Po pięciu latach od debiutu nieco przerażającego Happy Game studio Amanita Design wraca z zupełnie nową propozycją. W tej recenzji gry Phonopolis omówię jej wyjątkowość i tematykę, bowiem jest ona bardzo intrygująca.
Przyznam szczerze – uwielbiam Amanita Design za ich niezwykłe i oryginalne pomysły. To studio nie boi się grać na własnych zasadach i pokazało to po raz kolejny. Po latach tworzenia unikatowych produkcji dwuwymiarowych, teraz postawili na coś świeżego. Phonopolis to ich pierwszy tytuł 3D, a gdy zobaczyłam jego zapowiedź, nie mogłam się doczekać, aż będę mogła napisać jego recenzję. Na pierwszy rzut oka wygląda całkiem uroczo, ale niech to Was nie zwiedzie. Gra dotyka poważnych tematów takich jak manipulacja, kontrola społeczeństwa czy indywidualizm.

Mam supermoce i walczę o spokojne noce
Głównym bohaterem Phonopolis jest Felix – zwykły chłopak, który pracuje na wysypisku śmieci. Dookoła niego od zawsze panuje hałas, a z głośnika nieustannie dobiega głos, który wszystkich pogania. W końcu trzeba trzymać poziom, bo nie można zawieść Lidera! Pewnego dnia jego dotychczasowe życie ulega drastycznej zmianie. Wszystko za sprawą odnalezienia słuchawek w gmachu opery, które są zupełną nowością dla Feliksa. Taki sprzęt umieszczony na uszach pozwala na ograniczenie przepływu dźwięku z zewnątrz. To niesamowity wynalazek, gdy żyje się w takim miejscu jak Phonopolis. Od teraz bohater staje się niewrażliwy na głosy z głośnika i jest to jego supermoc.
Po aresztowaniu przez lokalną policję i wyrwaniu się spod jej kontroli Felix zaczyna nowe życie. Widzi świat zupełnie inaczej niż reszta społeczeństwa. Od teraz jego misją jest przebicie się na sam szczyt miasta i powstrzymanie Lidera przed zagraniem Dźwięku Absolutnego. W tak uporządkowanej strukturze nie będzie to proste zadanie.

Głosy w głowie
Phonopolis to pierwsza gra od Amanita Design, która zamiast w pełni bazować na narracji środowiskowej wprowadza narratora i głosy postaci. Jest to nowość, która mierzy się ze zróżnicowanymi opiniami w sieci, ale mi osobiście odpowiada ta zmiana. Dobrze wpasowuje się to w tematykę gry, która opiera się na dźwięku lub jego braku. Głosy w naturalny sposób podpowiadają, jak iść w grze dalej, jeśli się zablokujemy. Przykład? Na poziomie z podzieloną na cztery części kostką byłoby mi trudno zrozumieć, co mam dalej zrobić, gdyby Felix nie skomentował „Ależ on stuka tą pieczątką”. Poza tym w gruncie rzeczy studio stworzyło to, na czym zna się najlepiej – przygodówkę point-and-click. Historia jest liniowa, ale opowiedziana w interesujący sposób. Mamy kilka zwrotów akcji i niespodziewanych wydarzeń, które dodatkowo zaostrzają apetyt na więcej.

Nieskończone przepisy
Twórcy ponownie przygotowali mnóstwo zagadek i minigier wplecionych w fabułę. To, że Phonopolis jest trójwymiarowe, wprowadza powiew świeżości do różnych mechanik. Poza klasycznymi „płaskimi” łamigłówkami mamy też do czynienia z przestrzennymi. One zmuszają nas do myślenia w nieco inny sposób. Jedną z moich ulubionych zagadek było ustawianie domków tak, aby po złączeniu idealnie do siebie pasowały. Musiałam uważnie analizować rozłożenie kształtów na bokach, aby prawidłowo połączyć je ze sobą. Innym przykładem była łamigłówka związana z gotowaniem. Obracająca się figura z różnymi produktami spożywczymi i przyrządami wymagała specyficznych akcji. Cel? Zdobycie żarówki tak, aby się nie rozbiła. Musiałam przygotowywać hot dogi, tworzyć galaretki, zamrażać, podgrzewać i nieźle się nagłowić, by osiągnąć sukces. Podczas tej zagadki natrafiłam także na jedyny błąd podczas całej mojej rozgrywki. Książka kucharska po przeczytaniu nie chciała się zamknąć, co wymagało całkowitego przeładowania sesji gry. Dzień później przeczytałam, że twórcy go naprawili, więc aktywnie pracują nad udoskonalaniem swojej produkcji.

Po drabince do celu
Phonopolis porusza takie tematy jak kontrola społeczeństwa, indywidualizm, bunt, a także klasy społeczne. Felix znajduje się na dole hierarchii, ale od początku czuje, że coś tu nie gra. W ten sposób rozpoczyna się jego przygoda, podczas której próbuje przedostać się do najwyższych klas i zatrzymać manipulację rządzących. System w Phonopolis działa jak w zegarku i dopiero kluczowy przedmiot, czyli słuchawki, pokazuje, że świat nie musi tak wyglądać. Mieszkańcy nie wiedzą, że istnieje inne życie. No… prawie wszyscy, bo oczywiście nasz bohater na swojej drodze poznaje sojuszników, którzy są zmuszeni, by się ukrywać. Chodzi o grupę starców, którzy w przeszłości zajmowali się zakazaną dziś muzyką. Dzięki nim Felix dowiaduje się więcej o Rachel – dawnej śpiewaczce operowej. Ta nie daje już koncertów, bowiem została uwięziona przez Lidera.
Im dalej dociera protagonista, tym bardziej inny wydaje się świat. Na niższych szczeblach hierarchii mieszkańcy zajmują się przede wszystkim pracą. Wśród elity można natomiast doświadczyć pokazów artystycznych, a muzyka nie jest już tam zakazana! Jak to mówią – co wolno wojewodzie, to nie tobie… Mimo pojawiających się przeszkód Felix wie, że tylko on może pomóc miasteczku. Zaznał innego życia i wie, że może poprzestawiać te „trybiki” oraz przywrócić wolność. Ale czy jednostka może mieć taki wpływ na całość idealnie spreparowanego systemu? Tego musicie dowiedzieć się sami, grając w Phonopolis.

Kilku kumpli i karton albo dwa
Wizualnie i dźwiękowo wspomniana produkcja to po prostu majstersztyk. Nie spodziewałam się niczego innego po studiu Amanita Design. Ich gry są zawsze dopracowane w każdym calu i wyróżniają się na tle innych. Patrzysz i wiesz, jakie studio stworzyło ten tytuł. Tym razem zamiast dwuwymiarowych, oryginalnych grafik powstały modele trójwymiarowe. Oglądając kulisy powstawania produkcji (są dostępne w menu głównym), widzimy, że deweloperzy podeszli do sprawy poważnie. Modele zostały przede wszystkim wycięte z kartonu w realnym życiu i potem połączone w całość wewnątrz silnika gry. Artyści malowali je farbami, by osiągnąć niepowtarzalny efekt wizualny. Czy efekt końcowy był wart takiego poświęcenia? Moim zdaniem zdecydowanie tak. To także idealna gra w erze sztucznej inteligencji, bowiem sztuczna inteligencja nie stworzyłaby czegoś, co tak zapada w pamięć. Każdy, kto zobaczy tę grafikę, z pewnością zawiesi na niej oko.
Za muzykę odpowiedzialny był nie kto inny jak Floex (Tomáš Dvořák). Muzyk uświetnia każdą z produkcji Amanity, więc i tym razem nie mogło być inaczej. Melodie zostały utrzymane w dość klasycznej dla twórcy stylistyce. Muzyka elektroniczna w nietypowym, nieco eklektycznym stylu wspaniale pasuje do tego, co widzimy na ekranie. Bardzo cenię sobie twórczość Floeksa właśnie za to, że za każdym razem prezentuje coś świeżego, a jednocześnie tak doskonale dobranego. Muzyka, którą słyszymy podczas parady, utyka w głowie na długie godziny, mimo że sama sekwencja nie trwa dłużej niż kilka minut. Ta ścieżka dźwiękowa sprawia, że po ukończonej rozgrywce chce się do niej wracać wielokrotnie.

Zmarnowany potencjał?
No dobrze, ale czy są jakieś wady? Można powiedzieć, że tak. Pełne ukończenie Phonopolis zajmie Wam nie więcej niż 6 godzin, jeśli będziecie się długo zastanawiać nad zagadkami. Gra kosztuje 90 zł, co, zważając na jej długość, nie jest niską ceną. Moim zdaniem jednak warto uwzględnić nakład pracy twórców, a wtedy ta perspektywa się zmienia. Stworzenie dzieła od zera, wycinając jego elementy z kartonu w realnym życiu, wymaga dużo wysiłku. Przy wszechobecnej AI uważam, że jest to coś, co warto wspierać finansowo. Drugą wadą jest zmarnowany potencjał na zagadki trójwymiarowe. Nie ma ich zbyt wiele, a to przecież pierwsza tego typu produkcja od tego studia! Trochę liczyłam, że decydując się na taką zmianę technologiczną, będą chcieli bardziej ją podkreślić. Niemniej jednak te łamigłówki, które znajdują się w grze, angażują i zostały ciekawie zaprojektowane.
Czasem warto zatkać uszy. Phonopolis – finalne wrażenia
Phonopolis jako całość wypada fantastycznie. Już od pierwszego uruchomienia zanurzyłam się w tym świecie i nie mogłam przestać grać. Tym bardziej przykro mi było, gdy po kilku godzinach w stu procentach ukończyłam tę przygodę. Miałam ochotę na więcej, bo deweloperzy się postarali. Zadbali o każdy detal, a ja uwielbiam takie podejście do tworzenia gier. Z wielką chęcią zobaczę inne trójwymiarowe tytuły od Amanita Design, choć trochę tęsknię za stylistyką Samorosta 2 (recenzja gry). Mimo wszystko dobrze jest widzieć, że studio rozwija się w ciekawym kierunku. Uważam, że warto ich wspierać, bo współcześnie nie jest łatwo o tak dopieszczoną, przemyślaną grę, w której dominuje aspekt ludzki.
Jeśli nadal nie czujecie się przekonani do wspomnianej produkcji, to na naszym kanale na YouTube możecie obejrzeć jej demo.

