Awaryjne lądowanie na niebieskiej planecie. Plan B From Outer Space: A Bavarian Odyssey – recenzja gry

Plan B From Outer Space recenzja gry - na obrazku przedstawiono niezidentyfikowany obiekt latający, który rozbił się w lesie.

Agent traxiańskich służb specjalnych w drodze z misji rozbija się na tajemniczej planecie w nieznanym układzie. Poznajcie Plan B From Outer Space: A Bavarian Odyssey, czyli historię zielonego bloba i jego wrażenia z pobytu na Ziemi.

Robot Pumpkin Games wydało niedawno produkcję, która z pewnością zwróci uwagę fanów science fiction. Deweloperzy pochodzą z Kolonii i jak sami twierdzą, zajmują się opracowywaniem gier indie dla ludzi, robotów i… dyń? Taaak… Możecie mi wierzyć lub nie, ale taki opis doskonale pasuje do twórców tytułu, z którym miałam przyjemność się zapoznać. Mam oczywiście na myśli poczucie humoru zespołu, a nie to, że w ich gry powinny grać dynie… Zresztą, dlaczego nie? Niech grają! Studio ma na razie w swoim dorobku dwa tytuły, które można nazwać tekstowymi przygodówkami albo interaktywnymi książkami. Jednym z nich jest The Innsmouth Case, z którą  zetknęłam się w marcu przy okazji odbywania kwarantanny. Dobrze wspominam grę pomimo tego, że z powodu nagłego zgonu bohatera nie udało mi się doprowadzić śledztwa do końca. Jednak ta recenzja poświęcona jest najnowszemu dziełu studia – Plan B From Outer Space: A Bavarian Odyssey.

Kokpit latającego spodka

The Cosmos. Infinite Space

Przygoda W Planie B z Kosmosu rozpoczyna się na pokładzie latającego spodka przemierzającego bezkres wszechświata. Jesteśmy przedstawicielem zmiennokształtnej rasy, co daje nam doskonały kamuflaż podczas misji na obcych światach. Właśnie ukończyliśmy ważne zadanie i pogrążeni we śnie wracamy do domu. Nad naszym bezpieczeństwem w trakcie podróży czuwa sztuczna inteligencja, w którą wyposażono statek. Niestety Automated Ship System, do którego w takcie przygody zwracamy się po prostu ASS, chcąc skrócić czas przelotu, wyznaczył dla nas nową trasę. Decyzja okazała się bardzo brzemienna w skutkach. Drogę zatarasowała nam osobliwa, błękitna planeta zamieszkana przez prymitywną, ale liczną rasę. Trzeba było wstać i przyjrzeć się odkryciu. Zrobić adnotację w mapach gwiezdnych. Wtem w pobliżu orbity dziwnego świata coś zderzyło się z naszym pojazdem. Osobiście chcę wierzyć, że była to czerwona tesla Elona Muska. Miało być tak prosto. Skończyć się naniesieniem kilku kartograficznych poprawek. Jednak plan A wziął w łeb. Pora na plan B.

Tekstowa przygodówka? A co to jest? – czego należy się spodziewać

W przeciwieństwie do przygodówek point-and-click rozgrywka Planu B z Kosmosu nie polega na klikaniu w interaktywne elementy otoczenia. Zamiast tego do rozwijania fabuły gra wykorzystuje tekst. Czytamy opisy, dialogi i podejmujemy decyzje. Zwykle do wyboru mamy kilka opcji, a z każdej z nich wynikają zupełnie inne konsekwencje. Tytuł ma ogromny potencjał w kształtowaniu historii. Wyobraźcie sobie tylko, że gra oferuje 19 różnych zakończeń! To naprawdę sporo. Z Ziemi udało mi się uciec w niecałe 3 godziny. Tyle mniej więcej trwa rozgrywka od rozbicia statku do opuszczenia planety. Jednak wcale nie trzeba odlatywać z Bawarii!

kreator postaci

Jeden raz to za mało – regrywalność

Gra może wydawać się krótka, ale w tym cały sens tej produkcji. Przygodę gracz powinien zaczynać ciągle na nowo. Podążanie kolejnymi ścieżkami i odkrywanie zawartości, do której wcześniej nie dotarliśmy, jest integralnym elementem rozgrywki. Plan B From Outer Space zdecydowanie został stworzony z myślą o regrywalności. Nawet w trakcie przygody mój kosmita stwierdził nagle: „następnym razem wezmę ze sobą broń”. Była to bardzo czytelna sugestia, że kiedy skończę, powinnam zagrać jeszcze raz i zrobić wszystko inaczej. Zresztą tę ideę odzwierciadlają bardzo wyraźnie osiągnięcia, jakie zdobywamy na Steamie. Może jednak powstrzymajcie się przed oglądaniem tych nieodkrytych, ponieważ moc spoilerów jest w nich silna. Lepiej dać się zaskoczyć! Odblokowałam 9 z 45 możliwych achievmentów. W związku z tym zobaczyłam zaledwie 20% tego, co przygotowali twórcy. Śmiało można stwierdzić, że dopiero zaczęłam grać.

Plan B From Outer Space lubi zaskakiwać

Mam taki fetysz, który sprawia, że moja satysfakcja z grania od razu wskakuje na wyższy poziom. Uwielbiam przyglądać się głównym menu. Wiem, dziwne, ale to zastąpiło mi w jakimś stopniu opakowanie. Z powodu braku przestrzeni magazynowej kupuję tylko gry w wersji cyfrowej. To wyklucza ładne pudełko. Na szczęście kompensuję sobie stratę, podziwiając elementy interfejsu. Bardzo mnie cieszy, kiedy już na etapie, w którym klikamy „nową grę”, jest ciekawie. Od razu zauważyłam, że w omawianej produkcji menu zaprojektowano jak wnętrze statku kosmicznego. Poszczególne opcje do wyboru wyświetlane są na monitorach, dziwacznych czujnikach i innych ustrojstwach, które zwykle znajdują się na deskach rozdzielczych latających spodków. Cóż za wspaniały pomysł!

Niespodzianek ciąg dalszy

Kolejnym miłym zaskoczeniem dla mnie był kreator postaci. Poza tym, że ustalamy przeszłość kosmity, to jeszcze możemy mu wybrać wygląd! No i co z tego, że większość czasu w grze spędzimy jako Ziemianin. Uwielbiam personalizować głównego bohatera. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się w Planie B takiego narzędzia. Wiecie, to jednak przygodówka tekstowa, czy jak kto woli – interaktywna książka, a nie erpeg od BioWare. Rozgrywka mogłaby się obejść bez tego elementu. Mimo wszystko tworzenie ufoludka było bardzo rozrywkowe. Świetnie się bawiłam decydując, czy powinien mieć jedno oko czy kilkanaście. Ponieważ film o galaretowatym zabójcy z kosmosu od bardzo dawna leży na mojej kupce wstydu, mój traxiański agent służb specjalnych otrzymał kształt bloba.

Nie jestem książką!

Pogrążona w lekturze, zaczytana jak nigdy planowałam następne posunięcie. Sytuacja była napięta. Pierwszy kontakt z mieszkańcami planety miałam za sobą i nie chciałam go powtarzać. Spotkałam łowcę, który lubił otaczać się w swoim lokum truchłami zabitych przez siebie istot. Mało brakowało i dołączyłabym do makabrycznej kolekcji. Byłam sama wśród barbarzyńców bez szansy na wsparcie. Musiałam działać z wielką ostrożnością. Gdy nagle zupełnie zmieniły się zasady rozgrywki. Koniec z tekstem. Czas na minigrę logiczną. Tak. Plan B From Outer Space zaskoczył mnie ponownie, serwując kolejny niespodziewany element. Na chwilę tytuł przestał przypominać książkę i wymagał ode mnie innej aktywności. Zabawa zaowocowała rzadkim osiągnięciem na Steamie.

I want to believe – czuję ten klimat

Kosmiczna przygoda nie mogłaby się oczywiście obejść bez odpowiedniej oprawy dźwiękowej. A ta w produkcjach z gatunku science fiction musi wprowadzać odpowiedni klimat. Muzyka z openingu do Z Archiwum X miała w sobie coś, co mówiło „kosmos”, „kosmici”, „latające spodki”, „agenci FBI”. W grze Plan B From Outer Space też tak jest. Melodie, które słyszymy w tle, wprowadzają właśnie w taki nastrój. Jedyne, czego mi trochę brakowało, to lektora czytającego tekst. Najlepiej takiego o głosie narratora ze Startreka, który przed każdym odcinkiem starej serii mówi kultowe: „Space. The final frontier”. Jednak to mała produkcja, a po przygodzie z The Handler of Dragons wiem, że należy uważać z takimi życzeniami. Jeszcze się okaże, że po następnej aktualizacji teksty będzie mi czytał Jerzy. Nie, proszę, nie. Jerzy wszystko by popsuł. Wolę ciszę od pozbawionego emocji syntezatora mowy.

Osiem poprzednich planów zawiodło, a dziewiąty okazał się prawdziwą katastrofą

O nawiązaniach do klasycznych dzieł science fiction, easter eggach, bawarskim folklorze nie będę się rozpisywać. Po pierwsze, największą satysfakcję daje odnajdywanie w grach takich rzeczy samodzielnie. A tu naprawdę jest się czego doszukiwać. Po drugie, niewiele wiem o bawarskim folklorze. Mimo wszystko dziennikarski obowiązek nie pozwala mi przemilczeć tytułu. Plan B From Outer Space jest oczywistym puszczeniem oczka w kierunku osób, które kiedykolwiek otarły się o film Eda Wooda. A trzeba zaznaczyć, że Wood nie zasłynął z kręcenia dobrych produkcji. Oj nie. Jednak to Plan 9 From Outer Space przyniósł reżyserowi sławę, pośmiertną nagrodę i zyskał miano najgorszego filmu na świecie. Bycie najlepszym bez wątpienia jest wielkim osiągnięciem. W drugą stronę rzecz ma się zupełnie tak samo. Moje gratulacje Ed.

Plan B From Outer Space: A Bavarian Odyssey – finalne wrażenia

Moim zdaniem Plan B to świetna pozycja. Produkcja pełna jest niespodziewanych zwrotów akcji, humoru oraz nawiązań do popkulturowych zielonych ludzików. Jeśli nie przeraża Was czytanie, którego jest w grze naprawdę dużo, albo przezwyciężycie niechęć do tej formy rozgrywki, to czeka Was naprawdę świetna zabawa. Niestety produkcja dostępna jest po angielsku i raczej nie powinniśmy się spodziewać rychłego spolszczenia. Ilość tekstu obecnego w tytule może sprawić, że część osób zrezygnuje z zabawy z powodu zbyt słabej znajomości języka. Warto jednak potraktować grę jako pretekst do podciągnięcia swoich umiejętności. Jeśli o mnie chodzi, to zamierzam sięgnąć po wszystkie steamowe osiągnięcia. Bardzo się cieszę, że przede mną jeszcze tyle zawartości. I szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać, jaki rezultat przyniesie mój następny plan B.

Recenzja Plan B From Outer Space: A Bavarian Odyssey powstała we współpracy z agencją PR better.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry