Chcesz usłyszeć fraszkę? Wiedźmin: Pogromca Potworów – recenzja gry mobilnej

Wiedźmin Pogromca potworów recenzja

Spokko, Spokko, Ty… geniuszu! Przynajmniej w moich oczach pomysł połączenia Wiedźmina i Pokemon GO! od początku wydawał się genialny. Marzyłam o ograniu tej pozycji i mam nadzieję, że dzisiejsza recenzja udowodni Wam, że warto poświęcić mobilce Wiedźmin: Pogromca Potworów trochę czasu.

Wiedźmin. Studnia bez dna. Trzy duże gry AAA z dodatkami, dwa seriale aktorskie, jeden serial animowany, kilka gier osadzonych w uniwersum, gra planszowa będąca hitem Kickstartera, setki figurek kolekcjonerskich od Funko i Dark Horse (jak na przykład zapowiedziany Geralt z Płotką)… i to na pewno nie koniec. Dziś do kompletu dochodzi gra mobilna stworzona przez niezależne studio Spokko, jednocześnie wliczające się do rodziny CD Projekt RED. Wiedźmin: Pogromca Potworów zachwyca, jednak nie jest produkcją bez wad – niech moja recenzja i opisane w niej wrażenia z rozgrywki mówią same za siebie.

Opowiem Ci fraszkę, jak Grajmerka została wiedźminką

A nie było to nic trudnego. Wystarczyło pobrać grę Wiedźmin: Pogromca Potworów i zalogować się. Jedną z pierwszych rzeczy, jakie musimy zrobić, to stworzenie swojego growego awatara. Zaczynając od wyboru płci, przez kolor skóry i fryzurę, aż po nadanie imienia – każdy gracz może wykreować własną postać. Możliwości, co prawda, jest niewiele, ale pociesza fakt, że twórcy nie zablokowali żadnych funkcji kreatora mikropłatnościami. Niektórzy pewnie zmarszczą nos na widok opcji stworzenia wiedźminki, jednak wierzcie mi, że moja Zarina z taką samą sprawnością pokonałaby Imleritha co cedepowy Geralt. 

Warto tu zaznaczyć, że produkcja polskiego studia jest swoistym prologiem historii znanej z książek. Skupia się na wydarzeniach mających miejsce około dwieście lat przed tamtejszą akcją. Na świecie roi się od potworów, dzięki czemu rośnie potrzeba stworzenia jak największej liczby wiedźminów. Gracz dołącza do tej fantastycznej rzeczywistości jako młody adept lub młoda adeptka Szkoły Wilka z Kaer Morhen. Na dzień dobry otrzymuje własny bestiariusz i medialion, a także pierwszy miecz… i jest gotowy do rozpoczęcia przygody!

Ostrzeżenie: lepiej zabierzcie ze sobą powerbanka, bo inaczej bida baterii w telefonie, oj, bida!

Wiedźmin pogromca potworów recenzja, na obrazku po lewej postać kobieca w skórzanej kamizelce, ciemnych włosach, długich spodniach z informacją o szóstym poziomie postaci, po prawej zrzut ekranu z części narracyjnej gry

Mamo, tato, ale pod moim łóżkiem naprawdę jest potwór!

Wiedźmińska gra mobilna, stworzona przez studio Spokko, jest oparta na rozszerzonej rzeczywistości. Oznacza to, że łączy świat rzeczywisty, oparty o bazę Google Maps, z wirtualnym. Produkcja wymaga wyjścia z telefonem poza domowe cztery kąty w celu realizowania kolejnych misji. Co więcej, twórcy wzięli pod uwagę, jakie miejsca będą dla użytkowników najbardziej dostępne i przypilnowali, by obyło się bez sytuacji, w których jakiś teren ma ograniczoną dostępność. Przyznaję, że nieraz się zdziwiłam, gdy po zrobieniu jakiegoś zadania wróciłam do domu i nagle okazywało się, że w okolicy znajdowało się jeszcze więcej rzeczy do roboty.

Jako że miałam okazję testować grę zaledwie przez pięć dni przed premierą, z pewnością wielu rzeczy jeszcze nie odkryłam, niemniej sytuacje, w których przegapiałam jakiegoś questa nieopodal powtarzały się kilkukrotnie. Mimo to nie przeszkadzało mi wracanie się do tych samych miejsc. Akurat postawiłam sobie za cel zwiększenie aktywności fizycznej i nowa mobilka firmy będącej odłamem CD Projekt RED dobrze swoją funkcję spełniła. Nie da się bowiem ruszyć kolejnych zadań, póki nie znajdziemy się w rejonie, który je triggeruje. Żeby było zabawniej, dla mnie ta recenzja jest swego rodzaju dowodem na to, jak dobrze przemyślana gra – jak właśnie Wiedźmin: Pogromca Potworów – potrafi pomóc w spełnianiu celów, czyli w moim przypadku w letnim odchudzaniu i powrocie do formy.

Z drugiej strony muszę jednak przyznać, że momentami to szukanie kolejnych zadań dawało mi się we znaki. Wracałam zmęczona po pracy, z wizją wieczornych nadgodzin i po prostu nie miałam ochoty iść nagle trzy przystanki dalej po to, by zabić potwora lub dwa albo pogadać z NPC-em. Mam więc wrażenie, że to, co czyni grę Spokko unikatową na arenie gier opierających się na AR, może jednocześnie dla wielu osób być jej dużym minusem.

Obudził się w tobie poeta? Czyli jak fabuła wpłynęła na moje wrażenia z gry Wiedźmin: Pogromca Potworów

Nie da się odmówić Pokemon GO! tego, że wywołało swego rodzaju rewolucję na rynku gier. W końcu pojawiła się bowiem produkcja, która zachęcała graczy do wyjścia z domu, zamiast zaszywania się w czterech ścianach. Można było śmiało łączyć przyjemne z pożytecznym. Wiedźmin: Pogromca Potworów poszedł z tym o krok dalej. Wprowadził konkretną fabułę, zmieniając tym samym grę w mobilnego RPG-a z krwi i kości.

W rozszerzonej rzeczywistości spotykamy NPC-ów, którzy dają nam nowe zadania oraz różne pomoce do nich. Nieraz możemy też z nimi porozmawiać, co pozwala bardziej wdrożyć się w historię. Ba, mój wierny kompan, handlarz, urzekł mnie z miejsca swoim szkockim akcentem do tego stopnia, że wchodziłam do gry tylko po to, by zajrzeć do zakładki z mikropłatnościami i posłuchać, co mi powie. Dobra, nie obchodziło mnie, co powie – chciałam tylko usłyszeć ten akcent!

Przyznaję, że gdy po raz pierwszy kazano mi wyjść najpierw około 100, a następnie około 300 metrów od domu, to lekko się zdziwiłam. Poszłam, a jakże! I znowu 200 metrów dalej. O, zabiłaś potwora, brawo! Szkoda, że pogratulować sobie dalej nie mogłam, bo już nie wyłapałam, że kolejna misja była w odległości około 100 metrów… i wróciłam do domu.

Jak dla mnie gra spisała się świetnie pod kątem dopasowania do lokalizacji – raz trafiała mi się walka przy paczkomacie, później na środku psiego skwerku, a kiedy indziej w środku dużego sklepu spożywczego. Dzięki temu mogłam połączyć codzienne obowiązki z przyjemnością, co zdecydowanie pozytywnie wpłynęło na moje wrażenia z rozgrywki w mobilkę Wiedźmin: Pogromca Potworów i to, jak wiele zachwytów nad grą zawiera ta recenzja. 

Na pohybel sku***synom! Miecze, znaki i oleje, czyli co każdy wiedźmin musi mieć pod ręką

Podstawowe wyposażenie każdego wiedźmina to dwa miecze: stalowy i srebrny. W grze mobilnej Spokko rodzaj oręża również ma znaczenie – jedne kreatury są znacznie podatniejsze na srebro niż drugie, w walce z którymi stal spisuje się znacznie lepiej. Nie jest jednak tak, że dostajemy dwie sztuki na krzyż i masz tu, graczu, nie narzekaj. W prawym dolnym rogu znajdziemy bowiem wejście do sklepu, w którym dzięki walucie wykupionej poprzez mikropłatności możemy rozszerzyć swój arsenał. W ofercie są nie tylko różne rodzaje mieczów srebrnych i stalowych – im droższy sprzęt, tym lepsze perki – ale także oleje, petardy i wiedźmińskie eliksiry. Do omówienia samych mikropłatności przejdziemy jednak w osobnym segmencie tego tekstu.

Oleje możemy, podobnie jak w grach CD Projekt RED, nałożyć na broń i w ten sposób zwiększyć zadawane przeciwnikowi obrażenia. Eliksiry wpływają na szybkość regeneracji znaków, ilość życia naszego bohatera i siłę jego uderzeń. To, co prawda, jedynie kilka przykładów korzyści, które alchemiczne wywary mogą Wam zaoferować w walce. Co istotne, każdy faktycznie przyda się w potyczkach z różnymi stworami. Jedni przeciwnicy są bardziej podatni na olej przeciw trupojadom, drudzy na magię znaków.

Z początku gra udostępnia tylko jeden slot na eliksir, jeden na olej i jeden na petardę. Te ostatnie potrafią zadawać pokaźne obrażenia, jeśli właściwie dostosujemy ich rodzaj do potwora. Myślę, że fanom rozgrywek w wiedźmińskim świecie nie trzeba tego bardziej tłumaczyć. W mobilnych przygodach zmutowanych zabójców podobne mechaniki są wykorzystywane wszem i wobec i żaden fan growego uniwersum nie powinien czuć się zaskoczony, że każdy element ekwipunku ma swoje zalety, które przydadzą się tylko, jeśli skorzystamy z nich we właściwym momencie i sytuacji.

Wiedźmin Pogromca potworów recenzja, obrazek podzielony na pół, po lewej wielki ogrowaty tłusty potwór przymierzający się do ciosu, po prawej instrukcja graficzna, jak ruszać palcem, by atakować potwora

Spokojnie jak na wojnie. Tu pie*dolnie, tam pie*dolnie i znów jest spokojnie.

Walka w Wiedźminie: Pogromcy Potworów z pozoru wydaje się prosta. Przecież wystarczy petarda, olej, eliksir i dobry miecz i na pewno zaraz po… O cholibka, krabopająk, w nogi!

Wiele stworów faktycznie wymaga jedynie odpowiedniej kombinacji podanych wyżej elementów – zazwyczaj widnieje przy nich wówczas informacja o niskim poziomie trudności. Idealnym przykładem są tu sukkuby, przy których feministyczna część mojego serducha próbowała krzyczeć. Bo jak to tak robić z postaci kobiecej najsłabszego potworka w grze? Bez problemu zabijałam je samym mieczem i znakiem Igni, nie zużywając bez potrzeby cennych elementów wyposażenia. Jeśli jednak na mapie okolicy dostrzeżemy kreatury z jedną lub dwiema ikonami czaszki nad głową, możemy śmiało założyć, że potyczka nie będzie już taka miła i przyjemna. O ile ze zgnilcem, który miał mi zaoferować średnio trudną walkę, nie miałam większych problemów (ledwo uszłam z życiem mimo oleju i eliksiru, ale tak to jest, jak baba się bawi w grażynę i chce oszczędzić na petardach), to już taki, weźmy sobie, krabopająk… Proszę Państwa, ja już mam arachnofobię, dziękuję, nie trzeba jej we mnie umacniać.

Mimo podobnych emocji czegoś mi w tej całej walce i jej mechanice zabrakło. Wymierzanie jedynie szybkich lub silnych ciosów potrafiło szybko znudzić, nawet jeśli w efekcie zdobywaliśmy szansę na krytyczne uderzenie. Zabrakło także jakichś specjalnych sekwencji, które razem tworzyłyby wyjątkowo zabójczą kombinację. Rzucanie znaków również nie zachwycało mnie zbyt długo. Po prostu wszystko było zbyt powtarzalne i nie zostawiało żadnego pola do popisu. Dopuszczam jednak możliwość, że zwyczajnie nie zdążyłam odblokować wszystkich opcji i pojawią się jeszcze wraz z rozwojem postaci.

Wiedźmin Pogromca potworów recenzja, na grafice oferta mikropłatności w grze

Grosza daj wiedźminowi, czyli o mikropłatnościach słów kilka

Mikropłatności. Temat-rzeka, jednak ja nie zamierzam się nad nim zbytnio rozwodzić. Ich obecność w grze polskiego studia nikogo raczej nie zdziwiła. W końcu Pokemon GO! i podobne gry bazujące na uniwersum Jurassic ParkHarry’ego Pottera także przedstawiły je swoim użytkownikom. Sklep, w którym raz za razem wita nas uroczy blondyn z tym cudnym szkockim akcentem, oferuje wiele różności. Przede wszystkim pozwala za normalne pieniądze kupić pakiet złotych monet, które można potem wymienić na growy asortyment. Ponadto, możemy wyposazyć się w nim w oleje, eliksiry i petardy. Dostajemy także wybór stalowych i srebrnych mieczy, z których każdy ma inne zalety. Znajdziemy w nim również różne pancerze i stroje związane z różnymi wiedźmińskimi szkołami.

Dzięki uprzejmości twórców, którzy przedpremierowo udostępnili mi grę wraz z pakietem złotych monet, mogłam potestować sklep nieco dokładniej. W innym przypadku ta recenzja pewnie nie byłaby tak bogata w różne szczegóły, bo mikropłatności pozwoliły mi przetestować mobilkę Wiedźmin: Pogromca Potworów na więcej sposobów. Przyznaję, że najczęściej korzystałam z tych monet w momencie autouzupełniania asortymentu do walk. Wówczas pojawiło się okienko sklepu z propozycją, co warto kupić, by wygrać. Jednakże bezpośrednio do zakładki sklepu zaglądałam raczej głównie dla głosu wspomnianego Szkota. Co ja poradzę, że jestem po prostu nieuleczalnie oczarowana tym akcentem. Damn you, Jamie Fraser

obrazek podzielony na pół, na obu widok z góry na mapę gry, na której jest postać kobieca na beżowej drodze, a wokół trawiaste tereny

Lambert, Lambert, ty…, czyli finalne wrażenia z gry Wiedźmin: Pogromca potworów

Zapewne wielu z Was, drodzy czytelnicy, zauważyło, że pominęłam temat soundtracku, który od pierwszej nuty kojarzy się jednoznacznie z Wiedźminem. Dodaje grze wiele uroku, niemniej poza charakterystyczną melodią i wspomnianym chłopaku ze szkockim akcentem (ktoś liczył, ile razy o nim wspomniałam?) dostaliśmy po prostu dźwięki walki i charkot potworów. Szczęk miecza, świst powietrza przy braniu zamachu przez potwora czy coś na kształt odgłosu żarzącego się ogniska, gdy w stronę wiedźmina leci kula ognia zwiększały immersję, ale nie były mi aż tak potrzebne do czerpania radości z gry.

Nie mogę także nie wspomnieć o braku funkcji społecznościowych. Gra zachęca nas do zapraszania znajomych do rozgrywki, ale jedyne, co możemy wspólnie robić, to wymieniać się prezentami. Wspólne chodzenie w poszukiwaniu misji nie ma sensu, ponieważ każdy gracz znajdzie je w nieco innej lokalizacji. Nawet jeśli kilku użytkowników aplikacji startuje z tego samego punktu. To (na razie) spory minus produkcji Spokko, który zdecydowanie powinien zostać rozbudowany.

Podsumowując, mam nadzieję, że ta recenzja sprawi, że dacie szansę mobilce od Spokko, gdyż Wiedźmin: Pogromca Potworów to pozycja, którą warto sprawdzić na własnej skórze. Miłośnicy spacerów lub osoby, które mogą na nie bez problemu znaleźć czas, mogą się tutaj dobrze bawić. Ja dopiero zamierzam aktywniej z niej korzystać, gdy minie najgorętszy okres w pracy. I upały. One zdecydowanie nie sprzyjają spędzaniu długich godzin na dworze w środku miasta pełnego betonu.

Na zakończenie zostawiam Was z akcentem humorystycznym nawiązującym do chóru w grze Wiedźmin: Dziki Gon. Tak na dobry początek tygodnia.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry