Top 10 gier idealnych na Halloween

grafika do topki z okazji Halloween, widać na nim różne postaci z gry przyozdrobione w halloweenowe gadżety, w lewym górnym rogu V Rising i wampirzyca z czapką wiedźmy, w prawym górnym Leon Kennedy z Resident Evil 4 oparty o okno, za nim duszek, w lewym dolnym rogu The Evil Within i Sebastian walczący z Opiekunem, zamiast strzelby ma cukierek a Opiekun zamiast wora ma torbę na słodycze, w prawym dolnym widać screen z Until Dawn i kąpiącą się Sam, za nią psychopata w masce clowna, a na wannie stoi dynia. Na środku widać logo Grajmerek otoczone pajęczyną, top 10 gier idealnych na Halloween

Mamy dla Was kilka upiornych propozycji na dzisiejszy wieczór przed komputerem. Choć wywodzą się z różnych gatunków i studiów, to wszystkie te gry łączy jedno – halloweenowy klimat.

Znowu nadchodzi pora dyń, strasznych dekoracji i mrocznych kostiumów. Jednak są tacy, którzy Halloween nie kojarzą już ze zbieraniem cukierków, a raczej z wieczorami z dreszczykiem. Może to być straszny film (tak, ten komediowy też), książka Kinga, ale także (a może przede wszystkim) gra. Nie ma przecież nic lepszego, nic wciągnięcie gracza lub graczki do mrocznego świata i kazanie mu się z nim zmierzyć.

Z okazji tegorocznego Halloween przygotowałyśmy, podobnie jak rok temu, listę 10 (a właściwie 14, ale o tym później) tytułów, którym warto poświęcić dziś uwagę. Jest bardzo zróżnicowana i uwierzcie, że nawet osoby nielubiące się bać znajdą tu coś dla siebie.

Devour

grafika promująca grę Devour, przedstawia opuszczony budynek z zamkniętą bramą, a przed nią tabliczkę z napisem „No Trespassing”

Generalnie horrory to gatunek, który wolę zostawić komuś innemu. Boję się ich, mam potem koszmary i to kompletnie nie mój typ rozrywki. Natomiast co-opy są moją słabością, a Devour to właśnie horrorowy co-op PvE (gra posiada także tryb single player).

W tej grze jesteśmy członkami kultu religijnego. Jego cel to odprawienie pradawnego rytuału, mającego powstrzymać opętaną osobę, zależną od mapy. W grze są 4 plansze: amerykańskie gospodarstwo, opuszczony szpital psychiatryczny, japońska gospoda oraz miasteczko rodem z westernu. Podczas czytania tekstu może wydawać się, że tych map jest mało, ale zapewniam Was, że już po chwili okaże się, że tyle wystarczy na całkiem długo. Mapy są rozbudowane, do tego rozłożenie przedmiotów co grę jest inne, a to już zmienia cały przebieg rozgrywki.

No właśnie, rozgrywki. Przed grą wybieracie jedną z dostępnych postaci, które różnią się jedynie wyglądem i biografią (jest to dosyć humorystycznie zrealizowane). Na początku gracze/graczki muszą się zapoznać z mapą, lokalizacją przedmiotów i celem. W miarę postępów poziom trudności rośnie. Opętana/opętany robi się agresywniejsza/y i odporna/y na obronę przed nią/nim, dodatkowo zaczynają pojawiać się duchy, które utrudniają drogę do celu. Tytuł bardzo szybko zmusza do współpracy i przemyślanych działań. Po grze jesteśmy nagradzani punktami doświadczenia, za które możemy kupić umiejętności ułatwiające rozgrywkę.

Moje pierwsze podejścia to pamiętam jako tragedię. Byłam bardzo niepewna, ponieważ boję się horrorów. Na szczęście, z pomocą przyszły mi ustawienia, które pozwalają wyłączyć jumpscare’y i inne narzędzia budowania taniego strachu. Dzięki temu straszył „jedynie” gameplay i przyznam, że świetnie się bawiłam. Myślę, że to wyjątkowo klimatyczna pozycja na Halloween przed komputerem i ze znajomymi.

(HebiHime)

Penumbra: Czarna Plaga

grafika z gry Penumbra: Czarna Plaga, przedstawia fragment stacji badawczej, w lewym dolnym rogu widać trzymaną przez protagonistę latarkę, po drugiej stronie pomieszczenia leży ciało martwego członka zespołu badawczego

Tytuł ten ma już swoje lata, ale jeśli lubicie horrory, w których możecie poczuć się jak bezbronna zwierzyna łowna pośrodku wrogich terenów, to zdecydowanie jest to gra godna polecenia.

Rozgrywka jest bardzo immersyjna. Zaawansowany silnik fizyczny pozwala na interakcję z niemal każdym napotkanym przedmiotem w bardzo precyzyjny sposób, co sprawia, że nawet przeszukiwanie półek w poszukiwaniu medykamentów czy też baterii do, jakże pomocnej, latarki będzie napawało was dodatkowym strachem.

Fabuła gry stawia nas w dość niekomfortowym położeniu. Budzimy się na terenie ośrodka badawczego. Jedyne znane nam wyjście z niego jest zablokowane. Zaś cała załoga obiektu zamieniła się w nadzwyczaj czujne i inteligentne demony. Jeden z nich, zdaje się, dopadł też nas i z lubością komentuje i wyśmiewa nasze poczynania w grze. Niekiedy sprowadza na nas omamy, przez które uciekamy nie tylko przed realnym zagrożeniem, lecz także sadystycznymi zachciankami głosu w naszej głowie. Bardzo ciężki klimat, mistrzowsko przełamany sarkastycznym humorem, wcale nie umniejszającym ogólnemu poczuciu strachu i napięcia.

Polecam fanom i fankom skradanek, którzy niekoniecznie chcą grać rolę nieustraszonego bad boya w swojej grze grozy.

(Ruby Graves)

Resident Evil 4

grafika z oryginalnego resident evil 4, przedstawia głównego bohatera Leona, jak siedzi oparty o drzwi samochodu i wpatruje się za coś za kamerą

W świetle nadchodzącego remake’u nie mogło zabraknąć czwartej, według wielu najlepszej odsłony serii Resident Evil. Wcielamy się w niej w znanego już z drugiej części Leona Kennedy’ego, który trafia do Europy w poszukiwaniu córki prezydenta, Ashley.

Pomijając jego rewolucyjny wpływ na gatunek i używane w nim mechaniki, Resident Evil 4 ma w sobie wszystko, czego mogliby pragnąć miłośnicy i miłośniczki survival horrorów: ograniczony ekwipunek pod postacią gustownej walizki, spory arsenał broni i limitowane zasoby, których nie można tak beztrosko wykorzystywać. Ponadto nie zabraknie charyzmatycznego protagonisty (ten głos!) z tandetnymi odzywkami i zapadających w pamięć walk z bossami. Całość to po prostu idealne połączenie wartkiej akcji z momentami grozy.

Nie brakuje również charyzmatycznych złoli i Ady, która standardowo pomaga Leonowi zza kulis. Interakcje Kennedy’ego z nimi wszystkimi są czasem tak rozkosznie żenujące, że nieraz pokręcicie głową z zażenowaniem albo po prostu zaśmiejecie się w głos. Jednak absurd i czerstwy humor to już sztandarowe cechy serii Resident Evil i nie da się ukryć, że w dużej mierze to dzięki nim jest ona tak genialna.

Jest mrocznie, krwawo, a na widok regeneratorów do tej pory krzyczę i pauzuję rozgrywkę, żeby się uspokoić. Jeżeli niestraszne jest Wam nieco toporne już sterowanie, ciasne korytarze i sporo walki, szybko instalujcie to cudo i ruszajcie ratować Ashley. A jeśli czujecie się wyjątkowo odważni, to grajcie na słuchawkach i po ciemku (choć od razu mówię, że reklamacji na zepsute serca nie przyjmuję).

(Liosa)

Silent Hill 2

grafika z gry Silent Hill 2, przedstawia głównego bohatera i Piramidogłowego, podczas gdy ten drugi łapie tego pierwszego za gardło i unosi do góry, w drugiej dłoni trzyma swój ogromny miecz

Klasyka gier-horrorów. Silent Hill 2 opowiada historię Jamesa Sunderlanda, który otrzymał list od swojej żony – Mary. Prosi go w nim o udanie się do ich „specjalnego miejsca”. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że jego partnerka nie żyje od 3 lat. James przybywa do tajemniczego, tonącego we mgle miasteczka Silent Hill, żeby rozwiązać tajemnicę listu.

Gra jest niesamowicie klimatyczna, łatwo buduje napięcie oraz lubi się bawić elementami grozy. Z początku wydaje być spokojną produkcją, ale to tylko pozory. Graczowi/graczce bardzo szybko przychodzi zmierzyć się z pierwszym monstrum, a gra nie daje żadnych podpowiedzi czy samouczka. Po wygranej zdobywa się radio, które zaczyna szumieć, gdy w okolicy czają się wrogowie. W pewnym momencie gry może dojść do tego, że gracz będzie czuł się bezpieczniej i pewniej przy odgłosach urządzenia. Cisza staje się nieznośna i przerażająca, zwłaszcza „po drugiej stronie”. Na uznanie zasługuje muzyka – dodaje klimatu, trzyma w napięciu, a w połączeniu z tajemniczą do samego końca fabułą oraz wszechogarniającą miasto mgłą, może przybić do fotela. Gra przeraża, wstrząsa, ale jednocześnie wciąga i nie można się od niej odciągnąć.

Co do potworów, kiedy pierwszy raz spotkałam Piramidogłowego – zamarłam. Stał sobie za kratą na końcu długiego, ciemnego korytarza, a ja cała trzęsłam się ze strachu. Potem trzeba było jeszcze chować się w szafie. Przez całą cutscenkę miałam wstrzymany oddech, byłam sparaliżowana i naprawdę rozważałam wciśnięcie Alt+F4, żeby złapać parę oddechów. Tak ta gra na mnie działała.

Nietrudno zatem wyobrazić sobie moją reakcję, gdy dowiedziałam się, że Silent Hill 2 otrzyma remake, a prace nad projektem powierzono polskiemu studiu Bloober Team. Trzymam kciuki za całą ekipę. Nie mogę się doczekać, żeby znów zagubić się we mgle miasteczka Silent Hill.

(Liseł)

The Evil Within

grafika z gry The Evil Within, przedstawia mężczyznę celującego ze strzelby w potwora z sejfem zamiast głowy, który z jednej dłoni trzyma wór, a w drugiej tłuczek do mięsa

Mamy też coś dla osób, które lubią podczas rozgrywki czuć dezorientację i zaskoczenie, a jednocześnie starać się jakoś poskładać to, co się dzieje do kupy. Produkcja od Tango Gameworks zdecydowanie należy do tych wykręcających mózg (i nieraz wnętrzności).

Podczas gry policjantem Sebastianem Castellanosem staramy się rozwiązać zagadkę szpitala psychiatrycznego, w którym doszło do masowego mordu. Szybko okazuje się, że zbrodnia ma podłoże nadnaturalne, a główny bohater zostaje zmuszony do walki o życie w ekstremalnych i paranormalnych warunkach.

Nastawcie się na dużo walki, ograniczone zasoby i elementy skradankowe, które nieraz sprawią, że szybciej zabije Wam serducho. Zniekształcony budynek szpitala to miejsce, w którym ciągle trzeba mieć się na baczności i pilnować pleców. Trzeba także zmagać się z ograniczonym systemem zapisu – postępy można zapisywać tylko w wyznaczonych miejscach, a autosave jest tu rzadkością. Ulepszanie również wykonuje się w określonych punktach i płacimy za nie zieloną mazią (w którą zmieniają się wrogowie po pokonaniu), dlatego wymaksowanie upragnionych statystyk zajmie nam trochę czasu.

Mamy także coś na podobiznę Piramidogłowego, czyli Opiekuna (lub też Boxheada), przerażające potwory i obrzydliwe animacje śmierci Sebastiana. To survival horror w najlepszym wydaniu, jeśli przymknie się oko na absurdalną i ciężką do zrozumienia fabułę, a także ciągłe mieszanie fikcji z rzeczywistością. Nie należy do łatwych produkcji, ale niesamowicie przyjemnie się ją ogrywa, bo pod względem mechanik dorównuje ona nawet najlepszym Residentom. Nic zresztą dziwnego – odpowiedzialny za The Evil Within Shinji Mikami pracował w Capcomie m.in. nad Resident Evil 4.

(Liosa)

The Medium

grafika promująca grę The Medium, przedstawia główną bohaterkę pochylającą się tyłem do kamery, tuż przed nią widać jasną łunę światła

Zanim porwał się na remake Silent Hilla 2, w 2021 roku Bloober Team wydał na świat The Medium. Fabuła i rozgrywka zachwycają nawet antyfanów horrorów. Co więc tak zapiera dech w piersiach w przypadku tej pozycji?

Po pierwsze – fani Silent Hill mogą tu dostrzec takie same, sztywne ruchy kamery z perspektywy trzeciej osoby. Niejednokrotnie przy wartkiej akcji taka perspektywa multiplikuje odczucia grozy, budując niepokojący klimat.

Po drugie – soundtrack. Podczas rozgrywki słyszymy ścinającą krew w żyłach ścieżkę dźwiękową skomponowaną przez Akirę Yamaokę (kompozytora w sadze Cichego wzgórza) wraz z Arkadiuszem Reikowskim (znanego z muzyki do Blair Witch).

Po trzecie – fabuła. Główną bohaterką jest Marianna, która pracuje w zakładzie pogrzebowym. Oprócz tego posiada paranormalne zdolności, które pozwalają jej widzieć duchy. Po tajemniczym telefonie Marianna trafia do opuszczonego kompleksu, w którym rozgrywa się akcja gry. Jest to intrygujący gameplay łączący ze sobą dwa światy. Dosłownie. Gra toczy się w świecie rzeczywistym i paranormalnym, ten drugi pokazany jest w wizjach bohaterów. Podzielony ekran nie wszystkim przypadnie do gustu, niemniej jest to ciekawy koncept polskiego studia.

I last but not least – Marcin Dorociński. Krakowskiemu studiu do produkcji gry udało się uzyskać jednego z topowych polskich aktorów, którego rozpoznawalność zwiększyła się po premierze Gambitu królowej. Co ciekawe, postać Dorocińskiego na ekranach została utworzona tą samą technologią, której przy postaci Keanu Reevesa użył CD Projekt RED w Cyberpunku 2077 (którego recenzję oczywiście możecie u nas przeczytać!).

Jeśli macie ochotę wejść w świat duchów ujęty w PRL-owskich realiach, który jest w stanie przerazić i dać do myślenia niespodziewanym zakończeniem, z całego serca polecam.

(Obama)

V Rising

grafika z gry V Rising, widać na niej postać w trakcie rozgrywki

Gra survivalowa to kolejna świetna propozycja na Halloween. A jak jest podana w wampirzym sosie (to chyba krew się nazywa, ale nie znam do końca wampirzych zwyczajów), to już w ogóle perfekcyjnie. Jeśli to ostatnie zdanie Was zainteresowało, to powinniście się przyjrzeć V Rising. To izometryczny survival i wbrew temu, co można pomyśleć na pierwszy rzut oka – nie ma nic wspólnego z Diablo.

Gra wita nas klimatycznym intro, które stanowi niejako wprowadzenie w świat V Rising. Nie oczekujcie jednak fabuły na poziomie NieR: Automata. Tutaj jest prosto – wampiry kiedyś rządziły światem, ale ludzie się przeciwstawili, doszło do wojny, krwiopijców pokonano i pora na CS-a. Gracz wciela się w jednego z tych potworów, który, osłabiony, przebudził się z długiego snu i pragnie odbudować wampirze imperium.

Gameplay to już klasyczny do bólu survival. Tworzymy serwer, dostosowujemy parametry (w tym wybieramy między trybem PvE a PvP) i zaczynamy zabawę. Zbieramy surowce, tworzymy przedmioty i budujemy swój zamek Drakuli. Ot cała rozgrywka, brzmi prosto, ale w gronie znajomych daje sporo frajdy. Bardzo immersyjna jest podatność na promienie słoneczne (jak wiadomo, wampiry niezbyt lubią słońce). W moim odczuciu to ciekawa mechanika, która powoduje dwie rzeczy – zwiększa wspomnianą immersję oraz niejako wymusza zmianę stylu gry w nocy i za dnia. Mała rzecz, a cieszy.

Na koniec ciekawostka: do jutra do godziny 18:00 możecie wypróbować grę za darmo na Steamie.

(HebiHime)

Vampire Survivors

grafika z gry Vampire Survivors, przedstawia główną postać w trakcie rozgrywki, z obu stron idą na nią chmary wrogów, u góry widać czas gry

Kolejna gra indie w tym zestawieniu – można odnieść wrażenie, że twórcy niezależni bardzo lubią Halloween. Vampire Survivors co prawda nie jest grą, która Was przestraszy w jakikolwiek sposób. To tytuł, który porusza wszystko co ważne w Halloween, czyli: duchy, potwory, wampiry, trumny i zjawiska nadprzyrodzone. Jednak nie po to, żeby nas jakoś straszyć (chyba, że boicie się grindu). Dlatego ten tytuł od razu przypadł mi do gustu, bo przecież Halloween nie musi nas przerażać tak, żeby przez kolejny miesiąc mieć koszmary – możemy też po prostu dobrze się bawić.

Celem gry jest przetrwanie. Wybieramy postać, planszę i zaczynamy rozgrywkę. Gracz może jedynie chodzić postacią, a wszystkie ataki odbywają się automatycznie. Musimy także zbierać doświadczenie i unikać przeciwników, których z minuty na minutę pojawia się na naszym ekranie coraz więcej. Raz na jakiś czas odwiedzi nas również boss, który po pokonaniu upuści skrzynię. Pozwala ona na ewolucje przedmiotów zdobywanych podczas naszej rozgrywki za sprawą awansowania oraz podnoszenia ich z podłogi.

Sama gra jest mocno utrzymana w stylu retro. Poza pixel artową grafiką i muzyką udającą 8-bitowe soundtracki, gra jest też przepełniona nawiązaniami do klasyki. Już sam gotycki klimat i arty przywodzą na myśl Castlevanię, a przy niektórych znajdźkach uderzy nas bardzo mocne nawiązanie do Mario… ale nie chce wam zdradzać wszystkiego, co jest do odkrycia. Tego w grze jest sporo, więc jeśli lubicie easter eggi w klimacie retro i otoczce stylizowanej mocno na Castlevanię, to Vampire Survivors jest grą dla Was.

(HebiHime)

Vampire: The Masquerade – Bloodlines

grafika z gry Vampire: The Masquerade – Bloodlines, przedstawia naszą postać stojącą tyłem do kamery, przed nią widać kolumny i łuki architektoniczne oraz mieszkańców Los Angeles, na których możemy użyć naszych wampirzych Dyscyplin

Na koniec wampirzych klimatów na tej liście zostawiłyśmy coś, co, choć może nie straszy bezpośrednio jumpscare’ami, zostawia nas z dreszczykiem i upiorną myślą: A co, jeśli wampiry rzeczywiście żyją wśród nas?

Vampire: The Masquerade – Bloodlines zapewne jest dobrze znane RPG-owym wyjadaczom. Ta legendarna gra nieistniejącego już Troika Games jest naprawdę genialnym przeniesieniem podręcznika Wampir: Maskarada na growe podwórko. Wcielamy się w nowonarodzonego wampira (lub wampirzycę) z jednego z siedmiu klanów, który szybko zostaje pozbawiony stwórcy i wrzucony w sam środek brudnej, politycznej walki o władzę.

Zarówno mechanika Maskarady, jak i duża swoboda w tworzeniu postaci do tej pory robią wrażenie. Możemy być charyzmatycznymi geniuszami oraz brutalami ze smykałką do otwierania zamków. Całość przypomina wypełnianie karty postaci w papierowych RPG-ach.

Przerażające są tu nie tylko niektóre ze spotykanych osób i potworów, lecz także gęsta atmosfera i niepewność. Nikomu nie możemy ufać, każdy potencjalnie chce naszej Ostatecznej Śmierci, a my sami długo jesteśmy zwykłym pionkiem w zakulisowej grze, nazwanej Jyhadem. Właśnie to napięcie sprawia, że rozgrywka w Bloodlines jest tak niezapomnianym przeżyciem.

Fanowski patch uratował tę produkcję i dzięki niemu do dziś gra się niesamowicie przyjemnie. A gdy weźmiemy pod uwagę niezbyt optymistyczne doniesienia na temat drugiej odsłony serii, regularne powroty do wampirzego LA to jedyne, co nam na razie pozostaje. Halloween to idealna okazja na sprawdzenie tego niesamowitego tytułu – sprawdźcie, jak Wy poradzicie sobie w tej pajęczynie kłamstw, knowań i wiecznego pragnienia. Uważajcie tylko na skutki uboczne – strach przed krwiopijcami i żal, że tak mało produkcji obecnie trzyma poziom Bloodlines.

(Liosa)

Kącik Supermassive Games

Jako że dwie z naszych redaktorek nie mogły zdecydować się na jedną grę tego znanego z horrorów studia, postanowiły opisać je wszystkie. Jakby nie patrzeć, całe portfolio Supermassive idealnie wpasowuje się w charakter Halloween i może z powodzeniem zastąpić chociażby oglądanie typowego slashera.

The Dark Pictures Anthology

The Dark Pictures Anthology jest serią, która wyróżnia się niezwykłymi grami-horrorami z filmowymi wstawkami między scenami i rozgałęzioną fabułą. To gracz/graczka swoimi wyborami decyduje, jak będzie przebiegać rozgrywka. Nawet, jak można by sądzić, najmniej istotna decyzja może nieść ze sobą poważne konsekwencje. W trakcie gry można wcielić się w kilka postaci, w różnych sytuacjach, podczas wykonywania rozmaitych czynności, a to, jak potoczą się ich losy, jest zależne od naszych działań. Każda produkcja opowiada nową historię – nie trzeba ogrywać ich po kolei, bo się ze sobą nie łączą. Wobec tego specjalnie dla Was postanowiłyśmy ułożyć tytuły serii od najlepszego do najsłabszego.

House of Ashes

grafika z gry House of Ashes, przedstawia postać idącą w kierunku przeciwnym do kamery, w lewej dłoni trzyma pochodnię i idzie w kierunku pomnika na końcu jaskini

House of Ashes bez żadnych wątpliwości zasługuje na tytuł „najlepszej gry serii The Dark Pictures Anthology”. Opowiada ona historię wojny w Iraku, podczas której amerykańscy żołnierze otrzymują rozkaz odszukania broni masowego rażenia. Zamiast tego odnajdują coś straszniejszego – opuszczoną sumeryjską świątynię, w której zostało przebudzone pradawne zło. Ich nowym zadaniem staje się przetrwanie nocy.

Gra ma w sobie coś z lovecraftowskiego klimatu oraz Obcego Jamesa Camerona. Postacie są świetnie napisane i zapewniają emocjonalną przejażdżkę bez trzymanki. W jednej chwili potrafimy część z nich kochać, w innej życzyć im śmierci, a w kolejnej jednak liczyć na zmazanie win. Wspomniane wyżej „zło” zostało przedstawione równie świetnie jak w Until Dawn, jego obecność w niczym nie przeszkadzała.

Z każdej strony i w każdym momencie wróg mógł zaatakować, co jeszcze bardziej potęgowało napięcie i dało się dzięki temu odczuć, że toczy się prawdziwa walka o przeżycie. Nieraz podczas tej gry trzymałam nerwowo ręce przy piersi i miałam nadzieję, że wszystko jednak dobrze się skończy.

Little Hope

grafika z gry Little Hope, przedstawia chłopaka wpatrującego się w wiszącego przed kamerą ludzika z patyków, obok chłopaka stoi ktoś z latarką w lewej dłoni

Little Hope, druga w kolejności (i w naszym rankingu) gra z antologii Dark Pictures kupiła mnie swoim klimatem. Tym razem Supermassive zaserwowało nam prawdziwy, gęsty jak krew horror psychologiczny. Bohaterowie w wyniku nieszczęśliwego wypadku trafiają do tytułowego miasteczka… i dzieją się rzeczy. Choć może brzmi to nieco sztampowo, to zapewniam Was, że w tej grze nic nie jest takie, na jakie wygląda. Uwierzcie mi, wszystko ma swoje drugie i trzecie dno. Nie będę opowiadała fabuły produkcji, bo rozwiązywanie zagadki stanowi najlepszą część zabawy. Nadmienię tylko, że głównym tematem gry jest polowanie na czarownice w XVII wieku w Nowej Anglii, co pojawia się w retrospekcjach.

Twórcy zresztą nie ukrywają, że przy tworzeniu Little Hope inspirowali się przede wszystkim Silent Hillem. I to czuć, naprawdę. Da się zauważyć też wpływy innych klasycznych horrorów (np. Omen czy Czarownice z Salem). Snuta przez autorów opowieść jest niesamowicie angażująca, trzymająca w napięciu aż do naprawdę zaskakującego finału. Bohaterowie są wyraziści, można ich kochać lub nienawidzić, ale koło żadnego nie da się przejść obojętnie. Jedyna rzecz, do której mogłabym się przyczepić, to nieco toporne sterowanie (choć i tak poprawione względem Man of Medan), które potrafiło doprowadzić mnie czasem do szewskiej pasji.

Man of Medan

grafika z gry Man of Medan, przedstawia piątkę bohaterów siedzących razem na łódce przy świetle latarki

Man of Medan to pierwsza część antologii i zarazem najsłabsza. Nie zrozumcie mnie źle – to nie jest fatalna gra. Po prostu na tle innych, wydanych przez Supermassive, wypada dość mizernie. Trzeba jej jednak oddać, że konkurentów ma naprawdę mocnych. W tej części czworo młodych poszukiwaczy przygód chce odnaleźć i zbadać wrak samolotu. W wyniku pewnych wydarzeń trafiają jednak na pokład „statku widmo”. Podczas eksploracji i próby ucieczki z obiektu naszych bohaterów zaczyna ogarniać psychoza.

W tej części nie zagrało mi kilka rzeczy. Po pierwsze, historia jest dość niemądra i tym razem naprawdę sztampowa. Przyznam szczerze, że banalne wyjaśnienie wydarzeń, których byłam świadkiem, sprawiło, że tylko zaśmiałam się pod nosem. Po drugie, sposoby na przestraszenie gracza opierają się właściwie tylko na jumpscare’ach. W połowie gry już się ich spodziewamy i nie robią zbyt wielkiego wrażenia. Po trzecie, sterowanie jest zdecydowanie najstraszniejsze w całej tej produkcji i doprowadzało mnie do szaleństwa. Naprawdę byłam bliska psychozy, której doświadczyli bohaterowie. Pomimo tych wszystkich wad to wciąż całkiem sprawny horror. Może nie najlepszy, ale pewnie będziecie się dobrze bawić.

(Liseł i Masia)

The Quarry

grafika z gry The Quarry, widać na niej piątkę głównych bohaterów, patrzących z przerażeniem na coś za kamerą

Pokładałam ogromne nadzieje w kolejnym po Until Dawn, długim i pełnoprawnym horrorze od Supermassive. Na papierze ma wszystko, żeby mnie w sobie rozkochać. Uwielbiam typowe slashery. W dodatku historia dzieje się nad jeziorem, w tytułowym kamieniołomie. Ostatniej nocy obozu letniego dziewięcioro młodych wychowawców urządza sobie imprezę pożegnalną. Szybko jednak zabawa zmienia się w walkę o przeżycie do rana. Wszystko brzmi świetnie, przed zagraniem byłam zachwycona i zacierałam ręce. Rozczarowanie przyszło później. I nie dlatego, że gra była koszmarna, a dlatego, że nie była tak dobra jak Until Dawn.

Zacznę od pozytywów. Bohaterowie zostali napisani naprawdę dobrze. Jak to zwykle w grach Supermassive bywa. Wzbudzają emocje i albo się ich kocha, albo nienawidzi. Uwielbiam ich relacje i interakcje między sobą. Aktorzy grają bardzo dobrze, obsada jest świetna i można wśród niej znaleźć kilka znanych nazwisk. Historia jest dobra i ciekawa. Chociaż przyznam szczerze, że „plot twist” niezbyt zaskakuje, bo twórcy niespecjalnie się z nim kryją i już całkiem blisko początku gry rozwiązanie fabuły staje się dość oczywiste.

Kilka rzeczy nie przypadło mi do gustu i uniemożliwiło cieszenie się grą w pełni. Po pierwsze, jest bardzo dużo wyborów, które są niesprawiedliwe i pozbawione logiki. Z założenia to my mamy kierować fabułą, ale nie czujemy żadnej odpowiedzialności za bohaterów i ich śmierci, gdy nie dało się w żaden sposób ich przewidzieć. W poprzednich odsłonach serii, gdy ginęła postać (zwłaszcza ta ulubiona) miałam poczucie, że to z mojej winy, że to ja ją poniekąd uśmierciłam. Tutaj tego zabrakło. Po drugie, gra jest za prosta. The Quarry to interaktywny film pozbawiony jakiegokolwiek wyzwania. Równie dobrze można obejrzeć po prostu jakiś dobry slasher.

Niemniej to wciąż solidna produkcja i świetny horror ze wspaniałymi bohaterami. Po prostu Supermassive swoim Until Dawn bardzo wysoko ustawiło sobie poprzeczkę. Wciąż liczę na to, że kiedyś do niej doskoczy.

(Masia)

Until Dawn

grafika z gry Until Dawn, przedstawia jedną z bohaterek podczas kąpieli w wannie, obok niej pali się świeczka, a z tyłu w cieniu stoi mężczyzna w masce clowna

Nie mogło zabraknąć tego tytułu. Gra przedstawia historię grupy nastolatków, którzy zebrali się w rocznicę zaginięcia przyjaciółek z klasy w odizolowanym domku letniskowym w górach. Chcieli oni uczcić pamięć o zmarłych, żeby móc w końcu zapomnieć o całej tej sprawie. Niestety dość szybko zaczyna dochodzić do dziwnych sytuacji oraz spięć między bohaterami, a opanowaniu sytuacji nie pomaga obecność gościa z miotaczem ognia, psychola-mordercy i mrocznych stworzeń rodem z mitologii Indian. Pobyt w górach staje się koszmarem oraz walką o przeżycie do świtu.

Until Dawn szokuje, wstrząsa i przeraża. Gra bazuje na efekcie motyla, zatem nawet mniej istotna decyzja potrafi nieść ze sobą spore konsekwencje. Gracz/graczka nie jest w stanie przewidzieć do czego doprowadzą jego wybory. Postacie są bardzo dobrze napisane i czuć od nich emocje. Każda z nich ma swój indywidualny i niebanalny charakter. Podczas gry stawiają one czoło swoim problemom, wdają się w burzliwe romanse i na swój sposób reagują na różne sytuacje. Fantastycznie się na to patrzy. Nie da się ukryć, że to wszystko ma wpływ na odczucia gracza, które są w pełni naturalne. Gra nie narzuca, kogo musimy obdarzać sympatią czy porzucić na pewną śmierć. Podejście do postaci i decyzje zależą tylko od osoby grającej.

Podczas gry można niesamowicie się wczuć. Kiedy bohaterowie spacerują po okolicy, oświetlają sobie drogę za pomocą latarek, co bardzo buduje napięcie oraz może niespodziewanie przestraszyć, choćby jakimś zwierzakiem wyskakującym zza krzaków. Czasem może zaskoczyć również QTE czy komenda na pół ekranu: „Nie ruszaj się”. W tych momentach ręce drżały mi samowolnie i naprawdę musiałam aż wstrzymywać oddech. Super mechanika i bardzo dobre wykorzystanie możliwości konsolowych.

(Liseł)

Nie samym mrokiem żyje człowiek?

Jak widać, tegoroczna topka jest zdecydowanie bardziej mroczna. Mamy jednak nadzieję, że znajdziecie w niej przynajmniej jeden tytuł w Waszym guście. Niezależnie od tego, którą grę wybierzecie i co dziś robicie, życzymy Wam udanego Halloween!

Źródło grafiki do gry Silent Hill 2: gamesradar | Konami

Scroll to Top
Verified by MonsterInsights