i Ridela, z którymi Mark tworzy MCR (od inicjałów imion, choć skrót nie wydaje się przypadkowy), spotykamy też Louise, przewodniczącą klasy, czy Nicole, której pojawienie się zmienia bieg wydarzeń. Każde z nich ma swoje rozterki i problemy, pasje i marzenia. Potrafią być rozżaleni, szczęśliwi, przerażeni. Interakcje z nimi są generatorem zmian nie tylko w psychice głównego bohatera, ale też oddziałują na świat, w którym żyją.

Po prawej stronie ciemna, pikselowa ilustracja osoby leżącej w łóżku i patrzącej na telefon w nocy. Po lewej widok konwersacji z osobą pod nazwą „Anonymous”. Postaci rozmawiają o celach życiowych i rozczarowaniach.

 

Świat, który oddycha

Standardowo dla gatunku visual novel fabuła toczy się przez rozmowy lub jej urywki. Poza scenami i czytaniem przez gracza dialogów gra wykorzystuje mechanikę korzystania z mediów społecznościowych. Jest to nasz sposób na pogłębienie relacji z protagonistą oraz światem przedstawionym. Sięgając po telefon Marka odbieramy przelewy i maile od ojca czy przeżywamy rozczarowanie związane z brakiem odpowiedzi na wysłaną przez nas wiadomość. Scrollując dostrzegamy, że wieści ze świata są coraz bardziej niepokojące, a nawet surrealistyczne. Media społecznościowe i komunikatory w grach nie są pomysłem nowym, ale w Until Then rozwiniętym z ogromną czułością. Dzięki temu gra, pod tym względem, jest niczym symulator życia nastolatka w 2014 roku.

Przy temacie immersji, warto wspomnieć o tym, że choć akcja dzieje się w fikcyjnym mieście Liamson, studio Polychroma Games włożyło wiele wysiłku w urealnienie swojego świata. Until Then to list miłosny do Filipin – od posiłków i potraw, przez architekturę i krajobraz, po zwyczaje, lokalny humor i narodowe rany. W świecie gier zdominowanym przez perspektywę zachodnią, tytuł tak ściśle związany z kulturą kraju Azji Południowej jest sporą odmianą. Dla gracza, który w tej części świata nigdy nie był, Until Then jest nie tylko opowieścią, ale też podróżą.

Po prawej stronie chłopak w metrze trzymający w ręce telefon. Po lewej widok jego ekranu, na którym widoczny jest link do artykułu o pomocy dla ofiar „The Ruling”.

 

Będzie pięknie, ale inaczej

Jednak ten tytuł to nie tylko urywki z codzienności i rozterki dorastania. Początkowo fabuła rozwija się spokojnie, a czasami nawet leniwie – jak to codzienność. Niepokój narasta powoli. Ten zabieg stopniowego wprowadzania gracza w poczucie, że „coś jest nie tak” możemy odnaleźć między innymi w Night in the Woods. Until Then wykorzystuje go równie trafnie. Jednorazowe wybicie z rytmu przez déjà vu z czasem przeradza się w ścisk w żołądku. Ludzie zaczynają znikać, wspomnienia przekształcają się i odkrywamy coraz więcej o „The Ruling”, serii katastrof naturalnych, które dotknęły planetę kilka miesięcy przed rozpoczęciem fabuły. Z pojedynczych newsów przewijanych na telefonie „The Ruling” stopniowo staje się echem całej historii.

Wraz z pęknięciami przebija się do nas piękno Until Then. Bo jest to nie tylko standardowy slice of life, ale też gra sięgająca po tematykę rodem z science fiction – równoległe wymiary, przeznaczenie, pętle czasu i efekt motyla. Twórcy nie stronią od trudnych tematów i szokujących wydarzeń, które całkowicie zmieniają perspektywę gracza. Staram się z tym tematem obchodzić ostrożnie, unikając spoilerów. Ostatecznie rzeczywistość nie jest taka, jaka się wydaje, a my jesteśmy towarzyszami Marka w dotarciu do prawdy.

Zazębianie się kół czasu odczuwamy również dzięki temu, że możemy spróbować jeszcze raz. Until Then wykorzystuje new game+ aby dać zarówno nam, jak i protagoniście możliwość naprawienia błędów i zmiany biegu historii. Koniec jest jedynie początkiem. Poprzestając na jednej rozgrywce, tracimy więc sporą część tej rozbudowanej, magicznej przygody.

Na pierwszym planie chłopak w niebieskim swetrze w żółte paski, trzymający parasol. Po jego lewej stronie przytulająca się do niego dziewczyna w białej koszuli. Scena w ciemnych kolorach sugerujących późną porę. W tle ławki i światła otwartego sklepu nocnego.

Kolory nostalgii

Nie sposób nie wspomnieć o aspekcie audiowizualnym, stanowiącym kolejne narzędzie narracyjne wykorzystane przez twórców. Until Then kroczy po linie między realizmem a pixel artem. Jest to styl nienarzucający się, a jednocześnie pełen detali, oferujący stopień zanurzenia się, który zazwyczaj trudno jest osiągnąć poprzez piksele. Osiąga taki poziom opowiadania historii poprzez obraz, że rozumiesz bohaterów, którzy w duszny i lepki wieczór modlą się o deszcz, bo sam jako gracz prawie czujesz pot spływający po plecach. Światło i kolory budują atmosferę, dodając scenom melancholii i nostalgii.

Warstwę graficzną uzupełnia muzyka, najczęściej nastrojowa, klasyczna. To nieprzypadkowy wybór. Pianino to kluczowy element w życiu Marka – niespełnione marzenie i trigger wywołujący wspomnienia. Choć jest to ścieżka dźwiękowa, która nie wyrywa się na pierwszy plan, wraz z całą resztą narzędzi stanowi spójną całość.

Chłopak z dziewczyną jadą rowerami po betonowej drodze pod górę. W tle morze oraz niebo i zachodzące słońce.

 

Cisza po burzy. Until Then – finalne wrażenia

Until Then to jedna z tych gier, które zostają z nami na długo. Choć minęło trochę czasu, odkąd ją skończyłam, a do recenzji musiałam odświeżyć sobie niektóre części fabuły, w moich wspomnieniach nadal żywe jest to, jak czułam się tuż po jej ukończeniu. Nadzieja wymieszana z nostalgią, smutek i głowa pełna myśli o tym, co by było gdyby. Nie jest to tytuł wymagający pod względem rozgrywki. Lwia część to czytanie i zanurzanie się w świecie przedstawionym i emocjach, które oferuje. Nie ma tu skomplikowanych systemów walki i odkrywania, a mimo dotykania tematyki światów równoległych narracja jest linearna. Dla mnie to w tej prostocie leży jej siła: jeśli ta gra znajdzie Was we właściwym miejscu o właściwym czasie, efekt może być niczym trzepot skrzydeł motyla wywołujący huragan.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top
Verified by MonsterInsights