Wstrząsająco dobry. Quake II Remastered – recenzja gry

Logotyp gry Quake II

Spod wprawnej ręki mistrzów z Nightdive Studios wyszedł niedawno Quake II Remastered, o tym, czy jest to remaster udany opowie Wam poniższa recenzja.

Ekipę Nightdive Studios postrzegam jako swego rodzaju cichych bohaterów growej branży. Dzięki pracy tych ludzi na powrót możemy cieszyć się licznymi klasykami, które z czasem zaczęły przepadać w otchłani niekompatybilności sprzętowo-systemowej. W 2023 roku portfolio studia zasilił kolejny tytan pośród FPS-ów, tytuł, którego nie trzeba chyba nikomu przedstawiać – Quake II. W dobie mody na odświeżanie leciwych klasyków zaczęliśmy borykać się z problemem typowym dla zjawisk, które generują zyski. Mowa oczywiście o chęci możliwie największej monetyzacji przy jednocześnie minimalnym nakładzie zainwestowanych środków. Wystarczy wspomnieć zrobione na odpier… odczepne remastery WarCraft III, czy też trylogii Grand Theft Auto, żeby wiedzieć, o czym mówię. Szczęśliwie dla nas, Quake II Remastered to historia z dobrym zakończeniem, o czym opowie Wam poniższa recenzja.

dziedziniec bazy wojskowej Stroggów

Seria Quake to bardzo ciekawy przypadek, bo chyba mało która równie wpływowa franczyza cierpiała na podobny kryzys tożsamości. Po znakomicie przyjętej pierwszej części bardziej niż oczywistym było stworzenie kontynuacji, która zaspokoi szalejący apetyt fanów. Jednak id Software miało inne plany i Quake II stał się sequelem przeboju z 1996 roku zupełnie przypadkowo. Początkowo gra, którą dziś znamy jako drugą część cyklu, miała być kompletnie nową marką. Żeby jednak nie zanudzać Was rozwleczoną historią produkcji, powiem tylko, że koniec końców górę wzięły względy czysto marketingowe.

I tak w 1997 roku do sklepów trafia gotowa wersja Quake II, która na zawsze podzieliła liczne grono fanów kultowej jedynki. Mroczna i gęsto podlana lovecraftowskim sosem atmosfera oryginału ustąpiła tutaj miejsca bardziej generycznej militarno-futurystycznej oprawie. Wielu fanom taka zmiana nie przypadła do gustu, co od lat jest powodem do zjadliwej krytyki omawianej produkcji. Trzeba jednak pamiętać, że pierwotnie ta gra nie miała być kontynuacją wielkiego hitu id Software, a zupełnie autonomicznym bytem. Dlatego, żeby w pełni oddać należną jej sprawiedliwość, trzeba najpierw wyciągnąć ją z cienia monolitu, jakim jest oryginalny Quake.

Ten przeciwnik zupełnie stracił dla nas głowę!

Zejście do Cerberonu

John Carmack miał kiedyś powiedzieć, że z fabułą w grach jest jak z historiami w filmach porno – ogółem oczekujesz, że tam będzie, ale to nie ona jest najważniejsza. Historia w Quake II po prostu jest i odgrywa bardziej rolę tła aniżeli istotnego elementu w całej przygodzie. Akcja przenosi nas do 2065 roku, gdy ludzkość toczy krwawą wojnę z rasą biomechanicznych koszmarów znanych jako Stroggowie. Gracz wciela się w postać samotnego komandosa, który po niezbyt udanej inwazji na planetę wroga musi wypełnić powierzoną mu misję. Naszym zadaniem jest przedarcie się w głąb terytorium obcych w celu zlikwidowania ich bezwzględnego przywódcy – Macrona.

Uzbrojeni w tę podstawową wiedzę ruszamy do nierównego boju, od którego zależą dalsze losy całej ludzkości. Chociaż na pierwszy rzut oka sequel niewiele różnił się od jedynki, to już po kilku chwilach zaczniemy dostrzegać nowości. Gra wprowadziła kilka istotnych urozmaiceń, które skutecznie odświeżały już nieco skostniałą formułę pierwszoosobowych strzelanek. Quake II zrywa bowiem z konstrukcją rozgrywki, w której poszczególne etapy stanowią niezależne od siebie zamknięte całości.

wróg zaatakowany z zaskoczenia nie miał szans

Znajdź i zniszcz

W poprzedniczce wystarczyło przejść z punktu A do punktu B i wymordować po drodze możliwie jak najwięcej przeciwników. Dwójka robi rzecz zgoła inną, bo stawia przed nami bardziej długofalowe cele. Ich realizacja często wymaga kluczenia pomiędzy różnymi lokacjami. I był to pomysł całkiem trafiony, bo przecież podobną ścieżką podążył m.in. wydany rok później Half-Life. Jednak z przecieraniem nowych szlaków często bywa tak, że po drodze napotyka się pewne trudności. Jak już zapewne się domyślacie, pierwotna wersja Quake II nie była wolna w tej materii od pewnych niedopatrzeń.

Problem z podobną konstrukcją rozgrywki był taki, że wymagał od gracza zapamiętywania wielu rzeczy. Często bywa tak, że sekcja jednego etapu staje się dostępna dopiero po wykonaniu określonego zadania w zupełnie innej lokacji. Gdy już je wykonamy, trzeba odwrócić się na pięcie i wrócić do miejsca, które dotychczas było zablokowane. Rzecz w tym, że takie eskapady nierzadko trwają nawet po kilkadziesiąt minut, podczas których naprawdę sporo się dzieje. Pewne kluczowe miejsca łatwo przegapić przez rozległą architekturę poziomów oraz fakt, że wiele lokacji wygląda bardzo podobnie do siebie.

Dzięki terminalowi przywracamy łączność z bazą

Nie zliczę, ile razy zdarzało mi się błądzić po bliźniaczo wyglądających korytarzach i magazynach, bo zapomniałem lokalizacji tych jednych drzwi lub windy. I tutaj z pomocą przychodzi jedna z najlepszych nowalijek, jakie wprowadza Quake II Remastered, czyli dostępny w podręcznym ekwipunku kompas. Dzięki temu pomocnemu przyrządowi gra błyskawicznie wytycza nam ścieżkę do kolejnego celu, co pozwala uniknąć frustrujących przestojów w rozgrywce. I powiem szczerze, naprawdę nie mogłem się nadziwić, jak podobna drobnostka była w stanie naprawić największy grzech tej gry.

Ciekawość to pierwszy stopień do lepszej zabawy

Mapy są zaprojektowane o wiele bardziej kompleksowo niż w części pierwszej. Badanie otoczenia odgrywa tutaj ważną rolę. Poszczególne poziomy zawierają do odkrycia sporo skrytek, skrótów, a nawet alternatywnych dróg do ukończenia danej lokacji. Co ciekawe, niektórych sekcji możemy nigdy nie zobaczyć, ponieważ wiodą do nich dobrze ukryte przejścia. Na szczególnie dociekliwych graczy czeka nagroda w postaci całych sekretnych etapów.

sekretne miejsca skrywają wiele cennych zasobów

Sama eksploracja nie ogranicza się jedynie do biegania po korytarzach i wciskania kolejnych przycisków. Gra nierzadko uczy nas wykorzystania elementów otoczenia do sforsowania napotkanych przeszkód terenowych. Zagadki środowiskowe wymagają od nas np. włączenia lasera przepalającego ścianę, zwolnienia śluz podnoszących poziom wody lub aktywowania jakiejś maszynerii, której ruchome elementy wykorzystamy do przedostania się na wyżej położone kondygnacje.

Świat zabawek mechanicznych

Chyba nikt nie ma wątpliwości co do tego, że gwoździem programu w Quake II jest walka. Na odsyłaniu wszelkiej maści maszkaronów do krainy wiecznych łowów spędzimy tutaj zdecydowanie najwięcej czasu. Potyczki są szybkie i bezpardonowe, a zatem refleks oraz celne oko będą niezbędne do przetrwania. Już w oryginalnej wersji wrogowie nieszczególnie patyczkowali się z graczem, jednak Quake II Remastered wynosi temat na nieco wyższy poziom. Sztuczna inteligencja jest tutaj naprawdę agresywna i nie pozostawia nam zbyt szerokiego marginesu na popełnianie błędów.

bliskie spotkanie trzeciego stopnia z obcymi

Nasi adwersarze posiadają w rękawach całkiem sporo asów, których nigdy nie wahają się użyć. Jedni bezlitośnie koszą nas seriami z karabinów, drudzy potrafią odbijać granaty od ścian, a jeszcze inni próbują ataków z zaskoczenia. Walka wymaga od gracza sporej elastyczności w kwestii stosowanych taktyk. Musimy nauczyć się odpowiedniego priorytetyzowania zagrożeń oraz dobierania właściwego środka ich neutralizacji. Jest to rzecz bardzo ważna szczególnie na wyższych poziomach trudności, gdzie jeden błąd może kosztować nas życie.

Jakby tego było mało, niektórzy Stroggowie nauczyli się nowych sztuczek, co czyni ich jeszcze groźniejszymi. Obok prostych manewrów pozwalających im np. unikać postrzału pojawiły się o wiele ciekawsze zagrania. Jakież było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że jeden z potworów, którego w oryginale dało się łatwo wyrolować, teraz potrafi wykonać błyskawiczny doskok w kierunku gracza, aby poczęstować go miażdżącym ciosem swojego mechanicznego ramienia. Zauważyłem także, że wrogowie z większą zajadłością podejmowali pościg po mapach, jeżeli sytuacja zmusiła mnie do odwrotu. Ba, przeciwnicy nie mają teraz problemu z tym, aby skracać sobie drogę np. poprzez zeskakiwanie z różnych kondygnacji.

Na grupy przeciwników potrzeba więcej niż jednej lufy

Sami Stroggowie to prawdziwa parada osobliwości. Obok przypominających humanoidy i zwierzęta straszydeł spotkamy również przedziwne maszyny, mutanty, czy też budzące grozę abominacje wyglądające niczym kroczące czołgi. Od czasu do czasu stawimy też czoła niezbyt wymagającym bossom, których klasycznie trzeba faszerować ołowiem tak długo, aż raczą umrzeć.

Z czym na Strogga?

Remedium na wszelkiej maści upierdliwców jest niezwykle skuteczny arsenał broni, który oddano do naszej dyspozycji. W podręcznej zbrojowni znajdziemy m.in. strzelbę, karabin maszynowy, wyrzutnię rakiet, ikoniczny Railgun, a nawet znane z Doom działo energetyczne BFG. Wybrane gnaty mają rzecz jasna różnorodne przeznaczenie i trzeba o tym pamiętać w ferworze walki. Taka strzelba znakomicie sprawdza się przeciwko pojedynczym przeciwnikom, na większe grupy lepszym wyborem może być szybkostrzelny karabin, z kolei bardziej oddalonych wrogów bez problemu zdejmiemy zabójczo celnym Railgunem.

Kolejny korytarz bazy oczyszczony

Żonglowanie dostępnym pakietem żelastwa dodatkowo ułatwia teraz bardzo wygodne menu kołowe. Gdy je wywołujemy, czas wyraźnie zwalnia, dając nam kilka cennych chwil na zmianę oręża. Podobnego usprawnienia doczekał się także ekwipunek, w którym gromadzone są m.in. pomocne power-upy. Sprawne zarządzanie zgromadzonymi zasobami to również jeden z elementów stanowiących o naszym sukcesie. Dwójka umożliwia bowiem zachowywanie znajdziek oraz znaleźnego sprzętu na potem. Dzięki temu zebrane power-upy możemy wykorzystać w dogodnej dla nas chwili, jak starcie z bossem lub liczną grupą wrogów.

Tryby wojny

Bazowa wersja gry to jedynie początek całej masy dobroci, które ma do zaoferowania nam Quake II Remastered. Poza oryginalną kampanią solową w ramach tej edycji otrzymujemy niezwykle bogaty zestaw dodatkowej zawartości. Zacznijmy od oficjalnych rozszerzeń w postaci Quake II: The Reckoning oraz Quake II: Ground Zero. Oba dodatki oferują premierowe kampanie dla pojedynczego gracza, które sumarycznie zawierają nieco ponad drugie tyle etapów, co podstawowa wersja gry. Fabularnie The Reckoning oraz Ground Zero uzupełniają się z wątkami znanymi z podstawki, ale pozwalają nam pokierować losami innych bohaterów. To dzięki ich wysiłkom możliwa była inwazja, w której bierzemy udział w bazowej wersji gry.

W kopalni minerałów

Poziom wykonania obu tych kampanii nieco odstaje od tego, do którego przyzwyczaja nas pierwowzór. Warto dodać, że zostały one stworzone przez zewnętrzne studia, a nie samo id Software. O ile The Reckoning trąci wtórnością i mało ciekawymi projektami etapów to Ground Zero wypada w tej materii bardzo przyzwoicie. Poza znanymi już sieciami korytarzy, baz wojskowych i magazynów, w ramach rozszerzeń zwiedzimy m.in. placówki badawcze, bagna, port kosmiczny, a nawet stację księżycową. Sama rozgrywka nie zaskakuje niczym, czego byśmy nie widzieli wcześniej. Jest szybko, krwawo, no i trzeba się nieco nabiegać w pogoni za kolejnymi celami misji.

Poza pakietem świeżych lokacji (TR: 18, GZ: 14) w ramach dodatków znajdziemy sporo innych nowości. Podstawowy arsenał zostaje rozbudowany o kilka nowych zabawek, jak plujący gwoździami karabin ETF, działko plazmowe, miny elektromagnetyczne lub strzelający rykoszetującymi ostrzami jonowy rozpruwacz. Poszerzeniu uległa także menażeria atakujących nas wrogów. Obok wzmocnionych wariantów już znanych przeciwników pojawia się też kilka świeżych twarzy, tak wśród szeregowców, jak i bossów. Na deser zaserwowano nam też zestaw premierowych znajdziek, ale nie stanowią one szczególnie atrakcyjnej alternatywy dla już znanych.

Lufy naszych karabinów rzadko mają czas ostygnąć

Zew maszyny

Ta recenzja pęcznieje w zastraszającym tempie, a ja opowiedziałem Wam ledwo o połowie tego, co Was czeka w Quake II Remastered. Dotychczas opisana zawartość to rzeczy, które fanom są znane od lat. Rozsiądźcie się wygodnie, bo przyszła pora na prawdziwie soczyste kąski. Call of the Machine to tytuł premierowego epizodu stworzonego specjalnie na potrzeby tego remastera przez studio MachineGames. Szwedzi znani z odrodzonej serii Wolfenstein po raz kolejny zaskakują świetnej jakości materiałem znakomicie wpisującym się w styl pierwowzoru.

Fabuła tej minikampanii pozwala nam poznać losy kilku dzielnych komandosów, którzy muszą odzyskać bezcenne dyski z danymi. Na owych nośnikach zapisano informacje pozwalające otworzyć przejście do wymiaru tak zwanego „Stwórcy”. Jeżeli ich misja się powiedzie, ludzkość raz na zawsze położy kres terrorowi Stroggów. W tym celu udajemy się na sześć różnych planet, pośród których znalazła się również nasza własna.

potężne BFG 10K w akcji

Każdą misję rozpoczynamy od zrzutu z orbity w specjalnej kapsule desantowej, co jest całkiem klimatycznym wprowadzeniem do akcji. Zaraz po wylądowaniu chwytamy za broń i zaczynamy kolejny masowy odstrzał biomechanicznych kreatur. Każda z sześciu długich misji stanowi zamkniętą całość, dlatego tempo akcji eskaluje bardzo szybko. Ilości przeciwników, jakie przyjdzie nam przerobić na krwawą miazgę, są wprost zastraszające. Z czasem robi się nieco wtórnie, bo twórcy z lubością zasypują nas tymi samymi bossami, ale ogólne wrażenia płynące z rozgrywki są pozytywne.

Call of the Machine bardzo zręcznie żongluje zawartością znaną z podstawki oraz oficjalnych rozszerzeń, wzbogacając ten koktajl o szczyptę nowości. Jedną z największych zalet tego dodatku są świetnie zaprojektowane mapy. Każda miejscówka ma swój unikalny klimat i są to jedne z najlepiej wykonanych poziomów, jakie zobaczycie pod szyldem Quake II. Miłą niespodzianką są ukryte sekcje, gdzie możemy podjąć się bardzo trudnych wyzwań. Jeżeli podołamy przytłaczającym atakom wroga, zostaniemy sowicie nagrodzeni świetnym uzbrojeniem oraz dodatkowym ekwipunkiem.

Z ralgunem w dłoni żaden wróg nam nie straszny

Hej, słyszałem, że lubisz Quake II…

A co, jeżeli Wam teraz powiem, że w temacie trybu dla samotnego gracza to nadal nie wszystko? Nie, nie przesłyszeliście się (jeżeli czytacie to na głos, rzecz jasna). Bo tak się składa, w ramach Quake II Remastered znalazł się także port Quake II w wersji na Nintendo 64. Jaki jest sens ponownego zamieszczania tej samej gry w ramach jednej paczki, zapytacie? Ano taki, że edycja z Nintendo 64 to zupełnie odrębna kampania, stworzona specjalnie na potrzeby tej platformy. I jest to nie lada gratka, ponieważ do teraz nie sposób było jej ograć legalnie inaczej niż na oryginalnej konsoli.

Za stworzenie tej wersji gry odpowiadało studio Midway Games, znane przede wszystkim z serii Mortal Kombat (recenzję najnowszej gry możecie przeczytać tutaj). Tło fabularne stanowi wariację na temat historii opowiedzianej w pecetowej edycji Quake II. A zatem gracz ponownie przyjmuje rolę jednoosobowej armii, zaś jego zadaniem jest pokonanie bezlitosnych obcych. W przeciwieństwie do swojego pierwowzoru omawiana produkcja ma raczej nieśpieszne tempo i jest wyraźnie uproszczona. Jest to oczywiście konsekwencją bardzo znaczących ograniczeń sprzętowych, z którymi deweloperzy musieli się mierzyć, programując pod Nintendo 64.

Kolejny nieszczęśnik zaraz zasili naszą listę trupów

Cięcia widać wszędzie. Począwszy od oprawy wizualnej, przez ilość oraz długość etapów, a na ograniczonej liczebności przeciwników kończąc. Struktura rozgrywki powraca do tej znanej z pierwszego Quake’a, czyli serii niezależnych etapów. Po ukończeniu każdego poziomu już nigdy do niego nie wracamy. O ile granie na Nintendo 64 mogło sprawiać, że gra stanowiła jakieś wyzwanie, tak z myszą i klawiaturą całość idzie ukończyć w niecałe trzy godziny. Obecność tego portu to mimo wszystko naprawdę przepyszny dodatek. Dzięki niemu możemy zapoznać się z tym mniej znanym rozdziałem w historii omawianego arcyklasyka gatunku.

Co dwa fragi, to nie jeden

Jedną z najlepszych rzeczy, jaką można powiedzieć na temat dwójki, jest to, że za rewelacyjną kampanią solową idzie równie wspaniały tryb rozgrywki wieloosobowej. Na potrzeby Quake II Remastered gruntownie odświeżono ten element. W nasze ręce oddano wszechstronny moduł pozwalający cieszyć się zarówno grą lokalną (podzielony ekran), jak i przez sieć, a nawet w formacie międzyplatformowym. Swoje zdolności możemy dodatkowo podszlifować w potyczkach ze sterowanymi przez sztuczną inteligencję botami, które potrafią dać naprawdę solidny wycisk.

rozgrywki sieciowe są szalenie intensywne

Tryb multiplayer w Quake II to jedna z najlepszych rzeczy, jakie kiedykolwiek przydarzyły się światkowi gier online. Udoskonalono tutaj praktycznie każdy aspekt, który sprawiał, że granie po sieci w kultową jedynkę sprawiało tak wiele przyjemności. Przy okazji jest to jedna z tych produkcji, które wylały fundament pod profesjonalny rynek e-sportowy. Wirtualne zmagania możemy toczyć w trybach Deathmatch, Team Deathmatch oraz Capture the Flag. Mało? To co powiecie na to, że kampanię solową można też przejść w trybie kooperacji ze znajomym? Tak sobie teraz myślę, że ta recenzja mogłaby być o wiele krótsza, gdybym zdecydował się napisać, czego w Quake II Remastered nie ma.

O oprawie słów kilka

Oprawa audiowizualna to ten element Quake II Remastered, który doczekał się największego liftingu. Chociaż gra wygląda i zachowuje się niemal w stu procentach, jak oryginalna wersja, to nie jest zasilana przez id Tech 2, a autorski silnik Nightdive Studios – Kex Engine. Przeportowanie całości na bardziej współczesne narzędzie pozwoliło twórcom tego remastera na wprowadzenie szeregu istotnych usprawnień. I nie jest to przysłowiowe pudrowanie trupa, bo lista nowości jest całkiem długa.

pomost na jeziorem lawy - klasyka!

Odświeżona dwójka oferuje teraz wsparcie dla wysokich rozdzielczości oraz obrazu w formacie 16:9. Wszystkie pozycje, dla których platformą natywną były pecety, dostały ostrzejsze i ładniej wyglądające tekstury. Kex Engine pozwolił deweloperom na wprowadzenie do gry dynamicznego oświetlenia, lepszych cieni oraz ładniejszych efektów cząsteczkowych. Dzięki temu eksplozje wyglądają na bardziej realistycznie, zaś niektóre bronie emitują teraz płomień wylotowy podczas strzelania.

Wyraźnemu retuszowi uległy też modele postaci, uzbrojenia oraz rozsianych po mapach przedmiotów. Twórcy mogli pozwolić sobie na zwiększenie ilości poligonów, dzięki czemu wszystko wygląda po prostu lepiej. Daje się również zauważyć drobne zmiany w architekturze etapów. Tu i ówidzie dodano kilka krzywizn lub lepiej wymodelowano niektóre elementy wystroju. Przy tym wszystkim udało się nie zatracić oryginalnej tożsamości wizualnej, która nadal cieszy oczy swoją specyficzną kanciastością.

Na planecie Stroggów nawet muchy stanowią śmiertelne zagrożenie

Soniczny chaos

Absolutnym klejnotem koronnym tych wszystkich poprawek jest przywrócenie do gry fantastycznej muzyki. W czasach, gdy Quake II miał swoją premierę twórcy gier musieli nieustannie borykać się z problemem ograniczonej pojemności fizycznych nośników. Podobnie jak w przypadku jedynki, tak i tutaj zdecydowano się, że muzyka będzie na oddzielnym krążku. Oznacza to tyle, że pliki z poszczególnymi utworami nigdy nie stanowiły integralnej części gry. Efektem tego dotychczasowe oficjalne reedycje dostępne na platformach cyfrowych były jej pozbawione.

Stworzony na potrzeby dwójki oraz dodatków soundtrack zawiera dwadzieścia niezwykle zagrzewających do walki utworów utrzymanych w estetyce industrialnego metalu. Za skomponowanie ścieżki odpowiada niemiecki muzyk Sascha Dikiciyan, znany również jako Sonic Mayhem. I, o borze zielony, jaka ta muzyka jest świetna!

Od tego pana lepiej trzymać się z daleka

Powiem Wam jedno. Jeżeli słuchając takiego Descent into the Cerberon lub Quad Machine nie macie ochoty rozszarpać na strzępy wszystkiego, co wejdzie Wam pod celownik, to gracie w Quake II po prostu źle. Jeżeli miałbym się do czegoś przyczepić w temacie muzyki, to tylko i wyłącznie do jednej rzeczy. Wielka szkoda, że na potrzeby Call of the Machine nie zaproszono do współpracy Sonic Mayhem, aby skomponował kilka nowych utworów. Muzyka z Quake II już zawsze będzie należeć do jednych z moich ulubionych ścieżek wszechczasów i od lat słucham jej z lubością poza samą grą.

Wysoko zawieszona poprzeczka. Quake II Remastered – finalne wrażenia

Co do jednej rzeczy nie mam absolutnie złudzeń – ekipa Nightdive Studios znowu to zrobiła! Quake II Remastered powinien figurować jako podręcznikowy przykład tego, jak należy odświeżać leciwe produkcje. Ten remaster to wspaniały pomnik wystawiony jednemu z największych klasyków nurtu gier FPS oraz cudowna laurka dla fanów tegoż gatunku. Nie ma chyba takiej osoby, której z czystym sercem nie mógłbym polecić zakupu tej produkcji.

Wrogowie wyposażeni w tarcze ochronne to twardy orzech do zgryzienia

Ten pakiet to blisko 20 godzin wybuchowej kampanii, zaś czas, który można spędzić w absolutnie uzależniającym trybie online, jest niepoliczalny. Ta gra to definitywne i najlepsze wydanie tego tytułu, jakie kiedykolwiek pojawiło się na rynku. Za śmiesznie niską cenę otrzymujecie paczkę od początku do końca wypełnioną samym konkretem i dobrem, zaś zupełnie pozbawioną raczyska w postaci lootboxów, mikropłatności czy przepustek sezonowych. Ale co ja sobie będę gębę strzępił! Nie traćcie więcej czasu! Dajcie się porwać i wkręcić w tryby tej zasilanej krwią oraz adrenaliną maszyny! I jeżeli ta recenzja nie zachęci Was do zapoznania się z Quake II Remastered, to już nie wiem, co zdoła.

Scroll to Top