Lubię historie, które zaczynają się skromnie, a z czasem urastają do powieści słusznych rozmiarów, nie tracąc przy tym uroku. Moja recenzja udowadnia, że Planet of Lana II: Children of the Leaf jest jednym z takich przypadków.
Poprzednia część była wcieleniem klasycznego indyka: jednorodna grafika, krótka historia z sensem i prostym przesłaniem oraz przyjemne mechanizmy, które może i nie wprowadzały rewolucji, ale też nie były kliszą innych gier łamigłówkowych. Deweloperzy nie mieli się czego wstydzić, aczkolwiek sam tytuł przeszedł bez większego echa. Planet of Lana dostało parę nominacji we właściwych kategoriach, takich jak styl graficzny, debiut czy za muzykę. Jednak o ile ktoś nie potknął się o rekomendację gry, to raczej w nią nie zagrał. Nieco inaczej wygląda to przy Planet of Lana II: Children of the Leaf, o czym opowiem Wam w dzisiejszej recenzji.

Więcej świata
A tymczasem studio Wishfully postanowiło wziąć sobie do serca uwagi graczy i pociągnąć dalej historię, która w wielu recenzjach wskazywana była jako to, co trzymało grających przy tytule. Przede wszystkim twórcy wykorzystali potencjał świata science fiction i chwytającą za serce więź między dwójką głównych bohaterek, czyli Laną i Mui.
Pierwsza część traktowała o przygodach dziewczynki, która żyje na planecie Novo. Jej spokojne bytowanie w małej wioseczce przerywa atak potężnych maszyn, które porywają wszystkich mieszkańców. Dziewczynka, tytułowa Lana, wyrusza im na ratunek, po drodze zaprzyjaźniając się z dziwnym kotkiem o tajemniczych mocach. Opowieść o ich przygodach była krótka, ale przyjemna, a obecna wszędzie obca technologia pozwoliła na ciekawy rozwój bohaterek.

Druga część dokładniej zgłębia przeszłość Mui i okoliczności pojawienia się ludzi na planecie Novo. Jest dłuższa, nieco bardziej mroczna, ale pozostaje wierna pryncypiom jedynki. To historia z silnym wątkiem ekologicznym, ponieważ rozwój technologiczny pokazany jest jako źródło wielkiego cierpienia. To także opowieść o dwóch ciekawych bohaterkach oraz ich przyjaźni, która ma odzwierciedlenie w pomysłowym gameplayu opartym na ścisłej współpracy.
Spryt i wiedza
Przy okazji nadmienię, że brawa należą się osobie, która stwierdziła, że w kontynuacji lepiej oprzeć zagadki na nowych umiejętnościach Lany i Mui, niż stosować częsty w seriach zabieg z osłabianiem głównego bohatera w prologu (zabieg nader często stosowany i serdecznie przez graczy znienawidzony). Lana nie jest już zatem zagubioną dziewczynką, a nastolatką umiejętnie wykorzystującą nabytą wiedzę, dziewczyną, która po poprzedniej przygodzie upewniła się w swej sprawczości oraz sprycie. Ma większy zakres ruchów, potrafi wykonać wślizg oraz poruszać się sprintem, co przydaje się zwłaszcza podczas dynamicznych sekwencji pościgowych. A co do Mui, to jest to ten sam cud-kot, co poprzednio, ale władający dziwnymi energiami, dzięki którym przejmuje kontrolę nad niektórymi maszynami.

W tandemie potrafią napsuć krwi niejednemu złoczyńcy. A takich w grze nie zabraknie. Świat Novo przeszedł swoistą metamorfozę. Ludzie dostali do swych rąk technologię, której nie do końca rozumieją i, jak można było się domyślić, nie wszyscy używają jej w szczytnym celu. Lana trafia na trop pewnego mężczyzny. Ten w imię przyspieszonej rewolucji przemysłowej gotów jest poświęcić istnienia innych, bardziej pokojowych społeczności.
W końcu trzeba trochę pomyśleć!
Zespół od łamigłówek przysiadł do nich i tchnął nowe życie w formułę zagadek opartych na współpracy między bohaterkami. Pierwsza część była miejscami bardzo łatwa, co gracze wielokrotnie podkreślali, przez co czuć było niewykorzystany potencjał na ciekawszy gameplay. Nle na szczęście sequel winduje poziom trudności parę stopni w górę. Oczywiście, nie jest to jeszcze to samo, co karkołomne, wycyzelowane etapy Ori and the Blind Forest, aczkolwiek zdarzały się momenty, gdy musiałam mocno zastanowić się, co robić.

Przede wszystkim, każdy z rozdziałów bawi się nieco innym konceptem. Dziewczynka skrada się i dobrze pływa, więc w nadmorskich lokacjach transportuje unikającego wody kota w specjalnych pojemnikach. Z kolei Mui potrafi elektrycznym wyładowaniem paraliżować wrogie roboty oraz wyłączać kamery, co czyni ją aktywną w bardziej industrialnych poziomach. Nie zabraknie też lokacji położonych w przepastnych lasach czy na lodowatych górskich szczytach. Każda z nich pozwala w inny sposób wykorzystać zdolności bohaterek.
Nad oszczędną, nastrojową ścieżką dźwiękową ponownie pracował Takeshi Furukawa (odpowiedzialny za utwory do takich gier jak The Last Guardian czy Star Wars: The Clone Wars). Dźwięki otoczenia pojawiają się z rzadka, co pogłębia uczucie osamotnienia bohaterek we wrogim otoczeniu. Mieszkańcy Novo mówią fikcyjnym, wymyślonym językiem, którego uczymy się mimowolnie, podobnie jak mruknięć oraz miauknięć Mui. Cieszy mnie też bardzo fakt, że oprawa wizualna pozostała taka sama, ponieważ jest bardzo charakterystyczna i jednocześnie zapada w pamięć. Wspomniane wcześniej lokacje nie są przeładowane szczegółami. Nie należą może do szczególnie oryginalnych, jako że mamy do czynienia standardowo z regionami zimowymi, plażowymi, lasem czy podziemiami. Jednak nie oznacza to wcale, że jest nudno.

Czy tylko dla wielbicieli jedynki? Planet of Lana II – finalne wrażenia
Mimo że druga odsłona Planet of Lana jest bezpośrednią kontynuacją jedynki, nowi gracze nie powinni czuć się zniechęceni. Można ją rozegrać bez znajomości poprzedniej części, w czym pomaga skrót wydarzeń przedstawiony na samym początku rozgrywki. Poza tym, to zupełnie nowa, dłuższa opowieść, w dodatku odkrywająca więcej o planecie i jej przeszłości niż poprzedniczka. Planet of Lana II idealny przykład tytułu, który rozwija uniwersum, ale pozostaje wierny pierwotnym założeniom. Mimo to gorąco zachęcam do ogrania również pierwszej części, bo jest krótka oraz, przede wszystkim, umożliwi Wam docenienie rozwoju studia. Poza tym nie bez powodu wymieniłyśmy ją w gronie najciekawszych gier przygodowych, które ukażą się w tym roku.
Kod do gry otrzymaliśmy od Xboksa. Dziękujemy za zaufanie!

