Czy uniwersum Star Wars ma się dobrze? Podsumowanie gwiezdnowojennych gier Disneya

Kolaż czterech grafik związanych z grami ze świata „Star Wars”, z centralnym fioletowym logo przedstawiającym oko. W lewym górnym rogu znajduje się grafika promująca grę „Star Wars Outlaws”, przedstawiająca młodą kobietę i małe kosmiczne stworzenie na ramieniu. W prawym górnym rogu widoczna jest grupa bohaterów science fiction z mieczem świetlnym i robotami w ciemnym, futurystycznym wnętrzu. W lewym dolnym rogu stoi młody mężczyzna trzymający niebieski miecz świetlny na tle pomarańczowego zachodu słońca. W prawym dolnym rogu pokazano ilustrację w stylu klasycznego plakatu „Star Wars” – zamaskowaną postać z czerwonym mieczem świetlnym oraz kobietę stojącą na pierwszym planie w otoczeniu robotów i statków kosmicznych.

Minęło już grubo ponad 10 lat, odkąd Disney zaczął robić Gwiezdne wojny. Zatem jak to jest z tym uniwersum, dobrze czy raczej fatalnie?

30 października 2012 roku miała miejsce Wielka Sprzedaż. Disney wykupił markę Star Wars i wywróciło to świat do góry nogami. Ale od tamtej pory minęło już naprawdę dużo czasu. Dostaliśmy 5 filmów kinowych (22 maja wychodzi Mandalorian i Grogu [sic!]), jeszcze więcej seriali, książek, komiksów, a przede wszystkim gier. Możecie kręcić nosem, ale nie zapominajcie, że przynajmniej dostajemy COŚ. Bo przecież przez wiele lat była susza, pustka i odpoczywanie na Ranczu Skywalkera zamiast tworzenia filmów na podstawie MOICH fanfiction z Knights of the Old Republic II. Dlatego chcę przyjrzeć się zagadnieniu, czy uniwersum Star Wars ma się dobrze i jakie są te wszystkie gwiezdnowojenne gry Disneya. Bo przecież jest ich sporo.

Zaliczam do tego zbiorowiska produkcje, które wyszły od 2013 roku. Pominę gry przeglądarkowe, projekty oficjalnie zamknięte i nieskończone, DLC, gry VR i część mobilek. 

Co już wyszło?

Pochylmy się chwilę nad tym, co dotychczas dostaliśmy. Jakie gry trafiły w nasze ręce i jakie wywołały uczucia? Pamiętajcie, że gniew wiedzie na Ciemną Stronę, więc nie denerwujmy się przedwcześnie, że „dana gra to kasztan”. Przed Wielką Sprzedażą też były gry lepsze i gorsze.

Angry Birds Star Wars II (18 września 2013; PC, Android, iOS)

Jest to kolejna odsłona gigantycznej marki gier logiczno-zręcznościowych, która swoim wyglądem i mechanikami nawiązuje do Gwiezdnych wojen. W produkcji Rovio Entertainment strzelamy z gigantycznej procy ptaszkami (rebeliantami) w świnki (szturmowców albo innych złoli). Jak to było w poprzednich odsłonach gier o zdenerwowanym drobiu, poszczególne typy bohaterów mają swoje specjalne umiejętności. A to ktoś używa miecza świetlnego, ktoś inny Mocy, jeszcze kolejny blastera. Ptak inspirowany Chewbaccą jest ogromny i rozwala wszystko na swojej drodze. Jest to zdecydowanie mobilkowa klasyka gatunku dla fanów uniwersum. Wiem, że teoretycznie pierwsza odsłona również wyszła już „za Disneya”, ale wyszła tak szybko po Wielkiej Sprzedaży, że tusz na umowie jeszcze nie zdążył dobrze wyschnąć. Dlatego jej nie liczę.

Star Wars: Battlefront (20 listopada 2015; PC, PS4, XO)

Pierwszą dużą grą ery Disneya był tytuł od DICE, na który tak wielu czekało, a który… na pewno nie uniósł legendy, a do tego miał sporo problemów na start. Gracze czekali na Battlefronta 3, a dostali restart serii, która dla wielu osiągnęła status świętości. Ponadto nie miała żadnej kampanii fabularnej, a jedynie kilka modułów do gry offline. Można w niej poodgrywać co ważniejsze bitwy z odległej galaktyki, wcielić się w przeróżnych żołnierzy, Dartha Vadera czy Luke’a Skywalkera. Najważniejszym elementem rozgrywki był multiplayer sieciowy, a w nim 11 różnych trybów, takich jak atak na AT-AT, latanie myśliwcem w Eskadrze czy deathmatche. Dostępny był też tryb kooperacji z podzielonym ekranem. Główne trudności związane z produkcją oscylowały wokół problemów z serwerami i takiej sobie optymalizacji.

Star Wars: Galaxy of Heroes (24 listopada 2015; PC, Android, iOS)

Ta darmowa mobilna kolekcjonerka niedawno obchodziła swoje 10. urodziny. Chociaż grind w niej nigdy się nie kończy, tak produkcja EA Capital Games stale wprowadza do gry coraz to nowe postacie zarówno z nowych, jak i starych Gwiezdnych wojen. Zbieramy zatem setki bohaterów, ulepszamy ich, modujemy, aby walczyć z przeciwnikami w turowych walkach – w ramach przeróżnych wyzwań, eventów, raidów itd. Możemy dołączyć do gildii (tak, są też polskie), bić się z innymi graczami, podziwiać zebrane modele i robić rzeczy zwyczajowe dla tego typu gier.

LEGO Star Wars: Przebudzenie Mocy (13 czerwca 2016; PC, PS3, PS4, PS Vita, Nintendo 3DS, Wii U X360, XO, Android, iOS)

Nikogo nie powinno dziwić, że nowe wówczas Gwiezdne wojny dostały swoją LEGO adaptację. Co jednak trochę dziwiło, to to, że byliśmy przyzwyczajeni do umieszczania CAŁYCH TRYLOGII w klockowym świecie, a nie tylko jednej części. Szczególnie że było pewne, że Rey i spółka pojawią się w jeszcze dwóch kolejnych filmach. Ta produkcja była pewnie skokiem na kasę, ale zebrała dobre oceny i okazała się dobra, choć nieco rozwleczona. Gra jest oczywiście ładna, zawiera typowy dla LEGO humor i mnogość zestawów, na które możemy chcieć naciągnąć rodziców (albo siebie) w prawdziwym życiu. Zawiera 12 poziomów fabularnych i 8 bonusowych, w których odgrywamy wydarzenia z filmu (poza prologiem, w nim gramy końcówkę Powrotu Jedi). Zbieramy wówczas monetki i poukrywane minizestawy, walczymy ze złolami i rozwiązujemy zagadki. Jest to też pierwsza w pełni zdubbingowana po polsku gra LEGO.

Ciekawe jest jednak to, że nie ukazały się LEGO Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi ani LEGO Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie. Dopiero w 2022 r. wyszła gra zawierająca wszystkie części filmów o Skywalkerach, ale o tym w dalszej części tego tekstu.

Star Wars Jedi: Upadły Zakon (11 listopada 2019; PC, PS4, PS5, XO, XSX/S)

To pierwsza tego typu gra wydana zarówno za czasów Disneya, jak i kiedykolwiek w dziejach uniwersum. Była wyczekiwana i została szybko pokochana dzięki sympatycznemu duetowi Cala Kestisa i jego droida BD-1 oraz porządnemu, uczciwemu gameplayowi. Nie jest to najwybitniejsza produkcja, ale jest dobra i dobrze reprezentuje swoje czasy. Jestem pewna, że wielu ludziom czas covidowy minął nieco lepiej dzięki niej (u mnie tak było). Szczególnie że pierwsza lokacja jest taka zieloniutka i słoneczna, że aż miło.

Wyjątkowość produkcji wynikała z jej otwartego świata, a także decyzji kreatywnych, które uczyniły ją nieco mniej mainstreamową – jest to soulslike. Taki lekki, ale jednak. Mamy tu ze cztery poziomy trudności, dzięki czemu bardziej casualowi gracze się tak łatwo nie odbiją, ale mechaniki zostają. Są ogniska (punkty medytacji), tracimy niezużytego expa, jeśli zginiemy i levelujemy się tylko przy ogniskach. Do tego walki wymagają od nas stałego parowania, kontrowania, używania Mocy, odbijania strzałów z blasterów i pewnej zachowawczości. Bo w grze jest dość łatwo umrzeć.

Cal Kestis to uroczy młody padawan, który przeżył Rozkaz 66 i ukrywa się przed szukającym niedobitków Imperium. Idzie mu tak dobrze, że pracuje jako złomiarz, ale przyjeżdża hiszpańska Inkwizycja, której nikt się nie spodziewał. Niestety, tożsamość chłopaka wychodzi na jaw, a on jest zmuszony uciekać. Pomagają mu była Jedi Cere oraz pilot Greez, którzy w sumie zwalają mu na głowę jakiegoś wielkiego questa, żeby odbudować Zakon. Latamy tak wspólnie na różne planety (na pierwszej znajdujemy przeuroczego droida BD-1, który nie odstępuje Cala na krok) i zbieramy info. Bijemy szturmowców, agresywną zwierzynę, bierzemy udział w epickich walkach 1 vs 1 ze złymi Inkwizytorami i przeżywamy udaną przygodę o rycerzu Jedi.

Star Wars: Squadrons (1 października 2020; PC, PS4, XO)

Dość wyjątkowa produkcja od Motive Studio, która jest pokłonem w stronę wielu starych symulatorów latania w kosmosie, np. Star Wars: X-Wing, Star Wars: Battle of Yavin, Star Wars: Battle of Endor. Nie była hitem sprzedażowym, ale została doceniona przez fanów gatunku. Fabuła osadzona po Powrocie Jedi jest dość prosta – stajemy po stronie Nowej Republiki albo Imperium i naparzamy się w kosmosie z tymi drugimi. Mamy okazję zasiąść w epickich X-Wingach lub TIE-ach i polatać z perspektywy pierwszej osoby. Walczyć można też w trybie wieloosobowym (chociaż patrząc po recenzjach na Steamie, produkcja ma problem z małą liczbą graczy).

LEGO Gwiezdne wojny: Saga Skywalkerów (22 kwietnia 2022; PC, PS4, PS5, XO, XSX/S)

Powiedziałabym, że jest to bardzo dobra gra dla fanów LEGO lub Gwiezdnych wojen, ale słaba dla fanów oryginalnych LEGO Gwiezdnych wojen. Jej podstawowym problemem jest to, że wszystko w niej zrobiono od nowa, co psuje naszą nostalgiczną miłość. Jednocześnie to też wielka zaleta, bo wszystkie 9 filmów o Skywalkerach dostało w końcu jedną, wielką, godną grę. Pełną epickości, żarcików, smaczków, mrugnięć okiem – jest niesamowicie rozbudowana. Bo gdzie indziej Kylo Ren ma okazję powiedzieć Vaderowi, że jest jego wielkim fanem?

Gameplay jest bardziej akcyjniakowy, a mniej platformówkowy, jak to miało miejsce w pierwszych częściach. Strzelamy używając celownika, widzimy, ile HP zabiera nasz atak, a i przeciwników jest mniej, ale są mocniejsi. Otwarto przed nami świat gry i okazał się on być ogromny. Nie ma już bazy wypadowej jak Restauracja Dexa czy Kantyna Mos Eisley. Możemy za to pojechać na ponad 25 planet lub księżyców (i ich przestrzeni kosmicznych), które pojawiły się w ciągu sagi. Na każdej jest pełno wyzwań, znajdziek i humorystycznych odniesień. Wygląda to wszystko naprawdę pięknie i klimatycznie. TT Games stworzyło grę wielką i pełną życia.

Star Wars Jedi: Ocalały (28 kwietnia 2023; PC, PS4, PS5, XO, XSX/S)

Skoro pierwsza część tak dobrze się przyjęła, to trzeba było iść za ciosem i zrobić kontynuację. Ponownie zajęło się tym Respawn Entertainment. W teorii wszystko ma być tak samo, ale lepiej, więcej, mocniej itd. Nie wypadła ona aż tak dobrze jak debiut. W praktyce najbardziej oberwała na premierę za kiepską optymalizację czy spadki klatek. I dalej czasem obrywa. Dodano możliwość jazdy na zwierzątkach, aby łatwiej się zwiedzało jeszcze większe mapy. Cal zyskał też nowe umiejętności i włada lepiej Mocą. Ale tak, jest to w głównej mierze to samo.

Star Wars Battlefront II (6 października 2017; PC, PS4, XO)

Pomimo nie najlepszej pierwszej części i jeszcze gorszego startu, Battlefront 2 jest obecnie porządną i lubianą grą. DICE przeszło długą drogę, ponieważ tytuł miał nieudaną premierę. Dziś jednak jest dość popularny wśród fanów Star Wars grą, a nawet wzbudza ona głównie pozytywne odczucia. Tak jak jej poprzedniczka, zawiera kilkanaście map i trybów nawiązujących do ważnych bitew w uniwersum, w których wcielamy się w żołnierzy różnych klas lub postacie specjalne. Poza multiplayerem, który stanowi główną część rozgrywki, dodano linię fabularną, w której wcielamy się w Iden Version. To zimna imperialna dowódczyni elitarnego oddziału Inferno. Przechodzi jednak swoją bohaterską przemianę i ostatecznie dołącza do Rebelii.

Star Wars Outlaws (27 sierpnia 2024; PC, PS5, XSX/S, Switch 2)

Biedna Key Vess została bohaterką naprawdę niezłej gry, ale i tak dostała po głowie od części społeczności. Wielka szkoda, co spotkało tę produkcję, bo to kawał udanej przygody. Massive Entertainment stworzyło swoje całkiem ładne i klimatyczne Gwiezdne wojny. Główna bohaterka jest typową łotrzycą z uniwersum, ma swojego kozackiego droida, słodkiego chowańca i statek do oblatywania galaktyki. Historia zaczyna się klasycznie – Kay ma na pieńku z prawem i zarabia na niekonwencjonalne sposoby. W końcu podpada nie tej osobie, co trzeba, i zaczynają się kłopoty. Szczęście w nieszczęściu, że trafia na tajemniczego gościa, który chce jej pomóc, a jednocześnie wykorzystać jej umiejętności kasiarki. Daje nam wspomnianego droida ND-5, listę ziomków do zrekrutowania do naszego heist movie i zaczyna się jazda. Nie jest to gra pozbawiona mankamentów, ale wciąga na długie godziny, serwując bardzo dobrą (nową) przygodę.

Star Wars Pinball (1 lutego 2013; PC, PS3, PS4, PS5,PS Vita, X360, XO, XSX/S, 3DS, Wii U, Switch, Android, iOS)

To gigantyczna gra Zen Studios o pinballu na planszach nawiązujących do filmów. Wygląda ładnie, brzmi gwiezdnowojennie i zawiera dużo wyzwań, dzięki czemu długo będziemy mogli dokonywać w niej coraz to bardziej szalonych kombosów. Dookoła słychać filmowe dźwięki, pojawiają się czasem animowani bohaterowie, a my decydujemy, do której bramki (dobra czy zła) gramy. Produkcja stale dostaje nowe płatne dodatki, dzięki którym możemy poszerzać liczbę map (czy może raczej automatów), aby być na bieżąco z kolejnymi filmami czy serialami.

Remastery i porty (2014-teraz; PC, Linux, Mac, PS4, PS5, XO, XSX/S, Switch, Switch 2 Android, iOS)

Bounty Hunter, Jedi Outcast, Dark Forces, Jedi Academy, Episode I Racer, Episode I Jedi Power Battles, X-Wing, Tie Fighter, X-Wing Alliance, X-Wing vs Tie Fighter, Rebellion, Rogue Squadron 3D, Rebel Assault I i II, KotOR I i II. Co łączy te gry? Wiek. Każda powstała dawno, dawno temu, chociaż nie w odległej galaktyce.

Postanowiłam, że weźmiemy wszystkie odnowione wersje gier do jednego podpunktu. Chociaż nie przy każdym tytule pojawia się gigantyczny napis Remastered, który często zresztą wywołuje mieszane uczucia, tak te wersje pozwalają nam obecnie pograć na każdym współczesnym sprzęcie. To oznacza konsole, smartfony i oczywiście pecety, które już nie wymagają 5 płyt przy instalacji. O ile w ogóle jeszcze macie wejście na płyty (ja nie mam). Za produkcje te odpowiadają Aspyr Media, a także Disney Interactive.

Trzeba przyznać, że tego typu gier wyszło naprawdę dużo (liczę na więcej, np. Episode III The Revenge of the Sith – mam teorię, że to gra, która mnie naprawi). Im więcej starwarsowych produkcji, tym lepiej. Szczególnie że niektóre z nich trafiły w miejsca nieznane i nieoczekiwane (serio, KotOR na iPhone’a), dzięki czemu więcej osób będzie mogło wypróbować te starożytne klasyki i mówić, że w sumie to chcą poczekać na Knights of the Old Republic Remake.

Na co czekamy?

Zapowiedzi mają to do siebie, że bywają pompatyczne, ale niewiele z nich potem wynika. A my czekamy i czekamy, i czekamy… Niektórych wymienionych tu tytułów pewnie się nie doczekamy, ale tak właśnie wyglądają obecne plany i nadzieje. W tym roku szykują nam się aż dwie premiery, co powinno napawać nas optymizmem. Plan wydawniczy wydaje się tym, czego chcemy, choć niekoniecznie tym, co zdołają stworzyć studia deweloperskie. Chyba że projekt zostanie przedwcześnie zamknięty. Tak to już jest w giereczkowie.

Star Wars: Galactic Racer (6 października 2026; PC, PS5, XSX/S)

Zapowiada się prawdziwy powrót do korzeni, jeżdżenia szybko ścigaczem i robienia „tu du du du du”. O Mrocznym widmie można powiedzieć wiele złego, ale na pewno nie to, że dźwięki podczas wyścigu na Mos Espie nie były epickie. Pewnie część z Was grała we wspomniane już Star Wars Episode I: Racer, której Galactic Racer jest tak naprawdę duchowym spadkobiercą. Za produkcję odpowiada debiutujące studio Fuse Games, którego założyciel pracował przy Burnoucie. Wydarzenia mają miejsce po upadku Imperium, ponieważ nawet silna ręka Imperatora nie wypleniła najgorszych ścierw z Dzikich Rubieży. One po prostu przeczekały najgorsze i utworzyły Ligę Galaktyczną, czyli cykl nielegalnych wyścigów finansowanych przez złe Syndykaty zbrodni (czy zobaczymy Qi’rę?). Wcielamy się tutaj w pilota imieniem Shade, co to latać się nie boi, i zarabia poprzez branie udziału w takich właśnie imprezach.

Na zwiastunach wygląda to bardzo ładnie (jak to ścigałka) i filmowo. Produkcja obiecuje możliwość ścigania się samodzielnie w ramach fabuły lub ze znajomymi w multiplayerze. Dostaniemy do wyboru kilka klas pojazdów repulsorowych, a każda ma zapewniać nieco inną fizykę i styl gry. Zakładam, że dostępna będzie też jakaś forma customizacji. Dobra wiadomość jest taka, że gra wyjdzie jeszcze w tym roku. Szybko zweryfikujemy zatem, czy trafi nam się kolejna poprawna gra, czy raczej coś wyjątkowego.

Star Wars Zero Company (2026; PC, PS5, XSX/S)

Moja wymarzona gra turowa – taki podtytuł powinna mieć ta gra. Przygotowywana przez Bit Reactor (nowe studio składające się częściowo z weteranów Fireaxis), Respawn Entertainment i Lucasfilm Games, sprawia wrażenie czegoś dojrzałego i bardziej wymagającego gameplayowo. Po prostu starwarsowy XCOM. Akcja dzieje się u schyłku Wojen klonów, a my wcielimy się w Hawksa, byłego oficera Republiki. Dowodzi on tytułową Kompanią Zero, pełną postaci przeróżnych, ale wybitnie wykwalifikowanych. Zostają oni zwerbowani do bliżej nieokreślonej ważnej operacji, dzięki której mają szansę ocalić całą galaktykę… przed czymś na pewno bardzo strasznym (jak zawsze). Towarzysze mają być rozbudowanymi postaciami, których będzie trzeba ustawiać ich czasem do pionu. Przy okazji mogą też umrzeć na amen. Produkcja ma być też różnorodna, zapowiedziano 8 podstawowych specjalizacji postaci i 10 ras postaci do przygarnięcia w drużynie.

Star Wars Jedi 3 (TBA; prawdopodobnie PC, PS5, XSX/S)

Niby nie ma oficjalnego zwiastunu czy nawet tytułu, ale każdy wie, że się robi. EA przekazało, że Respawn Entertainment zajmuje się trzecią częścią przygód Cala Kestisa. Historia chłopaka, który sprawił, że ponczo jest znów modne, musi zostać domknięta. Zresztą wszyscy lubią Cala i grającego go Camerona Monaghana. Jedi: Upadły zakon było pierwszą tak dużą gwiezdnowojenną grą z otwartym światem. Dla niewtajemniczonych – wcielamy się tutaj w młodego Jedi, który cudem uniknął czystki Rozkazu 66. Razem ze spotkanymi przyjaciółmi próbuje on jakoś odbudować zakon. Wyjątkową czyni ją dość soulslike’owy styl (znów – pierwsza taka gra w uniwersum). Potem pojawił się nieco gorszy, ale wciąż sympatyczny Jedi: Ocalały, więc wypadałoby dowiedzieć się, co tam też Cal jeszcze nawyczynia. Chodzą plotki, jakoby gra mogła wyjść w 2027 roku. Rodzi to jednak pytanie, czy pojawi się przy premierze kolejnej generacji konsol.

Nie mogę Wam pokazać niczego z Jedi 3, więc macie znów Ocalałego.

Star Wars: Knights of the Old Republic Remake (może kiedyś; pewnie na jakiś sprzęt)

Zapowiedź Knights of the Old Republic Remake podczas PlayStation Showcase ścięła mnie dosłownie z nóg. Od tamtej pory zdążyłam się dwa razy przeprowadzić, skończyć dwa kierunki studiów, znaleźć pracę dla dorosłych i jeszcze przejść bardzo dużo innych gier. Bo ta zapowiedź pojawiła się w 2021 roku. I gra miała wyjść na PlayStation 5 (to znaczy na inne platformy zapewne też, ale to było dość ważne, że pokazali teaser tej konkretnej gry pod egidą PlayStation). Wbrew tej martwej ciszy panującej od 5 lat projekt nie został jednak porzucony (uff!). Pierwotnie za remake miało odpowiadać studio Aspyr, ale ostatecznie zmieniono je na Saber Interactive. Niedawno pojawiły się głosy, że KotOR Remake jednak żyje i ma się dobrze. Czy jest szansa na maluteńki zwiastunik w tym roku? Mam równie maluteńką nadzieję, że tak.

Star Wars: Fate of the Old Republic (pewnego dnia; kosmiczna lodówka)

Zawsze odnosiłam wrażenie, że przeznaczeniem Starej Republiki jest skończyć się na KotOR-ze II i kto tam doczytał Revana (ja), to sobie trochę zepsuł. Wiadomo, że był jeszcze The Old Republic, ale chociaż ta gra powstała na fali przygód ziomków z Mrocznego Jastrzębia, tak nie oddaje tego samego klimatu. Jednak Fate of the Old Republic ma szansę być czymś mocnym. Grę zapowiedziano podczas The Games Awards 2025. Reżyserem produkcji jest Casey Hudson, czyli pan od pierwszego KotOR-a i trylogii Mass Effect, a i pozostała część zespołu Arcanauts Studios składa się z weteranów gier tego typu. Twórcy zapowiadają dużo wyborów moralnych, decyzje, po której stronie Mocy staniemy i generalną epickość. O grze oczywiście wiemy bardzo mało, zdecydowanie nie ma informacji o tym, kiedy wyjdzie ani czy będzie turówką jak jej starsze siostry. Trzymam mocno kciuki, żeby doszło do premiery. Może będzie to gra dzieciństwa moich wnucząt.

Star Wars Eclipse (nie; wiadomo)

Zapowiedziany 5 lat temu tytuł wyglądał na trailerach niesamowicie pięknie. A do tego miał być osadzony w Wielkiej Republice, czyli tak 100-200 lat przed Mrocznym widmem, podobnie do Akolity (którego lubię i będę o tym każdemu mówić). Jest to era rozpoczęta przez Disneya i mająca kilka fajnych pomysłów. Za produkcję odpowiadają Quantic Dream i Lucasfilm Games, jednak poza tym nie wiemy praktycznie nic. No, pojawiła się jedna mała informacja, że postępy nad grą idą bardzo wolno, przez co może ona stracić finansowanie. Dużo podobno zależy od rentowności innej produkcji Quantic Dream, czyli Spellcasters Chronicles, która zbiera mieszane oceny na Steamie. Obawiam się, że wkrótce usłyszymy jednak o anulowaniu Eclipse.

Co by było fajne?

Zawsze można pomarzyć, dlatego zrobię tu mały kącik fantazji. Z racji, że Gwiezdne wojny to jest naprawdę wielki interes i uniwersum, to trochę czuję przesyt kolejnymi kosmicznymi przygodami naszych przygodowych bohaterów. Chociaż przygarnęłabym liniową przygodówkę w stylu Uncharted – może z Doctor Aphrą w roli głównej, w końcu to też archeolożka.

Mam ochotę na więcej gatunków w ramach uniwersum. Seriale i książki robią w tym kierunku nieśmiałe podrygi i wychodzi to całkiem dobrze. Co powiecie na farming sim w stylu Stardew Valley, ale jesteście farmerem wilgoci na Tatooine. Pewnie miałoby to nudny gameplay, ale pomysł brzmi nieźle.

Może dodatek do Simsów z prawdziwego zdarzenia? Ale nie jakaś nudna Podróż na Batuu, tylko pełnoprawnie przeniesione realia życia w zaczarowanym kosmosie (samoczyszcząca się bielizna!!!), używanie Mocy, maksowanie umiejętności strzelania z blastera, mówienie w huttesse i picie niebieskiego mleka jako przekąska.

Metroidvania, taka z prawdziwego zdarzenia! Niekoniecznie musimy dzierżyć miecz świetlny (acz nie pogardzę). Na przykład w pałacu Jabby, gdzie te lochy mogłyby być o wiele bardziej rozwleczone i pełne potworków (i bossów).

Co zatem z tym uniwersum Star Wars? – podsumowanie

Reasumując wszystkie aspekty kwintesencji tematu, dochodzę do fundamentalnej konkluzji: to jest korpo! Kiedyś było korpo, dzisiaj jest korpo. Możemy sobie powspominać, jak to Pan Jerzy kiedyś miał swoją wizję, gdy tworzył filmy, ale gier to zdecydowanie nie tworzył. Zawsze w Gwiezdnych wojnach chodziło o kozackie science fiction i pieniądze z gadżetów. A czyż gra to nie taki bardziej interaktywny gadżet?

Bardzo kocham Gwiezdne wojny. Zdecydowanie bardziej wolę pograć w KotOR-a niż w Outlaws. Ale wolę też zjeść obiad u mojej mamy niż w eleganckiej restauracji, mimo że nie jest ona premium kucharką (żartuję, mamo, jesteś najlepszą kucharką na świecie). Bo daje mi to komfort i ukształtowało to mój gust, a nawet częściowo charakter. Ale Outlaws czy Jedi: Upadły zakon to właśnie wypad do dobrej restauracji, do której znów wpadniemy i opowiemy o niej naszym znajomym. Ale czymże są gwiazdki Michelin w obliczu gołąbków mamusi?

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top
Verified by MonsterInsights