Gra dla dzieci, która jest za trudna dla dorosłego. Smerfy: Misja Złoliść – recenzja gry

dom Smerfów w grze Smerfy Misja Złoliść, o której jest ta recenzja

Tak, dobrze widzisz, dziś gra o Smerfach. Nie myśl jednak, że będzie łatwo, gdyż niestety ta recenzja powstawała w ogromnych bólach, a platformówka Smerfy: Misja Złoliść ma więcej wad niż zalet.

Zaczynam pisanie tej recenzji z mocno obolałym przedramieniem lewej ręki od wciskania WSAD-u i kombinacji innych klawiszy. (Aktualizacja na drugi dzień: ledwo piszę z zapaleniem jednego ze zginaczy ręki. Nie polecam.) Moment w Obozie Dzikusa to zaledwie jakieś 20% ukończenia gry. Niestety moja przygoda ze smerfną produkcją zatrzymała się właśnie tam, na jednej z drewnianych stacji. Za mną był szereg lewitujących grzybów, przede mną – kolejne tuziny. Utknęłam na jednej sekwencji na aż cztery godziny i wreszcie się poddałam, bo nie robiłam żadnych postępów, a po przedramieniu rozlewał się coraz większy ból. Ta gra miała być skierowana do dzieci, a sprawiła, że poległa prawie trzydziestoletnia baba. Widzicie więc, że ta recenzja naprawdę powstawała w bólach, toteż nie zamierzam pominąć w niej choćby jednej wady gry Smerfy: Misja Złoliść. A tych jest naprawdę sporo.

To nasz cudowny świat… tylko że wcale nie

Smerfy są w niebezpieczeństwie – jak zwykle – z powodu Gargamela (którego, notabene, widziałam tylko na gameplayach na Youtubie). Tym razem w wyniku jego działań cała kraina Smerfów została opanowana przez tajemniczą zarazę. Roślinność zapadła na dziwną chorobę, która sprawia, że nawet trawa może zranić naszego niebieskiego ludka. Aby uzdrowić rośliny i pokonać przeciwników, Pracuś stworzył Smerfizator – urządzenie pozwalające na rozpylanie specjalnego pyłku kwiatowego, który niweluje działanie trucizny. Zadaniem gracza jest zwiedzanie smerfnej krainy pod postacią jej mieszkańców i wyleczenie jej z zarazy. W tym celu będziemy wcielać się kolejno w najbardziej znanych bohaterów z bajki Smerfy. Tak, Smerfetkę też! Chociaż do etapu z nią niestety nie dotarłam, czego bardzo żałuję.

Serce pik, pik, pik, dzień za szybą znikł, a ja nadal na tym samym etapie

Sięgając po grę o Smerfach, liczyłam na dobrą zabawę, a także łatwą, przyjemną rozgrywkę (i równie przystępną dla dziecka co, na przykład, Psi Patrol). I zaczynamy od pierwszego problemu tej gry, czyli beznadziejnie obmyślonego poziomu trudności. W Obozie Dzikusa, którego nie przeszłam, mimo kilku godzin walki (a próbowałam swoich sił przez trzy kolejne dni tygodnia), odczułam zły design gry najbardziej. Skakanie po znikających kapeluszach muchomorów, zmiksowane z fruwaniem w powietrzu jak helikopter, kompletnie przekroczyło moje umiejętności zręcznościowe. Utknęłam chyba na jednej z ostatnich prostych, prowadzących do Aqua Magnifica. CHYBA. I nie do końca wiem, co miałam znaleźć.  Gdyby tylko udało mi się tam dotrzeć… Niestety, wiele razy miałam w tej lokacji wrażenie, że już za rogiem czeka mnie koniec męczarni, by zaraz się rozczarować. I odpadłam. Za bardzo mnie to skakanie i fruwanie wymęczyło fizycznie i psychicznie. Moje przedramię to dziś płacząca z bólu masa mięśni, która błaga, bym nigdy więcej nie korzystała z klawiatury.

skakanie nad przepaścią z drewnianego pomostu zawieszonego w przestrzeni, w której nie widać dna przez gęstą mgłę, Smerfy Misja Złoliść recenzja

Bajlandio, bajlandio, kraino ze snów, to tu Smerfy bawią dzieci

Obejrzałam więc kilka recenzji i gameplayów na Youtubie. I co się okazało? Że wielu graczy opisuje tę grę jako dziecinnie prostą zarówno dla nich, jak i ich dzieci! Cóż, prawie trzydziestoletnia kobieta nie podołała. Muszę jednak zaznaczyć, że ja nigdy nie byłam dobra w gry zręcznościowe. Nie wiedziałam, że Smerfy: Misja Złoliść będą na tej mechanice tak skupione – gdybym zdawała sobie z tego sprawę, zapewne nigdy nie sięgnęłabym po grę, a recenzja w moim wykonaniu w ogóle by nie powstała.

Nie ukrywam jednak, że trochę mnie te opinie skłoniły do refleksji. Jakim cudem dzieci przechodzą tę grę bez większych trudności, a ja mam problemy? Czy to serio kwestia umiejętności? Czy gra dla dzieci powinna wymagać takiej zręczności i to na poziomie początkującym? Coś mi tu nie gra. Skoro skierowana jest domyślnie do młodszego odbiorcy, to dlaczego mi sprawiła takie problemy? Dziesiątki pytań, zero odpowiedzi.

Oto najlepszy dowód na to, że Smerfy pomyliły gatunki. Ktoś widział, by gra dla dzieci miała tyle ekranów informujących o śmierci bohatera?

Smerfy płyną zwiedzać świat

A wierzcie mi, że jest co zwiedzać. Pełna mapa świata Smerfów składa się z czterech obszarów, o których, ponownie, dużo Wam nie opowiem, bo utknęłam na pierwszym. Jednak on wystarczył mi, by oszacować, jak ogromne rozmiary osiąga całe uniwersum. Podróżujemy bowiem po różnych lokacjach, a już niedługo po rozpoczęciu zabawy trafiamy do słynnej Wioski Smerfów. Tam poznajemy przede wszystkim Papę Smerfa. Możemy także zagadać do kilku innych, znanych z bajki, stworków, a wśród nich – do Smerfetki. Ta pojawia się już na samym początku rozgrywki, aczkolwiek za sprawą dwuznacznego tekstu jednego z NPC-ów. Mówi on bowiem o smerfowaniu kwiatków Smerfetki. Czy tylko mi się to wydaje podejrzane? Widzowie streama, na którym pokazywałam ten etap rozgrywki, także zauważyli tu podtekst. Z jednej strony, można dzięki niemu wrócić do starych, dobrych czasów, gdy nagle odkrywaliśmy drugie znacznie całowania muszelki Migotki, które według słów Małej Mi obiecał jej Muminek, czy też „Jakubie, zrób mi loda!” z Tabalugi. Z drugiej jednak, wraca pytanie – do kogo skierowana jest ta gra i jaka była intencja twórców?

dwuznaczny tekst o smerfowaniu kwiatków Smerfetki wypowiedziany w rozmowie 2 Smerfów, w tle zielona trwa i krzaki, Smerfy Misja Złoliść recenzja

A one były już, a one były już wszędzie

Żałuję, że nie mogę powiedzieć tego samego o sobie. Świat gry to jedno, ale przez to, że zablokowałam się na tak wczesnym etapie, nie mogłam też nijak skorzystać z możliwości ulepszenia mojego Smerfizatora. Po prostu gra nie przewidziała, że gracz może już na tym etapie chcieć ulepszyć sprzęt. Albo wręcz przeciwnie – celowo na to nie pozwoliła.

Napotkałam też wiele błędów i niedoróbek. NPC-e próbujący zainicjować z nami konwersację w trakcie cutscenki, niedziałający gamepad, który według instrukcji sterowania jest w pełni wspierany przez grę, czy też dialogi mówione częściowo po polsku, a częściowo po angielsku. Dołóżmy do tego beznadziejny system checkpointów, który ani trochę nie motywował mnie do kolejnych prób pokonania trasy w Obozie Dzikusa… i mamy przepis na porażkę. Zresztą wystarczy spojrzeć na oceny gry na Steamie. Może i Smerfy: Misja Złoliść mają tylko dwie negatywne opinie (moja recenzja niedługo do nich dołączy). Jednak te dwie sztuki, wobec jedynie trzydziestu trzech łącznie, wiele mówią. Bardzo słaby wynik jak na miesiąc po premierze.

Co więcej, grafika też pozostawia wiele do życzenia. Na pierwszy rzut oka gra faktycznie wygląda pięknie, ale po bliższym przyjrzeniu się można zauważyć niedopracowane tekstury. W produkcji z poprzedniego wieku bym to zrozumiała. No, może jeszcze z pierwszego dziesięciolecia obecnego. Jednak po tytule z 2021 roku oczekuję czegoś lepszego i milszego dla oka.

Nie ma sprawy! Smerfy: Misja Złoliść – finalne wrażenia

Liczyłam na przyjemną zabawę, a dostałam zszargane nerwy. Tak oto załatwiły mnie niebieskie ludziki, które miały umilić jesienno-zimowe wieczory. Być może ta recenzja wyglądałaby kompletnie inaczej, gdyby Smerfy: Misja Złoliść zainteresowały swoją formułą „krolyczka”, czyli naszą miłośniczkę platformówek. Niestety, to ja w redakcji mam słabość do tych stworków. Pozostanę jednak przy kreskówce i Smerfnych Hitach, a sama gra poczeka na lepsze czasy. Prawdopodobnie takie, gdy zaproszę kogoś w swoje skromne progi i poproszę, by ten etap przeszedł za mnie. Chociaż znając moje szczęście, pewnie dość szybko zablokuję się ponownie.

Recenzja gry Smerfy: Misja Złoliść powstała dzięki uprzejmości sklepu GOG.com, w którym możecie znaleźć ten tytuł w cenie 114,99 złotych.

Kod otrzymaliśmy od sklepu GOG.com!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry