Najpierw masa, później forma. Grime – recenzja gry

Grime recenzja gry

Niektóre produkcje są zwyczajnie piękne i wpadają w oko od pierwszej chwili. Nie inaczej jest z Grime, tytułem, którego plastyczna grafika przyciąga wzrok, dlatego też niniejsza recenzja pisała się z prawdziwie dziką przyjemnością.

Raz na jakiś czas pojawia się gra, która skutecznie przyciąga mnie do siebie. Trudno powiedzieć, z czego wynika to zauroczenie – z mechaniki? Z pięknej oprawy graficznej? A może ambientowej muzyki? Studio Clover Bite oddało w ręce graczy swoją debiutancką produkcję 2 sierpnia 2021 roku. Wydawcę, firmę Akupara Games, możecie kojarzyć chociażby z The Darkside Detective, które skradło serduszko jednej z Grajmerek. Natomiast Grime stało się dla mnie grą szczególną, o czym z pewnością przekona Was niniejsza recenzja.

Tytuł aktualnie jest dostępny wyłącznie w wersji na PC, ale można spokojnie sterować także za pomocą kontrolera, którego użycie zostało w pełni zaimplementowane. Jestem pewna, że będziecie czerpać dzięki niemu większą przyjemność z prowadzenia postaci podczas przemierzania tych niezwykłych krain.

Grime recenzja gry, widoczne fragmenty twarzy wymieniające się oddechem jak pocałunkiem

Piękny wstęp do wielokrotnych zgonów

Niesamowite efekty wizualne towarzyszą rozgrywce od samego początku. Jesteśmy świadkami narodzin niezwykłego konstruktu, który zdaje się stworzony z oddechu tajemniczych bytów i wtłoczony w kamienną formę. Tak powstaje on, wojownik, którym będziemy przemierzać kolejne lokacje, aby odkryć źródło szaleństwa ich mieszkańców. Rozgrywka odbywa się w sposób side-scrollowy, typowy dla platformówek. Elementy 3D zostały zgrabnie wkomponowane w całość, dzięki czemu odbiór jest przyjemny wizualnie. I te kolory! Wręcz odpoczywam, patrząc na kolejne ekrany! Oczywiście, staram się nie frustrować, kiedy co i rusz nowe stwory spuszczają mi łomot, gdy tylko się zagapię na otoczenie. Ale taki urok metroidvanii o soulslike’owych zaciągach.

Grime, postać stoi na skalnej krawędzi, widok na kamienną twarz

Celowo nie będę wspominała zbyt wiele o fabule. Tytuł posiada osobliwy klimat, który wymaga samodzielnego wczucia się i odkrycia kolejnych fragmentów historii. Każda nowa lokacja przynosiła ze sobą ciekawą opowieść oraz sprawiała, że miałam ochotę jak najszybciej zwiedzić i odkryć cały ten kamienny świat przedstawiony. Zależności pomiędzy napotykanymi postaciami, ich problemy, zwyczaje – to wszystko składało się na wspaniałą wycieczkę przez skalne miasta i pustynie. Szkoda mi więc psuć Wam zabawę w odkrywanie.

Grime, jedna z sal w lokacji Worldpillars

To co z tą masą?

Każdy przeciwnik, którego pokonamy podczas walki (a raczej ofiara, jak to ładnie nazywa gra), i większość zniszczonych elementów krajobrazu pozostawiają po sobie fragmenty masy. Na szczęście zbieramy je automatycznie, ponieważ stanowią ważną walutę. Niczym dusze w Dark Souls wymieniamy je za zwiększanie poziomu postaci, ulepszenia broni lub nowy ekwipunek u sprzedawców. Każdy kolejny awans postaci wymaga ich więcej, tym samym trzeba odpowiednio balansować rozwojem bohatera.

Grime, okno rozwoju postaci

Zgony postaci nie powodują utraty materiału, twórcy oszczędzili graczom frustracji z tym związanej. Dodatkowo w grze raz na jakiś czas trafiamy na przedmioty, które po zużyciu dodają nam dodatkowe punkty, dzięki czemu szybciej się wzmocnimy. Funkcję soulsowych ognisk pełnią w Grime monolity, rozsiane gdzieniegdzie po świecie. Po każdej śmierci (czyli utracie naszego naczynia) odradzamy się przy nich, ale ze stratą oddechu (o czym później). Jest to mimo wszystko doskonała okazja do awansowania postaci na kolejny poziom, skoro i tak już tu jesteśmy, czy wybrania aktywnych modyfikatorów. Z czasem odkrywamy nowych wrogów-ofiary i korzyści płynące z kradzieży ich oddechów.

Grime, monolit odrodzenia, nazywany w grze Surrogate

Jakieś ubranka czy ganiamy z gołym tyłkiem?

Biegnąc przed siebie, natrafimy co jakiś czas także na kolejne, lepsze części naszej powłoki, takie jak pancerze, nagolenniki i naramienniki. Gdy uzbieramy pełny zestaw jednego rodzaju, to bohater, przykładowo, otrzymuje zwiększony modyfikator dla konkretnych ataków przeciwko określonemu rodzajowi przeciwników. Klasyka. Wszystko zależy od naszego zapotrzebowania w danym momencie. Ponadto mamy interesujący wybór broni. Możemy dostosować styl rozgrywki do własnych preferencji, u mnie standardowo uzbrojenie będzie lekkie i szybkie.

Grime recenzja, postać w pancerzu na ekranie ekwipunku

W Grime wszystko zdaje się żyć, w tym kamienie, a także… oręż. Niesamowite animacje, które towarzyszą naszym akcjom, stanowią dodatkową ucztę dla oczu. Ogromną przyjemność sprawiało mi odkrywanie kolejnych rodzajów ekwipunku, w tym bomb, broni miotającej i dodatkowych, czasowych ulepszeń pancerza i ataków. Z czasem zbieramy ich coraz więcej, a zużyte materiały zajmują na stałe miejsce w plecaku. Dotychczas nie było to kłopotliwe i pozwalało lepiej się zorientować w zbieranych przedmiotach.

Grime, okno ekwipunku

Krainy rozsiane szeroko, aż do krawędzi

Tak jak wcześniej wspomniałam, w grze poruszamy się głównie od lewej do prawej strony. Możemy się także cofać, klękać, podskakiwać. Czasami przynosi to niespodziewane efekty jak odkrywanie sekretów, nagłe zapadanie się podłoża albo odnalezienie tajnego przejście przez ścianę. Środowisko gry jest dla nas mało przyjazne, ale na tyle piękne, że przez cały czas byłam ciekawa, co za chwilę spotkam na swojej drodze. Kolejne formacje skalne cieszą wyczuciem estetyki i działają zaskakująco relaksująco. No i ta muzyka w tle – delikatna i odprężająca. Dodatkowo napotykane stwory wydają swoje własne odgłosy, co buduje tajemniczą atmosferę skalnego świata.

Grime, tajemnicze malunki naskalne

Także przeciwnicy są zróżnicowani zależnie od odwiedzanego biomu. Kamienni wrogowie występują w różnych rozmiarach, dodatkowo każdy posiada własne wzorce zachowań. Możemy albo ich pokonać, albo przy użyciu specjalnego ataku – odebrać im oddech. Czyli mniej więcej wchłonąć ich duszę, tak jak dementorzy wysysają złoczyńców w Azkabanie! Nie możemy tego robić od razu, trzeba najpierw osłabić przeciwników do określonego poziomu, zaznaczonego na pasku życia, a później wybrać odpowiednią chwilę, tuż przed wyprowadzonym w nas atakiem. Warto próbować, bo dzięki temu zwiększamy poziom własnego oddechu, co pozwala między innymi leczyć się i zdobywać większe ilości tego cennego surowca z wrogów.

Grime, postać wysysa oddech z wroga

To co? Pora na bossa! Tylko którędy tam dojść?

Nie ma lekko. Recenzja Grime nie może się obyć bez jakiegokolwiek opisu tego procederu. Ale po kolei. Najpierw mapa! Wydawałoby się, że początkowo krążymy w ciemności. Każdy obszar zawiera jedno miejsce, w którym dzięki aktywacji specjalnego kryształu uruchamiamy opcję zapisywania mapy i jej odsłoniętych fragmentów. Z czasem odblokowuje się także szybka podróż między lokacjami, co jak zawsze jest niezwykle przydatne – nikt nie lubi popylać piechotą z jednego końca świata gry na drugi.

Grime, okno mapy

A co z bossami? Są wielcy, wściekli i piękni. Jak to w grach tego typu, warto poświęcić chwilę (a w moim przypadku kilka żywotów) na odkrycie schematu ich działania i zapoznanie się z atakami, które wyprowadzają i odpowiednim reagowaniem na nie. Uniki, odskoki, kontrolowanie poziomu mocy. Niejednokrotnie zapominałam się i przy próbie wzięcia zamachu okazywało się, że postać ani drgnie. Podobnie jak ze zwykłymi zabójstwami przy większych przeciwnikach także przydatna jest kradzież oddechu. Przyznaję, że często mi to umykało, a później, gdy już odpowiednio ich przycisnęłam, okazywało się, że nie tacy bossowie straszni, jak to się początkowo wydawało.

Grime, walka z bossem, kwiatowe kobiety nazywane matkami

Szczerze uwielbiam Grime – finalne wrażenia

Lepiej tego ująć się nie da. Podoba mi się narzucony poziom trudności, który z czasem przestaje się wydawać taki wyśrubowany, kwestia przyzwyczajenia do stylu walki. Uwielbiam animacje, które sprawiają, że bohater porusza się w ten hipnotyzujący sposób, trochę jak golem tańczący w balecie. To po prostu trzeba zobaczyć. Interesujący wrogowie, dziwna historia w tle i cel, do którego zmierzamy krok po kroku, odkrywając co i rusz nowe urokliwe lokacje i zdobywając nowe umiejętności. Polecam grę każdemu, kto lubi się troszeczkę spocić podczas walki i przede wszystkim każdemu fanowi soulslike’ów. Planuję ograć ten tytuł kilkukrotnie, żeby wypróbować różne style gry. A poza tym – popodziwiać widoki i posłuchać tajemniczych dźwięków otoczenia.

Recenzja Grime powstała dzięki współpracy z GOG.com. Jeżeli lubicie gry typu soulslike o platformówkowym charakterze, to koniecznie zajrzyjcie do recenzji Tails of Iron. Przekonacie się, jak to jest rządzić królestwem atakowanym przez żaby, robale i inne tajemnicze istoty.

Kod otrzymaliśmy od sklepu GOG.com!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry