devcom 2022 – relacja z konferencji gamedevowej

wejście do Koelnemesse, centrum kongresowego na devcom 2022,konferencję gamingową, po lewej gragment ulicy, na środku sygnalizacja świetlna, poprawej wejście w jasno pomalowanym budynku, plakat devcom 2022 nad wejściem

Co zaoferowała największa w tym roku konferencja branżowa dla osób pracujących w gamedevie? W drugim dniu PGA zapraszamy na krótką relację z devcomu.

Zawsze ceniłam sobie konferencje pełne ciekawych wykładów. Tym razem miałam okazję posłuchać ich przez dwa dni pod rząd. Po nieco stresującej niedzieli w Kolonii (serio, Matko Naturo, po co ci tyle os?) z przyjemnością zaszyłam się w klimatyzowanym Koelnmesse, centrum konferencyjnym, które ugościło obie imprezy – zarówno devcom, jak i gamescom.

Plusem pierwszego z nich było zlokalizowanie całego wydarzenia w jednym budynku. Cztery czy nawet pięć pięter i wszystkie wykłady jasno i przejrzyście rozpisane na osiem sal różnej wielkości. To sobie cenię! (Nie, gamescomie, nie zapomnę ci tych znaków informujących, że hala 1 jest jednocześnie na lewo i na prawo, po czym okazywało się, że żadna z tych wskazówek nie była prawidłowa.)

Pewnie jednak zastanawiacie się, czy warto było jechać do Kolonii dwa dni wcześniej i zawitać na devcom 2022. Czy wykłady faktycznie okazały się ciekawe? Co dokładnie zaoferowało wydarzenie w swojej pełnej krasie? Czy warto było szaleć tak? Cóż…

wejście do budynku Koelnmesse, centrum kongresowego

Pierwszy dzień i pierwsze growe odkrycia

Devcom od początku przedstawiany był jako nie tylko konferencja pełna różnorakich wykładów, ale także miejsce, w którym deweloperzy mogą wystawić swoje projekty i znaleźć dla nich wydawcę. I tak po wejściu do Koelnmesse i zarejestrowaniu się udałyśmy się wpierw właśnie na przegląd stoisk. Tuż obok strefy wystawców znajdowały się także dwie przestrzenie Meet to Match, czyli poświęcone na spotkania biznesowe. Tam też można było spokojnie usiąść i wraz z rozmówcą omówić wspólne interesy. 

My jednak skupiłyśmy się głównie na sprawdzaniu wystawionych produkcji, ogrywaniu tego, co wpadło nam w oko i przesympatycznych dyskusjach z przedstawicielami różnych studiów growych. Po tak spędzonych dwóch godzinach ruszyłyśmy w końcu na nasze pierwsze tego dnia wykłady.

Kilkadziesiąt wykładów, ale ile z nich faktycznie udanych?

Nie da się ukryć, że niezależnie od tematyki konferencji, zawsze trafia się na te bardziej i te mniej udane wykłady. Nie inaczej było na devcomie. Wraz z Liosą umówiłyśmy się, że każda wybierze się na inne przemówienia, a po powrocie do Polski zbierzemy wszystko w jeden dokument. Niestety okazało się, że z niektórych wykładów nie bardzo było co zbierać. Na szczęście pojawiło się także sporo faktycznie ciekawych i otwierających oczy. Co więcej, Liosa miała okazję poznać Inona Zura, fenomenalnego kompozytora muzyki do gier takich jak Syberia (recenzja) czy Dragon Age: Początek (recenzja). Jak ja jej zazdroszczę!

wykład o marketingu w Ukrainie, stoi kobieta w marynarce, za nią wyświetlona prezentacja

W pierwszej kolejności wybrałam się na prelekcję poświęconą etyce w grach wideo. Połowa godzinnego wykładu skupiała się na omówieniu tzw. szarych i ciemnych praktyk, których powinno unikać się przy produkcji gier. Druga część zaś dotyczyła już bezpośrednio lootboksów i tego, na ile wprowadzanie ich jest uczciwe wobec graczy. Przyznam, że wykład był faktycznie ciekawy, ale nic szokującego nie przedstawił. Podobnie było w przypadku spotkania o tym, jak analizować recenzje z różnych platform. Dużo oczywistych ogólników, które bazowały na przykładzie obsługi społeczności kilku gier na krzyż. 

Zdarzały się też spotkania o Nietzschem i niczym…

…jak na przykład wykład o związku kina, wielkich klasyków literatury i gier wideo. Było to zaledwie półgodzinne spotkanie, a i tak w trakcie całej konferencji nie widziałam żadnego innego, z którego ludzie tak licznie wychodziliby w trakcie pierwszych dziesięciu minut. Sama z żalem opuściłam salę po kwadransie, bo trójka wykładających do niczego nie dążyła w swoich wypowiedziach. Całość brzmiała jak zlepek losowych zdań. Coś w stylu słynnych wypracowań, w których w środku tekstu o historii medycyny wplatało się bajkę o Czerwonym Kapturku, a nauczyciel i tak stawiał piątkę. Miał nikt nie zauważyć, a zauważyli wszyscy. Było to o tyle przykre, że był to też w moim planie jedyny wykład, na który było więcej chętnych niż przewidzianych miejsc i wiele osób nie zostało wpuszczonych na salę. Mnie dostało się ostatnie krzesło dla prasy. Szkoda, że niewiele z tego mogłam skorzystać.

Nie ukrywam, że mimo niewielkiej frekwencji na prelekcji o marketingu w czasach wojny w Ukrainie, liczyłam na coś treściwego. Niestety połowa ponownie półgodzinnego spotkania poświęcona była opisywaniu tego, co działo się i dalej się dzieje za naszą wschodnią granicą. W temacie wykładu jedynym wnioskiem była potrzeba trzymania się razem w tak ciężkich czasach.

kobieta stoi na scenie, przed nią niemal pełna sala, za nią prezentacja
PS. Wiem, że zdjęcie rozmazane, ale chciałam Wam pokazać, co to za cudowna osoba.

W tym morzu są jednak też perły!

Jednym z wykładów, na które czekałam najbardziej, było omówienie tragicznej historii komedii w grach. Prowadziła go Baudelaire Welch, Senior Narrative Designer z Larian Studios. I zrobiła to rewelacyjnie! Godzinną prezentację przeprowadziła z wyśmienitym humorem, który sprawił, że cała sala (a wykład odbywał się na tej największej w Koelnmesse) słuchała jej oczarowana od pierwszej do ostatniej minuty. To także z jej wystąpienia mam najwięcej notatek. Przedstawiła naprawdę dużo cennych wniosków i spostrzeżeń, które dały mi trochę do myślenia

Kolejną taką perłą okazało się spotkanie z Tymonem Smektałą z Techlandu. Podzielił się dziesięcioma rzeczami, których nauczył się od innych w sprawie tworzenia gier. Spektrum inspiracji sięgało od Einsteina do kolegów z pracy i każda z tych osób została odpowiednio przedstawiona. W temacie samych rad pojawiły się nie tylko te stricte biznesowe, lecz także te bardziej osobiste, o których czasem zapominamy jak potrzeba znalezienia czasu na relaks i odpoczynek.

Najlepsze na koniec?

Wspomniane wcześniej wykłady działy się na przestrzeni dwóch dni. To nie wszystkie, na których byłam, ale uznałam, że nie ma sensu opisywać każdego z osobna. Wspomnę więc na koniec tego tekstu o jeszcze jednym bardzo wartościowym. Mianowicie o tym zamykającym drugi i ostatni dzień devcomu. W jego trakcie przedstawiciel Xsolli omówil wyniki ich badań wśród tzw. Heavy Indie Gamers i zwykłych graczy. Wykresy skupiały się na tym, w co głównie grają hardkorowi wielbiciele indyków, a w co zwolennicy gier AA i AAA. Danych było sporo, sprawdzonych w ten sposób zagadnień także, a na koniec dostaliśmy e-booka z dokładnym omówieniem wszystkich tych badań. Przyznam też, że wykład mnie pozytywnie zaskoczył, bo spodziewałam się autoreklamy usług Xsolli, a dostałam masę naprawdę konkretnych, popartych liczbami informacji.

Podsumowując więc pierwszą edycję devcomu, jak na dwudniową konferencję, jestem umiarkowanie zadowolona z wiedzy, którą z niej wyniosłam. Miałam nadzieję, że będzie jej więcej, jednak liczyłam się z ryzykiem takich wykładów jak ten, z którego ludzie masowo wychodzili w trakcie. Czy mimo to wybrałabym się tam za rok? Zdecydowanie tak. Nie tylko dla samych prelekcji, ale też po prostu dla spotkań z ludźmi. Poznałyśmy tam bowiem z Liosą wiele fantastycznych osób z branży, dzięki którym pierwsze dwa dni w Kolonii z pewnością zapamiętamy na długo.

Scroll to Top