Postapo. Postapo nigdy się nie zmienia… Encased – recenzja gry

Screen z gry Encased, wejście do Junktown z napisem WELCOME zrobionym z neonowych literek, Encased recenzja gry

Recenzja gry Encased to opowieść o fenomenalnym pierwszym wrażeniu, rosnącym apetycie… i finalnym niedosycie.

Ach, te gry w postapokaliptycznych klimatach! Możliwość przeżycia (zza bezpiecznej osłony monitora) ciężkiej, dystopijnej przygody, sprawdzenie się w surowych realiach życia po kataklizmie… czego tu nie kochać? Im bardziej radioaktywnie, im bardziej pusto i beznadziejnie, tym lepiej. Twórcy chętnie puszczają swoje wodze fantazji, dzięki czemu motyw ten spotkać możemy już nawet w city builderach. Gdy jednak myślicie o tej konwencji w grach RPG, zapewne jedną z pierwszych serii, które przyjdą Wam do głowy, będzie Fallout. I całkiem słusznie, bowiem uniwersum obecnie kontynuowane przez Bethesdę określa się już mianem kultowego. Encased także czerpie z niego pełnymi garściami, a moja recenzja gry postara się odpowiedzieć na pytanie, czy aby nie za bardzo.

Wybierz swoje Skrzydło, a powiem Ci, kim jesteś

Intro gry wita nas propagandowym przekazem. Dzięki niemu dowiadujemy się więcej o świecie wykreowanym przez twórców i CRONUS-ie, czyli firmie badającej miejsce, do którego niebawem trafimy. Po nim wybieramy poziom trudności – mamy do dyspozycji cztery możliwości, przy czym dopiero ostatnia z nich, o nazwie Strategia, nie daje nam żadnych przewag w stylu mniejszych obrażeń od przeciwników. Sama grałam na poziomie drugim – Podróż i w moim odczuciu był on momentami zbyt łatwy, właśnie przez wspomniane uproszczenia.

Na samym początku musimy wybrać Skrzydło, do którego od początku należeć będzie nasz protagonista lub nasza protagonistka. Są to swego rodzaju filie CRONUS-a specjalizujące się w różnych zadaniach. Przykładowo: Niebieskie Skrzydło to mechanicy, Czarne odpowiada za bezpieczeństwo, natomiast Pomarańczowe to, a jakże, skazańcy, którzy w ramach odkupienia służą jako darmowa siła robocza i ewentualne obiekty testowe. Każde z nich daje naszemu awatarowi unikalną historię i opcje dialogowe, które możemy później wykorzystać. Stworzona przeze mnie Maria Torres postawiła na Skrzydło Srebrne, nieco apodyktyczną grupę planującą i nadzorującą cały personel.

Dobre wrażenia z Encased zaczynają się już w kreatorze postaci

Chcę w tym miejscu podkreślić – kreator postaci jest genialny. O ile pod względem wizualnym do wyboru mamy stosunkowo niewiele opcji, a i grafika gry nie jest nadzwyczajna, o tyle mnogość cech i umiejętności powala. Wspominam o tym teraz, gdyż po wybraniu Skrzydła przychodzi pora na dalszą personalizację naszej postaci. Musimy wybrać umiejętności, które będzie miała szczególnie rozwinięte. Podzielono je na bojowe i użytkowe, przy czym samouczek doradza na początek wybór jednej bojowej zdolności i dwóch użytkowych. Maria zdecydowała się więc na broń palną małego kalibru, przetrwanie i wpływ, który zwiększa zdolności oratorskie. Do mojej standardowej taktyki ładowania wszystkiego w charyzmę to ostatnie wydawało mi się idealne, a gdyby piękne słówka zawiodły – zawsze zostawał stary dobry pistolet.

Screen z gry, moja postać i jej umiejętności

Pora na rozdysponowanie punktów na poszczególne cechy. Większość oparta jest na dobrze znanym z Fallouta systemie S.P.E.C.I.A.L. – mam tu na myśli chociażby percepcję, mięśnie czy fortunę, będącą po prostu odpowiednikiem szczęścia. Uwagę zwraca na pewno tajemnicza cecha zwaną psychą, ale o niej opowiem za chwilę. Moje pierwsze przejścia nowych gier RPG wyglądają zazwyczaj tak samo, natychmiast więc władowałam w charyzmę Marii, ile się dało, przyklepałam to percepcją dla lepszego strzelania. Pozostałe punkty rozdzieliłam mniej więcej po równo, z lekkim ukierunkowaniem na nieznaną mi jeszcze psychę.

Ostatni krok przed rozpoczęciem przygody jest opcjonalny – możemy wybrać definiującą nas cechę osobowości. Wszystkie niosą ze sobą znaczne korzyści, ale też kary. Maria, jako pozbawiona skrupułów karierowiczka, dostała cechę Apodyktyczna (Bossy). Zwiększa ona charyzmę kosztem precyzji strzałów i udźwigu postaci.

Screen z gry, moja postać i jej cecha szczególna, czyli apodyktyczność

Ten świat schodzi na Psi

Zafascynowana tajemniczymi zdolnościami chciałam jak najszybciej dowiedzieć się o psionice w Encased czegoś więcej. Dlatego zaraz po szkoleniu nałożyłam daną mi przez instruktora rękawicę, dzięki której możemy używać mocy w walce. Niedługo potem miałam okazję po raz pierwszy sprawdzić swoje zdolności psioniczne w akcji. Na początku nie ma tego zbyt wiele, co najwyżej możemy bezceremonialnie uderzyć stojących zbyt blisko przeciwników za pomocą owej rękawicy, rażąc ich przy tym energią psioniczną. Możemy też teleportować ich na bezpieczną odległość od nas. Później jednak dochodzą coraz ciekawsze możliwości – mieszanie oponentom w głowie, by atakowali siebie nawzajem, uderzenie energią wszystkich dookoła nas czy obniżenie wybranych statystyk wrogów.

Screen z gry, przedstawia pokonanych wrogów, moją postać oraz umiejętności związane z rękawicą psioniczną, Encased recenzja gry

Skąd jednak zdolności psioniczne pojawiły się u ludzi w pierwszej kolejności? Jak dowiadujemy się w trakcie samouczka, wszystkie osoby przebywające pod Kopułą po pewnym czasie zaczynają przejawiać zdolności psioniczne. Niektórzy są bardziej utalentowani, inni mniej – wszyscy jednak czują te dziwne moce i mogą ich używać, by pomóc sobie w walce.

Jedna kwestia jednak do tej pory nie daje mi spokoju. Jak to możliwe, że moja postać może być w tym tak uzdolniona, skoro dopiero co zawitała pod Kopułę? Mogłam oczywiście źle zrozumieć tłumaczenie tego fenomenu, ale wydaje mi się to mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że powtarzało to co najmniej kilka osób.

Towarzysze, chyba znaleźliśmy się w oku cyklonu…

Historia świata niewątpliwie intryguje i pozostawia spore pole do rozważań na temat tego, co tu się właściwie dzieje. Akcja rozpoczyna się w 1976 roku, a my jesteśmy jedną z kilku nowych osób zatrudnionych pod Kopułą – tajemniczym zjawiskiem, które zostało odkryte pięć lat wcześniej. Wszelkie dobra i towary mogą swobodnie wędrować w tę i z powrotem między światem zewnętrznym a Kopułą, jednak z żywymi organizmami sprawa nie jest tak prosta. Po wejściu do tej strefy nie możemy jej opuścić. Brzmi jak słaby układ, prawda? Nie przeszkadza to jednak tysiącom chętnych w aplikowaniu w szeregi CRONUS-a w nadziei na dokonanie jakiegoś przełomowego odkrycia. Dowiedzenie się, w jaki sposób ten fenomen powstał, jest sprawą priorytetową dla wszystkich zebranych tam osób.

Screen z gry, tekstowy opis ze zdjęciem przedstawiającym Kopułę i to co pod nią, Encased recenzja gry

Po samouczku szybko przechodzimy do konkretów. Odpowiedzialny za ekspedycje wewnątrz Kopuły mężczyzna stracił kontakt z placówką w Nashville. Z powodu braku wolnych ludzi wysyła nas, żebyśmy sprawdzili, co się stało. Nie mając większego wyboru, godzimy się wykonać powierzone nam zadanie.

Jak można się domyślić, misja szybko się komplikuje. Pod placówką znajduje się artefakt odpowiedzialny za jej wszystkie problemy. Gdy w końcu do niego docieramy, dochodzi do wybuchu, a my zostajemy… oddzieleni od ciała. Po rozmowach z różnymi, znanymi bądź nie, postaciami odzyskujemy przytomność, w głowie mamy więcej pytań niż odpowiedzi. Nie pozostaje nam nic innego, jak ruszyć dalej i dowiedzieć się, co wydarzyło się pod naszą nieobecność. Tak zaczyna się nasza przygoda – nie będę zdradzać dalszej fabuły, by oszczędzić Wam spoilerów.

Screen z gry, ekran tekstowy wraz z obrazkiem przedstawiającym burzę na horyzoncie, Encased recenzja gry

Podczas przygody natkniemy się na kilka osób, które będziemy mogli dołączyć do naszej drużyny, by ułatwić sobie zmagania pod Kopułą. Większość z nich, oczywiście, nie zrobi tego za darmo. Najpierw będziemy musieli pomóc im w jakiejś osobistej sprawie. Potencjalni towarzysze są dosyć dobrze napisani, każdy z nich w pewien sposób się wyróżnia. Zdecydowanie umilają oni przemierzanie postapokaliptycznych pustkowi.

Recenzja Encased bez gry głupią postacią? Nuh-uh!

Nie mogłam oczywiście sobie odmówić i, aby recenzja gry była kompletna, postanowiłam sprawdzić, jak w Encased wygląda droga postaci, u której nie zainwestowaliśmy ani jednego punktu w jakiekolwiek zdolności umysłowe. Osoby dobrze znające dwie pierwsze odsłony serii Fallout zapewne wiedzą już, czego się spodziewać i uśmiechają się teraz pod nosem. W tych kultowych produkcjach, jeżeli postanowimy poskąpić naszej postaci inteligencji, będzie ona półgłówkiem. Tak po prostu. Odbije się to wyraźnie na rozmowach, jakie będzie odbywać z napotkanymi postaciami. W serwisie YouTube można znaleźć sporo kompilacji z najciekawszymi momentami. Widać na nich, że niektórzy NPC zwyczajnie takiego delikwenta olewali, nie chcąc tracić czasu na bezsensowne dyskusje, innym robiło się przykro i traktowali biednego matołka jak niewinne dziecko.

Screen z gry, rozmowa z mechanikiem nad zepsutym zamkiem

Nie inaczej jest w Encased. Samouczek już podczas tworzenia postaci informuje nas, że w przypadku gdy statystyka związana z mózgiem będzie wynosić jeden lub dwa punkty, nasz protagonista bądź protagonistka nie będą w stanie przeprowadzić merytorycznej rozmowy. Tak jak się spodziewałam, diametralnie zmienia to rozgrywkę. I wywołuje sporo śmiechu. Niektóre postaci tak bardzo usiłowały uprościć swoją mowę, że czułam się jak w przedszkolu.

Mamy duże pole do popisu, jeżeli chodzi o opcje dialogowe. Co prawda rzadko kiedy używamy do odpowiedzi słów – zamiast tego turlamy się po podłodze, skaczemy i machamy rękoma, chrząkając i krzycząc. Ponadto, przy niskich wartościach inteligencji dostajemy specjalną cechę, zapewniającą nam kilka dodatkowych umiejętności.

Żółta odznaka? Uh-huh!

Naturalnie pojawia się pytanie – jakim cudem CRONUS mógł zatrudnić kogoś takiego pod Kopułę? Jeżeli byłoby to Pomarańczowe Skrzydło, to jeszcze można by zrozumieć, przestępcy znajdują się na końcu hierarchii. Jednak możemy przypisać naszą postać wszędzie! To samo pytanie zadają sobie towarzyszący nam w kapsule transportowej pracownicy. Gdy jeden z mężczyzn nie wytrzymuje i próbuje sprawdzić nasze akta, znajduje jedynie pusty folder. Muszę pochwalić twórców za to, że rozgrywka w tym trybie naprawdę się różni – cały dialog wewnątrz kapsuły przebiega inaczej, niektórych zadań nie jesteśmy w stanie otrzymać, a czasem dostajemy prezenty od bardziej przyjaznych osób.

Screen z gry, opcje dialogowe w rozmowie z kobietą wydającą broń

Recenzja Encased naturalnie nie mogłaby pozostawić Was bez wyjaśnienia tej arcyważnej kwestii – na szczęście, odpowiedź na zadane akapit wcześniej pytanie otrzymujemy już po kilkudziesięciu minutach gry, pod koniec samouczka, i muszę przyznać, że mnie ona przekonuje. Okazuje się, że stanowimy część specjalnego programu, zwanego Żółtą Odznaką. Ma on na celu zbadanie artefaktów pod kątem poprawienia zdolności umysłowych ludzi. Wydaje się to naprawdę szczytną inicjatywą… choć równie dobrze może być zwykłą zagrywką PR-ową.

Screen z gry, rozmowa mojej postaci z Kingsleyem, Encased recenzja gry

Czy warto udać się pod Kopułę? Encased – finalne wrażenia

Wyraźnie czuć inspirację Falloutem i Wastelandem. Poczułam te znajome, postapokaliptyczne powiewy niedługo po opuszczeniu kapsuły transportowej. Mam jednak wrażenie, że w tym przypadku tak wyraźne podobieństwo nie wychodzi grze na dobre. Mniej więcej pod koniec pierwszego aktu czułam się… zmęczona. Każda następna walka dawała mi dziwne déjà vu, kolejne konwersacje cofały mnie w czasie do momentu, kiedy z drużyną u boku przecierałam szlaki w Wasteland 3. Ponadto, w odróżnieniu od dwóch wyżej wymienionych serii, Encased nie posiada polskiej lokalizacji. Jak to w RPG bywa, dobra znajomość języka angielskiego będzie konieczna, tym bardziej że nie brakuje tu specjalistycznego słownictwa rodem z science fiction.

Absolutnie nie sądzę jednak, by Encased było produkcją złą. Wręcz przeciwnie! Uważam, że dla fanów tego typu światów jest to pozycja zdecydowanie warta uwagi. Zawartość Kopuły pachnie postapokalipsą na kilometr. Każdemu elementowi została poświęcona należyta uwaga, by wpisywał się w klimat – od HUD-u do portretów postaci. Dodano również kilka autorskich pomysłów, z genialnym psyche na czele. Grafika jest poprawna, podobnie muzyka – jednak nie zapisały się szczególnie w mojej pamięci. Co innego arty towarzyszące nam podczas przemieszczania między lokacjami – są przepiękne i niejednokrotnie dzięki nim zostawałam na ekranie ładowania dłużej.

Screen z gry, grafika podczas ładowania mapy przedstawiająca poczekalnię, Encased recenzja gry

Na pewno nie można zarzucić twórcom niedbałości – jest to piękny hołd dla gatunku – obawiam się jednak, że brakuje mu własnej, silnej duszy, dzięki której zostanie zapamiętany na dłużej. Przejście wątku głównego zajmuje niecałe 13 godzin, misje poboczne wydłużają ten czas o kolejne 10 – kwestię czy to dużo, czy mało, pozostawiam do rozstrzygnięcia Wam. Jeżeli mimo tych licznych podobieństw Encased do Was przemawia i sięgniecie po tę produkcję, to gorąco polecam stworzenie półgłówka i wypróbowanie tego typu podejścia. Gwarantuję, że po wszystkim będziecie chcieli tego typu opcję w każdej kolejnej produkcji RPG.

Screen z gry, rozmowa z Nuzzim, podczas której delikatnie nas spławia, Encased recenzja gry

Recenzja gry Encased powstała dzięki uprzejmości sklepu GOG.com, w którym obecnie możecie nabyć ją w cenie 129 zł.Kod otrzymaliśmy od sklepu GOG.com!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry