Wytrwać i przeżyć. The Last of Us – recenzja gry

na obrazku widzimy mężczyznę i dziewczynę z bronią

Gra od Naughty Dog miała swoją premierę 10 lat temu, wciąż jednak uznawana jest za jedną z najlepszych gier w historii. Obecnie The Last of Us przeżywa kolejną młodość na fali popularności serialu od HBO, więc jej recenzja musiała się w końcu pojawić i u nas.

The Last of Us jest jedyną grą, w którą z przyjemnością grałam już kilka razy i podejrzewam, że jeszcze do niej wrócę. Podzielam wszystkie zachwyty nad tą pozycją, gdyż łączy ona wszystko, co dla mnie jest gotowym przepisem na hit. Gatunkowo, by zasadom recenzji było za dość, The Last of Us jest przygodową grą akcji z elementami skradanki i klimatem survival horroru, której siłą jest wciągająca fabuła oraz skomplikowane relacje między bohaterami.


Źródło: Gamesradar

Dzień, w którym skończył się świat, czyli słów kilka o fabule

Akcja gry zaczyna się dość niepozornie. Kierujemy młodą dziewczyną, Sarą, która budzi się w środku nocy i nawołuje ojca, szukając go po całym domu. W wiadomościach ogląda doniesienia o dziwnie zachowujących się ludziach, którzy atakują innych mieszkańców Ameryki. Nagle nocną ciszę zakłóca eksplozja, a chwilę później w drzwiach domu pojawia się ojciec Sary, Joel. Wyraźnie zdenerwowany sięga po broń. Chwilę później sąsiad bohaterów zaczyna tłuc głową w szybę ich domu. Rozbija ją i z impetem wpada do środka, rzucając się na domowników. Joel jest jednak szybszy i strzela mu prosto w głowę. W domu bohaterów pojawia się Tommy, brat mężczyzny i cała trójka próbuje wydostać się z miasta. Ulice i budynki płoną, rząd zamyka drogi, ludzie uciekają w popłochu, ale nikt nie wie, co się dzieje. Kiedy wydaje się, że są ocaleni, Sara ginie od strzału na rękach Joela. Coś, co wydaje się być końcem, okazuje się tylko początkiem historii.

Od wydarzeń z prologu mija 20 lat. Dowiadujemy się, że przez ten czas trwa nierówna walka z epidemią zmutowanego grzyba, który zmienia ludzi w agresywne humanoidy. Populacja ludzkości została znacznie przetrzebiona, a większość ocalałych mieszka w zmilitaryzowanych strefach kwarantanny wewnątrz zrujnowanych przez bomby miast. Każdy dzień to walka o przetrwanie, brakuje praktycznie wszystkiego, ryzyko zarażenia wciąż jest wysokie, a wojsko, które przejęło władzę, przemocą stara się utrzymać porządek.

Wracamy do Joela, który pracuje jak przemytnik. Pewnego dnia, wraz ze swoją przyjaciółką Tess, dostają intratne zlecenie od Marlene, przywódczyni Świetlików, paramilitarnej organizacji antyrządowej. Mają przetransportować 14-letnią Ellie do wyznaczonego punktu, gdzie przejmą ją inni bojownicy organizacji. W zamian dostaną znaczną ilość broni. Bohaterowie przyjmują zlecenie, jednak niedługo po tym Tess ginie, a przed śmiercią prosi Joela, aby kontynuował wędrówkę ze względu na Ellie, która okazuje się odporna na zarażenie i może być kluczem do znalezienia leku, który ma ocalić ludzkość. Tak zaczyna się ich długa wędrówka przez Stany Zjednoczone. 

Źródło: Ladbible

Ludzie tacy jak my, czyli słów kilka o bohaterach

Joel to zamknięty w sobie, ciężko doświadczony przez życie mężczyzna, który jednego dnia traci wszystko. Staje się oziębły i cyniczny, dorabia się także kilku niechlubnych kart w życiorysie, a wszechobecna śmierć i zagrożenie uderzające praktycznie z każdej strony nie robią już na nim wrażenia. Jest też skuteczny, dobrze posługuje się bronią, potrafi obronić siebie i innych. Ellie stanowi jego przeciwieństwo. Jest młoda, pełna energii, charakterna i ciekawa świata sprzed epidemii, gdyż urodziła się już po katastrofie i swoje życie spędziła w bostońskiej strefie kwarantanny. Wydaje się, że tę dwójkę dzieli wszystko. Joel początkowo traktuje Ellie jak denerwującą przesyłkę, której chce się jak najszybciej pozbyć. Stopniowo jednak ich relacja przechodzi metamorfozę. Ich wspólne przeżycia i doświadczenia powodują, że Ellie staje się dla Joela jak córka, którą stracił, a on dla niej ojcem, którego nigdy nie miała.

Po drodze mamy do czynienia z kilkoma osobami którzy towarzyszą naszym bohaterom lub pomagają im na pewnym etapie wędrówki. Warto tu wspomnieć o Marlene, która zleca Joelowi eskortę Ellie. Była ona przyjaciółką matki dziewczyny i silnie wierzy w słuszność działań Świetlików, którym przewodzi. Jest również Tommy, młodszy brat Joela, który od wielu lat jest z nim skonfliktowany, głównie przez trudną przeszłość. Na drodze spotykamy Tess, przyjaciółkę Joela, z którym się trzymała i współpracowała. Natomiast Bill pomaga głównym bohaterom zdobyć akumulator do samochodu, dzięki czemu mogą oni wyruszyć w dalszą drogę. Są również bracia, Henry i Sam, którzy towarzyszą naszym bohaterom przez jakiś czas i cała czwórka zbliża się do siebie. Poznajemy także Davida, który na pewnym etapie wędrówki pomaga Ellie. Jednak okazuje się być kimś zupełnie innym niż się wydaje, a konfrontacja z nim jest jednym z najmocniejszych momentów w grze. 

Źródło: Gamesnatch

Świat po apokalipsie, czyli słów kilka o realizmie

W The Last of Us widzimy świat po apokalipsie, który powoli przejmuje natura. Miasta zarastają roślinnością, dawnymi ulicami przepływają rzeki, wokół widzimy porzucone, często spalone samochody, a mieszkania i sklepy są przetrzebione do cna. Chodzimy po zalanych tunelach metra, ciemnych, budzących grozę kanałach, gdzie nierzadko unosi się chmura zarodników, a ściany pokryte są grzybem. Mijamy również małe wioski, plażę, lasy, a to wszystko podczas zmieniających się pór roku i zjawisk pogodowych. Warto wspomnieć, że to, co widzimy, jest wiernym odtworzeniem autentycznych lokacji.

Realizm otoczenia podbijają również liczne artefakty, które były niemym świadkiem końca pewnego etapu w losach świata. Możemy znaleźć dyktafony, notatki czy porzucone wiadomości, plakaty kinowe, broszury teatralne czy stare komiksy, kolekcjonowane przez Ellie. Każde mieszkanie, sklep czy biuro są zupełnie inaczej zaprojektowane – można z nich wyczytać historie ludzi, dla których kiedyś te mury były codziennością.

Realistyczni są także bohaterowie. Na ogół poruszają się dość wolno, ale gdy tylko znajdują się w niebezpieczeństwie, mogą biegać i skradać się, a ich oddech zdecydowanie przyśpiesza. Ponadto Joel łapie zadyszkę, kiedy przenosi cięższe przedmioty, drżą mu ręce przy strzelaniu i nie może nurkować zbyt długo. Kiedy zmienia broń, musi wyciągnąć ją z plecaka, a po zranieniu poświęca kilka chwil na bandażowanie ran. Tworzenie i ulepszanie ekwipunku jest również czasochłonne. Nie dzieje się to zatem automatycznie, jesteśmy w tym czasie narażeni na atak.

Ellie również zdaje się być bardzo prawdziwa. Jest to innowacja w budowaniu NPC-ów. Kiedy Joel zbyt długo szuka dalszej drogi, dziewczyna potrafi ją znaleźć i wskazać. Można ją podsadzić, by otworzyła drzwi lub spuściła drabinę. Czasem siedzi znudzona i czeka, aż Joel skończy przeszukiwać szafki, komentuje przestrzeń, gani również Joela za jego brutalność w walce. Ma swoją drobną ułomność, gdyż nie potrafi pływać, co ma wpływ na rozgrywkę. Żywo uczestniczy w wydarzeniach i potrafi pomóc w obronie.

Źródło: Godisageek

Survival horror, akcja i skradanka w jednym, czyli słów kilka o gameplayu

The Last of Us jest grą w pełni liniową, a gameplay, chociaż mało skomplikowany, idealnie pasuje do tej produkcji i jej tempa. Przechodzimy od spokojnej eksploracji do walki, aby za chwilę obejrzeć przerywnik filmowy. Wszystko wydaje się być całkiem dobrze wyważone, chociaż mi brakowało większej otwartości świata. Jestem tym graczem, który chce zajrzeć wszędzie i zebrać wszystko. Kusiło mnie, co też znajduje się w zamkniętych domach, za mostem, na niedostępnych piętrach wieżowców. Wyczuwam tu niewykorzystany potencjał.

Gra często serwuje nam walki z różnymi przeciwnikami, a więc niektóre z nich wymagają przemyślanej strategii. Daje nam swobodę działania, jeśli chodzi o wybór sposobu radzenia sobie z wrogiem. Zawsze warto najpierw spróbować obejść przeciwników, przekraść się lub przeczekać, a pomaga w tym tryb nasłuchiwania. Można też spróbować zaatakować wroga od tyłu, po cichu. Ostatecznym wyjściem jest konfrontacja, w której niekiedy pomaga sama Ellie. Dziewczyna nie jest bierna, sprawnie unika zagrożenia, potrafi dawać wskazówki co do położenia wrogów i odwracać ich uwagę.


Źródło: Cubed3

W grze mamy do czynienia z ocalałymi, najczęściej bandytami oraz zarażonymi w różnym stadium rozwoju choroby. Biegacze dobrze widzą i słyszą, pojawiają się często w grupach, są jednak niezdarni i dość łatwi w eliminacji. Klikacze są bardziej wymagającym przeciwnikiem. Grzyb pozbawia ich wzroku, jednak dobrze wykrywają wrogów za pomocą echolokacji. Są silne i bardziej odporne na obrażenia. Najrzadszym przeciwnikiem, a zarazem najtrudniejszym do pokonania, jest purchlak. Pokryty grubym pancerzem, rzuca zarodnikami i potrafi rozerwać człowieka na pół bez większego wysiłku. 

Bronie, jakich możemy użyć to pistolet, rewolwer, łuk, karabin a nawet miotacz ognia. Do obrony służą też butelki, cegły a nawet deski, rury i kije bejsbolowe. Każdą z broni znajdujemy podczas eksploracji. Podobnie jest z amunicją, ale nie ma ich w nadmiarze. Mamy również możliwość craftingu przedmiotów – apteczek, bomb czy koktajli Mołotowa. Na swojej drodze znajdziemy też stoły warsztatowe, przy których możemy ulepszać i modyfikować broń. Gra serwuje nam także tabletki do spożycia, za pomocą których możemy rozwinąć zdrowie postaci, obszar nasłuchiwania, tworzenie przedmiotów, leczenie i zminimalizować drżenie broni.


Źródło: Medium

Pytania bez odpowiedzi, czyli finalne wrażenia z The Last of Us

The Last of Us to gra kompletna, dlatego pisanie jej recenzji było przyjemnością samą w sobie. Pod względem fabularnym to perełka – mamy świetnie zarysowane tło i genialnie poprowadzoną metamorfozę bohaterów i ich relacji. Dźwiękowo niczego nie mogę jej zarzucić. Muzyka prowadzi nas gładko przez kolejne rozdziały, towarzyszy, ale nie zagłusza. Dubbing polski też mnie pozytywnie zaskoczył. Plus te filmowe cutscenki, niesamowite oświetlenie i klimat. Warto też zapoznać się z DLC, Left Behind, który uzupełnia historię z głównego wątku. Dostępny jest też tryb multiplayer, ale nie jestem fanką takich rozwiązań, więc tutaj ciężko mi stwierdzić, czy warto pokusić się na ten moduł.

Gra zmusza do zastanowienia się: co, jeśli z dnia na dzień cały świat wokół nas zmieni swoją formę? Jaką postawę przyjmiemy, kiedy prawa, które do tej pory rządziły światem, przestaną obowiązywać? Jakie będzie kolejne pokolenie dorastające w strachu, skupiające się tylko na przetrwaniu? Gdzie jest granica okrucieństwa i czy dla jednego istnienia powinniśmy zrezygnować z potencjalnej szansy na uratowanie ludzkości? Nie czuję, że odpowiedzi są podsunięte pod nos – jest tu pole do interpretacji działań bohaterów. 

Dla mnie to historia o stracie, relacjach, życiu w nieustannym poczuciu zagrożenia. O decyzjach i ich konsekwencjach, odpowiedzialności, okrucieństwie… Ale i o nadziei, odradzaniu się na zgliszczach dawnego świata. Naughty Dog tworząc The Last of Us pokazało, jak robić gry dojrzałe, skomplikowane moralnie i niejednoznaczne, a przy tym zaserwować całą gamę emocji. To wszystko powoduje, że nie jest jedną z tych gier, które wypadają z głowy zaraz po końcowych napisach.

Scroll to Top