Jak będzie w odległej galaktyce? The Sims 4: Wyprawa na Batuu – recenzja gry

sims 4 recenzja batuu

EA odleciało.

 

The Sims 4 to kontrowersyjna pozycja. Część fanów ją kocha, część nienawidzi, a niewielka grupka zupełnie odcięła się od serii i z utęsknieniem czeka na Paralives, licząc na godnego następcę. 

Fakt jest taki, że im dłużej The Sims 4 się rozwija, tym więcej fanów ucieka na zieleńsze trawy. Po sześciu latach brakujących elementów rozgrywki (samochodów, policji, złodziei…), coraz trudniej wierzyć, że EA zacznie słuchać fanów, a Sims 4 w końcu doścignie swoich poprzedników. Z początkiem 2020 roku wydawało się jednak, że los zaczyna się odmieniać. Darmowa aktualizacja dodała do gry drabiny, strażaków i parę smaczków z wcześniejszych części. Nowe dodatki zostały ciepło przyjęte przez graczy, a portal Digital Spy zrobił największą do tej pory ankietę o oczekiwaniach fanów co do kolejnych dodatków, która zwróciła uwagę samych twórców gry. Na pierwszych miejscach pojawiły się hotele, szkoły i podróże po świecie. Na ostatnim Gwiezdne Wojny. Niefortunny zwrot akcji dla EA, które parę miesięcy po ankiecie ogłosiło pakiet rozgrywki Sims 4: Wyprawa na Batuu.  

Gdy fani prosili o hotele, raczej nie chodziło im o hotele w odległej galaktyce.

  

Wyprawa na Batuu to dziewiąty pakiet rozgrywki dla The Sims 4, pierwszy w historii serii oparty na obcej licencji (poprzednie współprace, jak H&M, Słodkie Niespodzianki Katy Perry czy Moschinodotyczyły tylko akcesoriów). Udało mu się zjednoczyć fandom gry, który, choć wcześniej podzielony, teraz jednym głosem zmył go z planszy falą krytyki. „Płatna promocja”, „gra w grze”, „pakiet, o który nikt nie prosił” Batuu zebrało baty jeszcze przed premierą, a jego oceny są rażąco niskie.

 

Czy słusznie? Zobaczmy. Lecimy na Batuu. 

 

Co w gwiezdnej szafie piszczy?

 

Wchodząc w tryb Stwórz Sima widać, że EA miało ciężki orzech do zgryzienia. Jedną rzeczą jest tworzyć oryginalny świat, jak Selvadorada lub Sulani, inną jest odtworzenie znanego – i lubianego – uniwersum. Tutaj nie ma skrótów. Podczas kreowania nowej postaci znajdziemy ponadprzeciętne ilości strojów, przebrań i zestawów – oczywiście w klimacie Star Wars dla każdej kategorii wiekowej, nawet dla najmłodszych. Pomimo specyficznej estetyki jest to miła niespodzianka: EA przyzwyczaiło nas w tej kwestii do koniecznego minimum, a dzieci, szczególnie maluchy, były notorycznie pomijane.  

Gotowe zestawy utrzymane są w różnych stylizacjach – jak długie szaty Jedi czy komplet przemytnika.

 

Jak zwykle, najbardziej rozpieszczeni zostali dorośli. Dostali szereg strojów, górnych i dolnych elementów garderoby, jak i serię przygotowanych zestawów. Nie zapomniano jednak o młodszych Simach – dzieci, oprócz tematycznej garderoby, dostały wyjątkowe przebranie rasy Java, a nawet maluszki załapały się na kilka kompletów. Fryzur jest mniej, choć dostępne są dla Simów w każdym wieku: znajdziemy, między innymi, ikoniczne koczki Rey czy kolorowy bob Vi Moradi.

Dobre wieści dla tych, co chcieliby przenieść galaktyczną modę na Ziemię. Niektóre ubrania z Batuu pasują do zwykłej rozgrywki, choć trochę wyglądają jak z babcinej szafy.

 

Oprócz ubrań, w kategorii „Kapelusze” znajdziemy szeroki wybór ras z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Boleśnie brakuje tu Togrutan, możemy za to grać jako Bith, Twi’lek, Mirialanin, Zabrak, Dathomirianin, Weequay czy Abednedoanin. Choć znajdują się w kategorii przebrań, nie są zwykłymi maskami: funkcjonują jak skiny, zmieniając Sima od stóp do głów. Gra uznaje ich wtedy za „non-human”, z czym wiążą się pewne ograniczenia – daleko tu więc do szopów z Miejskiego Życia czy niedźwiedzi z Ucieczki w Plener, jak i również do kosmitów z Witaj w Pracy. 

„Rasy” zajmują kategorię kapeluszy. Trudno się dziwić. Twi’lek raczej czapki nie założy.

  

Na Batuu rób jak Batuuanie

   

Mapa Batuu złożona jest z trzech dzielnic, a każda należy do jednej z galaktycznych frakcji. Obóz Ruchu Oporu mieści się w lesie – znajdują się tam niezgłębione jaskinie, a wśród namiotów krąży Vi Moradi, odpowiedzialna za misje Ruchu. W Dzielnicy Najwyższego Porządku znajdziemy jego bazę, którą dowodzi porucznik Agnon, Jeśli zaś mniej interesuje nas ciemna strona mocy, warto odwiedzić sklep z droidami. Sercem Batuu jest jednak Stacja Czarna Iglica, gdzie znajdziemy rynek, centrum handlowe i główne lądowisko. To tam wylądujemy po przybyciu i tam też znajdziemy naszą kwaterę, gdzie będziemy mogli się przespać, „odświeżyć” lub zaplanować nasze nowe „galaktyczne” ubranie. Nie jest to opcjonalne. Na Batuu zachowujemy się jak Batuuanie – po przyjeździe gra automatycznie przebiera naszego Sima w ubrania z pakietu, tworząc tak zwany „batuuański strój”. Można go modyfikować w kwaterze, ale tu mamy trochę pod górkę 

By polecieć na Batuu, wystarczy użyć komputera i wykupić wakacje. Nie skomentuję.

 

Otóż na Batuu nie możemy być kosmitą. „Batuuański strój” nie bierze pod uwagę kosmicznych skórek, przez co jesteśmy ograniczeni do rasy ludzkiej. Nie jest to całkowicie bez podstaw – dołączając do różnych frakcji, dostajemy uniformy, które nie są kompatybilne z wyglądem kosmitów – ale mija się to z celem i może poważnie popsuć zabawę komuś, kto nastawił się na rozegranie całego pakietu, na przykład, Twi’lekiem. Nie, to nie ja. 

 

Nie ma, nie ma, nie ma… toalet na Batuu

  

Utopia, czilerka.

 

Kolejny zawód to liczba „króliczych nor” zastępujących lokacje. Nie licząc (dość marnych) baz Ruchu Oporu i Najwyższego Porządku, Batuu ma tylko jeden pełnoprawny budynek – Kantynę Oga – który zwiedzimy od środka. Reszta to skorupy, podobne do tych w The Sims 3, w których nasz Sim znika na kilka godzin. Nie jest to niespodzianka i nie spędza snu z powiek, jednak pozostawia pewien niedosyt. Biorąc pod uwagę nowe meble, drzwi i okna, bardzo łatwo byłoby stworzyć parę budynków, a na pewno urozmaiciłoby to rozgrywkę. Szkoda więc, że twórcy tego nie zrobili. Bieganie od jednej króliczej nory do drugiej może być nużące, choć fani poprzedniej części będą już do tego przyzwyczajeni.

 

Na Batuu nie ma również domów ani wolnych parceli – kwatera naszego Sima to uniwersalny zaspokajacz potrzeb: służy za łóżko, prysznic i toalety. Zapamiętajcie: to jedyne toalety na całej planecie. Niezależnie od naszej lokacji i ważnych misji, będziemy musieli regularnie porzucać hakowanie, infiltrację baz, jak i różne misje tylko po to, by… wrócić na stację i się wypróżnić. Może to doprowadzić do szewskiej pasji. 

Może to ja nie umiem grać. Ale jedna toaleta na całą planetę to duża przesada.

  

Na szczęście Kantyna Ogi nie zawodzi. To najważniejsza lokacja na Batuu – służy nie tylko za punkt informacyjny, ale i za nieoficjalną bazę frakcji Łowców. Przy stolikach możemy zagrać w sabacca, by zarobić parę kredytów – jednostek galaktycznej waluty obowiązującej na Batuu, gdzie nie możemy używać Simoleonów – a potem kupić sobie drinka i wypytać mieszkańców o planetę. Spotkamy tam Hondo Ohnakę, galaktycznego przemytnika i szefa Łotrów, i DJ-R3Xa – sympatycznego muzycznego droida, który oprócz samouczka oferuje nam też fenomenalną muzykę.  

W kantynie dzieje się wszystko. Zdobędziemy tam informacje, wypijemy drinka, potańczymy.

 

Muzyka i udźwiękowienie to wielka siła tego pakietu. Czy na mapie, czy w kantynie, czy słuchając nowych melodii podczas eksploracji świata – czujemy się jak w filmie, co zagorzali fani Gwiezdnych Wojen z pewnością docenią. Klasyczne ścieżki dostały specjalne aranżacje w stylistyce Sims 4, dzięki czemu nie odstają od podstawowego soundtracku, a melodie puszczane przez DJ-R3Xa inspirowane są motywem Kantyny Mos Eisley – nic dziwnego, że przez większość czasu będziemy widzieć Ohnakę i jego łotrów kiwających się w rytm dobrej nuty.  

DJ-R3X to najlepsza postać z tego pakietu. Neutralny nihilista w ukryciu, cały dzień puszczający swoje playlisty, bo nie może robić nic innego.

 

No dobrze, a fabuła?

 

To w kantynie dostajemy informacje o frakcjach obecnych na Batuu. By dołączyć do jednej z nich, wystarczy porozmawiać z ich szefami – Hondo Ohnaką, Vi Moravi lub porucznikiem Agnonem – i zapytać o dostępne misje, które funkcjonują podobnie do systemu prac dorywczych z Wyspiarskiego Życia. Zwykle ograniczają się do „zhakuj to”, „wykradnij tamto” lub „poleć tam”. Zdarzają się jednak takie zlecenia, które posuną nas dalej w wątku fabularnym, a z każdym udanym zadaniem nasza ranga rośnie. Dzięki temu odblokowujemy nowe ubrania i wyposażenie do zakupienia, a także dostęp do dalszych etapów misji fabularnej – aż dojdziemy do „wielkiego finału”, który zadecyduje o dalszych losach Batuu. Lub tylko naszej frakcji. My, łotry, nie lubimy ingerować w wielką politykę.  

Oszukiwanie w sabacca to nie tylko przyjemność, a wręcz obowiązek.


Awansowanie we frakcjach daje nam różne bonusy, a świat Batuu reaguje na nasze wybory. Członkowie Najwyższego Porządku mogą werbować nowych rekrutów, ku chwale galaktyki. Rebelianci z Ruchu Oporu mogą zostać zidentyfikowani przez Stormtrooperów, a jeśli nie mają przy sobie fałszywego ID, zostaną aresztowani. Łotry, chluba Batuu, mogą przekupić Szturmowców, by puścili ich wolno. Mogą też kraść kredyty z terminali pozostałych ugrupowań.

Podniesienie rangi pozwoli nam też spotkać trzy postacie z filmów – Kylo Rena, Rey lub Chewbaccę. Ten ostatni jest, co prawda, tylko ilustracją podczas misji w Sokole…, ale lepszy rydz niż nic.  

Wiem, Chewie. Ja też chciałabym, żebyś pojawił się w 3D.

 

No właśnie. Sokół Millenium. Każda frakcja posiada własny statek – TIE Echelon, T-70 X-Wing i Sokół Millenium służący do wykonywania misji i zwiedzania galaktyki. Jest jednak haczyk. Statki kosmiczne to królicza nora, a wyprawy kosmiczne są przygodą tekstową. Znając Sims 4, nie jest to niespodzianka – statki działają jak rakieta kosmiczna z podstawki, a przygody tekstowe są w niemal każdym pakiecie rozgrywki. Tu urozmaicone są dodatkowymi opcjami dialogowymi, które, podobnie jak w Przygodzie w Dżungli, odblokujemy dopiero po zakupieniu odpowiedniego wyposażenia to, czy posiadamy droida, blaster czy fałszywe ID może wpłynąć na sukces całej misji.  

Odblokowanie pełnego ekwipunku daje niemałą satysfakcję. Możesz robić, co tylko chcesz.

  

A przygoda trwa…

 

Wielki finał – i koniec ścieżki fabularnej – to tylko część przygody w Batuu. Zawsze możemy zmienić frakcję i rozegrać kolejną przygodę lub skupić się na odkrywaniu planety i nowych elementów rozgrywki – a tych nie brakuje. W restauracjach Docking Bay 7 czy Rondo Roasts możemy wypróbować batuuańskie przysmaki, a następnie odblokować ich przepisy, by móc je odtworzyć po powrocie do domu. W sklepie mieczy świetlnych Saviego kupimy różnego typu rękojeści, a jeśli dokupimy lub, ekhem, „znajdziemy” kryształ mocy, będziemy mogli zbudować nasz własny miecz świetlny. Trenowanie z mieczem zwiększa kondycję i możemy wyzywać innych Simów na publiczny pojedynek, wystawiając ogłoszenie w sklepie Saviego. A podobno na Batuu miecze świetlne są zakazane 

 

„Nie, nie mam na to siły. Za pięć minut mam przerwę”  batuuański Stormtrooper, 2020

 

W Dzielnicy Najwyższego Porządku znajdziemy jeszcze jedną atrakcję: sklep z droidami, w której zbudujemy własnego towarzysza przygód. Mamy wybór między modelami BB (kuleczka) i R2 (kloc), a kolor i części możemy mieszać dowolnie. Droid jeździ za nami po Batuu, jest naszym towarzyszem rozmowy i przenośnym radiem. Możemy mu zmienić głos, instalując nowo znalezione chipy osobowości, wykorzystać go do hakowania terminali lub porażania naszych wrogów prądem. Ponadto zwiększa nasze szanse w misjach na statku – same pozytywy. Szkoda tylko, że liczba opcji kosmetycznych nie powala, a kolory sprowadzają się do trzech, czterech opcji.  

Droid służy do hakowania, grania muzyczki i psucia się. Mojego nazwałam: „Kupa Złomu”.

 

Dla tych „zielonych” w temacie Gwiezdnych Wojen: bez obaw. W przeciwieństwie do innych pakietów, ten prowadzi nas za rękę: samouczek objaśnia rozgrywkę od początku do końca, pokazując nam nawet, gdzie znajdują się poszczególne budynki. W sklepach i restauracjach dostajemy ilustrację sprzedawcy i krótki opis postaci, a menu zawiera opisy wszystkich pozycji takie elementy wspaniale zaznajamiają gracza ze światem. Simowie mają też opcję „analizowania” obiektów na ulicach – jak droidy Gonk czy poszczególne statki – by wyświetliły się pop-upy wyjaśniające, co jest czym.  

Ilustracje pasują do świata i są ładnym szczegółem. Dobrze jest wiedzieć, u kogo się kupuje. Nawet, gdy wygląda jak zmutowany Salarianin.

  

Podróży nadszedł kres

 

Gdy zakończymy naszą przygodę, możemy zabrać miecz świetlny, spakować droida i wrócić do domu. Jeżeli stęsknimy się za uniwersum, możemy wybudować własny dom w klimacie Gwiezdnych Wojen – Wyprawa na Batuuoferuje całą serię nowych mebli, dodatków budowania i gotowych pokoi, przez co w każdej chwili możemy, przebudować taką Oazę Zdrój w Tatooine. Miło jest mieć możliwość odtworzenia domów z filmów, jednak znowu mamy do czynienia z niewykorzystanym potencjałem. Żałuję, że nie możemy używać tych elementów w ich docelowym uniwersum, a samo Batuu nie ma budynków, które by je wykorzystywały. W skrócie: nie wybudujemy sobie domku na Batuu, ale możemy postawić domek z Batuu w innym świecie. Przypomina mi to niesmak grania – a raczej niegrania – kosmitą, a szkoda. To meble wydają mi się tutaj najmniej uniwersalne – metalowe, geometryczne, utrzymane w stylistyce filmów – choć jak znam społeczność Simsów, znajdą się tacy, którzy będą wiedzieli, jak wykorzystać ich potencjał.

Trochę jak bunkier, trochę jak kontener. Ja akurat lubię estetykę mieszkania na śmietniku.

  

Płatna promocja czy fajna odskocznia?

 

Odkrywając Batuu, widać, że diametralnie różni się od innych światów z gry. Unikatowe budynki, jak Docking Bay 7 czy Antyki Don-Ondara, dają wrażenia prawdziwej, istniejącej lokacji. I słusznie. Batuu nie zostało stworzone na potrzeby gry, leczodwzorowane. Cały świat jest niemal dokładną repliką Galaxy’s Edge – parku tematycznego Gwiezdnych Wojen, obecnego w Disneyland Park w Anaheim w Kalifornii oraz Disney’s Hollywood Studios w Orlando, na Florydzie. To tam powstały postacie, sprzedawcy i lokale z Batuu. I tu pojawia się debata: złośliwcy twierdzą, że gra to chwyt marketingowy, popchnięty do granic absurdu; pusta replika parku, która ma zachęcić fanów do odwiedzenia Disneylandu. Jest to po części prawda większość lokali to królicze nory lub fasady bez interakcji, a kolejek i atrakcji rodem z parku nie ma.  

Docking Bay 7 Cargo and Food i Sokół Millenium to kultowe miejscówki Galaxy’s Edge. Szkoda tylko, że nie możemy do nich wejść.

 

Mimo tego, Batuu jest pierwszym światem w Sims 4, który wydaje się naprawdę żyć. Ulice patrolują Stormtrooperzy, którzy losowo sprawdzają dokumenty mieszkańców, aresztując tych należących do Ruchu Oporu. Kosmici spacerują po wąskich alejkach, a przemytnicy próbują okraść terminale, gdy tylko minie ich patrol. Mieszkańcy Batuu zostali potraktowani jak ich świat – z dużą dbałością o szczegóły. Ich imiona są wpasowane w uniwersum, a a język jest zmodyfikowanym dialektem języka Simlish, przez co brzmią podobnie do kosmitów z Gwiezdnych Wojen. Ponadto gra bombarduje nas informacjami o nowych postaciach i elementach, przez co dla tych, którzy nigdy nie zwiedzą Galaxy’s Edge w prawdziwym życiu, nie spróbują jedzenia z Batuu, ani nie spotkają Vi Moradi, jest to przyjemna alternatywa.  

Fajne włosy, Vi. Jesteśmy na dwóch krańcach teorii kolorów.

  

Werdykt

 

Po pierwsze: Wyprawa na Batuu to pakiet rozgrywki. Wiadomo było, że zawartość nie będzie tak bogata jak pełnoprawny dodatek, ale i tak miną długie godziny, zanim odkryjemy w nim wszystko. Po drugie: mimo specyficznej tematyki i typowych dla EA niedociągnięć, mogę powiedzieć po raz pierwszy w historii Sims 4 że odrobiono tu pracę domową. Tak na solidną czwórkę. Batuu jest żywym, wiarygodnym światem, wiernym licencji. Nie znajdziemy tu głupkowatego humoru poprzednich dodatków jak odkurzacz na smog czy gadający kibel. Uniknięto tu też efektu Strangerville trzy ścieżki fabularne znacznie zwiększają tzw. replay value, a po przejściu całej fabuły Batuu nadal oferuje rozrywki, zamiast stać się pustym, „ukończonym” światem. Porównałabym go do sklejki najlepszych elementów Przygody w Dżungli i Strangerville, z mniejszym rozmachem, jednak niepowtarzalnym klimatem.

Od razu ostrzegam: nie jest to pakiet, który wniesie cokolwiek do „normalnej” rozgrywki. Przypomina on bardziej Simsy Średniowiecze, osobną grę w odrębnym uniwersum.

Niemniej jednak – jeśli nie brakuje Wam miłości do science-fiction i dystansu do „poważnej” rozgrywki, macie ochotę na coś innego od zwykłej simowej rodzinki chcecie po prostu pognębić Kylo Rena, pobić Rey czy potańczyć z Hondo – serdecznie polecam dać Wyprawie na Batuu szansę. Chociażby w trakcie promocji.

 

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top