To nie tylko biznes. Relacja z Digital Dragons 2025

Ujęcie z góry na halę konferencyjną Digital Dragons 2025, gdzie ludzie poruszają się między stoiskami wystawców, z widocznymi banerami reklamowymi i logo wydarzenia na pierwszym planie. Relacja z Digital Dragons 2025

Co roku w maju do pięknego Krakowa zjeżdżają się twórcy i fani gier. Ta relacja odpowie na pytanie, czy warto było przyjechać na Digital Dragons i tym razem.

Nie ukrywam, to było moje pierwsze Digital Dragons, więc przybyłam na teren centrum kongresowego ICE z ogromnym zaciekawieniem. Wcześniej brałam udział w podobnych wydarzeniach, takich jak Game Industry Conference, ale krakowska konferencja to dla mnie absolutna nowość. Z tej relacji dowiecie się, czy warto przyjść na Digital Dragons, czy może jednak poświęcić ten czas na zwiedzanie Wawelu.

Grupa osób przy stoisku CD Projekt Red, z dużą grafiką postaci z gry Wiedźmin w tle i repliką granatnika przeciwpancernego obok.

Niedzielny networking

Wspomniane wydarzenie trwa trzy dni i zaczyna się w niedzielę, ale tak naprawdę określiłabym ten dzień jako taki rozbiegowy. Owszem, podczas jego trwania odbyło się kilka ciekawych paneli oraz warsztatów powiązanych z projektowaniem gier i aspektami prawnymi. Mimo wszystko działo się to w obiekcie Q Hotel Plus, nieopodal docelowej lokacji. W środku ICE można było zobaczyć jedynie osoby rozkładające swoje stoiska, co tylko zaostrzyło apetyt na kolejne dni konferencji. Ja tego dnia postawiłam na networking i wybrałam się na kilka imprez towarzyszących Digital Dragons, aby porozmawiać z twórcami. Poza wydarzeniem VIP wstęp był bezpłatny i nie było problemów z uczestnictwem z wejściówką medialną.

Uczestnicy oglądający i wypróbowujący gry na stoiskach wystawców w przestronnej hali targowej, z banerami reklamowymi w tle.

Edukacja z nutką zabawy

Drugi dzień był tak naprawdę najbardziej intensywny pod każdym względem. Poniedziałek to moment, gdy rozpoczynają się spotkania biznesowe, strefa gier niezależnych tętni życiem, a zwieńczeniem wszystkiego jest gala Digital Dragons Awards, ale o tym później. Pomiędzy wspomnianymi spotkaniami udało mi się ograć wiele mniejszych i większych produkcji na stoiskach twórców. Zacznę od tych nieco większych. 

Frozen Way zaprezentowało dwie gry – Campus Life oraz Honeycomb: The World Beyond. Ja zagrałam w tę pierwszą i spędziłam kilkadziesiąt minut, wcielając się w studentkę. Na początku musiałam wypełnić ankietę, aby ocenić, jaką studentką jestem – pilną i ambitną, czy raczej stawiającą na imprezowanie. Później rozpoczęłam zwiedzanie kampusu pod przewodnictwem innej postaci i był to ewidentnie poziom tutorialowy. Tytuł wymaga jeszcze sporego dopracowania, szczególnie pod kątem UX, ale zapowiada się ciekawie.

Kobieta i mężczyzna oglądający ekran komputera z grą wideo, z jednym z nich wskazującym na monitor, na którym widoczny jest krajobraz gry i interfejs użytkownika.

Na stanowisku Grail zagrałam w nietypową grę, która była tak naprawdę pokazem technologicznym narzędzia do AI. Nie mam tutaj na myśli AI generatywnej, która tworzy pokraczne obrazki czy muzykę, a systemie sztucznej inteligencji przeciwników. Demo było dość proste, lecz treściwe – można było dostrzec, że wrogowie na planszy (typu labirynt) uczą się od nas i stanowią duże wyzwanie. Jest to z pewnością ciekawa propozycja dla firm tworzących strzelanki lub inne produkcje, w których można zagrać „z komputerem”. Myślę, że dobrze się to sprawdzi w mniejszych zespołach, które mają ograniczone zasoby ludzkie.

Małe gry, wielkie marzenia

Osobiście uwielbiam strefy gier niezależnych na każdym wydarzeniu branżowym. Jest to miejsce, w którym można spotkać niezwykle zapalonych pasjonatów tworzenia i poczuć ich marzenia. Nie inaczej było na strefie indie Digital Dragons – to tutaj rodzą się niewielkie, lecz kreatywne projekty stworzone z prawdziwą pasją. Udało mi się ograć kilka tytułów, między innymi XYZ Tear Them Down, Poof! Cleaning Services, System Breakdown czy Wandering Monolith. Wypróbowałam o wiele więcej małych produkcji, ale nie sposób ich wszystkich tutaj wymienić. Każda z nich miała w sobie coś unikatowego, ale najbardziej wciągnęły mnie pierwsza i ostatnia z wymienionych. 

Kobieta w okularach i słuchawkach Logitech grająca w grę wideo na monitorze, z kolorowym banerem z napisem "XYZ" w tle.

XYZ Tear Them Down to tytuł, który bawi się grawitacją. Podczas przemierzania poziomów musimy wielokrotnie zatrzymać się i zastanowić – w jaki sposób mam iść dalej? Czasami trasa jest oczywista, ale zdarzały się przypadki, w których potrzebowałam wysilić swoje szare komórki. W międzyczasie pokonujemy przeciwników. W oprawie wizualnej i dźwiękowej widać i słychać duże inspiracje stylem cyberpunkowym. 

Wandering Monolith to rougelike tower defense połączony z budowaniem talii. Łączenie gatunków z elementami karcianymi jest w ostatnim czasie niezwykle popularne. Wspomniana produkcja może nie jest najbardziej oryginalnym pomysłem, jaki w życiu widziałam, ale ma w sobie to coś, co sprawia, że wciąga na dłużej. Wydaje mi się, że powodem jest proceduralnie generowany świat i nieświadomość tego, jakie karty za chwilę wylosujemy. Strategia zmienia się całkowicie w zależności od kart, jakie się pojawią.

Dwie osoby grające w grę wideo na monitorze Asus, z widocznymi kodami QR na stole i elementami drewnianej konstrukcji stoiska.

W System Breakdown grałam podczas zeszłorocznego Poznań Game Arena i mogę powiedzieć, że postęp zespołu jest z pewnością zauważalny. Widać, że nieustannie pracują nad swoim tytułem i wdrażają feedbacki otrzymane od graczy. Sama za każdym razem staram się im coś podpowiedzieć, a efekty ich pracy i otwartości na opinie są zauważalne. Gra z każdym wydarzeniem, na którym się prezentują, wygląda coraz lepiej, a błędy są skutecznie eliminowane.

Wykłady, które rozwijają nie tylko techniczne, ale i psychicznie

W trakcie wydarzenia udało mi się skorzystać z kilku wykładów. Nie ukrywam, że przede wszystkim interesowała mnie tematyka dźwiękowa i narracyjna. Mimo wszystko przemówienie, które najbardziej zapadło mi w pamięć, dotyczyło aspektu psychologicznego – syndromu oszusta. Łukasz Łukasik z Techlandu zaprezentował bardzo ciekawy wykład, który moim zdaniem powinien być przedstawiony jeszcze nieraz podczas innych wydarzeń branżowych. Opowiedział o zmaganiach ze wspomnianym syndromem, a także walce z innymi trudnościami, które napotkał na swojej drodze. Można było posłuchać również o rodzicielstwie i latach szkolnych, które są niełatwe dla wielu. Pomimo że to się zmienia, tego typu tematyka prezentowana przez mężczyzn na dużych scenach nie jest czymś powszechnym. Uważam, że było to przemówienie bardzo potrzebne i otwierające oczy, a także inspirujące.

Prelegent na scenie przed dużym ekranem wyświetlającym grafikę w stylu kreskówki, przedstawiającą postać z brodą w dwóch różnych pozach.

Warto było także przyjść na wykład kompozytora Floex. Tomáš Dvořák, bo tak naprawdę nazywa się wspomniany twórca, podzielił się z innymi swoimi technikami i sposobem myślenia podczas tworzenia muzyki do gier. Jego dzieła są niezwykle unikatowe i wyjątkowe, choć stosunkowo niszowe. Ja osobiście byłabym w stanie wyrecytować z pamięci wszystkie gry, przy których pracował, więc mogę nazwać siebie fanką. Szczególnie uwielbiam jego muzykę z gier z serii Samorost oraz polskiej Papetury (recenzja). Możliwość posłuchania go na żywo oraz krótkiej rozmowy po wykładzie była dla mnie cennym doświadczeniem. 

W temacie dźwięku swoją reprezentację miało studio Warhorse, czyli twórcy Kingdom Come: Deliverance 2 (recenzja). Kompozytor oraz sound designer, którzy pracowali przy tym tytule, zaprezentowali parę swoich sztuczek oraz podzielili się tajnikami nagrywania efektów dźwiękowych. Najbardziej interesujący był temat łuków i strzał. Okazuje się, że aby odpowiednio uchwycić dźwięk lecącej strzały, należy ustawić kilka mikrofonów na trasie jej lotu. Wszystkie tego typu ujęcia były nagrywane w plenerze i często najciekawszym brzmieniom towarzyszyły odgłosy natury (chociażby ptaków). Twórcy musieli później te nagrania oczyścić, ponieważ próba powtórnego ich uchwycenia mogłaby nie dać tak dobrego efektu.

Mężczyzna przemawiający przez mikrofon na scenie do publiczności, z ekranem w tle prezentującym slajd z napisem "Floex / Tomáš Dvořák" i serią obrazków.

Mroźni zwycięzcy

Na koniec drugiego dnia Digital Dragons odbyła się coroczna gala i rozdanie nagród. Nominowane były przede wszystkim polskie tytuły, ale znalazła się także przestrzeń na kategorię Najlepszej gry zagranicznej. W tym temacie raczej nikogo nie zdziwi triumf Balatro. Ta niezwykła karcianka podbiła serca graczy w 2024 roku, a na gali statuetkę odebrała reprezentacja z firmy Playstack (niektórzy myśleli, że zjawił się sam LocalThunk). Z polskich gier największe sukcesy odnotowali deweloperzy z 11 bit studios oraz Critical Hit Games. Frostpunk 2 oraz Nobody Wants To Die to tytuły, które zdobyły po kilka nagród, a The Thaumaturge oraz 63 Days nominowane w kilku kategoriach musiały obejść się smakiem. Na samym starcie gali nagrodzeni zostali również twórcy niezależni. Nagrody otrzymały produkcje – Arms of God, XYZ Tear Them Down (w które jak wspominałam wcześniej, miałam okazję zagrać) oraz Deep Sleep: Labyrinth of the Forsaken. 

Duża grupa osób stojących na scenie podczas ceremonii wręczenia nagród, z ogromnym ekranem wyświetlającym "BEST POLISH GAME AUDIO FROSTPUNK 2" i logotypy sponsorów.

Ceremonię upiększył kompozytor Floex z zespołem oraz zaprogramowanym robotem, który wykonywał partie sekcji perkusyjnej. Koncert był wspaniały, choć krótki i bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Prowadzący chcieli najprawdopodobniej nieświadomie skrócić ten artystyczny fragment, ale na szczęście muzyk w porę poinformował, że przed nami jeszcze kilka utworów. Gala wywarła na mnie pozytywne wrażenie, ponieważ była świetnie zorganizowana zarówno technicznie, jak i wizualnie. Nagrody wręczali znani twórcy internetowi, tacy jak chociażby Hed czy Grzegorz Bobrek z kanału To Znowu Oni. Zeszłorocznych nominowanych możecie sprawdzić na naszej stronie.

Zespół muzyczny występujący na dużej scenie z kolorowymi, pionowymi panelami świetlnymi i napisem "Digital Dragons" na pierwszym planie.

Krakowski klimat

Zwieńczeniem poniedziałku była impreza zorganizowana w Fortach Kleparz. Tam również wspomniany już wielokrotnie Floex wzbogacił wydarzenie swoją obecnością, a tym razem zagrał set DJ-ski. Na imprezie mógł bawić się każdy uczestnik Digital Dragons, wliczając w to oczywiście media. Wstęp był swobodny, na podstawie dowolnej wejściówki. Każda osoba otrzymywała kupony na napoje, a media mogły cieszyć się dodatkowo darmowym drinkiem (również w wersji bezalkoholowej). To był świetny moment na wyluzowanie po intensywnym dniu. Networking trwał w najlepsze, muzyka towarzyszyła wszystkim obecnym, a dodatkowo można było zrobić zdjęcie w fotobudce z wykorzystaniem zabawnych gadżetów. Na głodnych czekał darmowy grill na podwórku. 

Zbliżenie na przedramię z dwoma świeżo wykonanymi tatuażami w stylu kreskówkowym: jeden przedstawiający postać z mieczem, drugi postać w czapce i okularach.

Obiekt był odpowiednio duży, by pomieścić wszystkich, choć nie zawsze było łatwo znaleźć miejsce siedzące. Mimo wszystko pozytywnie wspominam tę imprezę i pomimo obaw, medialna wejściówka niczego nie ograniczała, a raczej dawała więcej możliwości. Wcześniej o tym nie wspomniałam, ale media miały każdego dnia zapewniony bezpłatny posiłek w food truckach nieopodal centrum kongresowego ICE. Wybór dań był bogaty, a ja znalazłam nawet wegańskie posiłki dla siebie.

Czy Grajmerki wrócą za rok?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta – z wielką chęcią i przyjemnością. Digital Dragons to była świetna okazja do tego, by poznać innych twórców i wymienić spostrzeżenia. Strefa gier niezależnych przyciągała jakością i pomysłowością młodych deweloperów. Mnogość stoisk firmowych pozwoliła porozmawiać z pracownikami znanych studiów i zapoznać się z tym, czym aktualnie się zajmują. Wykłady w zdecydowanej większości zaprezentowały wysoki poziom prowadzących i zachęciły do dalszej edukacji. Strefa networkingowa sprawiła, że spotkania biznesowe były szybkie i skuteczne. 

Media miały także swoją zaciszną strefę, gdzie można było chwilę odpocząć i się przygotować. Uważam, że 3 dni na wspomnianej konferencji to był owocny czas pełen nowych przemyśleń i nauki. Poznałam wiele osób, które wcześniej kojarzyłam jedynie zza ekranu komputera, a wyjątkowi goście podzielili się ze mną (oraz innymi chętnymi) swoją wiedzą. 

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top
Verified by MonsterInsights