Dobry z pana prawnik, panie Wright. Phoenix Wright: Ace Attorney Trilogy – recenzja gry

grafika promująca grę Phoenix Wright: Ace Attorney – Trials and Tribulations, widzimy na niej najważniejsze postaci trzeciej części gry: mężczyznę w niebieskim garniturze i szpiczastych włosach, krzyczącego sprzeciw i pokazującego palcem w stronę oglądającego zdjęcie, kobietę w fioletowych szatach i czarnych włosach spiętych w mały bun na czubku głowy, dziewczynkę w fioletowych szatach biegnącą przed siebie, mężczyznę w zgniłozielonym płaszczu pokazującego swoją odznakę, kobietę w garniturze pokazującą gdzieś palcem i krzyczącą sprzeciw, mężczyznę odwróconego tyłem do kamery w czarnym płaszczu, w tle zaś widać białowłosego mężczyznę, połowę twarzy, w tym oczy zasłania mu metalowa maska z czerwonymi paskami, uśmiecha się złowrogo

Recenzja Phoenix Wright: Ace Attorney Trilogy trochę mi zajęła – tak jak samo przejście gry. Pozwólcie, że zabiorę Was w długą podróż pełną absurdów i emocjonujących rozpraw sądowych.

Jako że w styczniu Capcom przyniesie nam odświeżoną wersję Apollo Justice: Ace Attorney Trilogy, poświęćmy nieco uwagi protoplaście (albo raczej protoplastom) całej serii. To bowiem od przygód Phoenixa Wrighta zaczęła się jedna z legendarnych serii studia. Pierwotnie przeznaczone na konsolę Game Boy Advance trzy pierwsze tytuły zostały szybko złączone w trylogię i z biegiem lat przeniesione na kolejne platformy – najpierw Nintendo DS, potem 3DS. Wreszcie, w 2019 roku, gry pojawiły się na PC, Xboksie, PlayStation oraz Switchu. Kompilacja zawiera zarówno Phoenix Wright: Ace Attorney, jak i dwie kolejne odsłony o podtytułach Justice for All oraz Trials and Tribulations.

Prywatnie jest to jedna z moich ulubionych serii gier, która z miejsca urzekła mnie poczuciem humoru i złożonymi sprawami, z którymi mierzymy się w toku rozgrywki. Phoenixa Wrighta odkryłam podczas pierwszych eksploracji gatunku powieści wizualnych i od razu przyciągnęła mnie ta nietypowa otoczka. Gatunek, który wcześniej kojarzył mi się tylko z symulatorami randkowania, ma tytuł o prawnikach? I nie dość, że bronimy klienta na sali sądowej, to jeszcze niejako rozwiązujemy sprawę za policję? Jak mogłabym nie dać tym grom szansy?

Początkowy zawrót głowy

W trylogii śledzimy losy nieopierzonego jeszcze prawnika, tytułowego Phoenixa Wrighta. Pomagamy mu wywalczyć niewinność swoich klientów w różnych sprawach. Praktycznie zawsze są to zarzuty dotyczące morderstwa (z jednym wyjątkiem, choć i tutaj szybko znajdzie się trup do kompletu). W każdej części pierwsza sprawa służy jako wprowadzenie mające nauczyć nas podstawowych mechanik lub nam je przypomnieć.

na obrazku widać łysego sędziego z gęstą białą brodą i czarną togą sędziowską, pod spodem wypowiedź: Well, Mr. Wright… Would you like to continue the cross-examination…?
Sędzia zawsze woli się upewnić, zanim zaczniemy nasze zwyczajowe blefowanie i szukanie dziury w całym.

Co ciekawe, miejsce akcji zależy od… wersji językowej. W oryginalnej sprawa była prosta – przygody Wrighta działy się w Japonii. Jednak ekipa lokalizacyjna zdecydowała się na Stany Zjednoczone, a właściwie ich alternatywną wersję (tzw. Japanifornię), w której nastroje antyjapońskie na początku XX wieku nie były tak silne, a kultura wschodu – chętnie witana. Prowadzi to do kilku ciekawych absurdów, takich jak miłość jednej z bohaterek do burgerów zamiast ramenu czy ewidentnie wyglądająca na azjatycką wioska w górach, znajdująca się zaledwie kilka godzin pociągiem od Los Angeles.

O czasie, w którym dzieje się akcja gry, wiemy natomiast niewiele. Scenarzyści Ace Attorney nie przywiązywali wielkiej wagi do chronologii wydarzeń. Tak naprawdę tylko dzięki jednej sprawie z pierwszej części poznajemy dokładny rok: 2016. Justice for All i Trials and Tribulations dzieją się kolejno rok i dwa lata później. Fani poskładali do kupy całkiem imponującą chronologię całej serii, jednak w pewnych momentach opiera się na drobnych uproszczeniach.

Kiedy wyeliminujesz niemożliwe, to, co zostało, musi być prawdą

Zasadniczo rozgrywkę podzielić możemy na dwa etapy – śledztwo i rozprawy. Przeplatają się one ze sobą, bo przez wciąż wychodzące dodatkowe okoliczności sprawy rzadko kończą się jednego dnia.

grafika z gry Phoenix Wright: Ace Attorney Trilogy, widać na nim siedzącą w areszcie kobietę z brązowymi włosami i w mundurze z licznymi odznaczeniami, którą mamy bronić w procesie, pod spodem widać opcje do wyboru: examine, move, talk, present
Oto jedna z naszych klientek. Jak znalazła się w takiej sytuacji?

Na etapie śledztwa Phoenix i jego asystentka Maya Fey szukają dowodów, rozmawiają ze świadkami i eksplorują różne lokacje mające coś wspólnego ze sprawą. Czeka nas więc sporo chodzenia w tę i z powrotem, żeby wszystko znaleźć i potem pokazać odpowiednim osobom. Gdy gramy na ślepo, bez poradnika, zajmuje to nieraz naprawdę dużo czasu. Niewątpliwie wpływa na to fakt, że nie jest to jedna z produkcji, które prowadzą nas za rączkę i mówią wprost, dokąd teraz iść. Co najwyżej możemy od czasu do czasu zapytać naszą asystentkę, co powinniśmy teraz zrobić.

grafika z gry Phoenix Wright: Ace Attorney Trilogy, widać na nim osobę w stroju astronauty celującą w nas z pistoletu (ray guna), pod spodem widać dźwięki naśladujące ten pistolet
Śledztwo zabiera nas w przedziwne miejsca… ale wbrew pozorom, to NIE jest napad.

Capcom zadbał o spore zróżnicowanie zwiedzanych miejsc. Raz trafi nam się cyrk, innym razem plan filmowy. Ciężko się dziwić, w końcu łącznie rozwiązujemy aż czternaście spraw. I choć niektóre powiązania mogą się wydawać dziwne (wszak to humor japoński), to większość rzeczy jest logiczna i spokojnie dojdziemy do odpowiednich wniosków sami. A kiedy już zdobędziemy potrzebne dowody, to…

Sprzeciw na pełnej

…przyjdzie czas na przedstawienie ich na sali sądowej. I co tu dużo mówić, to właśnie rozprawy są najjaśniejszym elementem każdej części. Świadomość odpowiedzialności, jaka na nas ciąży, niesprzyjająca pozycja, z której zawsze startujemy, i ciągłe napięcie tworzą razem mieszankę, która wciąga gracza od pierwszej minuty. Sprawy są wielowarstwowe, absolutnie nieoczywiste i nieprzewidywalne. Wiemy, że nasz klient jest niewinny… prawda? Nie da się ukryć, że czasami pierwotna wersja układa się tak zgrabnie, że sami zaczynamy w to wątpić. Cóż, przynajmniej „my” za ekranami monitorów. Phoenix bowiem walczy dalej, niezależnie od oskarżeń prokuratury.

na obrazku widzimy mężczyznę w niebieskim garniturze, różowym krawacie i szpiczastych włosach wskazującego palcem naprzeciw siebie, pod spodem wypowiedź: W-who were these people?
Choć Phoenix nie zawsze wie, co robi, to zawsze wygląda przy tym fantastycznie.

Rozprawy opierają się na prostym schemacie. Kolejni świadkowie przychodzą i składają swoje zeznania, a my później ich przesłuchujemy, szukając zarówno drobnych nieścisłości, jak i bezczelnych kłamstw. Przy każdej wypowiedzi możemy potraktować świadka na dwa sposoby: przycisnąć, by uzyskać nieco więcej informacji albo wprost zgłosić sprzeciw, prezentując odpowiedni dowód.

na obrazku widać ikoniczną scenę z Phoenix Wright: Ace Attorney Trilogy: zajmujący cały ekran napis Objection!, zapisany czerwoną, fikuśną czcionką na białym poszarpanym tle
Prawdopodobnie najbardziej satysfakcjonujący obrazek w całej grze. I najbardziej ikoniczny.

Nie dajcie się jednak zwieść profesjonalnej otoczce sali sądowej. Sprawy prezentowane w Ace Attorney są niezbyt poważne. Choć dotyczą ciężkich tematów, to cała atmosfera towarzysząca procesom i karykaturalność postaci skutecznie dbają o uśmiechy na twarzach. Dość powiedzieć, że zdarzy nam się przesłuchać zwierzę, a nawet… przedmiot. W pewnym sensie.

na obrazku widać art prezentujący całą salę sądową, od lewej widzimy kolejno: prokuratora, sędziego i świadka (w tym przypadku walkie-talkie stojące na mównicy, oraz adwokata i jego asystentkę. Ponadto na obu krańcach obrazka widać zebraną publiczność
Jak widać, świadkowie pojawiają się w różnych formach. Nawet jako walkie-talkie.

Chcę prawdy – i tylko prawdy!

Pod tą warstwą humoru i absurdu kryje się jednak głębsze przesłanie. Motywem wszystkich gier z serii Ace Attorney jest bowiem prawda i więź prawnik-klient. Niektóre ze zbrodni wydają się idealne, a dowody – niezbite. Jednak niezależnie od tego, jak beznadziejna jest sytuacja, jak blisko wyroku skazującego się znajduje, Phoenix nigdy się nie poddaje. Zawsze wyciąga z rękawa jakiegoś asa, zupełnie zmienia swój tok myślenia i udaje mu się znaleźć lukę w historii wykreowanej przez prawdziwego mordercę. Najlepiej podsumowują to słowa sędziego podczas jednej ze spraw: „Panie Wright, naprawdę jest pan najbardziej nieprzewidywalnym prawnikiem, jakiego znam. Widzę, że chwyta się pan brzytwy, jednak nie mogę zaprzeczyć, że to, co pan mówi, mogło się zdarzyć”.

Na obrazku widać mężczyznę o czarnych włosach w bordowym garniturze i czarnej kamizelce, jego prawa dłoń spoczywa na ławie oskarżycielskiej, pod spodem tekst: Of course!
Edgeworth to rywal Wrighta w większości spraw. Choć to jedno słowo absolutnie nie wystarcza do opisania ich relacji.

Recenzja Phoenix Wright: Ace Attorney Trilogy niejako wymusiła na mnie odświeżenie tej historii – i dobrze mi to zrobiło. Biorąc pod uwagę, jak niesprawiedliwy potrafi być prawdziwy świat, przygody poczciwego prawnika stanowią swego rodzaju idealistyczną przeciwwagę. Nieważne, ilu świadków jest przekupionych, jak ślepi i skupieni na zdobyciu wyroku skazującego są prokuratorzy, prawda nie daje się stłamsić. Cierpliwie czeka na wypłynięcie.

Przez magatamę do serca

Uwaga: w tej części tekstu znajdują się zamalowane na biało spoilery.

W grze nie brakuje również elementów paranormalnych. Wszak nie byłby to Shu Takumi, gdyby nie pojawiały się duchy (Ghost Trick pokazał nam już, jak bardzo scenarzysta je lubi). Cała rodzina Fey posiada zdolności spirytystyczne. Wszystkie kobiety z rodu są bardzo uzdolnione i nie ma co ukrywać, że bez nich Phoenix zapewne nie byłby w stanie wyjść zwycięsko z większości starć sądowych. Dzięki temu niedoszła mentorka mężczyzny, Mia, nawet po swojej śmierci jest w stanie mu pomagać. Może bowiem tymczasowo przejmować ciała medium, czy to swojej siostry Mayi, czy ich kuzynki, Pearl. Co prawda, niejako dyskwalifikuje to Ace Attorney jako realistyczną serię o prawnikach. Jednocześnie jednak oferuje mnóstwo dodatkowej zabawy i możliwości w prowadzeniu śledztwa i późniejszych rozpraw. Chociażby dzięki magatamie – specjalnemu amuletowi, który zostaje wprowadzony w Justice for All – jesteśmy w stanie widzieć kłamstwa spotykanych postaci, a potem sukcesywnie je demaskować. Odpowiednimi argumentami i zdobywanymi dowodami możemy bowiem nakłonić każdego do powiedzenia prawdy.

grafika z gry Phoenix Wright: Ace Attorney Trilogy, przedstawia ekran wyboru dowodów, widać na nim m.in. włócznię, kartę dostępu, zdjęcia, odznakę adwokacką i raport z autopsji
Dowody to nasza jedyna broń na sali sądowej.

Oczywiście, paranormalne zdolności Mayi rodzą naturalne pytanie, które zresztą zadaje w jednej z pierwszych spraw sam Phoenix: „Dlaczego nie możemy po prostu przywołać naszej ofiary i zapytać, kto ją zabił?”. Poza oczywistym faktem, że raczej nikt nie potraktowałby nas poważnie, blokuje nam to brak odpowiedniego wyszkolenia dziewczyny. Musimy więc zadowolić się okazjonalnym wsparciem Mii zza grobu i wspomnianą wcześniej magatamą.

Czasami można odnieść wrażenie, że to panie Fey są głównymi bohaterkami, biorąc pod uwagę, jak często wyciągają Phoenixa z tarapatów. Nadal obstaję przy tym, że bez Mii Wright nie rozwiązałby nawet własnego buta. W pierwszej trylogii jest po prostu zbyt niedoświadczony, a jego mentorka nie zdążyła mu przekazać całej swojej wiedzy, nim została zamordowana  I mówię to przy całej mojej miłości do tej postaci.

Phoenix Wright… a może Naruhodo Ryuichi?

Capcom sporo zaryzykował, decydując się na wydanie swojej prawniczej serii na rynku zachodnim. W Japonii sprawa była prosta, bo tamtejsi gracze i graczki kochają powieści wizualne z setkami tysięcy linii dialogowych. Jednak większość osób z Zachodu nie była przyzwyczajona do takich ścian tekstu. Nie było absolutnie żadnej gwarancji, że ta formuła się przyjmie, a co dopiero mówić o wielkim sukcesie. Podstawą było dobre przetłumaczenie, a właściwie przełożenie tej historii na język angielski. A umówmy się, to nie było łatwe zadanie przy tak wielu grach słownych, hermetycznych żartach czy specyfice kultury azjatyckiej.

na obrazku widać zszokowanego łysego mężczyznę z gęstą siwą brodą i czarną togą sędziowską, pod spodem wypowiedź: Please explain so that I might be shocked along with the rest of the court.
Sędzia nie należy do najbystrzejszych, ale za to ma jedne z najśmieszniejszych tekstów w grze.

Ekipy lokalizacyjne (bo skład nieco zmieniał się na przestrzeni kolejnych części) zrobiły jednak świetną robotę. Nie tylko udało im się zachować najciekawsze plot twisty i ogólny suspens spraw, ale także byli w stanie przerobić żarty, których nie przenieśliby idealnie na angielski, w inne, równie dobre. Najlepszym przykładem ich geniuszu są niektóre imiona postaci. Świadek Frank Sahwit, prezes Bluecorp Redd White czy zabójca na zlecenie Shelly De Killer to tylko niektóre z genialnych pomysłów, na jakie wpadli tłumacze i tłumaczki. Trzeba też docenić wrzucenie do tej edycji gry wielu mniejszych i większych zachodnich memów, jak np. popularny swego czasu Harlem Shake czy piosenka Milkshake od Kelis.

To, co wymieniam powyżej, to oczywiście zaledwie wierzchołek góry lodowej. Historia powstawania i ciekawostki związane z lokalizacją serii Ace Attorney to materiał na osobny artykuł. Jedyne, co na ten moment musicie wiedzieć, to że angielska wersja językowa jest wspaniała, pełna błyskotliwego humoru i praktycznie ikonicznych już punchline’ów.

Syntezatory i solidna kreska

Tego zwariowanego klimatu dopełniają zarówno styl graficzny, jak i ścieżka dźwiękowa gry. Pierwszy wyraźnie robi się coraz bardziej abstrakcyjny na przestrzeni kolejnych części. Normalne, a przynajmniej stonowane sylwetki różnych świadków z pierwszego Ace Attorney ustępują w Trials and Tribulations dużym, czerwonym nosom, pomidorowemu Furio Tigre czy robotycznej Lisie Basil.

grafika z gry Phoenix Wright: Ace Attorney Trilogy, widać na niej sporych rozmiarów mężczyznę w czapce kucharskiej, stroju kucharza, blond lokach i róży między ustami, pod spodem jego wypowiedź: Bienvenue! Welcome to my petite restaurante!
Czasem podczas śledztwa trafimy na bardzo… nietuzinkowe osoby.

Oczywiście to, czy styl graficzny się spodoba, czy nie, to kwestia indywidualna. Nie da się jednak zaprzeczyć, że Capcom zrobił świetną robotę w ukazaniu emocji towarzyszących postaciom. Każda z nich ma kilka animacji, zależnie od nastroju, w jakim są. Spotkamy twarze skonfundowane, zadowolone z siebie czy zwyczajnie wściekłe. A reakcje prawdziwych przestępców, gdy w końcu zapędzimy ich w kozi róg, zawsze dają mnóstwo satysfakcji. Podoba mi się także decyzja o pokazywaniu obrońcy i prokuratora z nieco niższej perspektywy – dodaje to ich sylwetkom wielkości. Dzięki takiemu ustawieniu kamery ich dłonie wyglądają na nieproporcjonalnie duże – a okrzyki czy uderzenia w stół są tym bardziej potężne.

Kierunek muzyczny również się zmienia. Choć najbardziej znane motywy, jak Objection czy Pursuit, da się od razu rozpoznać, to z każdą częścią soundtrack staje się bardziej elektroniczny. Czuć coraz większy wpływ syntezatorów i instrumentów klawiszowych. Najlepiej słychać to właśnie na przykładzie kawałka towarzyszącemu nam, gdy Phoenix zrobi swój legendarny sprzeciw. Ścieżki pochodzą kolejno z pierwszej, drugiej i trzeciej części.

Muzyka jest po prostu fenomenalna i zawsze pasuje idealnie do tego, co dzieje się akurat na ekranie. Choć ścieżka dźwiękowa trylogii nie jest moją ulubioną z serii, to wiele utworów z niej mam zapisane na Spotify. Już samo ich odsłuchanie przenosi mnie z powrotem na salę sądową.

Dobry prawnik wierzy w swoich klientów – finalne wrażenia z gry Phoenix Wright: Ace Attorney Trilogy

Recenzja Ace Attorney Trilogy chodziła za mną od długiego czasu. Do tej pory jednak nie mogłam się do niej zebrać, bo i jak zmieścić grę tak złożoną, unikatową i ważną dla mnie w jednym tekście? Ostatecznie nad niepewnością przeważyło moje przekonanie, że seria zasługuje na zdecydowanie większą rozpoznawalność. Na szczęście dzięki niedawnemu dodaniu do Xbox Game Passa dużo więcej graczek i graczy będzie mogło spróbować swoich sił na salach sądowych Japanifornii.

To historia jedyna w swoim rodzaju – piękna opowieść o tym, że, tak długo jak wierzymy w naszego klienta, odkryjemy prawdę. Sprawy są logiczne, choć ciężko tu doszukiwać się wielkiego realizmu. Jeśli jednak przymkniecie oko na absurdy tu i ówdzie, dostaniecie dziesiątki godzin zabawy i główkowania. Niektóre epizody są naprawdę rozbudowane, dlatego warto nie robić sobie zbyt długich przerw w ogrywaniu.

na obrazku widać młotek sędziowski w momencie, gdy uderza o drewno, dookoła widać efekty świadczące o trzasku, a w rogu fragment dłoni sędziego
Ten obrazek zobaczymy (i usłyszymy) wiele razy w trakcie rozgrywki.

Jeśli zaś moja recenzja Phoenix Wright: Ace Attorney Trilogy do tej pory Was nie przekonała, to mam jeszcze jednego, nomen omen, asa w rękawie. Na trylogię składa się oszałamiające 570 tysięcy słów. Dla porównania, jedna książka ma ich średnio 50-100 tysięcy. Jeśli więc ktoś kiedykolwiek zarzuci Wam, że za mało czytacie, zagrajcie i pokażcie mu tę ciekawostkę. Kto wie, może dzięki temu rozpoczniecie też dłuższy romans z powieściami wizualnymi. Wiem, że ja nie zagrałabym w takie Bustafellows, gdyby nie przygody naszego poczciwego prawnika.

Japończycy po raz kolejny pokazują, że potrafią tworzyć naprawdę angażujące serie. Podobnie jak w przypadku Yakuzy 0 (serię Ryu Ga Gotoku także już recenzowaliśmy na stronie), ta trylogia to zaledwie wstęp do fantastycznego uniwersum, pełnego zapadających w pamięć postaci. Całe szczęście, że Capcom dalej wypuszcza kolejne części na współczesne platformy. Dzięki temu więcej osób może poznać tę fenomenalną historię.

Scroll to Top